Skocz do zawartości

Zdjęcie

Pomysł na kolejny serial


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
79 odpowiedzi w tym temacie

#61 Tom_Logan

Tom_Logan

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 2 005 postów
  • MiastoGdynia

Napisano 17.05.2006 - |11:37|

Obejrzalem Threads i zmienilem zdanie, serial o Pradawnych bylby beznadziejny, bo sami zainteresowani pokazali że mają wszystko w ... 'każdy wie gdzie'.

Myślę że to jasne, nowa seria+nowa fabula= nowa galaktyka, kolejna seria na drodze mlecznej moglaby się sprawdzić tylko gdyby byla osadzona w przyszlości.

A nowa galaktyka? Cóż może pokazać taką, w której pradawni mieli niewielki wklad. Rządzącą się swoimi wlasnymi prawami zmagającą się z wlasnymi demonami. Oczywiście dla równowagi możnaby do niej wrzucić jakichś Ziemian ale nie więcej jak dwóch lub trzech. Dobrze byloby ją trochę nadwerężyć jakąś wojną żeby na starcie nie bylo zbyt latwo.

Ja to widzę tak, grupka Ziemian, czlonków programu of course przypadkiem trafia do galaktyki w której trwa wojna. Chcąc przeżyć przylączają się do garstki rebeliantów usiujących wyzwolić planety spod jażma nieprzyjaciela, dalsza część to już inwencja scenarzystów.

Ewentualnie nowa galaktyka moglaby być domem Furlingów, mogli przeceż zabrać ze sobą wrota i rozpowszechnić je w innych częściach wszechświata. W końcu akcja nie musi toczyć się wokól tajemnicy pradawnych.

Użytkownik Tom_Logan edytował ten post 17.05.2006 - |12:39|

  • 0
don't try

#62 DjMarco

DjMarco

    Starszy szeregowy

  • W tr. aktywacji
  • 109 postów
  • MiastoPiastów

Napisano 18.06.2006 - |16:14|

Ja tam chciałbym aby nowa seria (o ile będzie) była związana z Ori. Coś na wzór Stlantis tylko ze cała akcjia w galaktyce Ori i walka z nimi. A w tej walce pomagaja nam furlingowie i moze Nox, chociaż ci ostatni to zabardzo się nie palą do potyczek. A na sam koniec film w którym to pokonujemy goauld warith i ori a ziemia azgard furlingowie nox jaffa i ascynęci zawieraja wielkie przymierze 6 ras.

" troszke' naciągane ale to przecież SF

PEACE
  • 0
HALLOWED ARE THE ORI

Dołączona grafika

#63 Vala

Vala

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 19 postów
  • Miastohellworld

Napisano 18.06.2006 - |18:01|

rzeczywiście masz ooogroomną fantazję :) bo zakończenie tej historii tak wielkim przymierzem (aż) 6 ras, które mają wszystko i wszystkich "w odległej galaktyce" to przedsięwzięcie niemożliwe lub w najlepszym razie graniczące z cudem...a poza tym gdyby tak wszyscy się kochali to nudno by było- nie byłoby na kogo narzekać, złościć i obwiniać za panujący we Wszechświecie "bałaganik".
ja tam czekam na 10 sezon Stargate SG-1:) bo to bezczelność w taki sposób kończyć sezon poprzedni..w połowie...co ja mówie, na samym począteczku bitwy z Ori, którzy za jednym strzałem rozwalają Hat`aki!!!
A w dodatku Carter stoi na superwrotach i patrzy.....
  • 0
"ZASADY MOZNA ŁAMNAĆ TAK JAK .. . LUDZI" | PIŁA III

#64 Hans Olo

Hans Olo

    Lost Moderator

  • Lost Moderator
  • 2 394 postów
  • MiastoPoznań

Napisano 18.06.2006 - |18:11|

...a poza tym gdyby tak wszyscy się kochali to nudno by było- nie byłoby na kogo narzekać, złościć i obwiniać za panujący we Wszechświecie "bałaganik".

Zawsze można jeszcze rozprawic się z Ashenami:).
  • 0

BSG s04e10 - "Oh, Earth...hmm we got frakked out" 


#65 Vala

Vala

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 19 postów
  • Miastohellworld

Napisano 18.06.2006 - |18:36|

Hmmmm.... Asheni taka miła, "pomocna" rasa :)
PRAWIE przyjaciele....a ty od razu żeby ją zniszczyć, nieładnie, nieładnie(heh :) )
  • 0
"ZASADY MOZNA ŁAMNAĆ TAK JAK .. . LUDZI" | PIŁA III

#66 DjMarco

DjMarco

    Starszy szeregowy

  • W tr. aktywacji
  • 109 postów
  • MiastoPiastów

Napisano 18.06.2006 - |18:55|

No przyznaje troche przesadziłem z tym przymierzem 6 ras ale jakis mały traktacik (ofizjalny) z asgardem i jaffa. Chociaż jak by popatrzeć na stosunek wolnych jaffa do tauri to nie wróże nic dobrego.
  • 0
HALLOWED ARE THE ORI

Dołączona grafika

#67 greco

greco

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 345 postów
  • MiastoCzęstochowa

Napisano 18.06.2006 - |19:18|

Kolejny serial rownolegly do SG-1 jakos by mnie nie przekonal. To juz by bylo delikatne przegiecie nie tylko dla widzow, ale na pewno dla scenarzystow.
  • 0

#68 nick_matters

nick_matters

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 2 postów

Napisano 31.08.2006 - |15:03|

Mój pomysł na nową historię ze świata stargate jest prosty i wzorowany na tym, co najbardziej lubię w Stargate. Oto i on:
Stargate OMEGA
Grupa naukowców odkrywa w Egipcie dziwna metaliczna tablice z tajemniczymi inskrypcjami. Podobny artefakt znalazła jedna z drużyn SGC. Dwóch naukowców z SGC bada obie tablice i odkrywają, że są to dwie części jednej całości, czegoś w rodzaju elektronicznego notatnika Pradawnych, ktorzy po opuszczeniu atlantydy trafili na Ziemię. Natrafiająć na skuty lodem posterunek Pradawni udali sie dalej do świata nazwanego przez nich Om'eah, a notatnik pozostawili jako drogowskaz dla innych.
Tu zaczyna się cała seria. Generał O'Neill zezwala na misję na Om'eah by załorzyć tam Omega Base i prowadzic badania najbardziej tajemniczej cześci drogi mlecznej. Jedyne połaczenie z Ziemią to wrota na Om'eah.
Drużyna SG-10 trafia na planetę, która uwazaja za Om'eah i ktora jest atakowana przez nowoczesny Ha'tak Nergala, nowego wroga Ziemi. Członek drużyny, Samuel Hastings odkrywa trzecia czesc tablicy i ostateczna czasc adresyu Om'eah. W trakcie odwrotu drużyna zostaje otoczona i by uciec uwalniaja istote, ktora dała poczatek panowania Goa'uldow w naszej galaktyce i jednoczesnie byla pierwszym, ktory rozpoczal wojne z nimi, Promet'heusa. jednak Jego ludzka cześć umiera i potrzebuje on nowego nosiciela, z ktorym moglby sie zespol8ic. (jest on istota na wpół ascetyczna, ale nie wezem jak goa'uld) hastings laczy sie z nim tworzac Sam'heusa. Z jego pomoca druzyna wraca na ziemie i rozpoczyna przygotowywania do misji na Om'eah.
Tak przedstawiałby sie w skrocie pilot. Dalej bohaterowie poznawaliby przeszlosć Prome'heusa, Om'eah, histotię nergala. Jednoczesnie dowiedzieli by sie o wielkim zagrozeniu czychajacym na Atlantis.
Zainteresowanych zapraszam wlrotce na moja strone poswiecona temu fanficowi. wszelkie pytania prosze kierowac na moj e-mail: nick_matters@azeta.pl
  • 0

#69 PYREK

PYREK

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 16 postów

Napisano 08.12.2006 - |11:57|

A co myślicie o takiej oto historii?...Samotny Arab na wielbłądzie znajduje (gdzieś na pustyni) kamienną tablice ze starożytnymi znakami, dowodzącymi po odkaligrafowaniu, że oprócz wrót znalezionych w Egipcie coś jeszcze znajduję się na tym terenie – tajemnicze miasto z kolejnymi wrotami Pradawnych lecz dużo większymi. Te z kolei przejmuje „świat muzułmański” i oddziela się od reszty Tauri. „Innowiercy” natomiast sprzymierzają się z największym wrogiem Ziemian …..ORI. Świat staje odtąd przed nowym wymiarem „świętej wojny”///Dalej historia tworzy się sama. Budżet myślę żeby się dużo nie zmienił.
  • 0

#70 baloo

baloo

    Plutonowy

  • Użytkownik
  • 350 postów
  • MiastoWarszawa

Napisano 12.12.2006 - |01:05|

No dobra spróbuje pofantazjować.

Na początek to mam nadzieję, że nie powstanie SG dotyczący podróży w czasie (było coś takiego w newsach).

A teraz do roboty.
1. Ori zostają pokonani - zabawka Merlina niszczy ascedantów, może nawet i Pradawnych. Bez mocy kapłanów statki przestają działać, zabijamy więc żołnierzy w naszej galaktyce. Natomiast za siedmioma górami żyją wyznawcy Ori, którzy bynajmniej nie stracili wiary i któregoś dnia powrócą (jak mnauczą się obsługi statków).
2. Misja Atlantis kończy się klapą- tauri zwiewają aż się kurzy, Atlantyda zostaje zniszczona, czyli tak jak miało być.

Zatem nasi są największą siłą w galaktyce, więc skoro brak zagrożeń powiadomy świat o Wrotach. Zaczynamy ubaw:
Przywódcy państw (wraz z wojskowymi) zbieraja się w siedzibie ONZ, świat słucha wystąpienia prezydenta USA. Na giełdach następuje krach- powtórka wielkiego kryzysu (tylko na całym świecie), wiadomo że światowa gospodarka załamie się. To wszystko dzieje się w kilka chwil po ogłoszeniu wiadomości i... Gmach ONZ wylatuje w powietrze wraz ze wszystkimi przywódcami. W kilku największych miastach wybuchają bomby (wiadomo jakie), w sztabach wojskowych największych państw dochodzi do zamachów, generalicja zostaje zamordowana. Mamy anarchię.

Oczywiście w tym samym czasie daleko daleko stąd Baal pęka z dumy. Kontrolowany przez niego Trust wypełnił zadanie- Tauri zostali wyeliminowanii, przynajmniej na razie :). Czemu nas nie wykończył- powiedzmy Asgard oraz Jaffa postanowili chronic Ziemie przed atakiem z zewnątrz, jednoczesnie nie wtrącając się w sprawy "przyziemne"- zasada nieinterwencji rządzi!

Dowódcy placówek SGC, antarktyda, area 51 itd. postanawiają zniszczyć wszelkie dane dotyczące pozaziemskiej technologii (oczywiście zostaną "żelazne" kopie do odkrywania w miarę rozwoju akcji), kto wię w czyje łapy mogło by to wpaść. Wrota zostają zapieczętowane.

Ile czasy potrzeba na pozbieranie sie ziemianom? Dajmy 50 lat.
Powstaje nowa wersja ONZ mająca realna władzę nad wszelkimi nowymi rządami powstałymi po wojnach. Motyw rozszerzania władzy przez tą organizację i właczanie nowych państw może być ciekawy (urzycie statków nad własną planetą)
Wrota zostają odpieczętowne, jedynie zachowane zostały adresy planet z zaznaczonym stopniem zagrożenia- żeby ułatwić życie na początek. Trzeba więc odkryć na nowo galaktykę( bez przesady z odgrzewaniem kotletów) i odzyskac technologie juz posiadaną- szperanie w ruinach tajnych obiektów na Ziemi.

ten post jest juz niemiłosiernie długi więc jeszcze jedem pomysł:

Wykożystajmu kulturę Khmerów- pod Angkor Wat (chyba tak się to pisze) zostaje odkryta placówka obcych- bardzo obcych. Znajdujemy tam urządzenie wrotopodobne nie podłączone do istniejącej sieci posiadające własne symbole i prowadzące do innych światów. Są to przeciwnicy pradawnych, a na dodatek pierwotni mieszkańcy Milky way, wiadomo wielka wojna dawno temu. Razem z Ritu, ludzmi rybami z 1 sezonu i tymi jaszczyrkami co zmieniały planete swoim statkiem rządzili galatyką, aż ty przybyli pradawni i skopali im zadki. Gdy pradawni wrócili z Pegaza niedobitki tych ras postanowili się zemścić, przyspieszyli ewolucje Goa'uld dodając naqadah do ich organizmów i kodyjąc część wiedzy technicznej. wiadomo okazała się to broń obusieczna i batrdziej zaszkodziła twórcom.
Końcówko skróciłem "umysłowo" ale mam już dość pisania.
  • 0

#71 Zarrow

Zarrow

    ZBANOWANY

  • Zbanowany
  • 497 postów

Napisano 12.12.2006 - |04:37|

Ej, fajny pomysł. Choć wydaje mi się naciągnae, ze na ziemi mamy jeszcze jakieś pozostałości po innych ufolach ;P Trochę jednak martwi mnie ta rozp***ducha jak i też odciecie się od dorobki SG. Taki krok mógłby pogrzebać serial-i to chyba nie jest przesada. Poza tym nie do konca rozumiem sens zakopania Wrót etc. Ale sam fakt takiego podstępnego (uaaa! Az mi sie woda w kolanach zagotowała!) ataku dokonanego przez Baala mi się podoba. Także poczatek, czyli to cale odtajninie...Myslę, ze połączenie tych dwóch wątków stanowiłoby potężne wejście nowego serialu. Ale reszta za bardzo przypomina mi Star Trek ;P

A tak na marginesie to zabawne, ze akurat dzisiaj spisałem swój własny pomysł na serial SG. Niestety jeszcze jest w obróbce, a jest co obrabiać, bo tekst ma 10 000 słów (dla jaj napisałem przy okazji streszczenie pilota). Jednak ja tam się pohamowąłem i nie robiłem totalnej rozwałki i tak diametralnych zmian, Raczej poleciałem po schematach-jest nowa drużyna, jest nowe zadanie, siedzimy w Milky Way, w tle toczy się SG-1 i Atlantis (a więc kolejny spin-off). Jak skończę korektę, to wrzucę. Na razie zdradzę jedno...Furlingowie!

P.S. Nie wiecie, ile to 10 000 słów? Dla porównania-post baloo powyżej ma ich niespełna 500. He he. Grafomanem i maniakiem jesteś, Zarrow, lepiej wejź się za sensowna robotę

EDIT: No dobra, zrobiłem poprawki...Mam nadzieję, że posty nie maja limitu znaków... to jedziem!

<i>Mnie osobiście ostatnio po głowie chodzi pomysł, który początkowo miał być epizodem dla SG-1, być może rozpisanym na osobny wątek,ale stwierdziłem, ze ma on taki potencjał, że można z niego zrobić osobny serial.
Podstawą dla całego założenia jest nienowa teza, szeroko omawiana przez Lema-czy jeśli spotkamy pozaziemska cywilizację to będziemy w stanie sie z nią porozumieć, skoro z definicji jest ona nam całkiem obca? I-co jeśli dla obcych bylibysmy na poziomie psów, którym zakłada się obrożę i klepie po głowie?
Także implikacje tego pytania są interesujące. Nadto powyższa kwestia była nagminnie ignorowana w SG-1 jak i Atlantis, gdzie co planeta, to gadają po angielsku. Nawet nie językiem Szekspira, żeby było śmieszniej, tylo amerykańskim angielskim z początku XXI wieku.
Drugim filarem pomysłu jest fakt, że nasza wiedza o rasach Wielkiego Przymierza jest nikła i bliska zeru bezwględnemu (fajny błąd frazeologiczny, co nie? ). Historia tego aliansu jest dla nas zagadką, a niektóre wypowiedzi asgardczyków pozwalają nam wątpić w jego „cukierkowatość” (tj, wszyscy się kochali i sobie pomagali). Poza tym jeśli analogia między Przymierzem a ONZ jest całkowita, to raczej nie spotykali się tam sojusznicy...
Trzecim filarem jest założenie, że wypychanie akcji do nowej galaktyki to kalka pomysłów pomieszana z ośmieszaniem samego Stargate. Akcja działaby się w Drodze Mlecznej.
Czwartym filarem założenia jest to, że tak naprawdę nic nie wiemy o Furlingach, czwartej i ostatniej rasie Przymierza. Mamy tylko domysły, ale nic pewnego.
Piąty filar to lekka zmiana akcentów z „rozwalania nowego przeciwnika” na „badamy i się dziwimy”.
Ostatnie załozenie wymaga, by nowy serial był po części spin-offem w stosunku do Stargate, a potem zająłby jego miejsce-być może-jako serial wiodący, w stosunku do którego atlantis byłoby komplementarne (a nie na owdrót).
Ale do rzeczy. Jakby powiedział Maciuś z Klanu „O szo chodzi?”
Poniższy zapis to zbiór luźnych pomysłów zebranych dla niepoznaki w formie quasi-streszczenia pilotowego odcinka nowego serialu z komentarzami. Aha, wierzcie, albo nie, ale nie zamierzłaem robić tego tak wielkiego i opakowanego w detale, ale jakoś tak podczas pisania mi się pomysły wykrystalizowały.


