Spisał się na medal i nawet nie bał się wziąć maleństwa na ręce.
Również uważam, że wskazane jest teraz zbiorowe oblewanie. W końcu to historyczna chwila. ( A mój mąż twierdzi, że dobrze opite dziecko lepiej sie potem chowa.
Pozdrawiam.
Napisano 26.02.2012 - |20:38|
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.
F. Nietzsche
Napisano 26.02.2012 - |20:57|
Napisano 26.02.2012 - |21:45|
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.
F. Nietzsche
Napisano 14.04.2012 - |13:49|
Użytkownik Palek21 edytował ten post 16.04.2012 - |09:22|
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
Napisano 14.04.2012 - |19:44|
Napisano 15.04.2012 - |20:58|
Użytkownik xetnoinu edytował ten post 15.04.2012 - |21:03|
Napisano 04.03.2013 - |17:50|
Boże moja wena opusciła mnie na prawie rok ![]()
Ale wróciła i mam nadzieję, że zostanie na dłużej ![]()
Oto co przyniosła.
Atak miał się rozpocząć o północy czasu Atlantyckiego.
Godzinę przed wyruszeniem zaczęli się przygotowywać, sprawdzali magazynki ,
ogłuszacze, zestaw ratunkowy. Gdy wszyscy byli gotowi, pułkownik zwołał odprawę.
- Evan, Ronon, Willis, Jonson i Rodney atakujecie odwschodu. Reszta ze mną od południa. Jakieś pytania?
-Dlaczego mam wchodzić od tyłu?- naukowiec był zdziwiony.
- Bo ja dowodzę, a Einstein nie pójdzie za nikim innym.Trzymaj się Ronona, nic ci się nie stanie.Satedańczyk uśmiechnął się i ruszył za Lornem.
- Jak będziesz pewien pozwól atakować Einsteinowi- rzucił pułkownik. Sam pozwolił Tantosowi węszyć, zwierz nie oddalał się za bardzo.
Tantos pobiegł przodem, dostał polecenie zlikwidowania patroli. Sheppard wraz z drużyną skradali się cicho. Gdy wyszli z lasu znaleźli pierwsze ciało Wraith, w piersi ziała mu dziura odpowiadająca wielkością małego
telewizora. Szli dalej aż usłyszeli charakterystyczny gwizd. John odpowiedział i po chwili z ciemności wypadł
uradowany Tantos. Zaczął się łasić, pułkownik pogłaskał pupila i nagrodził go
czekoladą. Znaleźli się przed wejściem i opiekun kazał zwierzakowi osłaniać tyły.
- Lorn, zgłoś się.
- Słucham pułkowniku.
- Dotarliśmy na miejsce i wchodzimy.
- Zrozumiałem, my także jesteśmy gotowi.
- Cisza radiowa, nadajemy w razie konieczności- pułkownik wyłączył radio i przywołał zwierza do nogi.
Przegrupowali się i pojedynczo weszli do środka. Było ciemno, niewielka poświata emanowała ze ścian. Kierunek marszu ustalili dzięki „wykrywaczowi życia”, poruszali się szybko, placówka właściwie nie była chroniona. Dotarli do
kolejnych drzwi, czujnik wskazywał, że w pomieszczeniu znajduje się ok. 20 Wraith. Wycofali się, by nawiązać kontakt z resztą.
- Sheppard do Rodney’a.
- Słucham.
-Dotarliście do laboratorium?
- Tak, dziękuję za troskę o moją osobę.
- Jak ci się wydaje, czy oni mogą być uzbrojeni.
- To Wraith, oni są zawsze uzbrojeni!- Rodney krzyknął.
- Uspokój się i daj radio Lornowi.
- Słucham pułkowniku.
- Wchodzimy pojedynczo i przesuwamy się wzdłuż zachodniej ściany, aż się spotkamy. Niech McKay puści zwierza wolno.
Wkradali się po cichu do laboratorium, bestie ruszyły na łowy. Spotkali się mniej więcej po środku pomieszczenia.
- Co teraz?
- Trzeba zaminować to miejsce- pułkownik wyjął C4.
- My z Eavnem zaminujemy laboratorium, reszta dwójkami rozproszy się i zostawi ładunki gdzie się da. Spotykamy się za 20 minut na polanie, czekamy pięć minut i wysadzamy. Zrozumiano?
Drużyna przytaknęła, podzieli się na zespoły i ruszyli.
Pułkownik i major ruszyli w przeciwnych kierunkach, żeby obejść laboratorium na
około. Pozbyli się zapasu materiałów wybuchowych i skierowali się do wyjścia. Przycupnęli w
wysokiej trawie ok. 15 metrów od statku i czekali. Pierwsi ewakuowali się Ronon
i Willis, później Rodney z Einsteinem i Jonsonem. Nigdzie nie było widać Teyli i Skols.
- Ronon czy Teyla jest z wami?- pułkownik był zaniepokojony.
-Nie na polanie jej nie ma. Gdzie wy jesteście?
- Kudre, wracamy po nie. Będziemy za 10 minut.
Pobiegli z Evanem z powrotem , Tantos ich wyprzedził. Wpadli na statek i major potknął się o truchło Wraith. Pozbierał się szybko i podążył za pułkownikiem ścieżką usianą trupami Wraith. Znaleźli obie niedaleko wejścia, Skols była nieprzytomna a Atosianka ranna w nogę.
- Możesz chodzić?- zapytał Sheppard.
- Tak, dam radę.
- Gdzie Tantos?
- Ścigał Wraith, który chciał do mnie strzelić.
- Pułkowniku, musimy iść- powiedział Lorne skończywszy opatrywać Teylę.
- Zabierz je stąd, nie zostawię go samego- powiedział i zniknął w tym samym korytarzu co wcześniej jego bestia. Major przerzucił sobie nieprzytomną Skols przez ramię, pomógł wstać Teyli i pomaszerowali do wyjścia. Dotarli na polane i czekali.
Pułkownik skradał się ostrożnie, co chwilę przystawał i cicho gwizdał. Usłyszał równie cichą odpowiedź i pobiegł do źródła dźwięku. Bestia leżała z podkulonymi łapami i piszczała. Sheppard podszedł, pogłaskał zwierzaka i zaczął go delikatnie badać. Nie musiał długo szukać, lewa tylna łapa była jaskrawo żółta i sączyła się z niej krew. Wyjął opatrunek osobisty, zabezpieczył ranę i wziął zwierza na ręce.
- Evan czekaj na mnie przy wyjściu, Tantos dostał.
Dotachał go jakoś do wyjścia gdzie czekał major wraz z Jonsonem, Willisem i Rodneyem. Mieli ze sobą jakieś płótno, na którym ostrożnie ułożyli bestie. Najszybciej jak to było możliwe dotarli na polanę.
- Wszyscy są? Dobra wysadzamy- to powiedziawszy wcisnął guzik detonatora.
Eksplozja wstrząsnęła planetą, podmuch był tak silny, że złamał kilka drzew w ich pobliżu. Gdy kurz i pył opadł, a laboratorium Wraith pięknie się paliło, pułkownik zaczął przegląd drużyny.
- Jak się czujesz Teyla?
- To tylko draśnięcie. Byłyśmy już na ostatniej prostej, gdy Skols dostała z ogłuszacza. Odciągnęłam ją i musiałam o coś zawadzić. Co z Tantosem?
- Właśnie do niego idę, choć ze mną- podał jej rękę.
Bestia była już do połowy żółta, piszczała i ciężko dyszała.
- Chyba nie jest dobrze?- zauważyła kobieta.
- Zadzwonię do Carsona jak dojdziemy do wrót.
Ruszyli gdy Skols odzyskała przytomność, mężczyźni chwycili prowizoryczne nosze Tatntosa. O dziwo droga powrotna była krótsza, wszyscy niepokoili się o bestię. Einstain znów przywdział czerwono-czarne ubarwienie i biegał nerwowo wokół grupy. Przeszli na Taurus i pułkownik poprosił doktora o przybycie. Lekarz pojawił się po 30 minutach wraz z sanitariuszem, który pomagał mu nieść sprzęt. Na początek zaaplikował pacjentowi sporą dawkę morfiny i po chwili przystąpi do badania. Użył przenośnego skanera, żeby sprawdzić co kośćmi, następnie ogolił fragment przedniej łapy i założył wkłucie.
- Kość jest cała, ale ma rozerwany miesień i będę musiał go zszyć, żeby mógł chodzić.
- Możesz to zrobić tutaj? Przyniosę cały sprzęt- błagał .
- Nie dam rady zrobić tego tutaj. Potrzebuję do operacji leków, sprzętu. Zabierz ludzi do domu i poproś Elizabeth o pozwolenie. Zostanę z nim.
- Spróbuję, ale ona się nie zgodzi- pułkownik spuścił głowę i zarządził powrót. Z lekarzem zostali Ronon i Rodney, a także
sanitariusz.
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
Napisano 24.03.2013 - |21:03|
pierwsza udana akcja i przelana pierwsza krew. Teraz z czystym sumieniem mogą przystąpić do części nieoficjalnej. Oblewanie czas zacząć! ![]()
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.
F. Nietzsche
Napisano 04.04.2013 - |21:33|
Cieszę się, że dodałaś kolejną część po roku "odstawienia" "Niespodzianki"
. W tej chwili nie orientuję się już w akcji i przeczytam je od początku ^^.
Pozdrawiam - igut214 ![]()
0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych