NWO3:Atlantis
#61
Napisano 17.02.2005 - |23:03|
#62
Napisano 17.02.2005 - |23:07|
...Idę odpocząć - stwierdzł Ford - Zagram w kosza...
...Tymczasem Esa zestrajała urządzenie wyłączające przesłonę na Atlantis...
...Nagle na boisku do koszykówki zmaterializował się Ascendowany, czarny, mglisty Buc'Jan... Zauważyli go Ford i Sheppard
Pasterz przewidująco podszedł do mgiełki, zgniótł na kształt niewielkiej piłki i stwierdził:
- Te systemu oparte na genach pradawnych dają czadu, dawno nie widziałem takiej dobrej piłki
I zaczął grać
...Na głównym wyświetlaczu na mostku Groma pojawiały się kolejne cyfry:
...3
...2
...1
...Grom wyłączył silniki i zaczął opuszczać nadprzestrzeń...
#63
Napisano 17.02.2005 - |23:17|
- Mniam, obiadek! - oblizał się dowódca wykrywając zbliżający się okręt - Załoga - żagiel na maszt! Panie Neelix, co dzisiaj na obiad?
- Świeży korpus Humanusa w sosie własnym z odrobiną mięty i plasterkiem cytryny.
- Mniam! Podawać!
#64
Napisano 17.02.2005 - |23:37|
Thomass jak zwykle nie słuchając komunikatów z głośników przechadzał się po pokładzie groma. W pewnym momencie stanął jak wryty... Poczuł fluktuacje mocy... Zerwał się pełnym pędem na mostek. Wszedł do pomieszczenia otwierając drzwi kopniakiem. Mimo iż drzwi były stalowe zostały niemiłosiernie pogięte. Wszyscy obecni nie wiedzieli co powiedzieć na tę scene. Thomass dopadł do konsoli po czym zaczął grzebać coś w kryształach sterujących. Nad konsolą pojawił się cholograficzny obraz z błyszczącymi punktami... Thomass popatrzył na niego po czym zbladł...
Zaczął kląć szpetnie tak że wszystkim uszy więdły...
- [beeep].. [beeep]...[beeep].. [beeep]...[beeep].. [beeep]... Znowu to zrobiła... jak mogła być taką idiotką... Znowu musze wszystko dkęcać... [beeep].. [beeep]...a tak dobrze się tu ustawiłem....
Dopiero teraz zdał sobie sprawe że nie jest sam na mostku. Uśmiechnął się, stanął na środku sali i powiedział.
- Do zobaczenia w przyszłości.
Jego ciało zaczęło się rozpływać przybierając kształt świetlistej ameby...
Dało się słyszeć jeszcze jego głos.
- Nie dajcie się Wraith...
Po czym znikł z pokładu Groma....
#65
Napisano 17.02.2005 - |23:57|
- Daj na ekran - odrzekł Ogotai.
- Robi się.
Ekran w przedniej części mostka zafalował ukazując bękitną planetę pokrytą białymi chmurami. Przypominała bardzo Ziemię, z jednym wyjątkim - lądu było o wiele mniej.
- Hmmm.... Patrzcie teraz... Tam coś chyba jest... - wymruczał z nadzieją Katharn.
- Masz rację - kształtem jakiś okręt przypomina - Promethe uśmiechnął się.
- Może urządzimy sobie mały trening??? - Ogotai uśmiechnął się w diabelski sposób.
- W sumie troszkę się ten mój myśliwiec zakurzył - Katharn pokiwał głową - poza tym przetestujemy te modyfikacje X-302, które Esa wprowadziła do spółki z saggi i Cyferkami...
- No to do boju!!!!!
Tymczasem na mostku krążownika Wraith...
- Panie wykrywam jakiś statek - nieliczne oznaki życia na pokładzie.
- Potraktujemy ich jako przystawkę - pruchnica dość ostro nadwyrężyła ząbki dowódcy, jednak grymas był jednoznaczny.
- Tak Panie.
- Wysłać Darty!
- Tak Panie.
Za sterami myśliwca Katharn tymczasem przeprowadzał diagnostykę systemów statku.
- Wszystko wygląda dobrze... Ok pora startować.. Jak u was chłopaki???
Z komunikatora dało się słyszeć dwa głosy przepełnione entuzjazmem:
- Nie może być lepiej... Dziewczyny się dobrze spisały - trzeba będzie im się odwdzięczyć po powrocie
Trzy kształty oderwały się zwinnie od kadłuba Groma i nabierając prędkości w zawrotnym tępie, obrały kurs na dziwne zafalowania przestrzeni na niskiej orbicie planety. Nagle tyż przed dziobem X-302 Ogotaia przemknął Dart.
- Co to było???
- Chyba ichiejszy myśliwiec - to co bierzemy się za nich???
- Jak nie jak tak
Po chwili każdy z naszych bohaterów udaniał się za innym Dartem. Walka była zaciekła. Darty były zwinne, szybkie, a ich pilotów motywował głód... Jednak naszym bohaterom troszkę się spieszyło, więc postanowili zakończyć tę grę w chowanego.
W efekcie tego postanowienia już po chwili trzy wraki spadały w kierunku wysokich warstwa atmosfery planety, by w widowiskowy sposób spłonąć. Natomiast dwa X-302 i pojazd Katharna skierowały się ku krążownikowi, który zdjął maskowanie i ruszył w kierunku Groma. Gdy tylko znalazł się w zasięgu swojej broni, otworzył ogień. Tarcze Groma rozjarzyły się błękitną poświatą.
- Osłony na 90% i trzymają.
- Cóż - oni mają ewidentnie wrogie zamiary. My się w takim wypadku hamować nie będziemy... Ognia!
Grom żygnął ze swoich głównych dział. Do starcia włączyły się też trzy myśliwce.
Po kilku chwilach krążownik Wraith zaczął uciekać ciągnąc za sobą smugę plazmy (lub czegoś co na plazmę wyglądało).
- Ok! My lecimy na planetę... Trzeba przejąć Atlantis. - zadecydował Ogotai - Grom... Przypilnujcie żeby się nam nikt więcej nie naprzykrzał...
- Ok... - padło z komunikatora...
Trzy myśliwce po kolei wzięły kurs na Atlantis i poszybowały w kierunku powierzchni oceanu....
Tymczasem w sali operacyjnej Bazy SGA dr Weir wraz z MacKay'em obserwowała kosmiczną bitwę... Sensory pozwoliły im wszystko dokładnie obserwować i właśnie monitor pokazywał dwa zbliżające się w ich kierunku obiekty.
- To chyba jacyś obcy - MacKay powiedział to jakimś dziwnym tonem.
- Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem - wymruczała pod nosem Weir, głośno zaś dodała - Gdzie jest Sheppard? Nigdy go nie ma jak jest potrzebny...
Sheppard tymczasem był bardzo zajęty... Właśnie ogrywał Forda w kosza przy pomocy dziwnej piłki pradawnych... Swoją drogą skąd oni znali koszykówkę??? - zastanawiał się major.
Nagle w jednym z kątów zmaterializowała się postać ubrana w czarny płaszcz z kapturem. Bezszelestnie podeszla do majora. Dał się słyszeć spokojny głos...
- Witam majorze Sheppard! Niezły rzut, ale sądzę, że lepiej byłoby gdybyśmy sobie zagrali tym obłoczkiem w pingponga, albo w golfa...
- Kim jesteś - Sheppard miał dobry refleks, już trzymał w ręku nóż. Ford własni chwytał za Berettę.
- Nazywam się Katharn.... Jestem Polakiem... Pamięta pan - Wasi sojusznicy, o których zapomnieliście... Na szczęście mieliśmy środki, by Wam o sobie przypomnieć... - uśmiech na twarzy przybysza był pełen samozadowolenia i dumy - Od dziś przejmujemy dowodzenie w bazie...
- Chyba się mylisz... - Sheppard zawarł w swym głosie nieco gniewu i trochę zdziwienia. Słyszeć się także dało ton, jakim psychiatra przemawia do obłąkanego pacjenta.
- Ależ nie... - uśmiech na twarzy Katharna pozostał - możemy pójść do dr Weir, sam się pan przekona....
Tymczasem dr Weir....
Zlotym i srebrnym przetykane swiatlem,
Blekitne, ciemne, przydymione szaty
Nocy i swiatla, i polswiatla,
Rozpostarlbym je pod twoje stopy.
Lecz biedny jestem: me skarby -- w marzeniach,
Wiec ci rzucilem marzenia pod stopy;
Stapaj ostroznie, stapasz po marzeniach...
#66
Napisano 18.02.2005 - |00:24|
Sheppard pokręcił głową.
- Nic z tego. Nie pozwolę na przejęcie Atlantis. Po moim trupie! - nagłym ruchem wyszarpnął spluwę i zaczął strzelać do Kathrana. Ten się tylko uśmiechnął, gdyż był hologramem.
- Jak sobie życzysz. Z tobą czy bez ciebie - Atlantis będzie nasze! - hologram się rozwiał. Przerażony Sheppard rzucił się do pomieszczenia wrót rycząc:
- Elizabeth! Elizabeth!!
Tymczasem czarny obłok zmaterializował się na krótką chwilę w postać o świecących oczach. Postać rozejrzała się po pomieszczeniu i wycharczała:
- POPRAWKA; ATLANTIS BĘDZIE MOJE! BUAHAHAHA!
c.d.n.
Użytkownik Ogotai edytował ten post 18.02.2005 - |00:24|
#67
Napisano 23.02.2005 - |10:04|
- Grupa, przygotować się do wymarszu!
Na wrotach zatrzasnął się ósmy szewron. Wrota błysnęły światłem i ustabilizował się tunel. Esa włączyła urządzenie wyłączające po drugiej stronie osłonę i wrzuciła małą obezwładniającą bombę przez Wrota.
Przez Wrota przejechał MALP.
- Odbieramy SYGNAŁ! Wszyscy śpią. O widzę, że Gilgotaj i Promethe właśnie stoją przed kamerą i nam machają. Gilgotaj trzyma sól, Promethe chleb. - krzyknął technik
- OK, przechodzimy. Po naszym przejściu proszę odłączyć silniejszy ZPM z macierzy i przesłać nam na Atlantis. Z pewnością się przyda.
Grupa zaczęła przechodzić przez wrota. Uformował się nieznany im wcześniej zielony tunel prowadzący do Atlantis.
...prowadzący do Atlantis.
...prowadzący do Atlantis.
...prowadzący do Atlantis.
A w Atlantis...
#68
Napisano 23.02.2005 - |10:08|
- Przykro mi, nie żyje - stwierdził smętnie
Po drugiej stronie tunelu ŻGW (Żeńska Grupa Wrót) otrzymała smutny komunikat:
- Niestety, mamy pierwsze ofiary. Promethe zginął na służbie. Będzie nam go brakować a pamięć o jego zasługach nie zaginie...
Użytkownik Ogotai edytował ten post 23.02.2005 - |10:09|
#69
Napisano 23.02.2005 - |15:15|
- Hyp! No, to ascendujesz czy nie?
Promethe podniósł głowę, opuścił kaptur i stwierdził, że ascenduję. Oma machnęła różdżką w powietrzu, koło Promethe zmaterializował się królik, a Promethe zamienił się w obłoczek białej materii, wyglądający dokładnie jak Pradawny. Uśmięchnął się do Omy, opuścił ten świat i powędrował w stronę Atlantis. Mając zamiar perfidnie uśmiercić Gilgotaja... Gilgotaj bowiem gdy zobaczył, że Promethe jest trafiony z wrót, postanowił nie udzielać mu pomocy, ale dwa razy strzelił z Zata, by wyeliminować przeciwnika...
Promethe rozpoczął nowy rozdział w życiu...
A tymczasem...
Użytkownik Promethe edytował ten post 23.02.2005 - |18:16|
#70
Napisano 23.02.2005 - |18:32|
Tymczasem do Atlantis zbliżał się "Grom", który wszedł w atmosferę. Wkrótce miało nastąpić oblężenie...
#71
Napisano 25.02.2005 - |18:40|
Damska kadra trochę się buntowała do póki nie pojawiła się na Atlantis męska załoga z Groma, wtedy to paniom zaświeciły się oczka, i miasto należało już do Polaków
|||||||||||
|||||||||||
Tymczasem na ziemi wysłana w tajemnicy przez Ese grupa szturmowo-włamaniowa zakosiła z SGA, ZMP, które Sam znalazła na azgardzkim statku czy gdzieś tam a w kilka godzin później dwa silne gotowe do pracy ZPM były zamontowane i przywracały do pełni sił Atlantis.
Tymczasem uciekający statek........
#72
Napisano 25.02.2005 - |23:44|
- ...i żyli długo i szczęśliwie - zakończył czytanie bajki na dobranoc dzieciom O'Neill. Jednak te już od dawna spały. Jack uśmiechnął się patrząc na małego Daniela, Teal'ca i Janet i szepnął:
- i to już naprawdę jest....
Użytkownik Ogotai edytował ten post 26.02.2005 - |01:04|
#73
Napisano 26.02.2005 - |14:57|
- Dzieci śpią – zapytała Sam wychylając się przez drzwi
- Tak – odpowiedział jej Jack odkładając bajkę na biurko
- To, co zajmiemy się sobą?? – Uśmiechnęła się uwodzicielsko Sam
- Oczywiście – powiedział Jack zacierając ręce – zaraz zaczyna się mecz a ja musze jeszcze pozmywać po kolacji, ty zdaje się chciałaś zająć łazienkę masz ją dla siebie nie dłużej niż 4 h po meczu jest fajny horror – to powiedziawszy Jack zszedł do kuchni i wzią się za zmywanie. Sam z niezadowoleniem poszła sama do łazienki
- Jak długo będziemy udawać ich rodziców? Mam nadzieje ze oma wytrzeźwieje szybko – mamrotała do siebie pod nosem – a żebyś wiedział ze będę siedzieć w wannie do rana.
Tymczasem w galaktyce pegaza
- Gdzie jest Thomass – dopytywała się już od jakichś półtorej godziny Esa jednak nikt nie raczył jej udzielić odpowiedzi, w końcu odpowiedź udzieliła się sama – ktoś wezwał ja na wierze gdzie wisiała polska flaga po dotarciu na miejsce okazało się, że to był właśnie Thomass – gdzie ty się podziewasz wiesz ile jest roboty a ty, co!!!??? Fuknęła na niego z miejsca
- Esa ja musiałam zrobić ważna rzecz – uśmiechną się szatańsko
- Jaką z tego co wiem Tejlą zają się już Ogotaj
- Nie po prostu hehe podszywając się pod Ome Desale zamieniłem w dzieci Daniela i Teal`ca – powiedział z entuzjazmem
- Tak?!
- No tylko... – jego głos zdawał się stracić entuzjazm
- Tak tylko napatoczyła się Janet i....
- I...?
- Yhm wyrzucili mnie... ale nie żałuje
- Co to znaczy, że pradawny jest jedynym naszym szpiegiem na wyższej egzystęcji.
- Tak
- A co z Janet
- Też jest dzieckiem
Tymczasem na dole w głównej sali.....
#74
Napisano 26.02.2005 - |16:00|
Zaczęła wrzeszczeć
- Gdzie on qr..a jest? Dawać mi go ale już!
Po czym zaczęła rzucać błyskawicami w każdą strone niszcząć urządzenia Atlantis... Po zniszczeniu kilku potrzebnych rzeczy zniknęła by pojawić się w pomieszczeniu gdzie znajdował się Thomass z Esą...
Białe swiatlo zaczęło przesączać się przez ściane...Dał się słyszeć głos:
- Mam Cie! Ni skończyliśmy jeszcze pogawędki... Nie zostawia się kobiety takij jak ja bez słowa wyjaśnienia.... Wracasz ze mną... A ty....
Widząc i słysząc co się dzieje Thomass mógł powiedzieć tylko:
- O, qr...a...
