












Użytkownik xetnoinu edytował ten post 09.10.2012 - |00:15|
Napisano 09.10.2012 - |00:11|













Użytkownik xetnoinu edytował ten post 09.10.2012 - |00:15|
Napisano 03.11.2012 - |16:05|

























Użytkownik xetnoinu edytował ten post 03.11.2012 - |16:06|
Napisano 05.11.2012 - |00:45|

























Napisano 11.11.2012 - |08:54|

























Użytkownik xetnoinu edytował ten post 11.11.2012 - |08:54|
Napisano 11.11.2012 - |22:04|

























Użytkownik xetnoinu edytował ten post 11.11.2012 - |22:13|
Napisano 13.11.2012 - |17:06|























Napisano 17.11.2012 - |17:38|
















Użytkownik xetnoinu edytował ten post 18.11.2012 - |22:49|
Napisano 18.11.2012 - |22:55|






Napisano 09.02.2013 - |20:01|
#051 Miasto kobiet
Fellini - jako mag kina.
Na stołach i w koszach supermarketów są dostępne filmy za dychę - dosłowną w złotych. Wydania gazetowe - a wśród nich perełki. Klasyka kina. Tak oto stałem się szczęśliwym posiadaczem filmu z początku dekady lat osiemdziesiątych za 9,99.
Obraz przytłacza widza bogactwem wyobraźni i szaleństwem nieprzewidywalnej, sennej i groteskowej naerotyzowanej fabuły. Kobiety na ekranie są pełnokrwiste, jakże cudownie zróżnicowane. Od rosłych i atletycznych, przez te filigranowe, młode, po stare, piękne jak z folderów lub rubaszne jak z barokowych obrazów.
Ten film to inteligentna gra z widzem - pozornie wydawać się może, że to jakaś kakofoniczna krytyka feminizmu - w rzeczywistości studium męskich uprzedzeń, fantazji, chorej rubaszności i kultu macho. Jak się to ogląda, to natychmiast przywodzi się na myśl postać pewnego włoskiego premiera - który niejako osadzony jest w tej absurdalnej i nieliniowej fabule. Jakże my w Polsce jesteśmy zacofani w dyskusjach społecznych w stosunku do Włoch - ale to już temat na inny dyskurs.
Fellini nie tylko stworzył niezwykłą narrację, nie tylko dokonał tytanicznej pracy w doborze statystek - ale zobrazował nawet banalne i tandetne z pozoru sekwencje w ikony filmowego oniryzmu.
Teatralne sekwencja "cyrkowa" z kobietą prasującą i świetlnym lunaparkiem, scena nocnego rajdu samochodowego wystylizowanego na początki kina dźwiękowego, nawiązania do klasycznego musicalu amerykańskiego są niezwykle oryginalne. A takich scen jest tu bez liku - nawet jazda na wrotkach czy chłopięcy onanizm w kinie urasta do sceny kultowej.
Polecam - ale nie oszukujmy się. Film dla widza otwartego i tolerancyjnego na eksperyment filmowy, jaki z wielkim powodzeniem Fellini tu przeprowadził.
6/6