Zaczynamy podobnie do Atlantis. Na ekranie pojawia się napis „17 000 years ago”. Widzimy planetę zawieszoną w próżni, na jej orbicie wisi statek Alteran, podobny nieco do „Oriona”. Oddziela się od niego puddle jumper i zmierza do planety (ew widac strumień energii z pierścieni) Powoli schodzimy przez chmury na jej powierzchnię. W końcu widzimy szczegóły-widać Wrota, które się uruchamiają i pezez które przechodzą Pradawni. Mamy teraz znaną animację podróży tunelem i nasi tymczasowi bohaterowie są już po drugiej stronie. To twierdza, dobrze nam znana z „Torment of Tantalus”-tyle że w świetnym stanie i z ładnym otoczeniem. I znacznie dalej od brzegu. Pradawni wymieniają kilka słów w swoim języku i kierują się do sali zebrań. Spotykają delegację Asgardu, z którą porozumiewają się w ich języku (tak więc nadal nie wiemy o co chodzi). W końcu obie grupy schodzą do sali zgromadzeń (tej z hologramem).
Teraz kamera tak się ustawia, że widzimy właściwie tylko przedstawiciela Noxów, który stoi obok Furlinga-lub też Furlingów. Nie wiadomo, tego można się tylko domyślać, gdyż postać jest ukazana w cieniu lub z takich ujęć, że widać tylko kawałki rąk lub czegoś, co pewno jest głową. Trzeba przyznać, że jest to dosyć frustrujące-miały być furlingi, a furlingów nie ma... Ale do rzeczy. Pradawni wymieniają jakieś słowa z Noxami, trwa krótka dyskusja, po czym uruchamia się holoprojektor. Widać ręce furlinga, które operują na interfejsie. Obraz na hologramie zmienia się, sekwencje atomów wyświetlają się i znikaja z dużą szybkością. Alteranie wciskają kilka przycisków i otrzymują tłumaczenie przekazu. Kilku z nich podnosi brwi. Asgardczyk rzuca coś krótko i gniewnie. W tym momencie hologram zmienia się znowu-pokazuje całą galaktukę. Ręce furlinga zataczają kręgi-coraz mniejsze i mniejsze, jakby opisujace galaktykę. Jak na zawołanie na holomapie pojawiają sie jaśniejsze punkty wraz z adresami wrót. Asgardczyk znowu coś mówi, Alteranin przerywa mu gestem dłoni i powoli kiwa głową, lekko się uśmiechając do Furlinga.
„Niech tak będzie”-mówi. Asgardczyk w tym momencie wstaje i oznajmia coś kategorycznie. Przedstawciel Noxów stara sie załagodzić sytuację (wyraźnie jest po stronie Furlinga), Furling wykonuje kilka gestów dłońmi (pokazane tak, że nie wiadomo, czy ma dwie, czery czy nawet sześć rak). Asgardczyk jest widocznie oburzony.
Kamera znowu koncentruje się na holomapie galaktyki, na której na czerowno zaznaczono kilkaset światów. Układają się w spiralę. Teraz mamy fajny efekt komputerowy Dołączona grafika Ekran zbliza się do holomapy i „zanurza” w nią, obraz miga między jedną gwiazdą i drugą, pokazując światy, które zaznacozno na mapie i już wkrótce staje się jasne, że to już nie jest holomapa, ale prawdziwe gwiazdy. Tym bardizje, ze przechodizmy do kolejnej retropsekcji, tym razem znacznie świeższej, bo sprzed trzydziestu lat. Widzimy jakąś wioskę, społeczność niezbyt rozwinięta-wygląda na mocno podobną do greckiej, choć widać parę różnic (np. typowo azjatyckie dachy i wykończenia). Przez chwilę śledzimy gadkę-szmatkę w jakiejś rodzinie z tej wioski. Dowiadujemy się z niej, że na rodzinę spadł wielki zaszczyt, gdyż Moce-bogowie wybrali ich syna, by zamieszkał razem z nimi w pałacu bogów. Cała wioska przgotowujuje się na uroczystość. Wszyscy wydają się być radośni za wyjątkiem samego wybranego. Z rozmowy między nim a jego matką dowiadujemy się, że malec ułożył jakąś ukłądankę, która dowiodła jego wartości jak i też to, że boi sie zostawić rodzinę. Matka pociesza go, że dzięki bogom będzie mógł ich odwiedzać kiedy tylko zechce i zawsze z nią będzie. Mamy tu łamiące serce wyznanie „I don’t want to go” etc itp. W końcu następuje chwila, w której chłopiec ma zostać przekazany bogom. Wszyscy zbierają się na wzgórzu nad wioską, gdzie zbudowana jest świątynia. Ceremonia odbywa się na pustym placu otoczonym kolumnami. Kapłan odczytuje typowe nonsensy pseudo-religijne, po czym pada kilka słów, które są przydatne dla serialu: „oddajemy Mocom tego chłopca, jak było napisane w prawach i tworzymy społeczeństwo idealne, jak nam przykazaliście.” Po czym kapłan wyciąga nóż i ma najwyraźniej zamiar zabić chłopca. Jednak do tego nie dochodzi, gdyż w tym samym momencie zachmurzone niebo rozstępuje się, ukazując czysty błękit...I w zastrzaszająco szybkim tempie powiększający się obiekt,. Wydaje sie, że rzecz zaraz roztrzaska się o górę, ludzie zaczynają lekko panikować... Nagle, jakby ktoś pstryknął palcami cały obiekt znajduje się tuż nad świątynia-wyhamował w ostatniej chwili. Podmuch powietrza robi trochę zamieszania, ale nie na niego zważają ludzie. Nad nimi wisi gigantycznych romiarów trójkąt równoboczny, przesłaniający słońce nad całą okolicą i sprowadzając półmrok. Rozlegają się okrzyki „miasto bogów!”. Widać, że spód obiektu jest pobrużdżony setkmai linii, tworzących skomplikowane, spiralne i koliste wzory, momentamii nieco barokowe w stylu. I linie te jarzą sie chaotycznie, jakby przebeigały po nich impulsy. Kapłan odrzuca nóż i stwierdza iż prawdą jest że ten chłopiec został wybrany, po cyzm pada na kolana-cała z historia z nożem okazuje się częścią ceremonii. Teraz na wzgórzu w krótkim błysku pojawia się jaśniejąca postać o z grubsza humanoidalnych kształtach-trudno dostrzec szczegóły z powodu otaczjącego ją światła. Wykonuje zapraszający gest do chłopca, który niepewnym krokiem zaczyna się zbliżać.. szuka wzrokiem matki, ta zachęca go, by szedł dalej. W końcu chłopiec podchodzi do postaci, ta chwyta go za rękę i razem podchodzą do portalu, dobrze nam znanego z odcinka „Paradise Lost”. Tutaj chłopiec podchodzi do interfejsu portalu, używa trzymanego w dłoniach klucza. Wprowadza odpowiednią kombinację, portal się uruchamia i razem z obcą istotą przechodza przez niego, znikając.
Teraz nad głowami ludzi przetacza się dziwny ryk,niepodbny do niczego. Otaczające wioskę strome, skaliste wzgórza zostają zniwelowane w niewytłumaczalny sposób-znikają po tym, jak coś je odkształciło jak plastelinę i wessało donikąd, zostawiając pustą przestrzeń. Kapłan wykrzykuje, że to dar od bogów-teraz będą mogli wykarmić więcej ludzi z nowymi polami i nie będzie im już groził głód.
Statek nad głowami ludzi oddala się spokojnie, by po chwili zniknąć w podobny spośób, w jaki się pojawił.
Po tych retropsketywnych rewelacjach, z których nic nie wychodzi, przenosimy się do czasów dzisiejsyzch. W sali wykładowej jakieogś uniwersytetu wykładowca poci się nad jakimś problemem maematycznym i udowadnia wszysktim studentom, że są bandą głąbów-chociaż nie robi teog specjalnie. Gdy jeden z studentów wytyka wykładowcy, że nie da się przeprowadzić jego dowodu w myśl zasad matematyki, ten beszta go i karze nie przychodzić na zajęcia, o których myśli, że go ograniczają.. Po wykładzie matematyk spotyka w korytarzu swojego dawnego kolegę ze studiów. Po kilku uprzejmościach wychodzi na jaw, że kolega widział jego nieszczęsny wykład. W czasie krótkiej rozmowy dowiadujemy się, że przyjaciel matematyka studiował archeologię i że od pewnego czasu nie dawał oznak życia. Panowie przerzucają sie kilkoma złośliwościami „Nigdy nie rozumiałem, po co studiowałeś tą nędzną archeologię. Co ci z tego przyszło?” „Umm...Tak, a za to tobie, jak widać, amtematyka suży” „Zdziwiłbyś się, jak bardzo” „To samo moge pwiedzieć o mojej pracy”, rzuca archeolog. Mówi mu, że ma dla niego ofertę znacznie lepszą niż ta uniwersytecka. Krótka chwila-parę dni-wahania i nasz matematyk znajduje się w bazie pod góra Cheyenne... podpisując ostatnie papiery z nadrukiem „top secret”. Krótkie wprowadzenie, zdumienie, wyjaśnienia... I rozpoczynamy główny wątek. Poznany na początku archeolog wyjawia, że badał skany z ksiąg Merlina, znalezionych podczas poszikiwań Sangrala (sezon 9 i 10 SG-1). Odnalazł w nich wzmiankę na temat światów, które były zamieszkiwane przez Furlingi. Było to ledwo napomknięcie, gdyż Merlin nie zajmował się nimi, jednak archeolog zyskał pozwolenie na krótką podróż do Atlantis, gdzie uzyskał pełną listę planet Furlingów w Drodze Mlecznej-Alteranie jednak surowo zabraniali mieszania się w sprawy Furlingów i odradzali podróże na te planety, które były z bepziecznej odległości monitorowane. Więcej szczegółów nie można było się dowiedzieć. To jednak wystarczyło, by uzyskać od dowództwa pozwolenie na poszukiwanie Furlingów w obliczu zagrożenia ze strony Ori (potencjalny sojusznik) Rzecz jednak jest mniej ważna od samej walki z Ori i poszukiwaniu broni Melrina. Nadto od tysiecy lat nie słyszano o Furlingach, a ich obecność w galaktyce jest jeszcze słabiej zaznaczona, niż Pradawnych. Więc zajęły się tym tylko dwie drużyny SG, operujące na zmianię i w przerwach między „ważniejszymi” zadaniami. Podróże okazaly się bezowocne, gdyż każda z planet jest tylko punktem przejściowym do faktycznego miejsca za pomocą teleportu Furlingów. Ponieważ nie jest to najważniejszy kierunek działań SGC, jak i też z powodu braku statków tak u siebie jak i sojuszników, zajętych Ori, nie można sprawdzać okolicznej przestrzeni w poszukiwaniu siedzib Furlingów (poza tym dowództwo jest sceptyczne, czy u celu znajdą coś więcej niż kolejną „utopię”) A nie znając dopowiedniej kombinacji uruchamiającej portal nie można tam się przenieść. Jednak jak się okazuje Furlingowie pozostawili wskazówki, jak dojść do właściwej kombinacji… I to już jest czysta metamatyka. Tutaj wkracza nowy nabytek SG, który ma za zadnnie rozgryźć zagadkę Furlingów.
Okazuje się boiwem, że do tej pory SGC udało się ustalić, że pismo Furlingów, sfotografowane przez Daniela na planecie z „Torment of Tantalus” to w istocie skomplikowany system zapisu matematycznego. Nasz matematyk próbuje go rozwikłać i w końcu mu się to udaje… Po sprzeczkach z dówództwem, czy ma prawo przejść przez wrota czy nie, w kocu staje na tym, że jak najbardziej. Drużyna SG wraz z archeologiem i matematykiem docierają na planete z nowoodkrytym portalem i zaczynają swoje badania. Tym razem zagadka kombinacji uruchamiających portal zostaje rozgryźnieta wspólnym wysiłkiem obu naukowców-okazuje się że jako-taka znajomość pisma furlingów do niczego nie wystarcza, a rozwiązanie zagadki leży na wyciągnięcie reki. Dosłownie-wksazówki jak otworzyć portal są rozsypane po okolicy.
Gdy portal zostaje uruchomiony SGX wysyła na drugą stronę sondę. Protal się zaraz dezaktywuje, jednak to było wiadome. Portal zostaje jeszcze raz uruchomiony. Sonda przekazuje z drugiej strony dane. Ponieważ ma nadajnik podprzestrzenny ,udaje się ją zlokalizować. Jest na księzycu pobliskiego gazowego giganta (typowe działanie furlingów, wnioskując po „Paradise Lost”) Po konsultacji z SGC drużyna zyskuje pozwolenie na kontynuowanie misji-jak tylko opdowiedni statek, mogący ich odebrać, zostanie oddele[beeep]y do tego układu słonecznego. Przylatuje po nich nieco wkurzony Tok’ra, który ma za złe Tauri, ze został odciągniety od znacznie ważniejszych spraw. W dodatku będzie musiał czekać na ludzi, aż ci skończą rekonesans.
SGX w całości przechodzi przez portal. Potwierdzają się dane z sondy-jest to świat skuty lodem. Albo przynajmniej ta część. Tok’ra potwierdza-z orbity widać, ze na planecie panuje epoka lodowcowa. Brak jest jakichkolwiek źródeł energii, brak jest również ludzkich odczytów życiowych, ale czujniki wahadłowca Rok’ra nie sa na tyle dobre, by poradzić sobie z trudnymi warunkami atmosferycznymi, więcjego wskazania mogą okazać się mylące.
W pobliżu miejsca, gdzie wyrzucił ich portal, SGX znajduje ślady ścieżki, niegdyś otoczonej kamiennymi obeliskami, które się ostały. Na kamieniach widać znaki podobne do pisma celtyckiego, momentami podobnymi do nordyckiego, co bardzo cieszy drużynowego archeologa, który chce zostać i zbadać je natychmiast, ale dowódca SG-X przypomina, że nie są tu po to, by robić badania, ale szukać Furlingów. I osobiście wątpi, by tu byli. Jeden z żołnierzy rzuca, że słyszał co nieco o misji SG-1, w której odkryto podobny portal Furlingów, który miał wieść do utopijnej społeczności przez nich stworzonej. Została ona zniszczona przez Goa’uld. Być może to samo stało się tutaj. Archeolog potwierdza-podobno po przybyciu na miejsce takiej utopii było gotowane przyjęcie powitalne dla podróżników. A póki co nie widać tu żywej duszy…