Nie myśląc dużo chwycił leżącą na stoliku broń Wraihs i wymierzył w Ese...
Zanim Esa zaliczyła ogłuszający pocisk zdązyła usłyczeć:
- Wybacz Esa, to dla twojego dobra...
Czas dla Esy bardzo się spowolnił... Wydawało jej się że upda godzine... Osuwając się na kolana zobaczyła błyskawice lecącą nad nią dokładnie w miejscu gdzie przed chwilą miała głowe... Ujrzała Thomassa upuszczającego karabin i zwracającego się w strone tajemniczej istoty z otwartymi rękami... Biały promień trafił go wyrywając jakąś niematerialną część jego ciała która pojawiła się zaraz za nim. Jego Ciało bezwładnie opadło na podłoge poczym zaczęło się rozpływać w białym świetle... Przed oczami esy była już tylko ciemność... Obudziła się dopiero kikanaście minut później... W tym czasie reszta ludzi na atlantis słyszała głośne huki...
Po szybkim wyjaśnieniu Gilgotaja że to zapewne normalna burza na tej planecie wszyscy wrócili do swoich zajęć...
Dopiero krzyk zbudzonej Esy wprawił ich w zastanowienie...
Tymczasem...
#75
Napisano 26.02.2005 - |22:23|
- Tak wiesz Max ja musiałam cos dla nich zrobić jak ty byłaś po drugiej stronie kosmosu, wiesz to moi przyjaciele nie bij
- A ta siksa, z którą byłeś to też przyjaciółka??
- Tak
- Taaaaaak aha to tak się teraz nazywa
- Tak, ale wiesz oni nie chcą bym tu był wiec morze lepiej wróżce, co?? Alex wiesz, że możesz mieć przeze mnie nie lada kłopoty
- Dam sobie rade, misiu
- Max...
- Max!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Rozległo się głośne rykniecie
- Co jest, kto ty jestes??
- Ten człowiek decyzją większości został wyłączony z naszej społeczności i powrócił do świata materialnego nie miałaś prawa go tu sprowadzać w dodatku wbrew jego woli
- On chce tu być...Prawda Thomass
- Jeśli większość tak chce to ja nie mogę się sprzeciwić to oni tu rządzą nie ja – odpowiedział cicho Thomass
- Tak Thomasie za zgadzanie się z naszą wolą nie zostaniesz ukarany kompletną nagością i brakiem pamięci id
Kilkanaście minut później Thomass został zmaterializowany w sali wrót Atlantis, pierwszą zobaczyła go Teila i podniosłą alarm
- Ratunku!!!!!!!!!!!!... – Zemdlała.
Thomas ukazał się jej, bowiem...
Użytkownik EsaSol edytował ten post 26.02.2005 - |22:35|
#76
Napisano 26.02.2005 - |22:38|
#77
Napisano 26.02.2005 - |22:46|
Wyciągnął z kieszeni sole trzeźwiące, podsunął pod nos Thomassowi. Biedaczek osunął się na podłogę i zapadł w sen...
- Śpij spokojnie, znowu miałeś napad. Jakiś miły doktorek Beckett cię wyleczy...
Tymczasem Promethe z uśmiechem wyciągnął ręce w kierunku Esy i Gilgotaja...
Użytkownik Promethe edytował ten post 26.02.2005 - |22:47|
#78
Napisano 26.02.2005 - |22:51|
#79
Napisano 27.02.2005 - |09:18|
- Idioto! Ja wiem, że ty jesteś początkującym technikiem, ale cofnąć do świata materialnego członka Rady Pradawnych, który miał zostać naszym ambasadorem na Atlantis? Masz natychmiast naprawić swój błąd! Promethe ma natychmiast wrócic! Czy to jasne?
- Tak panie - z pokorą wyznała świetlsta postać
Chwilę później Promethe pznowu pojawił się w Atlantis...
I z uśmiechem wyciągnął ręce w kierunku Esy i Gilgotaja...
#80
Napisano 27.02.2005 - |11:54|
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja
Temat jest zamknięty








