Wprawdzie zajadłym fanem horror-zombiaków bardzo nie jestem. Ale tu jest wszystko w ramach tego gatunku. Siekieryzada z Lśnienia była urocza. Metodyczne zestawianie typowych klisz w takim nawale jest urzekająco urocze. Zapożyczona muzyka dodaje nieoczekiwanie lekkości.
Z utęsknieniem czekam na motyw zapomnianego indiańskiego cmentarza, wiru i przeciągania sznurem między wymiarem życia i śmierci, urojonej diabelskiej ciąży, przeklętego lucyfernego pomiotu, przekładania kosteczek do święconej ziemi, księżula-egzorcystę lub ekspertkę od woodoo, szefa hoteliku z krokodylem pożerającym żywcem no i oczywiście pogromców duchów i przeznaczenia w kolejności umierania.
Z gadżetów nie było piły, miotaczy, kołków, srebra, soli i pentagramów:)
Klisz jest tyle, że spokojnie styka na całą masę odcinków:) Nawet fakt, że seryjnym morderca jest jak to ostatnio ... nastolatek szczególnie nie przeszkadza.
Podoba mi się, że istnieją jak na razie minimum dwa źródła zzombienia. Pierwsze to śmierć na terenie domu lub trawnika (mamy możliwość stałego rezydowania w fabule na terenie posesji) oraz zzombienia poza domem (tu występuje problem transportowy).
Ponieważ nastoletni seryjniak występował już w pozadomowych plenerach, jednak na randkę wolał wybrać dzień z pełnym dostępem dla zombiaków - można zaryzykować tezę, że może on też jest w jakiś sposób martwy ale tego nie wie lub nie przyjmuje do wiadomości - jak kalki to kalki a takie warianty przewalały się ostatnimi czasy w tym gatunku. On jest dobrym kandydatem - podobnie jak jego mamusia - Pani Żakietowa.
8/10 Odcinki trzymają napięcie pilota i jego klimat - tak trzymać
PS. Serial chyba montowali pośpiesznie, w piątym epie, w scenie gdy ciężarna żona podnosi telefon z podłogi w tle widać człowieka z załogi trzymajacego chyba ekran oświetleniowy.

Logowanie »
Rejestracja









