nie zawiera paradoksu dziadka; skoro wszystko jest ustalone i niezmienne, a Twój dziadek istniał ergo nie możesz go zabić; QED;
Po przemyśleniu stwierdzam, że masz rację.
Chyba jednak lepiej byłoby powiedzieć, że Wszechświat z paradoksem dziadka nie może istnieć. Bo to jest wtedy tak właściwie, że samo istnienie Wszechświata zgodnego z tą teorią znosi możliwość paradoksu dziadka jako rzeczywistości. Chodzi mi o to, że nie dodaje jakby bytu, ażeby znieść ten paradoks (jak teoria światów równoległych), a po prostu wyklucza jego istnienie. Czy tutaj brzytwa Ockhama nie ma zastosowania?
Jeśli wszystko już z miejsca zamyka się w jakimś sensie (wszystko istnieje jakby na raz), to lepiej właściwie nie mówić, że dziadek istniał (w ogóle nie stosować czasów), raczej: dziadek istnieje, więc nie istnieje jego zabójstwo z mojego istnienia przed zaistnieniem (jednak się nie da bez czasu

a może tak - eliminować mogą się jedynie byty równoległe, choć wtedy podróż w czasie w ogóle by uniemożliwiała interakcję). Paradoks dziadka nie istnieje wówczas nie dlatego, że zostaje zniesiony przez zasady rządzące Wszechświatem (jakby wewnątrz, nie jest zniesiony logiką wszechświata), ale dlatego, że nie może zaistnieć Wszechświat z paradoksem dziadka (więc logika likwidująca paradoks jest jakby poza Wszechświatem).
Co w sumie oznacza tyle, że paradoks dziadka połączony z determinizmem jest wewnętrznie sprzeczny, a ponieważ Wszechświat nie może być wewnętrznie sprzeczny, więc albo nie zawiera paradoksu dziadka, albo nie rządzi się determinizmem, albo nie istnieje.
Już wiem co mi się błąka po głowie (widać, że motam) - chodzi mi o to, że jeśli jednak Wszechświat istnieje i rządzi się determinizmem, to - chcąc być w zgodzie z brzytwą Ockhama i nie dodawać jakichś faktów typu: jak się przeniesiesz w przeszłość to dziadek będzie niezniszczalny - możliwość istnienia Wszechświatów jest dobierana wedle HISTORII (nie może istnieć Wszechświat w którym zabijam dziadka).
I jeśli nie chcemy dodawać dodatkowych rzeczywistości w rodzaju jakichś blokad podróży w czasie (choć chyba takie teoretycznie istnieją), czy niezniszczalności dziadków, to po prostu sam fakt istnienia naszego Wszechświata oznacza, że jeśli ktokolwiek w którymkolwiek punkcie czasu się przeniesie w przeszłość (a właściwie już się przeniósł, jest przenoszony w ogólnym sensie wszechświata), to już nie zabił własnego dziadka (nie zabija w ogólnym sensie wszechświata) i nie dlatego, że nie może ze względu na niezniszczalność dziadka czy inne blokady, ale dlatego, że Wszechświat z inną jego decyzją nie może istnieć. Tak jakby nasza myśl, działanie, historia jest elementem równania Wszechświata, które przez wzgląd na to działanie, myśl, historię może stać się sprzeczne i wtedy taki Wszechświat w ogóle nie może zaistnieć. W związku z tym samo równanie zawiera możliwość paradoksu dziadka (jako pewnego stanu swoich elementów), ale jeśli taka możliwość zachodzi Wszechświat nie jest - bo nie może być - generowany. Ogólnie to miałem podświadomie na myśli pisząc, że teoria ta zawiera paradoks dziadka, bo nic w samym Wszechświecie tego paradoksu nie wyklucza poza jego istnieniem.
jeżeli traktujesz mózg jako obiekt fizyczny, który możesz jako całość opisać w ramach MK, to wynik pomiaru(inaczej podjętą decyzją) będzie opisany funkcją prawdopodobieństwa;
I to przemawia za tym, ażeby uznać, iż wolna wola nie istnieje, albo musi być zdefiniowana inaczej, niż w potocznym rozumieniu. Co z tego, że nie muszę z koniecznością podjąć danej decyzji, jeśli z koniecznością z większym prawdopodobieństwem podejmę tę, a nie inną i ta konieczność nie zależy ode mnie, a ostatecznie to którą podejmę wisi jakby w próżni. Nie ma tutaj mowy o jakiejś metafizyce dobrego czy złego ducha. Właściwie jak się nad tym zastanowić natychmiast dotykamy granic ludzkiego rozumienia.
Użytkownik Prakosmiczny edytował ten post 18.03.2009 - |08:44|