W końcu po paru godzinach badania okolicy dowódca decyduje się wracać, jednak okazuje się, że nie jest to możliwe-statek Tok’ra nie wyląduje z powodu traigcznych warunków atmosferycznych. Drużyna musi szukać schronienia-przenośne namioty nie pomogą podczas nadchodzącej burzy, pedzącej z prędkościa prawie dwustu kilometrów na godzinę. Na horyznocie na szczęście majaczą góry. Drużyna dociera tam i znajduje jaskinię. W tym momencie tracą kontakt z statkiem Tok’ra-skały hamują sygnał. Albo burza. Albo obie rzeczy na raz.
I gdy już wydaje się, że jakoś to będzie (oprócz faktu, że nie wiadomo, kiedy burza minie-może trwać nawet miesiące) okazuje się, że system jaskiń jest już przez kogoś zamieszkały… I wbrew podejrzeniom archeologa czy dywagacji Daniela na temat Furlingów, napotkana społeczność ludzi jest skonstruowana na typowo militarny sposób. Obcy napadają na Tauri podczas snu. Używaja kusz i broni białej, ciemność skrywa ich oblicza, że tak poetycko powiem. Już już się wydaje, że to kolejne stargate’owe wieśniaki, gdy okazuje się, po przebudzeniu, że nie jest tak do końca. Społeczność na planecie żyje w górach oraz (głownie) pod ziemią, w przepastnych jaskiniach naturalnego pochodzenia oraz kompleksach wykutych własnymi siłami. Trudno określić ich poziom technologiczny-można go określić jako podobny do pierwszej połowy XIX wieku. Są wyraźnie nastawieni bojowo, cenią sobie wojenne rzemiosło. Znają broń palną, ale ci, którzy zaatakowali Tauri jej nie używali, bo to komandosi byli Dołączona grafika Ich broń biała, jak i kusze są zresztą bardzo zaawansownae i bardziej przypominają osiągniecia z Ziemi naszych czasów, niż te z średniowiecza. Dowiadujemy się, że na palnecie jest jeszcze kilka społeczności, które walczą ze sobą o miejsce, jaskinie, doliny, źródła ciepła i jedzenia. Wojna jest neustająca, ale podobno honorowa. Tauri są początkowo wzięci za szpiegów konkurencji, potem-gdy wyjawiają prawdę-są uważani za spipegów konkurencji, wykorzystujących starą legendę sprzed tysięcy lat. Są poddawani przesłuchaniom-różnego typu. Od trzaskania po pysku, po zapraszanie na gustowne obiady i udawanie, że się uwierzyło w ich historię. W końcu jednak matematyk popisuje się znajomościa skomplikowanego dowodu matematycznego jednemu z naukowców, co wprowadza tamtego w zdumienie-był to bowiem problem matematyczny, nad którym głowią się najtęższe umysły jego świata od trzech pokoleń. Matematyk udowadnia, że zna jeszcze kilka podbnych rzeczy i próbuje przekonać naukowca do tego, by dał mu wiarę. Wydaje się, że to nic nie pomogło, ale standardowo dla takich sytuacji w końcu naukowiec trochę pomaga uwięzionym. Pokazuje matematykowi prastarą tablicę, na której podobno spisali swoje prawa Utopianie-legendarni ludzie sprzed zarania dziejów, którzy byli pierwszymi, którzy porzybyli do tego świata. To oni zalożyli tutejszą cywilizację i nadali jej pewne zasady-honorowej walki i kultu wojny. Matematyk rozpoznaje pismo Furlingów. Bez zbędnych tłumaczeń przystępuje do „rozwalania” zapisu na tablicy, gdy okazuje się, że system na niej użyty jest inny, niż na dotąd odkrytych. Zaczyna więc pracę nad „przetłumaczniem” tablicy , na prośbę naukowca, który okazuje się dosyć religijny i wierzy, że Moce, które sprowadziły Utopian niegdyś na jego świat, wypełnią swoje przyrzeczenie-według legendy ten, kto rozgryzie zagadkę tablicy zostanie podwójnie nagrodzony. On sam zostanie wzięty do miasta bogów, a jego ziomkowie nagrodzeni „tym, czego najbardziej im brakuje”. Naukowiec jest przekonany, że Moce sprowadzą wtedy wieczne lato na planete, kończąc ciągi wojen o miejsce i pożywienie, pozwalajć wszystkim żyć w pokoju. Naukowiec wierzy, że matematyk będzie w stanie rozszyfrować tablice Praw.
Tymczasem reszta bohaterów próbuje się wydostać. Udaje się to jednemu z żołnierzy, któremu udaje się uciec na powierzchnię-ścigany przez „podziemców”. Jako że to taki typ komandosa, to daje sobie z nimi radę, choć zostaje ranny. Próbuje odnaleźć miejsce, gdzie drużyna miała obóz, gdyż tam archeolog zgubił swój komunikator Tokr’ra (reszta wpada w ręce podziemców). To jedyna szansa, by dać znać krążącemu na orbicie statkowi.
Tymczasem w podziemnym mieście pada decyzja o natychmiastowej egzekucji „szpiegów”. Co ciekawsze, egzekucja okazuje się być „honorowa”-każdy dostaje broń i może jej użyć na specjalnej arenie. Wygrana to dożywocie, przegrana-smierć przed plutonem egzekucyjnym. Taki zwyczaj-jest to społeczeństwo wojowników, powstałe na korzeniach celtów i wikingów, wiec kto ich tam wie. W każdym razie drużyna radzi sobie różnie, w na końcu oczywiście kopia tyłki swoim oponentom, a drużynowy archeolog robi przemowę pod tytułem ”uwierzcie nam”. Okazuje się potem, że SG team i tak nie miał szans wygrać i swoje ocalenie zawdzięczają wspomnianemu już naukowcowi, który dosypał trucizny do jedzenia championów Sądu Bożego. Zrobił to po to, by ocalić matematyka-ten jednak zagroził, że w momencie, gdyby naukowiec ocali tylko jego-wygada cały spisek przed jego przełożonymi. Naukowiec nie miał wyboru i ocalił życie wszystkich, wierząc, że jego czyn zostanie zapomniany w efekcie rozwiązania zagadku tablicy Utopian. Przy tym należy zauważyć, że mówiąc „naukowiec” nie mam na myśli faktycznego ucoznego, jedynie typ osobowości-nasz przyjacielski podziemiec bowiem od dawna ma dostęp do tablicy Utopian i wie, że rozwiązanie zagadki leży w matematyce. Stąd jego wiedza w tym zakresie.
Tymczasem nasz Tok’ra odbiera sygnał od żołnierza Tauri który uciekł i w krytycznym momencie pomaga mu, przylatujac swoim staktiem pomimo zagrożenia i zabiera go pierścieniami na pokład, ku zdumieniu ścigających go „podziemców”.
Z powrotem na orbicie Tauri do spółki z Tok’ra zaczynają klecić plan ratunku, jednak nie mogą dojść do porozumienia. Człowiek chce natychmiast ruszać na akcję z użyciem staktu i jego broni, tok’ra woli skontaktować się z przełożonymi i z Ziemią. To by wymagało opuszczenia orbity. Człowiek nie chce się zgodzić na porzucenia przyjaciół. Wydaje się, że przekonał do swoich racji Tok’ra. Problem w tym, że nie mają pojecia, jak uratować drużynę z opresji.
Tymczasem na planecie matematykowi udaje się skłonić podziemca-naukowca, by przemycił do niego jedne z komunikatorów Tok’ra. Gdy ten spełnia jego prośbę razem udają się do obserwatorium astronomicznego, które jest najbliźej powierzchni, zamknięte w specjalnym szybie, otwieranym tylko przy dogodnych warunkach atmosferycznych (naukowiec mógł sobie „wypożyczyć” więźnia, bo ma wysoką pozycję wsród swoich). Matematyk tryumfalnie chce zademonstrować działanie komunikatora i… Nie odbiera żadnego sygnału. Naukowiec stwierdza, że spełnił jego prośbę i teraz Tarui musi wracać do swojej pracy nad tablicą.
Praca jednak okazuje się bardizej skomplikowana, niż się wydawało na początku. Zagadka matematyczna jest tak skomplikowana i dziwaczna, że wydaje się, że nie uda się jej rozwiązać w żaden sposób. W końcu, zrezygnowany, matematyk próbuje przekonać swojego protektora, że Ziemia jest w stanie pomóc jego ziomkom, przesiedlajac ich na inną planetę-przylecą, zainstalują Wrota i po sprawie. Gdy naukowiec stwierdza, że nikt nie zgodzi się opuścić swojej ziemi, bo to by oznaczało, że nie mają honoru. Ziemianin sugeruje więc, że Tauri mogliby dać im lepszą technologię, zapasy, lekarstwa-dowodzi, że współpraca jest lepsza niż walka i że Tauri mają wprawionych negocjatorów, którzy pomogliby zażegnać konflikt. Naukowiec jest sceptyczny-wierzy, że jedyne, co może zażegnać nieustające wojny to cud, obiecany przez Moce. Pozostaje głuchy na argumenty matematyka, który dowodzi, że Moce to obca rasa, Furlingowie, i że nikt o nich nie słyszał od tysięcy lat, więc żaden cud się nie zdarzy. Naukowiec odpowiada, ze to kwestia wiary, a poza tym życie matematyka zależy do niego. I dlatego będzie pracował nad rozszyfrowaniem zagadki.
W końcu, po paru dniach bezowocnej pracy, podczas której udało mu się wyciągnać swojego kolegę-archeologa z więzienia, argumentując naukowcowi, że problem zagadki Utopian wymaga wiedzy nie tylko matematycznej. Naukowiec zgadza się, ale również oznajmia, że więcej ludzi uwolnić nie może… tym czasem okazuje się, ze matematyk rozgryzł już zagadkę Furlingów, ale rzeczyiwście potrzebował pomocy swojego kolegi. Okazuje się bowiem, że w talbicy zakodowano coś, co wygląda na kombinację uruchamiającą portal Furlingów-problem w tym, że kombinacja przypisuje odpowiednie równania do odpowiednich liter alfabetu nordycko-celtyckiego. Matematyk bowiem dzięki naukowcowi dowiedział się, że w pobliżu jest drugi portal Furlingów. Wierzy, że jest to droga powrotna. W ten sposób mogliby dostać się do Wrót, a potem-na Ziemię. Co prawda nie mają (jeszcze) GDO, ale znają adresy planet utrzymujących kontakty z ziemią. Jest to lepszy plan niż żaden. Mateamtyk i archeolog markują przedłużanie się pracy, gdyż tak naprawdę udało im się w dosyć szybkim czasie opracować kombinację uruchamiającą portal. Teraz opracowywują plan odbicia reszty drużyny-choć archeologwi się to nie podoba. Udaje się im takowy w końcu opracować, oraz powiadomić o nim resztę ziemian-wszysto dizęki temu, że w społeczeństwie „podziemców” paradoksalnie wiele rzeczy jest wierzonych na słowo i honor. Ziemianie wykorzystują tą słabość by utrzymać komunikację. W decydującym momencie uwalniają się z cel, spotykają i odnajdują portal Furlingów. Matematyk „odpala” kombinację na urządzeniu Furlingów, jednak nic się nie dzieje. Próbuje kilka razy, w końcu do spółki z archeologiem próbują wyeleminować błąd w tłumaczneiu kodu, co też im się udaje-błąd zostaje znaleziony i wyeleminowany, jednak wbicie poprawnej kombinacji nie pomaga. Tymczasem Tauri są otaczani przez oddziały „podziemców”. I w tym krytycznym momencie odzywa się komunikator Tok’ra. Okazuje się, że ostatecznie wahadłowiec odleciał z orbity i wezwał na pomoc Dedala, który łaskawie w końcu przyleciał po zagubioną drużynę. Wcześniej nie mógł, bo musiał pozbierać się po potyczce z Lucianami w odcinku „Company of Thieves”. Łączność jest, Dedal jest, ale Tauri nie mogą być wyteleportowani-warstwa skał jest za gruba. W tym momencie ekipa SG zostaje rodzielona w toku walki. Matematyk i jeden z żołnierzy zostaje odcięty przy portalu od reszty. W krytycznym momecnie żołnierz ginie, a portal niespodziewanie uruchamia się. Wychodzi z niego „świetlista istota” i gestem ręki zaprasza matematyka do siebie. „Podziemcy” są lekko skonfundowani, ale ostatecznie otwierają ogień do świetlistej postaci, która okazuje się hologramem (nie mogła wyłowić się z portalu Furlingów, bo te są jednostronne). Matematyk, nie mając wyboru, ratuje się skokiem w portal…
Reszcie drużyny w między czasie udaje się dotrzeć do obserwatorium astronomicznego. Czy raczej –prawie, gdyż w trakcie jazdy windą ich sygnał staje się na tyle wyraźny, że asgardzki transporter może ich namierzyć. Jest to o tyle zbawienne, że „podziemcy” zatrzymali windę i już zaczeli się do niej dobierać-a tu wziuuu! I nikogo nie ma Dołączona grafika Archeolog i kilku innych zostaje ciężko rannych.
Tymczasem na orbicie (przed skokiem matematyka przez portal) czujniki hiperprzestrzenne Dedala wykrywają coś zbliżającego się z dużą prędkością.. W tym momencie z nadprzestrzni wyłania się okręt Furlingów-wielki jak ta lala, w ksztłacie trójkąta równobocznego o równych ścianach, ostrych kantach i z mnóstwem barokowych wzorów świecących się na kadłubie-ładnie to będzie wyglądać na ekranie Dołączona grafika właściwie nie wytracając prędkości po wyjściu z hiperprzestrzeni zmierza ku planecie i dopiero tuż nad jej powierzchnią hamuje. Dedal wykrywa krótki przesył energii z powierzchni. I statek Furlingów po chwili startuje z powrotem na orbitę. I…spełnia obietnicę z legend. Obiera kurs na gazowego olbrzyma, wokół którego orbituje księżyc „podziemców” i znika dokładnie w jego jądrze. Powoduje to niezły popłoch wsród załogi Dedala, gdyż sygnał ostatniego komunikatora Tok’ra, którego miał matematyk, pochodzi właśnie ze statku dowodząc, że przeniósł się on na jego pokład. A po wejściu w planete transporter nie może go uratować.Tymczasem gazowy olbrzym zaczyna sie zapadać. Statek furlingów wyłania się po jego drugiej stronie chwilę po tym, gdy staje się jasne, że zapoczątkował on kolaps planety w mini-gwiazdę.. Krótkie obliczenia wskazuja, że energia, jaką dostarcza nowe słońce pozwoli na wyważone, spokojne roztopienie lodów i sprawi, że powierzchnia ponownie stanie się możliwa do zamieszkania…
Tymczasem okręt Furlingów nie odpowiada na żadne wezwania i otwiera okno hiperprzestrzenne. Dedal rusza za nim w pościg. Tutaj kończy się odcinek, czyli połowa pilota za nami

