Ej, fajny pomysł. Choć wydaje mi się naciągnae, ze na ziemi mamy jeszcze jakieś pozostałości po innych ufolach ;P Trochę jednak martwi mnie ta rozp***ducha jak i też odciecie się od dorobki SG. Taki krok mógłby pogrzebać serial-i to chyba nie jest przesada. Poza tym nie do konca rozumiem sens zakopania Wrót etc. Ale sam fakt takiego podstępnego (uaaa! Az mi sie woda w kolanach zagotowała!) ataku dokonanego przez Baala mi się podoba. Także poczatek, czyli to cale odtajninie...Myslę, ze połączenie tych dwóch wątków stanowiłoby potężne wejście nowego serialu. Ale reszta za bardzo przypomina mi Star Trek ;P
A tak na marginesie to zabawne, ze akurat dzisiaj spisałem swój własny pomysł na serial SG. Niestety jeszcze jest w obróbce, a jest co obrabiać, bo tekst ma 10 000 słów (dla jaj napisałem przy okazji streszczenie pilota). Jednak ja tam się pohamowąłem i nie robiłem totalnej rozwałki i tak diametralnych zmian, Raczej poleciałem po schematach-jest nowa drużyna, jest nowe zadanie, siedzimy w Milky Way, w tle toczy się SG-1 i Atlantis (a więc kolejny spin-off). Jak skończę korektę, to wrzucę. Na razie zdradzę jedno...Furlingowie!
P.S. Nie wiecie, ile to 10 000 słów? Dla porównania-post baloo powyżej ma ich niespełna 500. He he. Grafomanem i maniakiem jesteś, Zarrow, lepiej wejź się za sensowna robotę
EDIT: No dobra, zrobiłem poprawki...Mam nadzieję, że posty nie maja limitu znaków... to jedziem!
<i>Mnie osobiście ostatnio po głowie chodzi pomysł, który początkowo miał być epizodem dla SG-1, być może rozpisanym na osobny wątek,ale stwierdziłem, ze ma on taki potencjał, że można z niego zrobić osobny serial.
Podstawą dla całego założenia jest nienowa teza, szeroko omawiana przez Lema-czy jeśli spotkamy pozaziemska cywilizację to będziemy w stanie sie z nią porozumieć, skoro z definicji jest ona nam całkiem obca? I-co jeśli dla obcych bylibysmy na poziomie psów, którym zakłada się obrożę i klepie po głowie?
Także implikacje tego pytania są interesujące. Nadto powyższa kwestia była nagminnie ignorowana w SG-1 jak i Atlantis, gdzie co planeta, to gadają po angielsku. Nawet nie językiem Szekspira, żeby było śmieszniej, tylo amerykańskim angielskim z początku XXI wieku.
Drugim filarem pomysłu jest fakt, że nasza wiedza o rasach Wielkiego Przymierza jest nikła i bliska zeru bezwględnemu (fajny błąd frazeologiczny, co nie? ). Historia tego aliansu jest dla nas zagadką, a niektóre wypowiedzi asgardczyków pozwalają nam wątpić w jego „cukierkowatość” (tj, wszyscy się kochali i sobie pomagali). Poza tym jeśli analogia między Przymierzem a ONZ jest całkowita, to raczej nie spotykali się tam sojusznicy...
Trzecim filarem jest założenie, że wypychanie akcji do nowej galaktyki to kalka pomysłów pomieszana z ośmieszaniem samego Stargate. Akcja działaby się w Drodze Mlecznej.
Czwartym filarem założenia jest to, że tak naprawdę nic nie wiemy o Furlingach, czwartej i ostatniej rasie Przymierza. Mamy tylko domysły, ale nic pewnego.
Piąty filar to lekka zmiana akcentów z „rozwalania nowego przeciwnika” na „badamy i się dziwimy”.
Ostatnie załozenie wymaga, by nowy serial był po części spin-offem w stosunku do Stargate, a potem zająłby jego miejsce-być może-jako serial wiodący, w stosunku do którego atlantis byłoby komplementarne (a nie na owdrót).
Ale do rzeczy. Jakby powiedział Maciuś z Klanu „O szo chodzi?”
Poniższy zapis to zbiór luźnych pomysłów zebranych dla niepoznaki w formie quasi-streszczenia pilotowego odcinka nowego serialu z komentarzami. Aha, wierzcie, albo nie, ale nie zamierzłaem robić tego tak wielkiego i opakowanego w detale, ale jakoś tak podczas pisania mi się pomysły wykrystalizowały.
Zaczynamy podobnie do Atlantis. Na ekranie pojawia się napis „17 000 years ago”. Widzimy planetę zawieszoną w próżni, na jej orbicie wisi statek Alteran, podobny nieco do „Oriona”. Oddziela się od niego puddle jumper i zmierza do planety (ew widac strumień energii z pierścieni) Powoli schodzimy przez chmury na jej powierzchnię. W końcu widzimy szczegóły-widać Wrota, które się uruchamiają i pezez które przechodzą Pradawni. Mamy teraz znaną animację podróży tunelem i nasi tymczasowi bohaterowie są już po drugiej stronie. To twierdza, dobrze nam znana z „Torment of Tantalus”-tyle że w świetnym stanie i z ładnym otoczeniem. I znacznie dalej od brzegu. Pradawni wymieniają kilka słów w swoim języku i kierują się do sali zebrań. Spotykają delegację Asgardu, z którą porozumiewają się w ich języku (tak więc nadal nie wiemy o co chodzi). W końcu obie grupy schodzą do sali zgromadzeń (tej z hologramem).Teraz kamera tak się ustawia, że widzimy właściwie tylko przedstawiciela Noxów, który stoi obok Furlinga-lub też Furlingów. Nie wiadomo, tego można się tylko domyślać, gdyż postać jest ukazana w cieniu lub z takich ujęć, że widać tylko kawałki rąk lub czegoś, co pewno jest głową. Trzeba przyznać, że jest to dosyć frustrujące-miały być furlingi, a furlingów nie ma... Ale do rzeczy. Pradawni wymieniają jakieś słowa z Noxami, trwa krótka dyskusja, po czym uruchamia się holoprojektor. Widać ręce furlinga, które operują na interfejsie. Obraz na hologramie zmienia się, sekwencje atomów wyświetlają się i znikaja z dużą szybkością. Alteranie wciskają kilka przycisków i otrzymują tłumaczenie przekazu. Kilku z nich podnosi brwi. Asgardczyk rzuca coś krótko i gniewnie. W tym momencie hologram zmienia się znowu-pokazuje całą galaktukę. Ręce furlinga zataczają kręgi-coraz mniejsze i mniejsze, jakby opisujace galaktykę. Jak na zawołanie na holomapie pojawiają sie jaśniejsze punkty wraz z adresami wrót. Asgardczyk znowu coś mówi, Alteranin przerywa mu gestem dłoni i powoli kiwa głową, lekko się uśmiechając do Furlinga.„Niech tak będzie”-mówi. Asgardczyk w tym momencie wstaje i oznajmia coś kategorycznie. Przedstawciel Noxów stara sie załagodzić sytuację (wyraźnie jest po stronie Furlinga), Furling wykonuje kilka gestów dłońmi (pokazane tak, że nie wiadomo, czy ma dwie, czery czy nawet sześć rak). Asgardczyk jest widocznie oburzony. Kamera znowu koncentruje się na holomapie galaktyki, na której na czerowno zaznaczono kilkaset światów. Układają się w spiralę. Teraz mamy fajny efekt komputerowy
Ekran zbliza się do holomapy i „zanurza” w nią, obraz miga między jedną gwiazdą i drugą, pokazując światy, które zaznacozno na mapie i już wkrótce staje się jasne, że to już nie jest holomapa, ale prawdziwe gwiazdy. Tym bardizje, ze przechodizmy do kolejnej retropsekcji, tym razem znacznie świeższej, bo sprzed trzydziestu lat. Widzimy jakąś wioskę, społeczność niezbyt rozwinięta-wygląda na mocno podobną do greckiej, choć widać parę różnic (np. typowo azjatyckie dachy i wykończenia). Przez chwilę śledzimy gadkę-szmatkę w jakiejś rodzinie z tej wioski. Dowiadujemy się z niej, że na rodzinę spadł wielki zaszczyt, gdyż Moce-bogowie wybrali ich syna, by zamieszkał razem z nimi w pałacu bogów. Cała wioska przgotowujuje się na uroczystość. Wszyscy wydają się być radośni za wyjątkiem samego wybranego. Z rozmowy między nim a jego matką dowiadujemy się, że malec ułożył jakąś ukłądankę, która dowiodła jego wartości jak i też to, że boi sie zostawić rodzinę. Matka pociesza go, że dzięki bogom będzie mógł ich odwiedzać kiedy tylko zechce i zawsze z nią będzie. Mamy tu łamiące serce wyznanie „I don’t want to go” etc itp. W końcu następuje chwila, w której chłopiec ma zostać przekazany bogom. Wszyscy zbierają się na wzgórzu nad wioską, gdzie zbudowana jest świątynia. Ceremonia odbywa się na pustym placu otoczonym kolumnami. Kapłan odczytuje typowe nonsensy pseudo-religijne, po czym pada kilka słów, które są przydatne dla serialu: „oddajemy Mocom tego chłopca, jak było napisane w prawach i tworzymy społeczeństwo idealne, jak nam przykazaliście.” Po czym kapłan wyciąga nóż i ma najwyraźniej zamiar zabić chłopca. Jednak do tego nie dochodzi, gdyż w tym samym momencie zachmurzone niebo rozstępuje się, ukazując czysty błękit...I w zastrzaszająco szybkim tempie powiększający się obiekt,. Wydaje sie, że rzecz zaraz roztrzaska się o górę, ludzie zaczynają lekko panikować... Nagle, jakby ktoś pstryknął palcami cały obiekt znajduje się tuż nad świątynia-wyhamował w ostatniej chwili. Podmuch powietrza robi trochę zamieszania, ale nie na niego zważają ludzie. Nad nimi wisi gigantycznych romiarów trójkąt równoboczny, przesłaniający słońce nad całą okolicą i sprowadzając półmrok. Rozlegają się okrzyki „miasto bogów!”. Widać, że spód obiektu jest pobrużdżony setkmai linii, tworzących skomplikowane, spiralne i koliste wzory, momentamii nieco barokowe w stylu. I linie te jarzą sie chaotycznie, jakby przebeigały po nich impulsy. Kapłan odrzuca nóż i stwierdza iż prawdą jest że ten chłopiec został wybrany, po cyzm pada na kolana-cała z historia z nożem okazuje się częścią ceremonii. Teraz na wzgórzu w krótkim błysku pojawia się jaśniejąca postać o z grubsza humanoidalnych kształtach-trudno dostrzec szczegóły z powodu otaczjącego ją światła. Wykonuje zapraszający gest do chłopca, który niepewnym krokiem zaczyna się zbliżać.. szuka wzrokiem matki, ta zachęca go, by szedł dalej. W końcu chłopiec podchodzi do postaci, ta chwyta go za rękę i razem podchodzą do portalu, dobrze nam znanego z odcinka „Paradise Lost”. Tutaj chłopiec podchodzi do interfejsu portalu, używa trzymanego w dłoniach klucza. Wprowadza odpowiednią kombinację, portal się uruchamia i razem z obcą istotą przechodza przez niego, znikając. Teraz nad głowami ludzi przetacza się dziwny ryk,niepodbny do niczego. Otaczające wioskę strome, skaliste wzgórza zostają zniwelowane w niewytłumaczalny sposób-znikają po tym, jak coś je odkształciło jak plastelinę i wessało donikąd, zostawiając pustą przestrzeń. Kapłan wykrzykuje, że to dar od bogów-teraz będą mogli wykarmić więcej ludzi z nowymi polami i nie będzie im już groził głód.Statek nad głowami ludzi oddala się spokojnie, by po chwili zniknąć w podobny spośób, w jaki się pojawił.Po tych retropsketywnych rewelacjach, z których nic nie wychodzi, przenosimy się do czasów dzisiejsyzch. W sali wykładowej jakieogś uniwersytetu wykładowca poci się nad jakimś problemem maematycznym i udowadnia wszysktim studentom, że są bandą głąbów-chociaż nie robi teog specjalnie. Gdy jeden z studentów wytyka wykładowcy, że nie da się przeprowadzić jego dowodu w myśl zasad matematyki, ten beszta go i karze nie przychodzić na zajęcia, o których myśli, że go ograniczają.. Po wykładzie matematyk spotyka w korytarzu swojego dawnego kolegę ze studiów. Po kilku uprzejmościach wychodzi na jaw, że kolega widział jego nieszczęsny wykład. W czasie krótkiej rozmowy dowiadujemy się, że przyjaciel matematyka studiował archeologię i że od pewnego czasu nie dawał oznak życia. Panowie przerzucają sie kilkoma złośliwościami „Nigdy nie rozumiałem, po co studiowałeś tą nędzną archeologię. Co ci z tego przyszło?” „Umm...Tak, a za to tobie, jak widać, amtematyka suży” „Zdziwiłbyś się, jak bardzo” „To samo moge pwiedzieć o mojej pracy”, rzuca archeolog. Mówi mu, że ma dla niego ofertę znacznie lepszą niż ta uniwersytecka. Krótka chwila-parę dni-wahania i nasz matematyk znajduje się w bazie pod góra Cheyenne... podpisując ostatnie papiery z nadrukiem „top secret”. Krótkie wprowadzenie, zdumienie, wyjaśnienia... I rozpoczynamy główny wątek. Poznany na początku archeolog wyjawia, że badał skany z ksiąg Merlina, znalezionych podczas poszikiwań Sangrala (sezon 9 i 10 SG-1). Odnalazł w nich wzmiankę na temat światów, które były zamieszkiwane przez Furlingi. Było to ledwo napomknięcie, gdyż Merlin nie zajmował się nimi, jednak archeolog zyskał pozwolenie na krótką podróż do Atlantis, gdzie uzyskał pełną listę planet Furlingów w Drodze Mlecznej-Alteranie jednak surowo zabraniali mieszania się w sprawy Furlingów i odradzali podróże na te planety, które były z bepziecznej odległości monitorowane. Więcej szczegółów nie można było się dowiedzieć. To jednak wystarczyło, by uzyskać od dowództwa pozwolenie na poszukiwanie Furlingów w obliczu zagrożenia ze strony Ori (potencjalny sojusznik) Rzecz jednak jest mniej ważna od samej walki z Ori i poszukiwaniu broni Melrina. Nadto od tysiecy lat nie słyszano o Furlingach, a ich obecność w galaktyce jest jeszcze słabiej zaznaczona, niż Pradawnych. Więc zajęły się tym tylko dwie drużyny SG, operujące na zmianię i w przerwach między „ważniejszymi” zadaniami. Podróże okazaly się bezowocne, gdyż każda z planet jest tylko punktem przejściowym do faktycznego miejsca za pomocą teleportu Furlingów. Ponieważ nie jest to najważniejszy kierunek działań SGC, jak i też z powodu braku statków tak u siebie jak i sojuszników, zajętych Ori, nie można sprawdzać okolicznej przestrzeni w poszukiwaniu siedzib Furlingów (poza tym dowództwo jest sceptyczne, czy u celu znajdą coś więcej niż kolejną „utopię”) A nie znając dopowiedniej kombinacji uruchamiającej portal nie można tam się przenieść. Jednak jak się okazuje Furlingowie pozostawili wskazówki, jak dojść do właściwej kombinacji… I to już jest czysta metamatyka. Tutaj wkracza nowy nabytek SG, który ma za zadnnie rozgryźć zagadkę Furlingów.Okazuje się boiwem, że do tej pory SGC udało się ustalić, że pismo Furlingów, sfotografowane przez Daniela na planecie z „Torment of Tantalus” to w istocie skomplikowany system zapisu matematycznego. Nasz matematyk próbuje go rozwikłać i w końcu mu się to udaje… Po sprzeczkach z dówództwem, czy ma prawo przejść przez wrota czy nie, w kocu staje na tym, że jak najbardziej. Drużyna SG wraz z archeologiem i matematykiem docierają na planete z nowoodkrytym portalem i zaczynają swoje badania. Tym razem zagadka kombinacji uruchamiających portal zostaje rozgryźnieta wspólnym wysiłkiem obu naukowców-okazuje się że jako-taka znajomość pisma furlingów do niczego nie wystarcza, a rozwiązanie zagadki leży na wyciągnięcie reki. Dosłownie-wksazówki jak otworzyć portal są rozsypane po okolicy. Gdy portal zostaje uruchomiony SGX wysyła na drugą stronę sondę. Protal się zaraz dezaktywuje, jednak to było wiadome. Portal zostaje jeszcze raz uruchomiony. Sonda przekazuje z drugiej strony dane. Ponieważ ma nadajnik podprzestrzenny ,udaje się ją zlokalizować. Jest na księzycu pobliskiego gazowego giganta (typowe działanie furlingów, wnioskując po „Paradise Lost”) Po konsultacji z SGC drużyna zyskuje pozwolenie na kontynuowanie misji-jak tylko opdowiedni statek, mogący ich odebrać, zostanie oddele[beeep]y do tego układu słonecznego. Przylatuje po nich nieco wkurzony Tok’ra, który ma za złe Tauri, ze został odciągniety od znacznie ważniejszych spraw. W dodatku będzie musiał czekać na ludzi, aż ci skończą rekonesans.SGX w całości przechodzi przez portal. Potwierdzają się dane z sondy-jest to świat skuty lodem. Albo przynajmniej ta część. Tok’ra potwierdza-z orbity widać, ze na planecie panuje epoka lodowcowa. Brak jest jakichkolwiek źródeł energii, brak jest również ludzkich odczytów życiowych, ale czujniki wahadłowca Rok’ra nie sa na tyle dobre, by poradzić sobie z trudnymi warunkami atmosferycznymi, więcjego wskazania mogą okazać się mylące. W pobliżu miejsca, gdzie wyrzucił ich portal, SGX znajduje ślady ścieżki, niegdyś otoczonej kamiennymi obeliskami, które się ostały. Na kamieniach widać znaki podobne do pisma celtyckiego, momentami podobnymi do nordyckiego, co bardzo cieszy drużynowego archeologa, który chce zostać i zbadać je natychmiast, ale dowódca SG-X przypomina, że nie są tu po to, by robić badania, ale szukać Furlingów. I osobiście wątpi, by tu byli. Jeden z żołnierzy rzuca, że słyszał co nieco o misji SG-1, w której odkryto podobny portal Furlingów, który miał wieść do utopijnej społeczności przez nich stworzonej. Została ona zniszczona przez Goa’uld. Być może to samo stało się tutaj. Archeolog potwierdza-podobno po przybyciu na miejsce takiej utopii było gotowane przyjęcie powitalne dla podróżników. A póki co nie widać tu żywej duszy…W końcu po paru godzinach badania okolicy dowódca decyduje się wracać, jednak okazuje się, że nie jest to możliwe-statek Tok’ra nie wyląduje z powodu traigcznych warunków atmosferycznych. Drużyna musi szukać schronienia-przenośne namioty nie pomogą podczas nadchodzącej burzy, pedzącej z prędkościa prawie dwustu kilometrów na godzinę. Na horyznocie na szczęście majaczą góry. Drużyna dociera tam i znajduje jaskinię. W tym momencie tracą kontakt z statkiem Tok’ra-skały hamują sygnał. Albo burza. Albo obie rzeczy na raz.I gdy już wydaje się, że jakoś to będzie (oprócz faktu, że nie wiadomo, kiedy burza minie-może trwać nawet miesiące) okazuje się, że system jaskiń jest już przez kogoś zamieszkały… I wbrew podejrzeniom archeologa czy dywagacji Daniela na temat Furlingów, napotkana społeczność ludzi jest skonstruowana na typowo militarny sposób. Obcy napadają na Tauri podczas snu. Używaja kusz i broni białej, ciemność skrywa ich oblicza, że tak poetycko powiem. Już już się wydaje, że to kolejne stargate’owe wieśniaki, gdy okazuje się, po przebudzeniu, że nie jest tak do końca. Społeczność na planecie żyje w górach oraz (głownie) pod ziemią, w przepastnych jaskiniach naturalnego pochodzenia oraz kompleksach wykutych własnymi siłami. Trudno określić ich poziom technologiczny-można go określić jako podobny do pierwszej połowy XIX wieku. Są wyraźnie nastawieni bojowo, cenią sobie wojenne rzemiosło. Znają broń palną, ale ci, którzy zaatakowali Tauri jej nie używali, bo to komandosi byli
Ich broń biała, jak i kusze są zresztą bardzo zaawansownae i bardziej przypominają osiągniecia z Ziemi naszych czasów, niż te z średniowiecza. Dowiadujemy się, że na palnecie jest jeszcze kilka społeczności, które walczą ze sobą o miejsce, jaskinie, doliny, źródła ciepła i jedzenia. Wojna jest neustająca, ale podobno honorowa. Tauri są początkowo wzięci za szpiegów konkurencji, potem-gdy wyjawiają prawdę-są uważani za spipegów konkurencji, wykorzystujących starą legendę sprzed tysięcy lat. Są poddawani przesłuchaniom-różnego typu. Od trzaskania po pysku, po zapraszanie na gustowne obiady i udawanie, że się uwierzyło w ich historię. W końcu jednak matematyk popisuje się znajomościa skomplikowanego dowodu matematycznego jednemu z naukowców, co wprowadza tamtego w zdumienie-był to bowiem problem matematyczny, nad którym głowią się najtęższe umysły jego świata od trzech pokoleń. Matematyk udowadnia, że zna jeszcze kilka podbnych rzeczy i próbuje przekonać naukowca do tego, by dał mu wiarę. Wydaje się, że to nic nie pomogło, ale standardowo dla takich sytuacji w końcu naukowiec trochę pomaga uwięzionym. Pokazuje matematykowi prastarą tablicę, na której podobno spisali swoje prawa Utopianie-legendarni ludzie sprzed zarania dziejów, którzy byli pierwszymi, którzy porzybyli do tego świata. To oni zalożyli tutejszą cywilizację i nadali jej pewne zasady-honorowej walki i kultu wojny. Matematyk rozpoznaje pismo Furlingów. Bez zbędnych tłumaczeń przystępuje do „rozwalania” zapisu na tablicy, gdy okazuje się, że system na niej użyty jest inny, niż na dotąd odkrytych. Zaczyna więc pracę nad „przetłumaczniem” tablicy , na prośbę naukowca, który okazuje się dosyć religijny i wierzy, że Moce, które sprowadziły Utopian niegdyś na jego świat, wypełnią swoje przyrzeczenie-według legendy ten, kto rozgryzie zagadkę tablicy zostanie podwójnie nagrodzony. On sam zostanie wzięty do miasta bogów, a jego ziomkowie nagrodzeni „tym, czego najbardziej im brakuje”. Naukowiec jest przekonany, że Moce sprowadzą wtedy wieczne lato na planete, kończąc ciągi wojen o miejsce i pożywienie, pozwalajć wszystkim żyć w pokoju. Naukowiec wierzy, że matematyk będzie w stanie rozszyfrować tablice Praw.Tymczasem reszta bohaterów próbuje się wydostać. Udaje się to jednemu z żołnierzy, któremu udaje się uciec na powierzchnię-ścigany przez „podziemców”. Jako że to taki typ komandosa, to daje sobie z nimi radę, choć zostaje ranny. Próbuje odnaleźć miejsce, gdzie drużyna miała obóz, gdyż tam archeolog zgubił swój komunikator Tokr’ra (reszta wpada w ręce podziemców). To jedyna szansa, by dać znać krążącemu na orbicie statkowi.Tymczasem w podziemnym mieście pada decyzja o natychmiastowej egzekucji „szpiegów”. Co ciekawsze, egzekucja okazuje się być „honorowa”-każdy dostaje broń i może jej użyć na specjalnej arenie. Wygrana to dożywocie, przegrana-smierć przed plutonem egzekucyjnym. Taki zwyczaj-jest to społeczeństwo wojowników, powstałe na korzeniach celtów i wikingów, wiec kto ich tam wie. W każdym razie drużyna radzi sobie różnie, w na końcu oczywiście kopia tyłki swoim oponentom, a drużynowy archeolog robi przemowę pod tytułem ”uwierzcie nam”. Okazuje się potem, że SG team i tak nie miał szans wygrać i swoje ocalenie zawdzięczają wspomnianemu już naukowcowi, który dosypał trucizny do jedzenia championów Sądu Bożego. Zrobił to po to, by ocalić matematyka-ten jednak zagroził, że w momencie, gdyby naukowiec ocali tylko jego-wygada cały spisek przed jego przełożonymi. Naukowiec nie miał wyboru i ocalił życie wszystkich, wierząc, że jego czyn zostanie zapomniany w efekcie rozwiązania zagadku tablicy Utopian. Przy tym należy zauważyć, że mówiąc „naukowiec” nie mam na myśli faktycznego ucoznego, jedynie typ osobowości-nasz przyjacielski podziemiec bowiem od dawna ma dostęp do tablicy Utopian i wie, że rozwiązanie zagadki leży w matematyce. Stąd jego wiedza w tym zakresie.Tymczasem nasz Tok’ra odbiera sygnał od żołnierza Tauri który uciekł i w krytycznym momencie pomaga mu, przylatujac swoim staktiem pomimo zagrożenia i zabiera go pierścieniami na pokład, ku zdumieniu ścigających go „podziemców”.Z powrotem na orbicie Tauri do spółki z Tok’ra zaczynają klecić plan ratunku, jednak nie mogą dojść do porozumienia. Człowiek chce natychmiast ruszać na akcję z użyciem staktu i jego broni, tok’ra woli skontaktować się z przełożonymi i z Ziemią. To by wymagało opuszczenia orbity. Człowiek nie chce się zgodzić na porzucenia przyjaciół. Wydaje się, że przekonał do swoich racji Tok’ra. Problem w tym, że nie mają pojecia, jak uratować drużynę z opresji.Tymczasem na planecie matematykowi udaje się skłonić podziemca-naukowca, by przemycił do niego jedne z komunikatorów Tok’ra. Gdy ten spełnia jego prośbę razem udają się do obserwatorium astronomicznego, które jest najbliźej powierzchni, zamknięte w specjalnym szybie, otwieranym tylko przy dogodnych warunkach atmosferycznych (naukowiec mógł sobie „wypożyczyć” więźnia, bo ma wysoką pozycję wsród swoich). Matematyk tryumfalnie chce zademonstrować działanie komunikatora i… Nie odbiera żadnego sygnału. Naukowiec stwierdza, że spełnił jego prośbę i teraz Tarui musi wracać do swojej pracy nad tablicą.Praca jednak okazuje się bardizej skomplikowana, niż się wydawało na początku. Zagadka matematyczna jest tak skomplikowana i dziwaczna, że wydaje się, że nie uda się jej rozwiązać w żaden sposób. W końcu, zrezygnowany, matematyk próbuje przekonać swojego protektora, że Ziemia jest w stanie pomóc jego ziomkom, przesiedlajac ich na inną planetę-przylecą, zainstalują Wrota i po sprawie. Gdy naukowiec stwierdza, że nikt nie zgodzi się opuścić swojej ziemi, bo to by oznaczało, że nie mają honoru. Ziemianin sugeruje więc, że Tauri mogliby dać im lepszą technologię, zapasy, lekarstwa-dowodzi, że współpraca jest lepsza niż walka i że Tauri mają wprawionych negocjatorów, którzy pomogliby zażegnać konflikt. Naukowiec jest sceptyczny-wierzy, że jedyne, co może zażegnać nieustające wojny to cud, obiecany przez Moce. Pozostaje głuchy na argumenty matematyka, który dowodzi, że Moce to obca rasa, Furlingowie, i że nikt o nich nie słyszał od tysięcy lat, więc żaden cud się nie zdarzy. Naukowiec odpowiada, ze to kwestia wiary, a poza tym życie matematyka zależy do niego. I dlatego będzie pracował nad rozszyfrowaniem zagadki.W końcu, po paru dniach bezowocnej pracy, podczas której udało mu się wyciągnać swojego kolegę-archeologa z więzienia, argumentując naukowcowi, że problem zagadki Utopian wymaga wiedzy nie tylko matematycznej. Naukowiec zgadza się, ale również oznajmia, że więcej ludzi uwolnić nie może… tym czasem okazuje się, ze matematyk rozgryzł już zagadkę Furlingów, ale rzeczyiwście potrzebował pomocy swojego kolegi. Okazuje się bowiem, że w talbicy zakodowano coś, co wygląda na kombinację uruchamiającą portal Furlingów-problem w tym, że kombinacja przypisuje odpowiednie równania do odpowiednich liter alfabetu nordycko-celtyckiego. Matematyk bowiem dzięki naukowcowi dowiedział się, że w pobliżu jest drugi portal Furlingów. Wierzy, że jest to droga powrotna. W ten sposób mogliby dostać się do Wrót, a potem-na Ziemię. Co prawda nie mają (jeszcze) GDO, ale znają adresy planet utrzymujących kontakty z ziemią. Jest to lepszy plan niż żaden. Mateamtyk i archeolog markują przedłużanie się pracy, gdyż tak naprawdę udało im się w dosyć szybkim czasie opracować kombinację uruchamiającą portal. Teraz opracowywują plan odbicia reszty drużyny-choć archeologwi się to nie podoba. Udaje się im takowy w końcu opracować, oraz powiadomić o nim resztę ziemian-wszysto dizęki temu, że w społeczeństwie „podziemców” paradoksalnie wiele rzeczy jest wierzonych na słowo i honor. Ziemianie wykorzystują tą słabość by utrzymać komunikację. W decydującym momencie uwalniają się z cel, spotykają i odnajdują portal Furlingów. Matematyk „odpala” kombinację na urządzeniu Furlingów, jednak nic się nie dzieje. Próbuje kilka razy, w końcu do spółki z archeologiem próbują wyeleminować błąd w tłumaczneiu kodu, co też im się udaje-błąd zostaje znaleziony i wyeleminowany, jednak wbicie poprawnej kombinacji nie pomaga. Tymczasem Tauri są otaczani przez oddziały „podziemców”. I w tym krytycznym momencie odzywa się komunikator Tok’ra. Okazuje się, że ostatecznie wahadłowiec odleciał z orbity i wezwał na pomoc Dedala, który łaskawie w końcu przyleciał po zagubioną drużynę. Wcześniej nie mógł, bo musiał pozbierać się po potyczce z Lucianami w odcinku „Company of Thieves”. Łączność jest, Dedal jest, ale Tauri nie mogą być wyteleportowani-warstwa skał jest za gruba. W tym momencie ekipa SG zostaje rodzielona w toku walki. Matematyk i jeden z żołnierzy zostaje odcięty przy portalu od reszty. W krytycznym momecnie żołnierz ginie, a portal niespodziewanie uruchamia się. Wychodzi z niego „świetlista istota” i gestem ręki zaprasza matematyka do siebie. „Podziemcy” są lekko skonfundowani, ale ostatecznie otwierają ogień do świetlistej postaci, która okazuje się hologramem (nie mogła wyłowić się z portalu Furlingów, bo te są jednostronne). Matematyk, nie mając wyboru, ratuje się skokiem w portal…Reszcie drużyny w między czasie udaje się dotrzeć do obserwatorium astronomicznego. Czy raczej –prawie, gdyż w trakcie jazdy windą ich sygnał staje się na tyle wyraźny, że asgardzki transporter może ich namierzyć. Jest to o tyle zbawienne, że „podziemcy” zatrzymali windę i już zaczeli się do niej dobierać-a tu wziuuu! I nikogo nie ma
Archeolog i kilku innych zostaje ciężko rannych.Tymczasem na orbicie (przed skokiem matematyka przez portal) czujniki hiperprzestrzenne Dedala wykrywają coś zbliżającego się z dużą prędkością.. W tym momencie z nadprzestrzni wyłania się okręt Furlingów-wielki jak ta lala, w ksztłacie trójkąta równobocznego o równych ścianach, ostrych kantach i z mnóstwem barokowych wzorów świecących się na kadłubie-ładnie to będzie wyglądać na ekranie
właściwie nie wytracając prędkości po wyjściu z hiperprzestrzeni zmierza ku planecie i dopiero tuż nad jej powierzchnią hamuje. Dedal wykrywa krótki przesył energii z powierzchni. I statek Furlingów po chwili startuje z powrotem na orbitę. I…spełnia obietnicę z legend. Obiera kurs na gazowego olbrzyma, wokół którego orbituje księżyc „podziemców” i znika dokładnie w jego jądrze. Powoduje to niezły popłoch wsród załogi Dedala, gdyż sygnał ostatniego komunikatora Tok’ra, którego miał matematyk, pochodzi właśnie ze statku dowodząc, że przeniósł się on na jego pokład. A po wejściu w planete transporter nie może go uratować.Tymczasem gazowy olbrzym zaczyna sie zapadać. Statek furlingów wyłania się po jego drugiej stronie chwilę po tym, gdy staje się jasne, że zapoczątkował on kolaps planety w mini-gwiazdę.. Krótkie obliczenia wskazuja, że energia, jaką dostarcza nowe słońce pozwoli na wyważone, spokojne roztopienie lodów i sprawi, że powierzchnia ponownie stanie się możliwa do zamieszkania…Tymczasem okręt Furlingów nie odpowiada na żadne wezwania i otwiera okno hiperprzestrzenne. Dedal rusza za nim w pościg. Tutaj kończy się odcinek, czyli połowa pilota za nami Co się dzieje dalej?Dedal próbuje dopaść okręt Furlingów, który nadal ich ignoruje. Obecny na pokładzie Asgardczyk sugeruje, że statek jest bezzałogowy i wykonuje tylko swój program. Nie został zaprojektowany do interakcji z innymi okrętami. Wobec tego każda próba porozumienia się z nim jest bezsensowna. Podpiera to twierdzenie lepszą znajomością Furlingów. Tak więc ludzie pchcą wyteleportować matematyka z pokładu, jednak nie mogą tego zrobić, gdyż technologia transportera nie działa w hiperprzestrzeni. Także mogą się zbliżyć do niego na odpowiedni dystans, by „wziąść go abordażem”-gdy tylko to robią ich napęd hiperprzestrzenny zostaje przeładowany i wyłącza się dla bezpieczeństwa. Widać statek Furlingów wie, jak się bronić. Powoduje to, że Dedal porusza się „skokami”. W końcu obecnej na pokładzie Carter ;P udaje się obejść zabezpieczenia hipernapędu tak, by móc podejść do okrętu na dostateczną odległość, by zmusić go do wyjścia z hiperprzestrzeni. Zanim hipernapęd szlag trafi będą mieli kilka sekund, ale to powinno być więcej, niż potrzeba.Tymczasem na statku matematyk budzi się w pomieszczeniu o gładkich ścianach pokrytych wieloma wzorami, dającymi słabe, bladoniebieskie światło. Krótkie oględziny pomieszczenia nie dają żadnego rezultatu. W tym momencie jedna z ścian rozstępuje się i wychodzi z niej…Człowiek, ubrany podobnie do starożytnego greka. Widać zdziwienie i niedowierzanie na jego twarzy, w końcu zaczyna mówić coś do naszego bohatera, ale nie idzie go zrozumieć, bo (cóż za zaskoczenie) nie mówi po angielsku. Krótka wymiana zdań-niezrozumiałych przez obie strony kończy się tym, że matematyk próbuje na migi wytłumaczyć napotkanemu, jak trafił na statek. Nic jednak to nie daje. W końcu nieznajomy postanawia zaprowadzić gdzieś ziemianina. Matematyk myśli, że obcy zorzumiał jego prośbe o odesłanie go z powrotem i podąża za nim. Przez dziwne „wyjście”, które polega na tym, że trzeba przejść przez galaertowatą w swojej konsystencji ścianę, która „rozstępuje się”, unikając kontaktu z ciałem; wychodzi na zewnatrz, na przepastny kortyarz, którego czarne, metaliczne ściany są również pobrużdzone świecącymi się wzorami. Wśród nich zauważa wypukłe „liery” pisma furlingów, które zdają się pokrywać okrągłe ściany korytarza w zupełnie chaotyczny sposób. W końcu docierają na miejsce. Matematyk jednak jest zainteresowany czymś innym-dostrzegł znajomy okrąg Wrót na końcu korytarza… Jednak nie dane jest mu zareagować, bo w tym samym momencie zostaje wessany przez podłogę i trafia do innej sekcji statku, by znaleźć się w tym razem sześciennym pomieszczeniu, na którego przeciwległej ścianie widać jakieś urządzenie… Fani od razu się zorientują, że to maszyna ucząca Pradawnych. Obcy zachęca matematyka, by spojrzał w „oko” maszyny…I ta oczywiście łapie łeb naszego matematyka i ładuje mu wiedzę do jego przemadrzałej łepetyny…Z powrotem na Dedalu. Carter do spółki z Asgardczykiem zakończyła modyfikacje i obejścia. Krótka rozmowa z Asgardczykiem wyjawia, że ten nie chce-lub nie może-udzielić jakichkolwiek informacji na temat Furlingów. Zbywa Carter stwierdzeniem, że teraz powinni się skoncentrować na czymś innym. Tymczasm statek Furlingów, po kilkukrotnej zmianie kursu zaczyna zwalniać i w końcu osiąga minimalna prędkość, jaką można utrzymać w hiperprzestrzeni. Zaraz potem wyłącza hipernapęd. Carter stwierdza, że to idealna okazja, by wyteleportować stamtąd ostatniego członka drużyny SG. Dedal podchodzi na wystarczajacą odległość, namierza komunikator Tok’ra i dokonuje teleportacji…A raczej próbuje, gdyż coś odbija sygnał transportera i zawraca go o samego urządzenia, powodując jego rozmontowanie na części składowe (teleport, kóry sam się wyteleportował). W ten sposób Dedal zostaje pozbawiony swojej ulubionej zbawki. Dowódca staktu stwierdza, że to jawny znak agresji, jednak Asgardczyk studzi jego zapał, mówiąc, że taka jest taktyka Furlingów-obracają oni siłe przeciwnika przeciwko niemu samemu. Nie używają bezpośredniej siły. Tak więc żaden atak, a zwłaszcza ze strony broni poładowej Dedala, nie odniósłby żandego skutku. Carter zastanawia się, jak to możliwe, skoro niedawno sam Asgardczyk przyznał, że okręty furlingów nigdy nie miały osłon-ta rasa prawdopodobnie nigdy ich nie opracowała. Obcy odpowiada, że owszem-Furlingowie nie stosowali nigdy osłon na swoich okrętach, ale nie musieli. Opracowali technologię zaginania przestrzeni i operowania grawitacją w taki sposób, że są w stanie niejako „zawrócić” pocisk lub wysłać go w inna stronę. Asgardczyk liczył na to, że nie będą w stanie tego zrobić z sygnałem teleportera, gdyż w czasach istnienia przymierza Asgard nie posiadał jeszcze takiej technologii. Jednak najprawdopodbniej okręt jest nowocześniejszy, niż Asgardczyk przypuszczał. Carter zastanawia się, dlaczego okręt poraktował ich jak wroga. Obcy sugeruje, że jest to wina tehnhologii, jaką ma na pokładzie Dedal. Carter w lot pojmuje, że chodzi o technologię Goa’uld-Furlingowie byli świadomi zagrożenia z ich strony i-jak dowodzi praktyka z odcnika „Paradise lost”-ich technologia ma wbudowane przeciwdziałania na broń goa’uld. To logiczne, że wykrywszy urządzenia Wężów Dedal został uznany za statek jednego z Władców Systemu. Niestety-Dedal bez tej technologii się nie obejdzie. Asgardczyk sugeruje skontaktowanie się z Thorem i wysłanie jednego z statków jego rasy. Tauri się zgadzają, jednak jest jeden problem-statek Furlingów na razie nie zmienił kursu, ale nie ma gwarancji, że nie zrobi tego znowu, lub że nie wskoczy w nadprzestrzeń. Na Dedalu powstaje propozycja, by utrzymać dotychczasową pozycję i poczekać na przybycie staktu wysłanego przez Thora, jednak wkrótce okazuje się to niemożliwe-wyładowanie spowodowane zniszczneim transportera uszkodziło część sprzętu asgardzkiego, w tym komunikator. Dedal musiałby wrócić na Ziemie, by zdać raport. I teraz wchodzi nasz komandos-członek SGX, ten co uciekł i skotantkował z Tok’ra. Okazuje się, że był on jednym z kandydatów na pilota X-302, więc wie jak go pilotować „przynajmniej z grubsza” jak sam twierdzi. Słyszał o tym, co zrobił Sheppard w Atlantis i teraz che zrobić to samo-wystartuje myśliwcem, zboliży się do okretu Furlingów i przyczepi do jego kadłuba. Myśliwiec nie ma na pokładzie urzadzeń Goa’uld, be zktórych nie mógłby się obejść po demontażu, więc nie powinien być potrakotwany jako zagrożenie przez statek. Jest tylko jeden problem-jak znajdą myśliwiec, jeśli statek znowu skoczy w nadświetlną? Carter proponuje prostackie wyjście z sytuacji-zainstalowanie transpondera Asgardu, wksazującego pozycje Dedala na myśliwcu. Plan zostaje przepchnięty i myśliwiec startuje. Komandos musi jednak pamiętać, że masyzna została pozbawiona kilku bajerów, między innymi tłumików inercyjnych, więc nie może robić gwałtownych zwrotów ani lecieć z maksymalną prędkością. Udaje mu się podejść do okrętu Furlingów i przyczepić do kałdłuba. Dedal wraca na Ziemię.Na pokładzie statku Furlingów matematyk budzi się p tym, jak maszyna Pradawnych wbiła mu do głowy co nieco… Budzi się, obudzony słowami obcego, który go znalazł. Co dziwniejsze, w pełni je rozumie. Obcy tłumaczy, że to urządzenie przesłało mu wiedzę o językach wielu światów po to, by mógł się z nim porozumieć. Gdy matematyk skarży się na ból głowy obcy mówi „Nie martw się, ja też przez to przeszedłem”. I otrzymujemy istotną porcję wyjaśnień. Obcy, który zajął się naszym matematykiem, to chłopiec, którego „wzięcie” widzieliśmy na początku pilota. Na statku oprócz Ziemianina i jego nie ma nikogo. Czasami pojawiają się „świetliste postacie”, ale one są tylko hologramami. Nic nie mówią, tylko pokazują coś na migi. W ten sposób „porwany’ nauczył się obsługiwać niektóre urządzenia, w tym maszynę uczącą jezyków. Zapytany o cel tego wszyskiego odpowiada, że ma pewne pojęcie o tym, o co chodzi staktowi. Kiedyś myślał, podobnie jak jego współplemieńcy, że Furlignowie to bogowie, potężne moce, które nad nimi czuwają i wymagaja postępowania zgodnie z opracowanymi przez siebie regułami, by ludzie dostąpili nagrody. Z czasem jednak zrozumiał, że są to obce istoty, które eksperymentuja na ludziach, badaja ich. W zrozumeniu tego faktu pomogły mu maszyny uczące-takie jak ta, która pozwala opanować języki. Obcy wie też, że żadna z tych maszyn nie jest dziełem Mocy-wszystkie zbudował ktoś inny. Matematyk wtrąca, czy przypadkiem Wrota, które widział w korytarzu nie są też ich dziełem. Obcy, karzący nazywać się Mallanem, potwierdza, że takie były jego przypuszczenia, jednak „okrąg”, zwany w niektórych znanych przez niego językach „chapaai” jest jednym z tych niewielu urządzeń, którego przeznaczenia ani działania nie zna. Poza tym myslał, ze może być to kolejna łamigłówka Furlingów. Początkowo nie wierzy matematykowi, że jest to urządzenie pozwaljące na podróże międzyplanetarne, jednak w końcu pozwala się przekonać i razem idą na miejsce. Tam jednak się okazuje, że Wrota są bez konsoli. Matematyk opisuje Mallanowi wygląd DHD, jednak ten stwierdza, że nigdy nie widział czegoś takiego. Ziemianin traci w tym momencie wszelką nadzieję-nie zna się na Wrotach i nie umie uruchomić ich bez DHD. Wie jednak, że Wrota mają jakiś swój cel bycia na pokładzie-nie byłoby sensu ich posiadania, jeśli nie można by z nich skorzystać. Dochodzi do wniosku, że musi być możliwość sterowania nimi z mostka okrętu. Postanawia wyruszyć, by go odnaleźć. Mallan mówi mu, że jest tylko jedno miejsce, gdzie jeszcze nie był-hologramy mu zabroniły twierdząc, że to niebezpieczne. Matematyk żąda, by go tam zaprowadził. Na miejscu okazuje się, że do pomieszczenia nie da się w żaden sposób wejść. Mallan informuje matematyka, że wiele razy próbował się tam dostać, ale przejście wymaga ropzracowania kolejnej zagadki Furlingów. Wszystkie ważniejsze pomieszczenia na staktu są chronione w podobny sposób, ale Mallanowi udało sę do tej pory jakoś rozwiązać większość z nich, przez co miał do nich dostęp-tych ostatnich nie był w stanie. W tym miejscu Mallan informuje, że został wzięty na pokład właśnie dlatego, że jako dziecko rozwiazął jedną z zagadek Furlingów, która pozwoliła na uruchomienie portalu, przez który trafił tutaj. Wygląda na to, że okręt jest częścią większej całości, gigantycznych rozmiarów układanki furlingów, mającą sprawdzić ludzi i ich poziom intelektualny. Matematyk zbywa tą hipotezę wzruszeniem ramion, jednak Mallan stwierdza, że jest w tym sens. „Trzyiiześci lat się nad tym zastanawiałem”, mówi. Te wszystkie zagadki , matematyka-to ma sprawdzić, czy dana osoba będzie godna poznać Furlinga i sprawdzić, czy będzie w stanie się z nim porozumieć. Matematyk jednak nie daje się przekonać i mówi Mallanowi, co wie o przymierzu czterech ras, po czym zaczyna się zajmować próbami dostania się na mostek.A tymczasem Dedal wraca na Ziemię. SG-1 zostało w pełni rzucone w wir opracowania akcji ratunkowej i próby przejęcia bezzałogowego statku Furlingów. Teal’c na podstawie zdjęć informuje, że rzeczony statek Furlingów występuje w legendach Jaffa o wagabundzie, który pojawia się w galaktyce i sieje postrach wśród wyznawców Goa’uld-żaden statek, który zaatakował wagabundę nigdy nie wrócił do bazy. Goa’uld przemienili tą historię na swoją potrzebę twierdząc, że jest to miecz bogów, karcący tych o słabej wierze. Tok’ra, który zaalarmował Tauri o problemach ich drużyny, również obecny na zebraniu, oznajmia, że według wywiadu Tok’ra taki statek rzeczywiście istniał, ale nie służył w żaden sposób Goa’uldom-Władcy Systemu próbowali kilka razy go pojmać, za każdym razem jednak ponosili porażkę. A opowieści powstały tylko i wyłącznie dzięki nim, gdyż nikt nie przeżywał starć z wagabundą-byajmniej nie dlatego, że okręt Furlingów ich niszczył, tylko dlatego, że Goa’uld sami mordowali swoich podopiecznych, którzy byli świadkami ich klęski po to, by wieść o tym się nie rozpowszechniła.W tym momencie do SGC „na błysku teleportu” przybywa Thor. Z miejsca przeprasza za późne przybycie. I mamy kolejna porcję rewelacji-Asgard jest bardzo zaniepokojony pojawieniem się okrętu Furlingów. Wychodzi też na jaw, że Asgard ani żadna z ras przymierza nigdy nie poznała Furlingów do końca, ani nawet ich nie spotkała. Pierwotnie istniało bowiem przymierze trzech ras-Alteran, Asgard i Noxów, dopiero później dołączyli do nich Furlingowie, jednak zanim to nastąpiło „futrzaści”-jak ich nazywał O’Neill-byli uważani za wrogów przymierza. Dopiero Noxom udało się nawiązać jako-taki kontakt z Furlingami, co potem pozwoliło na ustalenie z nimi normalnych stosunków. Potem wysiłek całego przymierza był nastawiony na to by w pełni zrozumieć Furlingów, jednak nigdy się to nie udało-nikt nawet nie widział faktycznej formy, w jakiej egzystują Furlingi (co w dialekcie Noxów znaczyło „Niepoznani”) to, co spotykano było zawsze „formą kontaktową”, wyhodowaną lub zbudowaną przez Furlingów po to, by móc osiagnąc jakiś stopień komunikacji. Daniel niedowierza temu, co słyszy, jednak Thor zapewnia go, że jest to prawda-umysły czwartej rasy były tak odmienne od tego, co znała reszta przymierza, że pełna komunikacja była niemożliwa. Wierzono jednak, że wraz z upływem czasu uda się osiągnąć dobry poziom wzajemnego zrozumienia. Jednak Asgard od momentu zniknięcia Pradawnych nie miał kontaktu z Furlingami, a przymierze bez ich udziału i w obliczu problmów Asgardu z Replikatorami wkrótce się rozpadło. Tak więc nie wiadomo, gdzie można by spotkać „prawdziwych” Furlingów. Asgard wiedział tylko, że Pradawni przekazali część planet z Drogi Mlecznej Furlingom jako akt dobrej woli werząc, że to pozwoli im utrzymać dobre stosunki. Jak się potem okazało Furligowie na tych panetach osiedlali ludzi, a nie siebie, i pomaglai im tworzyć różnego rodzaju społeczeństwa, które w zmayśle miały tworzyć różnego rodzaju „utopie”. Jednak Asgard nigdy nie miał czasu zająć się tą sprawa, zresztą Pradawni zapewniali ich że wszyskto jest pod kontrolą i że nie jest to ich zmartwienie. Asgard nie popierał takiego zachowania, ale Pradawni wierzyli, że w jakiś sposób jest to próba porozumienia się z resztą ras Przymierza. Thor przekazuje to, czego domyślali się Pradawni, zanim zniknęli z tej części wszechświata: światy „Furlingów” na mapie galaktyki układają się w spiralę, a ta składa się z trójwymiarowej kolejnej spirali. Każda z części skłdaowych ma swoje matematyczne uzasadnienie, a jej konstrukcja opiera się na wynikach kolejnych dowodów matematycznych. Łącznie cała spirala ma około siedmiuset światów. Pradawni podejrzewali, że układanka społeczeństw i sposób ich doboru przez Furlingów na tych planetach mogła być cześcią jakiegoś wzoru, którego sens był esezcze zakryty. Inni z kolei uważali, że Furlingowie tylko prowadzą badania na samych ludziach, najbliższych kuzynach Pradawnych- spirala była dla nich taką dwustronną wiadomością-my was próbujemy zrozumieć, to wy się też postarajcie. Na ile to było prawdą-niewiadomo. Daniel jest zdumiony, dlaczego Pradawni pozwolili na to, by obca rasa bawiła się ludzkimi istnieniami. Thor przynaje mu rację, ale zaraz zbija jego argumentację oznajmiając, że nikt widział w tym, co robili Furlingowie niczego złego-planety pod ich protekoratem opierały się na ogólnie akceptowalnych prawach współżycia międzyludzkiego, nadto uczestnictwo w projekcie Furlingów było w dużej mierze dobrowolne-ludzie wybierali, gdzie chca się znaleźć i czy w ogóle chca gdzieś się rpzenieść. Przynajmniej tak było, zanim odeszli Pradawni. Potem Asgard przypuszczał, że Furlingowie, pozabawieni kontaktu z Przymierzem, nie stosowali się do tej zasady, jednak na to nie było dowodów, a poza tym nie wykryto ich obecności przez długie lata i stwierdzono, że musieli oni odejść razem z Pradawnymi lub po prostu z ich powodu. Nawet Noxowie stracili kontakt z Furlingami.Thor ofiarowuje swoją pomoc w odszukaniu zaginionego członka drużyny Tauri. Razem z nim w podróż udaje się Daniel, Mitchell Vala oraz Carter. Teal’c udaje się do Brataca, by ostrzec Jaffa o pojawieniu się wagabundy-by nie pojawiali się w jego pobliżu.SG-1 zostaje przeteleportowane na okręt Thora, który okazuje się nowym nabytkiem floty, przygotowanym na pokojowe czasy po pokonaniu Replikatorów. Jego zdolności to kompromis między siłą ognia a zdolnością prowadzenia badań-dlatego nazwano go Carter. Vala dowcipkuje, dlaczego nie powstał okręt klasy Teal’c, na co Thor ripostuje, że owszem, kilka egzemplarzy rzeczonej klasy jest już w budowie i są to okręty wojenne, przeznaczone do walki zarówno z replikatorami, jak i Ori, trudno jednak orzec, czy wobec tych ostatnich okażą się skuteczniejsze, niż klasa O’Neill. Vala odgryza się , że nareszcie Asgard zamierza im jakoś sensownie pomóc. Thor znowu nie daje się zbić z pantałyku i studzi zapał Tauri oznajmiając, że okręty nowej klasy nie zostaną rzucone do Drogi Mlecznej dopóki Asgard nie będzie miał ich w ilości wystarczającej do obrony samych siebie. Vala uznaje swoją przegraną, ale na zakończenie rzuca pytanie, kiedy nazwą jakiś okręt jej imieniem. Thor gasi ją oznajmiając, że wtedy, gdy sobie na to zasłuży-naprzykład jej imie pasowałoby do okrętu zwiadowczego, ale pod warunkiem, że nauczy się siedzieć cicho.Okręt Thora wchodzi w hiperprzestrzeń. Niestety, posty mają limity znaków, więc nie moge dokończyć tej historii. Niech ktoś się zlituje i wrzuci odpowiedź, bo inaczej nie będę mógł jej dokończyć...
Użytkownik johnass edytował ten post 24.10.2011 - |14:24|