Napisano 10.02.2013 - |10:18|
#053 Yuma
Film ma w sieci najogólniej bardzo kiepskie recenzje. Namiętnie wszyscy przyrównują go do Młodych wilków i filmów typu Psy czy Kiler - co jest jakimś pomieszaniem z poplątaniem. Ale zacznijmy od początku.
Yuma to epicka opowieść o chłopaku - z totalnej, biednej prowincji, gdzie nawet diabeł nie mówi dobranoc. Wyrosłego z biedy i szarości PRL, braku perspektyw na sensowną przyszłość. O chłopaku wyrosłym w pewnym micie zagrożenia - życia na granicy z Niemcami, niby tymi dobrymi demoludycznymi szwabami, ale jednak Niemcami - w otoczeniu garnizonów radzieckiej Armii Czerwonej. Ci "Ruscy" - są pokazani subiektywnie - poprzez pryzmat bohatera-chłopca, stąd scena zwykłej pijackiej imprezy żołdaków za sprawą muzyki i trików ujęć urasta do jakiejś traumy z dzieciństwa - podczas gdy to zwykłe chlanie w lesie było.
Od tego momentu - znamy już klucz opowieści. To taka zewnętrzna narracja subiektywna - ona nam pokazuje "z zewnątrz" stany i emocje bohatera poprzez czyny i jego ogląd, a nie rzeczywisty obiektywizm zdarzeń. (Dlatego też o pewnym "detalu" w lesie dowiadujemy się niemal pod koniec seansu - bohater starał się to wyprzeć z pamięci).
Subiektywizm przedstawianych zdarzeń i pewna beznamiętność w pokazywaniu głównego bohatera poprzez jego czyny a nie wewnętrzne przemyślenia i rozbudowane dialogi - to zabiegi identyczne i celowe jakie mamy w Człowieku z blizną (film zresztą nawet w pewnej scenie wprost się do tego obrazu odwołuje). I rozumienie konstrukcji tamtego filmu otwiera klucz do Yumy.
Bohater, wyrosły z biedy i braku perspektyw jest na początku osobą wrażliwą, nawet idealistą. To naiwny idealizm rodem z westernów (które uwielbia) i książek o Winetoo. Zjednoczenie Niemiec i rozwój wielkich miast w Polsce na początku transformacji pogłębiły przepaść pomiędzy miejscem, gdzie toczy się akcja, a otoczeniem. Dochodzą zdarzenia w lesie - i ich implikacje dla podświadomości bohatera - ale to (na skutek wyparcia) jest na razie poza perspektywą widza. Polska A i nowe Landy się rozwijają - a tu i teraz bieda trwa. Oczywiście, niczym Elvira z Człowieka z blizną i tu pojawia się kobieta - też poza zasięgiem.
Kolejne akordy film to nieomal koncertowo przedstawione pierwociny polskiego bieda-biznesu. Od szmuglu, met i mrówczenia po granicy po "dile" z lokalną władzą i nomenklaturą wszelakiej proweniencji, tu postsowieckiej. Film jest jednak osadzony głębiej, konkretniej. Wspomnę - że pierwowzorem głównego bohatera jest prawdziwa postać - prawdziwa historia - dokładnie taka jak ją pokazano przez blisko dwie trzecie filmu.
To różnica z Człowiekiem z blizną - który jest odświeżeniem starszego filmu i falsyfikuje (acz kongenialnie) to, że przedstawia historię rzeczywistą.
Poznajemy zatem czym jest yumanie - kradzieże po niemieckiej stronie, szmugiel i sprzedaż po stronie polskiej. Co ciekawe na początku nasz bohater towar
rozdaje - to wątek westernowy. Zabrane bogatym i dane biednym. Człowiek z blizną też na początku miał gest.