Co się dzieje dalej?
Dedal próbuje dopaść okręt Furlingów, który nadal ich ignoruje. Obecny na pokładzie Asgardczyk sugeruje, że statek jest bezzałogowy i wykonuje tylko swój program. Nie został zaprojektowany do interakcji z innymi okrętami. Wobec tego każda próba porozumienia się z nim jest bezsensowna. Podpiera to twierdzenie lepszą znajomością Furlingów. Tak więc ludzie pchcą wyteleportować matematyka z pokładu, jednak nie mogą tego zrobić, gdyż technologia transportera nie działa w hiperprzestrzeni. Także mogą się zbliżyć do niego na odpowiedni dystans, by „wziąść go abordażem”-gdy tylko to robią ich napęd hiperprzestrzenny zostaje przeładowany i wyłącza się dla bezpieczeństwa. Widać statek Furlingów wie, jak się bronić. Powoduje to, że Dedal porusza się „skokami”. W końcu obecnej na pokładzie Carter ;P udaje się obejść zabezpieczenia hipernapędu tak, by móc podejść do okrętu na dostateczną odległość, by zmusić go do wyjścia z hiperprzestrzeni. Zanim hipernapęd szlag trafi będą mieli kilka sekund, ale to powinno być więcej, niż potrzeba.
Tymczasem na statku matematyk budzi się w pomieszczeniu o gładkich ścianach pokrytych wieloma wzorami, dającymi słabe, bladoniebieskie światło. Krótkie oględziny pomieszczenia nie dają żadnego rezultatu. W tym momencie jedna z ścian rozstępuje się i wychodzi z niej…Człowiek, ubrany podobnie do starożytnego greka. Widać zdziwienie i niedowierzanie na jego twarzy, w końcu zaczyna mówić coś do naszego bohatera, ale nie idzie go zrozumieć, bo (cóż za zaskoczenie) nie mówi po angielsku. Krótka wymiana zdań-niezrozumiałych przez obie strony kończy się tym, że matematyk próbuje na migi wytłumaczyć napotkanemu, jak trafił na statek. Nic jednak to nie daje. W końcu nieznajomy postanawia zaprowadzić gdzieś ziemianina. Matematyk myśli, że obcy zorzumiał jego prośbe o odesłanie go z powrotem i podąża za nim. Przez dziwne „wyjście”, które polega na tym, że trzeba przejść przez galaertowatą w swojej konsystencji ścianę, która „rozstępuje się”, unikając kontaktu z ciałem; wychodzi na zewnatrz, na przepastny kortyarz, którego czarne, metaliczne ściany są również pobrużdzone świecącymi się wzorami. Wśród nich zauważa wypukłe „liery” pisma furlingów, które zdają się pokrywać okrągłe ściany korytarza w zupełnie chaotyczny sposób. W końcu docierają na miejsce. Matematyk jednak jest zainteresowany czymś innym-dostrzegł znajomy okrąg Wrót na końcu korytarza… Jednak nie dane jest mu zareagować, bo w tym samym momencie zostaje wessany przez podłogę i trafia do innej sekcji statku, by znaleźć się w tym razem sześciennym pomieszczeniu, na którego przeciwległej ścianie widać jakieś urządzenie… Fani od razu się zorientują, że to maszyna ucząca Pradawnych. Obcy zachęca matematyka, by spojrzał w „oko” maszyny…I ta oczywiście łapie łeb naszego matematyka i ładuje mu wiedzę do jego przemadrzałej łepetyny…
Z powrotem na Dedalu. Carter do spółki z Asgardczykiem zakończyła modyfikacje i obejścia. Krótka rozmowa z Asgardczykiem wyjawia, że ten nie chce-lub nie może-udzielić jakichkolwiek informacji na temat Furlingów. Zbywa Carter stwierdzeniem, że teraz powinni się skoncentrować na czymś innym. Tymczasm statek Furlingów, po kilkukrotnej zmianie kursu zaczyna zwalniać i w końcu osiąga minimalna prędkość, jaką można utrzymać w hiperprzestrzeni. Zaraz potem wyłącza hipernapęd. Carter stwierdza, że to idealna okazja, by wyteleportować stamtąd ostatniego członka drużyny SG. Dedal podchodzi na wystarczajacą odległość, namierza komunikator Tok’ra i dokonuje teleportacji…A raczej próbuje, gdyż coś odbija sygnał transportera i zawraca go o samego urządzenia, powodując jego rozmontowanie na części składowe (teleport, kóry sam się wyteleportował). W ten sposób Dedal zostaje pozbawiony swojej ulubionej zbawki. Dowódca staktu stwierdza, że to jawny znak agresji, jednak Asgardczyk studzi jego zapał, mówiąc, że taka jest taktyka Furlingów-obracają oni siłe przeciwnika przeciwko niemu samemu. Nie używają bezpośredniej siły. Tak więc żaden atak, a zwłaszcza ze strony broni poładowej Dedala, nie odniósłby żandego skutku. Carter zastanawia się, jak to możliwe, skoro niedawno sam Asgardczyk przyznał, że okręty furlingów nigdy nie miały osłon-ta rasa prawdopodobnie nigdy ich nie opracowała. Obcy odpowiada, że owszem-Furlingowie nie stosowali nigdy osłon na swoich okrętach, ale nie musieli. Opracowali technologię zaginania przestrzeni i operowania grawitacją w taki sposób, że są w stanie niejako „zawrócić” pocisk lub wysłać go w inna stronę. Asgardczyk liczył na to, że nie będą w stanie tego zrobić z sygnałem teleportera, gdyż w czasach istnienia przymierza Asgard nie posiadał jeszcze takiej technologii. Jednak najprawdopodbniej okręt jest nowocześniejszy, niż Asgardczyk przypuszczał. Carter zastanawia się, dlaczego okręt poraktował ich jak wroga. Obcy sugeruje, że jest to wina tehnhologii, jaką ma na pokładzie Dedal. Carter w lot pojmuje, że chodzi o technologię Goa’uld-Furlingowie byli świadomi zagrożenia z ich strony i-jak dowodzi praktyka z odcnika „Paradise lost”-ich technologia ma wbudowane przeciwdziałania na broń goa’uld. To logiczne, że wykrywszy urządzenia Wężów Dedal został uznany za statek jednego z Władców Systemu. Niestety-Dedal bez tej technologii się nie obejdzie. Asgardczyk sugeruje skontaktowanie się z Thorem i wysłanie jednego z statków jego rasy. Tauri się zgadzają, jednak jest jeden problem-statek Furlingów na razie nie zmienił kursu, ale nie ma gwarancji, że nie zrobi tego znowu, lub że nie wskoczy w nadprzestrzeń. Na Dedalu powstaje propozycja, by utrzymać dotychczasową pozycję i poczekać na przybycie staktu wysłanego przez Thora, jednak wkrótce okazuje się to niemożliwe-wyładowanie spowodowane zniszczneim transportera uszkodziło część sprzętu asgardzkiego, w tym komunikator. Dedal musiałby wrócić na Ziemie, by zdać raport. I teraz wchodzi nasz komandos-członek SGX, ten co uciekł i skotantkował z Tok’ra. Okazuje się, że był on jednym z kandydatów na pilota X-302, więc wie jak go pilotować „przynajmniej z grubsza” jak sam twierdzi. Słyszał o tym, co zrobił Sheppard w Atlantis i teraz che zrobić to samo-wystartuje myśliwcem, zboliży się do okretu Furlingów i przyczepi do jego kadłuba. Myśliwiec nie ma na pokładzie urzadzeń Goa’uld, be zktórych nie mógłby się obejść po demontażu, więc nie powinien być potrakotwany jako zagrożenie przez statek. Jest tylko jeden problem-jak znajdą myśliwiec, jeśli statek znowu skoczy w nadświetlną? Carter proponuje prostackie wyjście z sytuacji-zainstalowanie transpondera Asgardu, wksazującego pozycje Dedala na myśliwcu. Plan zostaje przepchnięty i myśliwiec startuje. Komandos musi jednak pamiętać, że masyzna została pozbawiona kilku bajerów, między innymi tłumików inercyjnych, więc nie może robić gwałtownych zwrotów ani lecieć z maksymalną prędkością. Udaje mu się podejść do okrętu Furlingów i przyczepić do kałdłuba. Dedal wraca na Ziemię.
Na pokładzie statku Furlingów matematyk budzi się p tym, jak maszyna Pradawnych wbiła mu do głowy co nieco… Budzi się, obudzony słowami obcego, który go znalazł. Co dziwniejsze, w pełni je rozumie. Obcy tłumaczy, że to urządzenie przesłało mu wiedzę o językach wielu światów po to, by mógł się z nim porozumieć. Gdy matematyk skarży się na ból głowy obcy mówi „Nie martw się, ja też przez to przeszedłem”. I otrzymujemy istotną porcję wyjaśnień. Obcy, który zajął się naszym matematykiem, to chłopiec, którego „wzięcie” widzieliśmy na początku pilota. Na statku oprócz Ziemianina i jego nie ma nikogo. Czasami pojawiają się „świetliste postacie”, ale one są tylko hologramami. Nic nie mówią, tylko pokazują coś na migi. W ten sposób „porwany’ nauczył się obsługiwać niektóre urządzenia, w tym maszynę uczącą jezyków. Zapytany o cel tego wszyskiego odpowiada, że ma pewne pojęcie o tym, o co chodzi staktowi. Kiedyś myślał, podobnie jak jego współplemieńcy, że Furlignowie to bogowie, potężne moce, które nad nimi czuwają i wymagaja postępowania zgodnie z opracowanymi przez siebie regułami, by ludzie dostąpili nagrody. Z czasem jednak zrozumiał, że są to obce istoty, które eksperymentuja na ludziach, badaja ich. W zrozumeniu tego faktu pomogły mu maszyny uczące-takie jak ta, która pozwala opanować języki. Obcy wie też, że żadna z tych maszyn nie jest dziełem Mocy-wszystkie zbudował ktoś inny. Matematyk wtrąca, czy przypadkiem Wrota, które widział w korytarzu nie są też ich dziełem. Obcy, karzący nazywać się Mallanem, potwierdza, że takie były jego przypuszczenia, jednak „okrąg”, zwany w niektórych znanych przez niego językach „chapaai” jest jednym z tych niewielu urządzeń, którego przeznaczenia ani działania nie zna. Poza tym myslał, ze może być to kolejna łamigłówka Furlingów. Początkowo nie wierzy matematykowi, że jest to urządzenie pozwaljące na podróże międzyplanetarne, jednak w końcu pozwala się przekonać i razem idą na miejsce. Tam jednak się okazuje, że Wrota są bez konsoli. Matematyk opisuje Mallanowi wygląd DHD, jednak ten stwierdza, że nigdy nie widział czegoś takiego. Ziemianin traci w tym momencie wszelką nadzieję-nie zna się na Wrotach i nie umie uruchomić ich bez DHD. Wie jednak, że Wrota mają jakiś swój cel bycia na pokładzie-nie byłoby sensu ich posiadania, jeśli nie można by z nich skorzystać. Dochodzi do wniosku, że musi być możliwość sterowania nimi z mostka okrętu. Postanawia wyruszyć, by go odnaleźć. Mallan mówi mu, że jest tylko jedno miejsce, gdzie jeszcze nie był-hologramy mu zabroniły twierdząc, że to niebezpieczne. Matematyk żąda, by go tam zaprowadził. Na miejscu okazuje się, że do pomieszczenia nie da się w żaden sposób wejść. Mallan informuje matematyka, że wiele razy próbował się tam dostać, ale przejście wymaga ropzracowania kolejnej zagadki Furlingów. Wszystkie ważniejsze pomieszczenia na staktu są chronione w podobny sposób, ale Mallanowi udało sę do tej pory jakoś rozwiązać większość z nich, przez co miał do nich dostęp-tych ostatnich nie był w stanie. W tym miejscu Mallan informuje, że został wzięty na pokład właśnie dlatego, że jako dziecko rozwiazął jedną z zagadek Furlingów, która pozwoliła na uruchomienie portalu, przez który trafił tutaj. Wygląda na to, że okręt jest częścią większej całości, gigantycznych rozmiarów układanki furlingów, mającą sprawdzić ludzi i ich poziom intelektualny. Matematyk zbywa tą hipotezę wzruszeniem ramion, jednak Mallan stwierdza, że jest w tym sens. „Trzyiiześci lat się nad tym zastanawiałem”, mówi. Te wszystkie zagadki , matematyka-to ma sprawdzić, czy dana osoba będzie godna poznać Furlinga i sprawdzić, czy będzie w stanie się z nim porozumieć. Matematyk jednak nie daje się przekonać i mówi Mallanowi, co wie o przymierzu czterech ras, po czym zaczyna się zajmować próbami dostania się na mostek.
A tymczasem Dedal wraca na Ziemię. SG-1 zostało w pełni rzucone w wir opracowania akcji ratunkowej i próby przejęcia bezzałogowego statku Furlingów. Teal’c na podstawie zdjęć informuje, że rzeczony statek Furlingów występuje w legendach Jaffa o wagabundzie, który pojawia się w galaktyce i sieje postrach wśród wyznawców Goa’uld-żaden statek, który zaatakował wagabundę nigdy nie wrócił do bazy. Goa’uld przemienili tą historię na swoją potrzebę twierdząc, że jest to miecz bogów, karcący tych o słabej wierze. Tok’ra, który zaalarmował Tauri o problemach ich drużyny, również obecny na zebraniu, oznajmia, że według wywiadu Tok’ra taki statek rzeczywiście istniał, ale nie służył w żaden sposób Goa’uldom-Władcy Systemu próbowali kilka razy go pojmać, za każdym razem jednak ponosili porażkę. A opowieści powstały tylko i wyłącznie dzięki nim, gdyż nikt nie przeżywał starć z wagabundą-byajmniej nie dlatego, że okręt Furlingów ich niszczył, tylko dlatego, że Goa’uld sami mordowali swoich podopiecznych, którzy byli świadkami ich klęski po to, by wieść o tym się nie rozpowszechniła.
W tym momencie do SGC „na błysku teleportu” przybywa Thor. Z miejsca przeprasza za późne przybycie. I mamy kolejna porcję rewelacji-Asgard jest bardzo zaniepokojony pojawieniem się okrętu Furlingów. Wychodzi też na jaw, że Asgard ani żadna z ras przymierza nigdy nie poznała Furlingów do końca, ani nawet ich nie spotkała. Pierwotnie istniało bowiem przymierze trzech ras-Alteran, Asgard i Noxów, dopiero później dołączyli do nich Furlingowie, jednak zanim to nastąpiło „futrzaści”-jak ich nazywał O’Neill-byli uważani za wrogów przymierza. Dopiero Noxom udało się nawiązać jako-taki kontakt z Furlingami, co potem pozwoliło na ustalenie z nimi normalnych stosunków. Potem wysiłek całego przymierza był nastawiony na to by w pełni zrozumieć Furlingów, jednak nigdy się to nie udało-nikt nawet nie widział faktycznej formy, w jakiej egzystują Furlingi (co w dialekcie Noxów znaczyło „Niepoznani”) to, co spotykano było zawsze „formą kontaktową”, wyhodowaną lub zbudowaną przez Furlingów po to, by móc osiagnąc jakiś stopień komunikacji. Daniel niedowierza temu, co słyszy, jednak Thor zapewnia go, że jest to prawda-umysły czwartej rasy były tak odmienne od tego, co znała reszta przymierza, że pełna komunikacja była niemożliwa. Wierzono jednak, że wraz z upływem czasu uda się osiągnąć dobry poziom wzajemnego zrozumienia. Jednak Asgard od momentu zniknięcia Pradawnych nie miał kontaktu z Furlingami, a przymierze bez ich udziału i w obliczu problmów Asgardu z Replikatorami wkrótce się rozpadło. Tak więc nie wiadomo, gdzie można by spotkać „prawdziwych” Furlingów. Asgard wiedział tylko, że Pradawni przekazali część planet z Drogi Mlecznej Furlingom jako akt dobrej woli werząc, że to pozwoli im utrzymać dobre stosunki. Jak się potem okazało Furligowie na tych panetach osiedlali ludzi, a nie siebie, i pomaglai im tworzyć różnego rodzaju społeczeństwa, które w zmayśle miały tworzyć różnego rodzaju „utopie”. Jednak Asgard nigdy nie miał czasu zająć się tą sprawa, zresztą Pradawni zapewniali ich że wszyskto jest pod kontrolą i że nie jest to ich zmartwienie. Asgard nie popierał takiego zachowania, ale Pradawni wierzyli, że w jakiś sposób jest to próba porozumienia się z resztą ras Przymierza. Thor przekazuje to, czego domyślali się Pradawni, zanim zniknęli z tej części wszechświata: światy „Furlingów” na mapie galaktyki układają się w spiralę, a ta składa się z trójwymiarowej kolejnej spirali. Każda z części skłdaowych ma swoje matematyczne uzasadnienie, a jej konstrukcja opiera się na wynikach kolejnych dowodów matematycznych. Łącznie cała spirala ma około siedmiuset światów. Pradawni podejrzewali, że układanka społeczeństw i sposób ich doboru przez Furlingów na tych planetach mogła być cześcią jakiegoś wzoru, którego sens był esezcze zakryty. Inni z kolei uważali, że Furlingowie tylko prowadzą badania na samych ludziach, najbliższych kuzynach Pradawnych- spirala była dla nich taką dwustronną wiadomością-my was próbujemy zrozumieć, to wy się też postarajcie. Na ile to było prawdą-niewiadomo. Daniel jest zdumiony, dlaczego Pradawni pozwolili na to, by obca rasa bawiła się ludzkimi istnieniami. Thor przynaje mu rację, ale zaraz zbija jego argumentację oznajmiając, że nikt widział w tym, co robili Furlingowie niczego złego-planety pod ich protekoratem opierały się na ogólnie akceptowalnych prawach współżycia międzyludzkiego, nadto uczestnictwo w projekcie Furlingów było w dużej mierze dobrowolne-ludzie wybierali, gdzie chca się znaleźć i czy w ogóle chca gdzieś się rpzenieść. Przynajmniej tak było, zanim odeszli Pradawni. Potem Asgard przypuszczał, że Furlingowie, pozabawieni kontaktu z Przymierzem, nie stosowali się do tej zasady, jednak na to nie było dowodów, a poza tym nie wykryto ich obecności przez długie lata i stwierdzono, że musieli oni odejść razem z Pradawnymi lub po prostu z ich powodu. Nawet Noxowie stracili kontakt z Furlingami.
Thor ofiarowuje swoją pomoc w odszukaniu zaginionego członka drużyny Tauri. Razem z nim w podróż udaje się Daniel, Mitchell Vala oraz Carter. Teal’c udaje się do Brataca, by ostrzec Jaffa o pojawieniu się wagabundy-by nie pojawiali się w jego pobliżu.
SG-1 zostaje przeteleportowane na okręt Thora, który okazuje się nowym nabytkiem floty, przygotowanym na pokojowe czasy po pokonaniu Replikatorów. Jego zdolności to kompromis między siłą ognia a zdolnością prowadzenia badań-dlatego nazwano go Carter. Vala dowcipkuje, dlaczego nie powstał okręt klasy Teal’c, na co Thor ripostuje, że owszem, kilka egzemplarzy rzeczonej klasy jest już w budowie i są to okręty wojenne, przeznaczone do walki zarówno z replikatorami, jak i Ori, trudno jednak orzec, czy wobec tych ostatnich okażą się skuteczniejsze, niż klasa O’Neill. Vala odgryza się , że nareszcie Asgard zamierza im jakoś sensownie pomóc. Thor znowu nie daje się zbić z pantałyku i studzi zapał Tauri oznajmiając, że okręty nowej klasy nie zostaną rzucone do Drogi Mlecznej dopóki Asgard nie będzie miał ich w ilości wystarczającej do obrony samych siebie. Vala uznaje swoją przegraną, ale na zakończenie rzuca pytanie, kiedy nazwą jakiś okręt jej imieniem. Thor gasi ją oznajmiając, że wtedy, gdy sobie na to zasłuży-naprzykład jej imie pasowałoby do okrętu zwiadowczego, ale pod warunkiem, że nauczy się siedzieć cicho.
Okręt Thora wchodzi w hiperprzestrzeń.


Niestety, posty mają limity znaków, więc nie moge dokończyć tej historii. Niech ktoś się zlituje i wrzuci odpowiedź, bo inaczej nie będę mógł jej dokończyć...

Użytkownik johnass edytował ten post 24.10.2011 - |14:24|

  • 0

#72 R@F

R@F

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 2 postów

Napisano 14.12.2006 - |13:48|

Wciągnęła mnie Twoja historia, dawaj dalej, nie mogę się doczekać :) Dajesz, dajesz, nie przestajesz :)
  • 0

#73 Zarrow

Zarrow

    ZBANOWANY

  • Zbanowany
  • 497 postów

Napisano 14.12.2006 - |17:07|

A więc kontynuacja...

Tymczasem w przyczepionym do okrętu Furlingów myśliwcu nasz komandosina i pilot w jednym zaczyna się nieco nudzić. Nagle obserwuje niepokojące zjawisko-łapy cumownicze zaczynają się „zatapiać” w kadłub okrętu. Jednak nie dane jest mu się długo zastanawiać nad tym fenomenem. Z nadprzestrzeni wyskakują dwa okręty klasy Ha’tak. Nasz komandosik, wiedząc, że nic, co pochodzi od Goa’uld zbliży się dostatku Furlingów, otwiera kanał komunikacyjny i ostrzega zbliżajace się okręty, sądząc, że ma do czynienia z jedną z frakcji wolnych Jaffa. Jednak za późno rozumie swój błąd-okazuje się, że okrętami dowodzi Zipacna, były przyboczny Anubisa (ten, który zajmował się zniszczeniem bazy Tok’ra na Revanie). Zamierza on przejąć wagabundę dla siebie. Ha’taki zbliżają się… Na mostku Zipacna otrzymuje meldunek o tym, że wykryto dziwne odczyty energii. Goa’uld rzadą określenia miejsca, skąd-z której części statku. Zdumiony sługa odpowiada, że energia wydobywa się z okolicznej przestrzeni i skupia się wokół Ha’taków… Wszystko na pokładzie dwóch okrętów zaczyna drżeć. Pojawia się hologram świetlistej postaci-przed każdą istota na wszystkich okrętach. Robi gwałtowny ruch reką, jakby coś odganiała, po czym znika. Sługa Zipacny panikuje-twierdzi, że to posłaniec wagabundy, który nie życzy sobie nikogo w swoim pobliżu. Zipacna odpiera, ze to nonsens-on jest bogiem i wagabunda ukorzy się przed nim, tak jak wszystko, co żyje. W końcu, niemogąc uspokoić sługi, po prostu go zabija. Potem rozkazuje dalej zbliżać się do statku, lecz wtedy okazuje się, że nie mogą tego zrobić. Oba Ha’taki stoją w miejscu, mogą poruszac się tylko w kierunku przeciwnym. Pole energii zatrzymało potężne siłownie obu okrętów. Zipacna rozkauzje ropzocząć atak, widząc, jak jego ludzcy „wierni”, zaczynają szemrać. Robi krótka przemowę o tym, że bogowie sa bogami i że obecne wydarzenia (rebelia Jaffa, pojawienie się Ori) to próba wiary dla prawdziwych wiernych, próba zwiastująca nadejście Nowego Świata. Rozkazuje otworzyć ogień do wagabundy, ale nie widać, by ta decyzja go cieszyła…
W przestrzeni widać, że Ha’taki otwierają ogień. Ciosy bezbłędnie trafiają w kadłub okrętu, jednak na początku nie wyrządzają zbyt dużo szkód-tylko wzory na powierzchni odksztłacają się i zmieniają barwę. Jednak już po chwili widać pewien efekt-kawałki poszycia wydają się oddzielać od kadłuba, rozerwane na strzępy… Siedzące w kabinie myślwca komandosisko lekko dostaje pietra widząc to i postanawia odczepić się od kadłuba okrętu. Idzie to z oporem, gdyż łapy zatopiły się w nim do połowy, ale w końcu okręt „puszcza” myśliwiec i nasz pilot ucieka z „hot zone”. Z daleka widzi, że ostrzał jednak nie jest taki śmeirtelny, jak mogłoby się wydawać-po prawdzie kadłub został uszkodzony, ale żadna z jego części nie oddzieliła się od reszty i teraz zaczyna się z powrotem „sklejać”, jakby był zrobiony z plasteliny i ktoś ją z powrotem formował.
Na mostku Zipacna otrzymuje meldunek, że ostrzał nie jest skuteczny-okręt zdaje się „uzdrawiać”. Za to od wagabundy oddzielił się mniejszy okręt-mylśliwiec Tauri… Zipacna karze go zestrzelić. Chwilowo ostrzał Ha’taków koncentruje się na małym myśliwcu, a gdy ten wychodzi poza „dead zone” dla silników goa’uldów (tj. wtedy, gdy nasz brawurowy pilot robi slalom między Hatakami i ich częściami skąłdowymi nie bacząc na wgniatające przyśpieszenie oraz powodując, że dwa strzały omal nie trafiają okrętu Zipacny) startują glidery z misją przechwycenia X-302. Ziemianinowi udaje się zniszczyć dwa glidery, ale reszta uszkadza jego myśliwiec. W akcie rozpaczy pilot decyduje się schować w „dead zone” i zmierza z powrotem do wagabundy. W tym momencie jednak jego myślwiec zostaje zestrzelony i rozpada się na kawałki w ognistej eksplozji…
Chwilę potem Ha’taki wracają do bombardowania wagabundy. Tym razem jednak żaden z strzałów nie dociera do celu. Kilka zostaje rozproszonych zanim docerają do okrętu. Wtedy Zipacna rozkazuje zwiększenie mocy dział. Na swoją zgubę, gdyż kolejne strzały zostają dosłownie zawrócone tam, skąd przyszły. Ha’taki niszczą same siebie…
Wewnątrz wagabundy budzi się nasze komandosisko-wyladował po teleportacji przez okręt Furlingów w tym samym pomieszczeniu, co matematyk, a może tylko podobnym. Orientuje się, że okręt musiał uznać go za sojusznika i w momencie zniszczenia myśliwca uratował go. W każdym razie nikt do niego nie przychodzi, a on, po krótkich oględzinach odkrywa, że przez ścianę można przejść (wystawia przez nią rękę na korytarz). Krzywiąc się, przechodzi pezez ścianę…
Tymczasem gdzieś indziej na pokładzie statku matematyk jest już mocno sfrustrowany tym, że nie może rozgryźć, jak wejść na mostek okrętu. Mallan nie okazuje się zbyt pomocny, gdyż matematyk przez to dochodzi do tego samego punktu, co i on. Gdy tak głowią się nad tym problemem, wymieniając swoje uwagi na tematy różne, niekoniecznie związane z Furlingami, nagle przez statek przechodzi kilka wibracji, po czym Mallan stwierdza, że okręt znowu się porusza. Stwierdza, że to niezwykłe, biorąc pod uwagę, ze zazwyczaj tego nie robi. To by było coś niesamowitego, gdyby się okazało, że ma odebrać kogoś jeszcze. Matematyk pyta się, czy statek często się porusza. Mallan odpowiada, że nie, zazwyczaj stoi w miejscu posród pustki. W czasie tryzdziestu lat jego życia okręt poruszył się tylko kilkanaście razy, a ostatnia podróż była chyba najdłuższą, jaką przeżył. Matematyk pyta się Mallana, skąd ten wie, że okręt się porusza, na co ten odpowiada, że to widać z okna. Matematyk stwierdza, że nigdize nie widział żadnych okien, na co Mallan odpiera, że okna są wszędzie (windows everywere? ;P ). Demostruje to podchodząc do pobliskiej zaokrąglonej ściany i przestawiając kilka wzorów, zatapiając w ściany palec i poruszając nim, tworząc nowe, trochę niezdarne spirale i zawijasy. Ściana wybałusza się, robi przezroczysta…i ukazuje typowy widok z nadprzestrzeni, tylko lekko zniekształcony na bokach…Matematyk próbuje dotknąć „okna”, ale z zdziwieniem i lekkim przerażeniem stwierdza, że żadnego okna nie ma-przynajmniej nie w zasięgu ręki Gdy zanurza ją głębiej jej obraz ulega znieksztłaceniu wydaje się, że dłoń jest długa na całe metry. Matematyk domyśla się, że obraz jest w jakiś sposób zakłócany i transmitowany z zewnątrz okrętu. Pyta Mallana, czy próbował kiedyś przejść przez okno. Ten odpowiada, że tak. „I co?” pyta matematyk ”Sam zobacz”. I matematyk zobaczył-że się nie da. Gdy tylko próbował wejść w okno wystrzeliły macki, jakby „wyskubane” z pokładu i ścian, bedące jego cześcią i delikatnie uzmiemiły go,a same okno zamknęło sę.
„Niezłe” stwierdza mtematyk „Ale nudne za pięćdziesiątym razem” pada odpowiedź.
Tymczasem Thor na pokładzie Carter (jak to fajnie brzmi ;) ) razem z SG-1 docierają na miejsce, skąd dobiega sygnał transpondera i…znajdują tylko szczątki statków goa’uld oraz myśliwca X-302 (transponder nie został uszkodzony). Są w kropce. Thor nie wykrywa niczego w pobliżu, a statek Furlingów nie zostawia żadnego śladu po sobie. Nie wiadomo, gdzie podział się wagabunda. SG dziwi się, że w poblizu pojawiły się Ha’taki, skoro Teal’c miał ostrzec Jaffa, że w tym rejonie jest wagabunda. Wniosek jest jeden-musiał to być jakiś władca systemu. Pozostaje tylko pytnaie, skąd wiedział o pojawieniu się statku. Mitchell stwierdza, że nie podoba mu się to założenie. Chcąc wykluczyć możliwosć porwania Teal’ca kontaktują się z SGC, gdzie Teal’c jest już z powrotem cały i zdrowy. Tak więc jest już tylko jedna możliwość-ktoś wśród wolnych Jaffa jest wtyką dla Goa’uld-albo dobrowolną, albo zrobili mu pranie mózgu a’la Baal, co kieruje podejrzenia właśnie w kierunku tego konkretnego byłego System Lorda.
Nie jest to jednak takie ważne-straciwszy lokalizacje wagabundy nie można go znaleźć. Tak więc z całej akcji nici… Jednak-jak zwykle-Ziemianie wpadają na jeden z swoich „głupich” pomysłów-postanawiają wrócić na planetę, skąd „porwany” został matematyk, wbić ta samą kombinację i liczyć na to, że zautomatyzownay statek wróci do nich. Thor jest sceptyczny, jednak zgadza się i obiera kurs na planetę „podziemców”.
Z powrotem na statku Furlingów. Komandosisko dociera do miejsca, w których są Wrota. Na wszelki wypadek chodzi ciągle z pistoletem w dłoni i dosyć gwałtownie reguje na każdy podejrzany dźwięk, których na bądź co bądź obcym staktu jest sporo. W końcu jednak wyraźnie słyszy czyjeś głosy…Dochodzi do rozwidlenia korytarza i, ostrożnie idąc za głosami, dociera do ogromnego pomieszczenia, gdzie osłupiały stwierdza, że Jaffa z pokonanych Ha’taków są pozamykani w przezroczystych bańkach, wtopionych w ściany, tworząc coś na kształt dziwacznego ula. Jaffa jednak nie są zainteresownai komandosiskiem, gdyż ich uwagajest skupiona na tym, co się dzieje nieco niżej-nasz bohater też kieruje tam wzrok i staje się świadkiem sceny, w której statek pozbawia Zipacnę jego symbionta w szybki i skuteczny sposób wyjmujac go i umieszcajac w przezroczystym, kolistym pojemniku. Jaffa i ludzcy niewolnicy reagują na to rykiem, wiekszość z nich oprócz niedowierzania wyraża także radość, słychać okrzyki „mieli rację” i „niech żyją wolni Jaffa!” tudziez „smierć fałszywym bogom!”. Nie zostają jednak uwolnieni. Komandos wycofuje się z powrotem do korytarza.
Tymczasem matematyk z Mallanem robią sobie przerwę od rozszyfrowywyania zagadki. Matematyk zastanawia się, skąd Malla miał jedzenie. Ten odpowiada, że niedaleko stąd jest maszyna, która dostarcza mu pożywienia. Razem z Ziemianinem udaje się wiec na krótki posiłek, który okazuje się być papką o smaku jabłkowym. Matematyk stwierdza, że nie jest to najgorsze, co jadł. I wtedy pokazuje się hologram świetlistej postaci, która coś wskazuje i wychodzi z pomieszczenia. Matematyk i Mallan natychmiast ruszają za nią. Po krótkim biegu docierają do miejsca, gdzie jest nasz komandos (który prawie do nich strzela). Hologram znika, następują krótkie wyjaśnienia… które powodują, że matematyk jest coraz bardziej zdeterminownay by rozgryźć sposób wejścia na mostek. A więc-z powrotem do pracy… dobra wiadomość to ta, że teraz mają GDO.
Tymczasem Thor dociera na planetę „podziemców”. Okazuje się, że może on wteleportować SG do wnętrza góry dalej, niż to mógł zrobić Dedal, gdyż klasa „Carter” dysponuje lepszą technologią transportera i czujnikami. SG dostaje ciuchy zsynentyzowane przez Thora na podstawie raportu SGX z tej planety i nasze wesołki znajdują się już na planecie „wtapiając w tłum”. Daniel radzi sobie z miejscowym językiem całkiem nieźle, więc udaje się im uniknąć wykrycia. Znajduja oni naukowca, który pomagał drużynie i szantażują go, że wyjawią jego niehonorowy uczynek, jeśli im nie pomoże. Rządają, by pokazał im portal Furlingów. Ten, nie mając wyjścia, zgadza się.
Na miejscu jednak okazuje się, że wstukanie kombinacji nic nie daje-robili to kilka razy, czekali kilka godzin… i nic. Najwyraźniej był to transporter jednorazowego użytku, a planeta została dla statku „odhaczona”. SG-1 jest oklapnięte, bo dali ciała ;)
A na wagabundzie matematyk wpada na zupełnie inny pomysł-postanawia szukać odpowiedzi nie przy wejściu, ale na całym korytarzu. Wspomina, że korytarz ten, jedyny na całym okręcie, jest upstrzony „liczbami” Furlingów. To musi mieć jakieś znaczenie. Matematyk chwilę bada ściany i symbole i wydaje się, że znowu nic z tego, gdy nagle-olśnienie. Ustalenie poszczególnych symboli jest nieistotne, ważniejsze jest to, jaki matematyczny ciąg tworzą . Matematyk odnajduej te, które współtworzą ten ma ciąg…I narzeka, że nia ma komputera albo chociażby kartki papieru, by móc to sobie zobrazować-wie już, że odpowiedź jest zawarta w trójwymiarowym ustawieniu poszczególnych równań na ścianach koryrarza, co tworzy geometryczną odpowiedź na układankę spod mostka. W końcu udaje się mu dojść, co i jak i pędem wraca pod drzwi mostka. Wstukuje kombinację, drzw falują, statek mruczy…i nic się nie dzieje. Całe napięcie chwili idzie się huśtać :P
Z powrotem przy SG-1. Kolejne wstukanie kombinacji nic nie daje. Mitchell postanawia zabierać się stąd. Carter jest sfrustrowana kolejnym kontkatem z technologią Furlingów, która jest tak samo dla niej niezrozumiała, co ostatnio (”pPradise Lost”), co też wytyka jej Vala. Daniel ma trochę małych sukcesów-udaje mu się odczytać inskrypcje w języku tutejszych, mówiącą o „wielkim przybyciu” kilkuset przesiedleńców, którzy mieli zstąpić przez „bramę bogów” na swoją ziemie obiecaną. Jednak wtedy zgrzeszyli i za karę ich świat pokrył się lodem, który miał ustapić dopiero wtedy, gdy choć jeden z nich okaże się godzien widzeniabogów. Daniel ma swoją własną interpretację tej legendy-Furlingowie sprowadzili tutaj ludzi i dali im cel-marchewkę, oraz kij-zlodowacenie. Za rozwiązanie zagadki mieli być nagrodzeni. Mitchell odpowiada, że nie brzmi to tak strasznie. Vala natomiast stwierdza, że jej się to wcale nie wydaje miłe, że ktoś potraktował ludzi jak psy, które się głaska po głowie. Daniel „po swojemu” przerywa jej, że lepszym porównaniem byłaby małpa w labolatoryjnej klatce, wciskająca przyciski i w nagrodę dostająca batonik.
Dywagacje jednak zostają przerwane przez-aha, jaka niespodzianka-żołnierzy”podziemców”, którzy namierzyli ich i otoczyli. Ich dowódca rząda kapitulacji „szpiegów”, jednak SG raczej o tym nie myśli. Daniel próbuje bronić naukowca, który został zdemaksowany jako pozbawiony honoru i przez to skazany na śmierć. Strzela typową dla siebie gadkę, że ten człowiek poświęcił swoje ideały w imie czegoś wyższego etc itp. I standardowo oferuje pomoc Ziemi. Dowódca jednak zbywa jego oświadczenie prychnięciem niewiary i słowami „pójdziecie z nami”. Michell wzrusza ramionami i odpowiada, że nie mogą ich do niczego zmusić. Dowódca śmieje się i stwierdza, że nie wierzy w bajki o „znikających szpiegach”, jakie ostatnio usłyszał. W tym momencie uruchamia się asgardzki transporter, Daniel macha podziemcom na pożegnanie i wszystkich wziuuu na statek Thora ;) Na miejscu orientuje się, że nie ma z nimi naukowca „podziemców”. Prosi Thora, by jego też wybeamował, gdyż wśród jego współplemieńców grozi mu śmierć za pomoc „szpiegom”. Thor stwierdza, że obecnie sygnały życiowe wymieszały się i nie jest w stanie odróżnić jednego od drugiego. Vala z typową dla siebie beztroską oznajmia, że w takim razie powinien przeneisć wszystkich na raz, zobaczyć który jest który i niewłaściwych odesłać na miejsce. Daniel popiera ją, ale modyfikuje ten plan razem z Carter, w przybliżeniu okreslając miejsce, gdzie stał naukowiec. Asgardczyk wzdycha i godzi się na to. Na mostku ląduje grupa czterach „podziemców”, akurat zakuwających w kajdanki naukowca. Sa zdezorientowani po transporcie, jeden z nich zaczyna celować bronią w SG, jednak jego uwagę odciąga głos Thora mówiacego „Nie radziłbym”. Widok Asgardczyka zatyka meżczyznę. Dzięki temu nic złego się nei dzieje i niewłaściwe osoby zostają odesłane z powrotem. Po kilku słowach zamienonych z naukowcem oraz Thorem, który stwierdza, że jednak niektóre pomysły Tauri są faktycznie głupie.
Teraz okazuje się, że SG-1 nie marnowało jednak czasu, będąc na planecie. Podczas kolejnych prób uruchomienia portalu Thor wykrył sygnał hiperpzestrzenny z planety, tak zmodulowany, że stawał się praktycznie niewykrywalny po odejściu poza jej pole grawitacyjne. Udało mu się dzięki temu ustalić, że w mechaniźmie portalu jest swoistego rodzaju namiernik, który utrzymuje stały kontakt z statkiem Furlingów. Dzięki temu, że SG wielokrotnie zmuszało portal do wysłania sygnału Thor był w stanie opracować urządzinie odbierające ten szczególny rodzaj sygnału. Skosntruował swoisty namiernik statku Furlingów. Tak więc misja trwa-„Carter” wskakuje w nadprestrzeń.
Po krótkiej podróży, umilonej rozmową z naukowcem, który chce wrócić na planetę i ponieść konsekwencje swoich czynów (Daniel się nie zgadza, twierdząc, że nia ma sensu umierać za sprawę, w która nikt mu nie uwierzy-lepiej poczekać kilka lat, aż ocieplenie stanie się faktem i wtedy będą mogli go odesłać z powrotem na jego planetę, gdzie będzie witany jak bohater, nie jak zdrajca).
W końcu okręt Thora dociera na miejsce i jeszcze w nadprzestrzeni wykrywa okręt Furlingów. „Carter” wyskakuje obok niego i z miejsca kontaktuje się przez komunikator Tok’ra z przebywającym na pokładzie matematykiem. Dowiaduja się, że komandos przeżył i ma się dobrze. Thorowi udaje się podejść w zaieg transportera. Ogólna radość-jej, nareszcie koniec tego wszystkiego… I gdy już mają się wybeamować, matematyk proponuje, by Mallan do nich dołączył. Ten po chwili ociągnnia (tu przynależę, to jest sens mojego życia) z uśmiechem się zgadza…
Jest, happy end, proszę państwa, wszysyc razem, szczęśliwi, tort, ciasteczka, Thor udzielający ślubu-tworzymy nową drużynę z matematykiem, postrzelonym w czasie tej misji archeologiem, komandosiskiem i Mallanem, którzy zajmą się zagadką Furlingów… a nie! Takiego ch…! :D W tym momencie Mallan atakuje Ziemian, odbiera im komunikator i odrzuca go w kąt. Przez to tylko urządzenie zostaje wyteleoportowane na pokład okrętu Asgardu. Reakcja naszych bohaterów jest błyskawiczna-„Co ty robisz” matematyka, oraz wyciągnięcie broni przez komandosisko. Mallan odpowiada, że przezz lata marzyzł o czyimś towarzystwie, ludzkim towarzystwie, a nie hologramów i maszyn, obłędnych zagadek bez rozwiązania i celu. Teraz los dał mu aż dwóch towarzyszy i nie zamierza pozwolić im uciec, jakkolwiek by to wpłynęło na ich dalsze relacje między sobą „Jakakolwiek relacja jest lepsza niż żadna” dopowiada. Nie chce słyszeć argumentu, że mogą wszyscy razem znaleźć się z dala od statku-Mallan nie wyobraża sobie życia poza statkiem i po prostu boi się świata poza nim. Poza tym statek, choć znienawidzony, jest jego życiem i jego sensem-nie mógłby bez niego żyć. Dlatego nie ma wyjścia (czy tez nie chce go zaakceptować) Nie pozwoli im odejść. W tym momencie matematyk domyśla się, że w trakcie rozwiązywania zagadki Mallan mu nie pomagał, ale przeszkadzał. Okazuje się to prawdą-gdy tylko obcy zorientował się, że Tauri rzeczywiście ma szanse rozwiązania łamigłówki zaczął mu w tym przeszkadzać, bojąc się, że odblokuje Wrota, przez które ucieknie. Żadna perswazja nie jest w stanie przekonać Mallana, by ich puścił. Obcy oddala się, wtapiając w ścianę…Chce rozbroić komandosisko, atakując z ścian, ale przelicza się-po krótkiej zabawie w cuiciubabkę po korytarzach dostaje kilka kulek prosto czółko. Ściany wchłaniają ciało.

Matematyk wraca do roboty. Teraz wie, co i jak i zamierza to zrobić. Rozpracowuje kombinację od nowa i tym razem udaje mu się. Drzwi otwierają się… Tj. stają przepuszczalne. Ziemianie ostrożenie przechodza na druga stronę… I znajdują się wciągnąc Sali ciągnacej się we wszystkie strony, zdającą się nie mieć końca, wypełnioną dziwacznymi wypustkami. Nagle klasyczne pojęcie „góra-dół” oraz „blisko-daleko” przestaje mieć znaczneie…Sćiany w razie przybliżania się oddalają się, by znowu się przybliżyć… Jakby uciekały. Wzrok ślizga się po rozdrganym obrazie pomieszczenia, oczy łzawią… Kolejna zagadka-dlaczego drugi koniec najpierw się przybliża, a potem oddala? Ziemianie nieopatrznie zapuścili się do przodu i teraz nie mogą dojść do wyjścia, które zdaje sę przed nimmi uciekać… I znowu klops. Komandos wpada jedank na genialny-tj. prostacki ;)-pomysł-zostało mu trochę kul, będą strzelać w ściany i zobaczą, która gdzie rzeczywiście \est. Jednak rzecz okazuje się bezcelowa-kule odbijają się od czegoć, ale tylko za dwoma pierwszymi strzałami. Pozostałe nie dają żandego dźwięku… Matematyk domyśla się, że zostłay wchłonięte przez ściany statku, więc dalsza strzelanina nie ma sensu. I znowu czeka nas jego popis-okazuje się bowiem, że w pomieszczeniu zakarzywiony jest obraz, który teraz dizała według zasad perspektywy kolistej, a nie zbieżnej-najwidoczniej w środku sali jest źródło grawitacji, które zakrzywia fotony. Dzięki temu matematyk dochodzi do tego, jak wrócić z powrotem do korytarza. I rzeczywiście, miał rację-dzięki temu udaje się im bezpiecznie dotrzeć do punktu wyjścia. Drzwi zamykają się za nimi. Komandos odpowiada, że co jak co, ale na mostek to to nie wyglądało-raczej na reaktor albo coś w tym stylu. Matematyk jest zmuszony przyznać mu rację. Znów są w kropce…

Tymczasem na staktu Thora Daniel postanawia wysłać sygnał w kierunku statku Furlingów-przekaz w języku Pradawnych. Liczy na to, że może uda się nawiązać kontakt. Rzeczywiście, statek wydaje się zainteresowany sygnałem. Po wymianie krótkich zdań idnetyfikuje on okręt jako należący do Asgardu-wszystko odbywa się za pomocą wysyłania sygnałów przedstawiających odpowiednie sekwencje atomów. Niestety, język wspólny z Furlingami nie był do końca opracowany i nie dało się przekazać nic więcej ponad „witaj” oraz ”przyjaciel”…
I dzieki temu statek staje się „przepusczalny” dla czujników Thora, któremu udaje się namierzyć kilkaset sygnałów życia ludzkiego na okręcie. Zdezorientowane SG nie wie, którzy z nich to członkowie zagubionej drużyny. Na chybił trafił podejmują decyzję o teleportowaniu jednego z sygnałów na pokład. Thor ironicznie sugeruje, że mógłby spróbować jeszcze raz tego numeru z teleportownaiem wszystkich, ale gdy okazuje się, że na pokładzie pojawia się Jaffa, pomysł przestaje być w ogóle realny. Thor żałuje, że SG nie ma próbki DNA żadnego z porwanych-wtedy być może udałoby mu się na tej podstawie wyliczyć prawdopodobne wariacje sygnałów życiowych i przeteleportować zagubionych. Carter kolejny raz w tym odcinku jest zdumiona-nie podjerzewała, że transportery Asgardu są do czegoś takiego zdolne. „Jak już mówiłem, major Carter, ten statek jest dosyć nowy”, odpowiada Thor. Jednak Mitchell korzysta z sytuacji i przesłuchuje krótko złapanego Jaffa. Informacje, których udziela pozwalają określić, ze widział on osobnika w mundurze Tauri, gdy wszedł do sali , gdzie był trzymany wraz z innymi porwanymi. Jaffa jest onieśmielony tym, jak wagabunda rozprawił się z Zipacną. Stwierdza, że do tej pory był sceptyczny rebelii Jaffa, ale teraz wierzy w nią całym sercem.
Informajce zdobyte z krótkiego przesłuchania pozwalają SG-1 wyciagnąć wniosek, że ich ludzie chodzą po statku luzem… I dzięki temu ich namierzają. I już-już mają ich teleprotować, gdy nagle wchodza oni w rejon staktu, gdzie zakłocenia wykluczają dokładny namiar. To właśnie w tym momencie weszli do pomieszcznea reaktora. Mitchel sugeruje rpzesłanie komunikatora Tok’ra lub asgardu na pokład w pobliże ostatniego miejsca ich pobytu, lecz chwilę poźniej cały statek przestaje być „przenikalny” dla Asgardzkiej aparatury, której sygnały na powrót zaczęły być rozpraszane-nie wiadomo dlaczego statek nagle rpzestał traktować ich jako przyjaciół. Carter stwierdza, że to zapewne reakcja na zabranie jednego z więźniów Jaffa. Vala pyta, jakim cudem w ogóle wagabunda ocalił załogi Hataków. Odpowiedź jest prosta, udziela jej Thor-Furlingowie nauczyli się od Noxów litości i oszczędzili atakujących. Zapewne statek miał odstawić ich na najblżsaą planetę z Wrotami. Tak został zaprogramowany. Nic jednak nie zmiena faktu, że Tauri są nadal uwięzieni na wagabundzie… I choć to mało pocieszające-wagabundzie pełnym jaffa.
Znowu na pokładzie…Matematyk i komandos już w ogóle nie wiedzą, co robić, nawzajem oskarżaja się o głupotę i niekompetencje. Komandos oskarża matematyka, że to przez niego znajdują się w takiej sytuacji. W środku kłótni matematyk nagle przerywa-widząc, że wpadł na nowy pomysł…Biegnie do Wrót, nie tłumacząc niczego. Na miejscu komandos znajduje go pogrążonego w obliczeniach. Jesteśmy teraz świadkami graficzneog przedstawienia toku myślenia, tego „olśneinia” naszego głównego mózgowca. Scena przypomina trochę tą z „Pięknego umysłu”, gdy główny bohater poproszony jest o rozgryzienie pewnego kodu dla Pentagonu. W każdym razie matematyk ponowne rozwiązuje sprawę, tym razem jak użyć Wrót. Okazuje się, że cały czas miał to przed nosem. Symbole „pisma” Furlingów wokół Wrót w podobny sposób tworzą, po odpowiednim przypisaniu im ciągów liczbowych, trójwymiarowy isntruktaż, co i jak wciskać. Symbole wokół wrót są…po prostu symbolami wrót zapisanymi po „furlingowemu”. Wystarczy tylko je wcisnąć w odpowiedniej kolejności, co też Ziemianie robią. Mamy wybieranie kolejnych symboli na Wrotach i piękne „kawoosh”, wieńczące sukces. W SGC otwiera się Wormhol, otrzymany zostaje sygnał SGX…przesłona zostaje otwarta… I nasi „zagubieni” ;) powracją szcęśliwie do domu.

Tymczasem statek Furlingów skacze w nadprzestrzeń. Thor rusza za nim, jednak okazuje się, że nie jest już w stanie śledzić okrętu dieiki używaniu skonstruowanego przez siebie urządzenia-statek musiał przestać używać danje frekwencji…co jest „most unfortunate”, gdyż oddala się on w dosyć szybkim tempie. Thor puszcza się w pościg, ale w tym momencie z staktu Furlingów odrywa się migotliwa energetyczna serpentyna, która-zakreślając ładne łuki-trafia w statek Thora, wytrącając go z hiperpzestrzeni. Okazuje się, że hipernaped został uszkodzony i jego naprawa trochę potrwa. Mitchell pyta się, jak to możliwe, że Furlingowie do nich strzelili, skoro w hiperprzestrzeni nie działa żadna broń. Thor odpowiada, że nie była to broń w ścisłym tego słowa znaczneiu, ale ścisle ukierunknowane zagęszczenie nadprzestrzeni, wymierzone w jego napęd. Nie dziwi go, że Furlingowie coś takiego posiadają-Asgard pracował nad podobną bronią podczas wojny z Replikatorami. Bardziej martwi go coś innego… w tym momencie otrztmują oni sygnał z SGC, że pouszkiwani wrócili cali i zdrowi. Akcja zostaje zakończona. Thor oznajmia, ze jego statek będzie sprawny za godzinę
.
A teraz zakończenie-wszyscy sobie siedzą w sali odpraw SGC. Thor i Tok’ra polecieli do swoich. SG-1 i SGX uczestniczą w oprawie. Archeolog ma rękę na temblaku i oglónie marnie wygląda. Po kolei nastepuje podsumowanie informacji z odcinka. Teal’c najabrdziej martwi się faktem, że ktoś z Jaffa jest wtyczką u byłych władców systemu, najprawdopodbniej Baala. Jednak szybkosć działania Zipacny pozwala sugerować, że nie konsultował się on z swoim panem i chciał działać na własną rękę.
Daniel bardziej martwi się o to, jakie wnioski nasuwają się po ostatnich działaniach okrętu, o czym chciał wspomniec Thor. Nikt za bardzo go nie rozumie.
„Sądziłem, że to oczywiste. Okręt nas zaatakował. Furlingowie jednak nie używają bepzośredniej siły.” Obawia się, że statek mógł ulec uszkodzeniu, że komputer nim sterujacy może szwankowac po tysiacach lat działania i być może zaczyna gubic swoje pacyfistyczne oprogramowanie. Reszta próbuje obalić te obawy sugerując, że być może okręt nie uznał uszkodzenia hipernapędu za akt agresji, tak samo jak zniszczenie tranportera na Dedalu. Jednak Daniel nie daje się przekonać, podobnie jak archeolog, który dodaje, ze być może to nie wina programu-bć może jednak na pokąłdize rzeczywiscie byli Furlingowie i to oni podjęli decyzję o otworzeniu ognia.
Landry: „Chcecie mi powiedzieć, że oprócz Ori, starych wrogów Pradawnych, będziemy mieli na karku również ich starych sojuszników?”
Potem okauzje się, że prezydent, po raporcie Landry’ego, którego wsparł O’Neill, zażyczył sobie stworzenie nowej jednostki SG, która zajmowałaby się tylko sprawą Furlingów. W jej skład mają wjeść dobrze nam znane osoby-matematyk, archeolog, komandosisko i jeszcze jedna osoba, dobrna wedle życzenia dowódcy, którym zostaje komandosisko. Archeolog prostestuje, twierdząc, że to powinna być cywilna operacja, jednak Landry odpowiada, że póki co praucją za pieniądze armii (riposta metmatyka-„sądziłem, że podatników”) a poza tym Furlingowie-lub ich dzieła- mogą być potencjalnym wrogiem. Cel specgrupy-nawiązać kontakt z Furlingami, a jeśli to niemożliwe-zdobyć jak najwięcej informacji o nich oraz ich technologii, by znaleźć sposób na przechwycenie wagabundy.
Na odchodnym archeolog rozmawia z matematykiem, który oznajmia mu, że wątpi, by na okręcie Furlingów rzeczywiscie istniało pomieszczenie, do którego nie można wejść i że pomieszczenie domniemango reaktora musiało być jakimś kolejnym testem-być może psychologicznym. Archeolog natomiast zwierza się matematykowi, że jak dla niego teoria o nagłej zmianie zachowania Furlingów jest bez sensu i nie pasuje do niczego. „A do czego pasuje?” „Bardziej do człowieka”.

Bum, inna scena, pokłady wagabundy. Z metalicznego, gładkiego kokonu wychodzi Mallan. Widać od razu, że jest z nim „coś nie tak”. Jego oczy są absolutnie czarne, jak powłoka statku, z małymi białymi plamkami pośrodku. Głowa mężczyzny jest jakby zatopiona w materiale statku i długimi, czarnymi wypustkami łaczy się z okolicznymi ścianami, co jednak nie krępuje w żaden spośób Mallanowi ruchów-może się swobodnie przemieszczać, wypustki bowiem, choć wyrastają z ścian, mogą się po nich swobodnie poruszać, nie zrywając połączenia.
Chwilę potem widz orientuje się, ze Mallan dzieki tym połączeniom zyskał kontrolę nad statkiem-myślą modyfikuje wygląd komnaty, uruchamia silniki i okręt pod jego rozkazami skacze w hiperprzestrzeń…



Pilot zarysowuje kilka istotnych dla tego serialu wątków:
1. Wątek Furlignów i ich wielkiego eksperymentu, wzoru-któż to wie? Chodzi o to, by się dowiedzieć ;)
2. Wątek historii przymierza i roli Asgardu w jego rozpadzie
3. Zagadkę tworzenia „spirali cywilizacji” przez Furlingów
4. Kwestia „wtyczki” władców systemu wsród Jaffa. Najprawdopodobniej Goa’uld mogli dowiedzieć się o statku Furlingów. A ja od razu mogę powiedzieć, że już wiedzą i jest to przedsiębiorcza grupa, która nie spocznie, póki nie zdobędzie wagabundy dla siebie. Grupa ta składa się nie z Władców Systemu, lec zich byłych sług-goa’uldów-naukowców i badaczy, którzy niegdyś byli pierwszymi władcami Goa’uld, jednak zostlai pokonani rpzez ambittniejsze i bardziej podstepne jednostki (powszechny w mitologiach motyw buntu dzieci przeciwko rodzicom). Teraz zjednoczyli się i w obliczu upadku System Lordów pragną stworzyć nowy ład. A ich imię jest legion ;)
5. Wątek niezrównoważonego psychicznie Mallana, który zostaje uzdrowiony przez statek, co wykształca między nimi więź, pozwalając Mallanowi na sterowanie nim. Mallan tutaj jest zarazem postacią tragiczą jak i archetypicznym czarnym charakterem, Który ma poza tym na pokładzie kilkaset Jaffa.. Cel Mallana jest raczej oczywisty-odegrać się na Tauri, ale jak się domyślamy nie będzie to jedyny jego cel. Pewną furtka do jego psychiki pozostaje rodiznny świat oraz krewni, którzy na pewno ejszcze żyją. Poza tym już sam fakt, że taka osoba ma do dyspozycji okręt jednej z ras przymierza powoduje implikacje na scenie galaktyki ;)
6. Coś mniejszego, ale jednak-pozostawiona furtka dla postaci naukowca podziemców, który zawsze może być użyty jako kontakt z wspołplemieńcami (rola a’la Jonas z SG1)

Aha, mała uwaga-nasz matematyk staje się niezbędnikiem drużyny SG, bo ma w mózgu wszystkie języki, jakie na drodze mogą spotkać. Niestety, tylko te mówione, więc archeolog ma nadal kupę roboty;) Koniec z galaktyczną angielszcyzną ;) poza tym w przyszłych odcinkach stałym „członkiem’ SGX stanie się znany nam już Tok’ra, którego zadaniem będzie czuwanie nad tym, by jego poodpieczni nie zapodziali się gdzieś po użyciu teleportu Furlingów ;) Może w późniejszych odcinkach Asgard obdaruje jego stateczek swoim teleportem, ale ja bym takiego mułatwienia nie wprowadzał. Pierścienie żadzą! (i dobrze o tym wiedział Sauron ;) )
Zdradzić mogę, że kusi mnie użycie w jakiejś niestandartowej roli jakichś zagubionych Asgardczyków i Noxów.

Na pewno też się niektórzy zastanawiają, po kiego grzyba tyle SG-1 w nowym serialu. A ja mówię tak-pierwszy odcinek pilota był okazją do prezentacji nowych bohaterów, drugi jest powrotem do starych, którzy mają za zadanie przyciągnięcie widowni ;) Jak wiadomo, pokazanie SG-1 t murowany stargejtowy box office, tylko jeszcze nie wykombinowałem, jak w to wszystko wklepać RDA ;) pilot byłby „wtopiony” w SG i pozwalał na plynne przejscie od jendeog serialu do drugiego. W każdym razie następne odcinki byłyby już poświęcone nowej drużynce. Dodatkowym smaczkiem serialu byłoby to, że kreciliby się po tej samej bazie, co SG i pewno nie raz byśmy zobaczyli SG-1 w „nieswojej” roli statystów i przemykających po korytarzach osób, które można potrącić i rozsypać im papiery, ew. uderzyć drzwiami w nos ;P a poza tym użycie tej samej scenerii bazy, tego smego Landry’ego pozwoli na zmniejszenie kosztów nowego serialu. Tylko nie wiem co na swoją role statystów mają do powiedzenia aktorzy z SG-1 ;)
Aha, nowy serial byłby mocno związany z SG-1, przynajmniej do momentu, póki go nie skasują. Potem to już hulaj dusza… Taki charakter serialu pozwoli nowej drużynce wdrożyć się, scenarzystom rozmażyć, a widowni przyzwyczaić. Potem będzie można skonstruować historie majace wpływ na całe uniwersum SG, angażujące starych przeciwników i zmuszając serial do rozszerzenia asortymentów z Furlingów do „standardu SG”, choć pouszkiwania sensu łamigłówki Furlingów pozostanie esensją widowiska.
Wiem, że sporo tego, ale mam nadzieję, że czytanie nie wiało nudą…I że pomysł jest dobry.
  • 0

#74 R@F

R@F

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 2 postów

Napisano 14.12.2006 - |18:21|

Pomysł naprawdę mi się podobał, tylko ciekawe co zrobić żeby ujrzał światło dzienne???
  • 0

#75 Zarrow

Zarrow

    ZBANOWANY

  • Zbanowany
  • 497 postów

Napisano 14.12.2006 - |19:01|

Hmm...Modlić sie :P

EDIT:
Dobra. Abstrahując od tego, że dziwnym trafem w dzień po publikacji mojego pomysłu na nowy serial SG, Gateworld ogłosil rozpoczęcie prac nad zastępcą SG-1 ;) ;to w międyzczasie zaświtała mi oczywista możliwość, która powinna znaleźć się w założeniach serialu.

Motyw numer 7
-Rasa z odcinka "Grace". Podczas kolejnych badań planet "furlingowych" SGX dotrze do przestrzeni tej rasy, przez co utkną na jednej z planet i statek Tok'ra nie będzie mógł ich odebrać. I okaże się, że ta rasa jest częscią Spirali Furlingów-ich zadaniem jest bronić przestrzeni Spirali, albo przynajmniej jej części. W toku rozwoju akcji w serialu wyrosną oni na głównego oponenta SGX. Rasa "strażników" będzie chciała sama rozwiązać zagadkę furlingów.

Użytkownik Zarrow edytował ten post 17.12.2006 - |18:39|

  • 0

#76 PYREK

PYREK

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 16 postów

Napisano 18.12.2006 - |13:16|

Panowie czapki z głów!!! :clap: To jest naprawde dobry materiał na biurko produkcyjne scenariusza. Zarrow - a nie można by tak przetłumaczyć i wysłać ?
Oj działoby się i oglądało B)
  • 0

#77 Zarrow

Zarrow

    ZBANOWANY

  • Zbanowany
  • 497 postów

Napisano 18.12.2006 - |19:50|

Myślisz, ze oni nie dostaja 50 tysiecy takich propozycji na dzień? :bag:
  • 0

#78 PYREK

PYREK

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 16 postów

Napisano 19.12.2006 - |08:24|

Napewno masz racje, ale ale nie wiem czy takich dobrych pomysłów//Polak potrafi a przynajmniej myśli nie tendencyjnie i tworzy ciekawe historie. Ale coż jesteśmy tylko maluczkimi pionkami w tej machinie produkcyjnej wielkiego świata :(
  • 0

#79 kwiatek

kwiatek

    FLOWER POWER

  • VIP
  • 2 530 postów
  • MiastoOpole

Napisano 19.12.2006 - |09:08|

Scenarzyści nigdy nie czytają nadsyłanych pomysłów, tak jak nie czytają fanfic'ów, bo musi być pewne, ze to co wymyślają nie jest sugerowane pracą kogoś innego, wiadomo sprawy praw autorskich, plagiatu itp itd

Użytkownik kwiatek edytował ten post 19.12.2006 - |09:10|

  • 0
Master of possimpible ;)

#80 Zarrow

Zarrow

    ZBANOWANY

  • Zbanowany
  • 497 postów

Napisano 19.12.2006 - |13:03|

Dokładnie. Inna rzecz, że choć byłbym nieco wkurzony, to jednak w pewnym sensie zadowolony, że splagiatowali akurat mój pomysł ;)
  • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych