Bawisz się w łapanie za słówka zamiast prowadzić dyskusję.
Jak tu się nie czepiac kiedy piszesz (przepraszam) androny:
Zodnie z tą definicją ta drobna zmiana nie jest ewolucją, i co z tego. Nigdy nie nastąpiła pojedyńcza zmiana którą można by uznać za ewolucję w pełni znaczenia tego słowa. Dopiero suma owych drobnych zmian jest ewolucją.
"Suma owych drobnych zmian", "które nigdy nie nastąpiły" uznajesz za ewolucję ?
Ale na pocieszenie powiem ci, że w swoim myśleniu nie jesteś odosobniony. Niestety jest to przykład myślenia wielu ewolucjonistów.
Jeżeli coś potwierdza ewolucję to hurra mamy dowód!, jeżeli coś nie potwierdza to również hurra mamy dowód ! W logice nazywa się to petitio principii - po co udowadniać coś, jeżeli wczesniej założyliśmy że jest to prawdziwe ?
Ale wróćmy do tematu:
Dopiero suma owych drobnych zmian jest ewolucją. Ewolucja to proces a nie pojedyncze zjawisko!!! Tak jak pisałem wcześniej dinozałr nie zniósł jaja z którego wyklół się ptak - to przejście to był powolny proces składający się z wielu powolnych dostosowań, z których żadne jako pojedyńcze nie może być nazwane ewolucją. Dopiero w sumie dają powstanie zupełnie nowych gatunków.
Jesteś zatem zwolennikiem darwinizmu w czystej postaci. Praktycznie nie wyznawanego juz wśród naukowców-ewolucjonistów. To gradualistyczne (czyli: kumulacja drobnych zmian) podejście do ewolucji było już dość dawno krytykowane przez samych ewolucjonistów aż na początku lat siedemdziesiątych XXw. amerykanie (ewolucjonisci) Niles Eldredge i Stephen Hay Gould wysunęli teorię "równowago punktowej. Novum tej teorii polegało na zaprzestaniu odwoływania się do rozmaitych "brakujących ogniw" wszędzie tam, gdzie nauka nie radziła sobie z materiałem kopalnym lub (częściej) z jego brakiem.
Równowaga punktowa - z grubsza polega na tym, że w rozwoju utrzymują się stosunkowo długie okresy bezruchu czy równowagi ewolucyjnej. W czasie tych okresów nie pojawiają sie nowe gatunki ani nie wymierają stare. Ale - nagle - od czasu do czasu pojawiają się okresy intensywnej kratywności trwające od 5000 do 50 000 lat. Czyli tyle co nic w skali czasu ewolucji. Nic więc dziwnego że brakuje zapisów kopalnych dla tych własnie króciutkich okresów.
Oczywiście Eldredge i Gould nadal sądzą, że motorem zmian są mutacje i dobór naturalny.
W odpowiedzi na tą krytykę na przełomie lat 80/90 XX w. pojawiła teoria Dawkinsa - neodarwinizm ortodoksyjny - stawia ona na pierwszym miejscu dobór naturalny:
"Dobór naturalny to ślepy zegarmistrz - ślepy, bo nie patrzy wprzód,
nie planuje konsekwencji, nie ma celu. A mimo to żywe efekty działania
doboru naturalnego sprawiają wrażenie przemyślanego projektu, jak
gdyby zaplanował je prawdziwy zegarmistrz."
(Richard Dawkins, Ślepy zegarmistrz czyli jak ewolucja dowodzi, ze świat nie został zaplanowany, PIW, Warszawa 1994 s. 21)W jaki sposób dobór naturalny miał stworzyć istniejące dziś nadzwyczaj skomplikowane i złożone formy życia? Wg Dawkinsa życie pojawia śię wraz z pojawieniem "Replikatora" (!!! coś wam to przypomina? ale czytajcie dalej

) Replikator to prawdopodobnie prymitywna cząsteczka (forma cząsteczki) RNA. Powstała w wyniku "kombinacji przypadku i praw chemicznych". Zasadniczą cechą Replikatora było jednak to że się powielał, pozostawiał po sobie potomstwo mniej lub bardziej do niego podobne. Proces replikacji wymagał kopiowania genetycznej informacji Replikatora, a w procesie kopiowania następowały błędy w sekwencjach genów.
Ot i voila ! Mamy życie na Ziemi. Prawda jakie to proste ?
Skoro jednak tak bardzo nie lubisz motylków
Tak na marginesie - ćmy nazywają się Biston betularia - typica czyli ćma pieprzowa a jej odmiana czarna to Biston betularia - carbonaria. Jest jeszcze melaniczna odmiana pośrednia Biston betularia - insularia.

Jak widzisz lubie motylki
Użytkownik psjodko edytował ten post 03.12.2005 - |23:06|