Stopniowo i monotonnie następuje "odpłynięcie" bohatera od idealizmu w kasę i rozrywkę. Trochę jest to zakamuflowane przez pokazanie tego co się dzieje z otoczeniem bohatera - tych którzy dorobili się w sumie dzięki temu co zapoczątkował bohater. (Dokładnie to samo jest w człowieku z blizną). I jak wszystko jest pozornie ok (następuje próba wyprania brudnych pieniędzy poprzez otwarcie legalnego biznesu - kapitalna scena ze święceniem aut) następuje synergia przeszkód. Pojawia się konkurencja na wielką skalę i starcie z dawnym przyjacielem (odnawiają się ukryte w podświadomości "leśne" traumy).
Tu przedstawiona historia rozchodzi się i z rzeczywistym losem pierwowzoru i pewnym modelem historii z Człowieka z blizną. Bo ten film to nie jest historia tego chłopaka - to historia setek takich chłopaków z pogranicznej Polski klasy C. A przecież polska transformacja się w sumie jako tako udała. Prawdziwy los pierwowzoru staje się filmowym końcem pewnych drugoplanowych bohaterów. Główny bohater ponosi klęskę, w pewnym wymiarze ale w sumie jeśli jego los to los wspólczesnej Polski wiadomo, że jakoś z tego się wygrzebie. Oczywiście jego Elvira pozostaje poza zasięgiem.
Finał filmu to klamra. Niuans dla bardzo uważnego widza i pewna konstatacja czasów obecnego kryzysu. Na początku filmu mamy scenę w kuchni. Ciocia (Figura) przekonuje matkę bohatera, że dla niego jest czas na jakiś dil, na jakiś numer. Matka odpiera - że to się nie liczy - chłopak "ma fach w ręku" i to się liczy.
Obecnie lepiej żyje się wielu osobom z konkretnym prostym zawodem niż armii bezrobotnych absolwentów - to recepta na czas kryzysu. Jaki to był fach, jaką zawodówkę skończył bohater - i z jaki marzeniem o wielkim świecie to powiązano - zobaczycie w finale filmu. Ja się uśmiałem - bo to takie rozwiązanie trochę z Drobnych cwaniaczków Allena.
Jak dla nie ten film jest praktycznie kompozycyjnym majstersztykiem. Wyjątkowo inteligentnym nawiązaniem do klasyki kina gangsterskiego i bardzo dobrze zagranym. Kot i Figura - jako dwie w sumie najważniejsze postaci w życiu bohatera - są fantastycznie przerysowane, groteskowe, pokazane przez subiektywny pryzmat tego - jak je postrzegał główny bohater, a nie to jakie obiektywnie były.
Gierszał gra też wybornie. Nie mizdrzy się do widza, nie ma puszczania oka. Jest historia i poznajemy go przez czyny a nie gadanie. Dokładnie taka koncepcja roli jaka była w Człowieku z blizną. I w sumie to taki dobry chłopak był ale mu się tak ułożyło - i dokładnie tak to zagrał. Klasa.
A że to nie wielki świat i nie kokainowe eldorado tylko polska klasy C to i taka jest historia polskiego geszefciarstwa. To najlepszy film z jajem o polskiej transformacji gospodarczej.
6/6
Ocena bardzo wysoka - ale ja osobiście znam takie historie z w miarę pierwszej ręki i puenta tego filmu jest bardziej prawdziwa niż może się pozornie wydawać. Dla mnie to bardzo prawdziwy film w cieszącej oko formule nawiązującej do mojego ulubionego filmu - czyli Człowieka z blizną ![]()
Film ma świetny zwiastun stylizowany na komiks - ale jakoś nie mogę go znaleźć.


Napisano 21.03.2015 - |21:10|
#054 Lewiatan

Lewiatan - biblijny stwór reprezentujący zło i potęgę. U Hobbesa uosabia zbawcze państwo, które chroni przed złem i anarchią, jaką zsyłają na siebie wilczy ludzie ludziom zwataszonym. Wreszcie poddany tym dwóm siłom rosyjski, zapijaczony człowiek posowiecki: ateista Hiob.
Trzy tematy, rosyjska trójca: Bóg, państwo i człowiek.
Ten film to pozycja obowiązkowa. Nie jest lekki ani przyjemny, choć powierzchownie dosłowny i prostacki - ale to tylko pozory.
Ubraną w klamrę przypowieść okala muzyczny obraz. To ponadczasowa przyroda, dzieło stworzenia - żywioł przyrody martwej i ożywionej. Trwające nieprzerwane i niezakłócone dzieło. Czy w nim ujawni się sprawiedliwość? Ten malarski boski wysmakowany obraz godny jest muzyki, to co w klamrze, to co ludzkie sponiewiera cisza.
Tę ciszę wypełnia historia pewnej rodziny. Mężczyzna z synem i drugą żoną walczą z lokalnym rządowo-mafijnym układem o utrzymanie własności domu i warsztatu na wielowiekowej ojcowiźnie. Pomaga adwokat z Moskwy - moskiewski przyjaciel protagonisty z wojska. Sprawa jest jednak przesądzona i ustawiona. Jeżeli zna się choć odrobinę wielką literaturę rosyjską od Dostojewskiego, Czechowa i Gogola oraz historię ZSRR to wszystko w świecie przedstawionym współczesnej Rosji jest oczywiste i przewidywalne. Nie ma miejsca na cuda i nadzieję. Finał jest znany dla widza od początku - film pokazuje niuanse, omijając inscenizacje klasycznych punktów rozwoju akcji. Oko widza ma skupić się na nowych odmianach odwiecznych mechanizmów: na przyczynkach do losu współczesnego rosyjskiego Hioba.
Jest to historia wstrząsająca. Wszystko jest szare, brudne, niekrystaliczne, niejednoznaczne. Każda z postaci, w kulturowej mentalności rosyjskiej (bo nie w naszej), ma swoje racje. I mer, czyniąc to co czyni, chce wychować swojego syna w wierze we wszystkowidzącego Chrystusa. I adwokat kiedy pożąda cudzej żony wierzy w leninowsko-marksistowską wizję niewinności bez uczuciowych dowodów. I policjant, który nie bierze, ale może prowadzić po pijanemu, bo reprezentuje... drogówkę. I wysoki hierarcha, kiedy odbudowuje pozycję cerkwi w z ateizowanym kraju, choć idzie po trupach. I zwykły uczciwy pop, kiedy nie wytyka przełożonym ich błędów, bo zna swoje miejsce w hierarchii. I ateistyczny bohater, nasz Hiob, który przejawia największe spośród wszystkich przedstawionych figur ludzkich - miłosierdzie!.
I jak tu nie chlać hektolitrami. Po prostu Matuszka Rassija.
A tak już było. Za cara. Jak to się skończyło? Ten system upadł. Reprezentuje go ruina starej cerkwi. Na ekranie epatuje z niej religijny fresk. To przenikliwe spojrzenie stworzonej przed wiekami sceny jest powtórzone. Napisany w nowej cerkwi ikoniczny Chrystus patrzy na TEN PRZEDSTAWIONY świat. Te kilka sekund ujęcia robi porażające wrażenie na tych widzach, którzy rozumieją różnicę między prawosławną ikoną i jej sensem a zachodnią ideą malarskiego wizerunku.
Gdzie jest sprawiedliwość? Gdzie te 140 lat biblijnego Hioba?
Tak dochodzimy do kluczowej sceny w filmie. Sceny, która przeszła przez Putinowską maszynę propagandy i cenzury niezauważona (w fazie produkcji). Film był hojnie dotowany przez państwo (w napisach tę informację nieprzypadkowo kilkakrotnie! powtórzono), by po jego realizacji i zrozumieniu praktycznie skazano "Lewiatana" na terenie Rosji w niebyt. To scena z plakatu.
Chłopiec, syn filmowego Hioba, nie rozumie tego świata. Nie rozumie postawy ojca, macochy - on cierpi niewypowiedziane słowa: DLACZEGO? Jak to się skończy, gdzie jest sprawiedliwość?
Boską odpowiedź ma przed sobą, choć jej nie rozumie. Bywał na gruzach cerkwi - symbolu upadku carskiego systemu mariażu państwa i religii. Teraz jest przy szkielecie - przy symbolu upadku Lewiatana - symbolu nieuniknionej, w eschatologicznej wizji zaprezentowanej w tym filmie, apokalipsy takiego państwa.
Cenzorzy, niczym ten filmowy syn, nie zrozumieli.
To najmocniejszy film w dorobku reżysera. Sceny trzeciego planu (w tv pobrzmiewa sprawa Pussy Riot) tylko potwierdzają postawioną w nim (w sposób alegoryczny) tezę. Sposób w jaki ten obraz stał się kandydatem do Oscara (poczytajcie o kulisach, jak do tego doszło), świadczy też o tym, że nawet zastraszone i podkupione przez władzę na Kremlu rosyjskie środowisko filmowe - miało makiaweliczny pomysł, by chociaż poza granicami putinowskiej Rosji tego obrazu nie zatopić.
Zdecydowanie inteligentnym widzom polecam.
10/10
Napisano 15.05.2015 - |11:27|
Super, takie plakaty mają swój klimat, a nie to co teraz - wszystkie takie same...
Napisano 18.01.2024 - |03:48|
No cóż. Przykra sprawa. Google skasowało konto z którego były linkowane wszystkie plakaty w tym wątku. Nie było przeładowane i nie wiem dlaczego tak się stało. Wszystkie Czytelniczki i Czytelników mogę tylko przeprosić i podziękować za wszystkie dobre słowa w tym wątku.
Pozdrawiam.
Użytkownik xetnoinu edytował ten post 18.01.2024 - |03:49|
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych