Bardzo podoba mi się ogromna dawka autoironii - autorzy mają znacznie więcej dystansu do SG-1 niż połowa tego forum
. Ja właśnie tak traktuję ten serial - z DUŻYM przymrużeniem oka. SG-1 nie jest jakąś super poważną produkcją i jeśli traktować go trochę jak komedię, to można nawet wytrzymać 200 odcinków...
Dokładnie o to chodzi

przecież ten serial w ogóle to jest takie sci-fi poł żartem pół serio, podobnie trochę jak farscape. te ciągłe żarciki, niewyobrażalen szczeście głównych bohaterów, bardzo jasny podział na dobrych i złych, mnóstwo strzelanek i wybuchów, prostackie czasami rozwiązywanie problemów itd.
To wszystko jest swego rodzaju minusem serialu ale też i plusem. ja po prostu rozumię te założenia serialowe i godzę się na nie, ale też i wiem, czego mogę się spodziewać.
Dlatego w tym odcinku wzięto to wszystko w kupę i stworzono parodię samego serialu Stargate SG-1.
To nie jest Battlestar Galactica, Stargate SG-1 jest o wiele lżejsze gatunkowo i skierowane do młodszego widza i ztym należy sie pogodzić.
Ja często nie rozumiem niektórych ludzi którzy starsznie poważnie biorą ten serial, a taki przecież on nie jest. I tak jak słusznie napisał jooboo, należy go brać z przymruzeniem oka.