Wracając do tematu.... Uważam, że postać O'Neill'a jest wspaniała. Nie dziwię się, że został uznany za legendę sci-fi, ponieważ właśnie dzięki niemu ten serial jest zupełnie inny niż wszystkie. Bez niego byłby to jeden z wielu fantastyczno-przygodowych seriali, grupa ludzi odkrywająca nowe światy. Natomiast postać Jacka jest poprostu genialna, wnosi bardzo dużo humoru. Uwielbiam sposób, w jakim gra go RDA. Oglądając sezon 7, bardzo odczuwałam jego brak, właściwie czekałam na moment, w którym się pojawi na ekranie. Uwielbiam go właśnie za te szczegóły, znaczące spojrzenia, zabawne gesty czy wyrazy twarzy. No i oczywiśćie teksty

Poprostu super!!
Jak sam siebie określił w jednym z odcinków, jest prostym człowiekiem, nie wysuwa zawiłych teorii jak Carter. No a właśnie czasem najprostrze rozwiązania są najlepsze. Weźmy np. odcinek 1x10, gdzie Carter potrzebuje energii żeby uruchomić wrota wymyślając jakieś kondensatory czy inne rzeczy. Jack natomiast podrzuca proste rozwiązanie z czasów, kiedy ludzie nie mieli jeszcze takich urządzeń-pomysł Franklina czyli wykorzystanie błyskawicy.
Jest jeszcze coś, o czym chyba nikt nie wspomniał. Myślę, że doskonale nadaje się na dowódcę, ponieważ umie zachować dystans. Daniel jest zafascynowany archeologią, czasem jednak przekracza granice rozsądku ( w 1x10, gdy chciał zostać za wszelką cenę albo gdy Sara z nim zerwała bo nie widział świata poza pracą). Jack natomiast wie, że odpowiada za całą drużynę, umie patrzeć na sytuację trzeźwym wzrokiem. W sumie może nie jest super umięśniony czy inteligentny, ale że tak powiem, zna się na ludziach, umie ocenić sytuację. W "Children of the Gods" zauważył, że Teal'c różni się od innych Jaffa, wątpi w słuszność zabijania niewinnych ludzi. Wiedział, że on może im pomóc. W 6x18 słusznie nie zaufał obcym przerywając Carter gdzy chciała powiedzieć coś więcej o Ziemi stwierdzając, że jest to poprostu miłe miejsce. Nie interesuje go jak Carter nowa technologia, jako jedyny nie popierał fascynacji wszystkich Aschenami w odcinku 2010 (jak się okazało słusznie). Umie szyblo podejmować decyzje, nie zastanawia się co robić.
Jak ktoś kiedyś napisał, Carter jest mózgiem zespołu, natomiast Jack jest sercem. Ceni ludzi ponad nowe zdobycze czy rozwój. Przykład?Nie pamiętam co to za odcinek, ale chodzi świat, w którym dzieci zajmowały sie tylko nauką. Na Ziemi znalazła sie dziewczynka, której Jack pokazał jakie powinni mieć życie. Nie interesowała go jej wiedza, dla niego była poprostu dzieckiem. No i gdy odchodził Daniel, Jack jako jedyny nie chciał kontynuować rozmów ze światem Jonasa, nie obchodziło go co mają do zaoferowania.
Jack jest zdolny do każdego poświęcenia, nie zostawi swoich przyjaciół w potrzebie, najważniejsze jest dla niego dobro zespołu. Przykładów jest mnóstwo, "Thor's Hammer" gdzie nie chciał zostawić Teal'ca, "Prodigy", gdy sam musiał przedostać się przez latające, świecące "muszki".
No dobra, trochę się rozpisałam

Poprostu uważam, że Jack to wspaniały człowiek. Uwielbiam go właśnie za to że jest prostym facetem o wielkim sercu. Ale i tak najbardziej uwielbiam go za jego żarty, w końcu to dzięki nim polubiłam ten serial, a po obejrzeniu "Window of opportunity" wpadłam na dobre

Wiadomo, z czasem polubiłam wszystkich, ale to właśnie Jack zwrócił moją uwagę na początku, poprostu lałam ze śmiechu jak coś powiedział

Po prostu go uwielbiam

:clap: I będę baaaaaardzo za nim tęsknić