Ja mogę poczekać
Morgana’s Successor ***Dziedziczka Morgany
#61
Napisano 11.10.2010 - |18:58|
Ja mogę poczekać
#62
Napisano 06.11.2010 - |13:48|
kiedy kolejna część?
nie mogę się doczekać
#63
Napisano 09.02.2011 - |20:23|
Użytkownik Megi edytował ten post 09.02.2011 - |20:27|
#64
Napisano 10.02.2011 - |13:16|
Poczekamy
#65
Napisano 10.02.2011 - |16:13|
Jeden z balkonów Atlantis, stanowisko pod dowództwem gen. Jacka O’neill.
Granatowe niebo co raz przecinały kolorowe smugi wystrzeliwanych pocisków, można było mniemać, że to niebiańskie widowisko jest jedynie pokazem sztucznych ogni, na cześć nowoprzybyłych gości. Czasami w powietrze wzbijały się świetliste drony, przypominające lampiony. Gdyby nie brutalna rzeczywistość bitwy, wszystko byłoby niczym baśniowy sen. Światło odbijało się od szklanych ścian miasta, a załamania na barierze ochronnej tworzyły niesamowite refleksy, dzięki temu budowla piękniała w oczach i stawała się jeszcze bardziej majestatyczna.
W obecnej sytuacji nikt nie zwracał jednak na to uwagi. Wszyscy byli skupieni na ochronie swojego jestestwa oraz Atlantis przed atakiem Wraith. O’neill co chwila otrzymywał przez krótkofalówkę raz optymistyczne, raz pesymistyczne meldunki:
„Tu Teyla. Utrzymujemy pozycję.”
„Tu Sheppard. Dwa Żądła mniej.”
„Tu Ronon. Straciliśmy jednego człowieka, ale trzymamy się.”
Jack czuł się jak w swoim żywiole. Mimo to w środku czuł pewien niepokój. Można rzec, nawet śmielej, czuł strach i bynajmniej nie o Samanthę. Wiedział, że jego ukochana da sobie wyśmienicie radę. Jest w końcu profesjonalistką w każdym calu. To nieproszone uczucie było determinowane przez brak komunikatu od Evans’a lub Beckett’a. Kiedy już zaczynał tracić nadzieję, z łoki-toki usłyszał głos majora:
- Generale, jesteśmy w ambulatorium.
- Dzięki Bogu. Bez odbioru. – odetchnął z ulgą generał. Szybko przełączył się na kanał Rodney’a – McKey, zmniejszać osłonę!
- Tak, jest. – z krótkofalówki dobiegł charakterystyczny głos doktora – Znowu tylko rozka…
-McKey, chyba zapomniałeś nacisnąć pewien guzik.
- E…. który? A…. bez odbioru – zmieszał Rodney – i dopiero teraz wyłączył kanał.
Po kilku sekundach Atlantis zaczęła ponosić pierwsze straty. Boczne części miasta, nie chronione już przez pole, stały się dobrą pożywką dla pocisków nie przyjaciela. Jack zacisnął zęby, w myślach cały czas dopingował Magdę. Liczył, że dziewczynie się uda rozwalić oba flagowe okręty, im pozostanie pozbyć się Żądeł.
Nagle, nad Atlantydą rozległ się ogłuszający huk, a noc na chwilę stała się dniem. Potężna eksplozja wstrząsnęła planetą. Przyrządy na pozostałych statkach na kilka sekund przestały działać. Obrońcy, walczący na balkonach w momencie skulili się na ziemi, zatykając uszy. Część szklanych ścian Atlantis pękła, przy okazji raniąc osoby znajdujące się w pobliżu. Bitwa na krótką chwilę ucichła.
Zanim O’neill i reszta wojskowych zdążyła na nowo zająć swoje pozycje, Widma ponownie zaatakowały. Co prawda było ich znacznie mniej niż kilka minut temu, ale uderzenie nastąpiło ze zdwojoną siłą. W powietrzu znowu rozszalała się kanonada pocisków, pędzących w stronę Atlantis. Część z nich roztrzaskała się o pole ochronne nad iglicą, inne osiągnęły swoje cele, niszcząc boczne sektory miasta.
Jednak Jack i reszta nie potrzebowali dużo czasu. Po chwili na działania wroga odpowiedziały drony, wystrzelone z miasta. Major Sheppard i pozostali piloci skoczków, wspierali ochronę naziemną. Wkrótce generał po raz kolejny w swojej krótkofalówce usłyszał:
- Tu Sheppard. Zestrzeliliśmy kolejne. Jest ich coraz mniej, ale z drugiego statku – bazy nadlatują kolejne. Przydało by się, żeby i tego się pozbyć raz a dobrze.
- Przydało by się – odparł O’neill, kryjąc się przed nadlatującym pociskiem, który uderzył w ścianę za nim. – Zobaczę, czy uda się to załatwić, a i jakbyś mógł unieszkodliwić tego knypka co mi chciał popsuć fryzurę, byłoby bombowo.
- Tak jest, sir. Bez odbioru – odmeldował się major i już po chwili siedział na ogonie Żądła.
Przez twarz Jacka przemknął cień uśmiechu. Miał teraz pretekst, by na moment oddalić się ze stanowiska do ambulatorium.
- Carter, zajmij moją miejscówkę. Muszę sprawdzić czy nasza snajperka rozwali drugi statek. Bez odbioru – wydał rozkaz Sam, która razem z Teylą dowodziła sąsiednim stanowiskiem.
Gdy tylko pani pułkownik znalazła się w zasięgu wzroku, natychmiast ruszył do ambulatorium. Skorzystał z pobliskiego transportera i już po chwili znalazł się na miejscu.
Ma już nadpisaną dalszą część więc za niedługo się pojawi.
Jutro wlepię nową część
Użytkownik Megi edytował ten post 10.02.2011 - |14:57|
#66
Napisano 11.02.2011 - |18:44|
W atlantydzkim szpitalu panował ruch jak w ulu, z tą różnicą, że „pszczoły” nosiły białe kitle, na popielato – żółtych mundurach działu medycznego. Generał naliczył około trzydzieści przyszykowanych łóżek dla rannych, część z nich była już zajęta, inne dopiero oczekiwały na ewentualnych pacjentów. Tak czy inaczej, O’neill musiał przyznać, że dr Carson był nie tylko wspaniałym lekarzem, ale i organizatorem. Zaczął go szukać. Kręcił się pomiędzy, „kajutkami” pewien czas, ale w końcu znalazł Carsona szybciej, niż się spodziewał.
- Dr Beckett, gdzie mogę znaleźć pannę Niedźwiecką? Jak się ona czuje?
- W miarę dobrze, jedynie zemdlała. Chociaż obudziła się cała zlana potem, zupełnie jakby śniła koszmar. Leży na końcu sali – Beckett wskazał głową kierunek, a następnie zajął się wynikami następnego pacjenta.
Jack skierował się w tamtą stronę. Po chwili znalazł „kajutkę” Magdy. Siedziała oparta o wezgłowie łóżka, czytając kobiece czasopismo przywiezione z Ziemi.
- Jak tam dobrze się czujesz? – zagadał pierwszy.
- Tak, dzięki. – podniosła oczy znad gazety i popatrzyła na niego zaskoczonym wzrokiem, nawet nie zauważył jak się zbliżył do jej łóżka. Odłożyła czasopismo na bok. – A Ty nie powinieneś być teraz na balkonach?
- Sam mnie zastępuje przez chwilę. Wolałem sprawdzić jak się czujesz i pogratulować udanej akcji – przysnął sobie krzesełko i spoczął na nim.
- Chyba to trochę nieprofesjonalne?
-Nie. Poza tym, pomyślałem może dałabyś się namówić na drugie bum-bum, ale… - spuścił głowę, nie tracąc z nią jednak kontaktu wzrokowego – rozmawiałem z doktorem Beckett’em. Chyba coś poszło nie tak, prawda?
- Niestety. Poszło nie tak, i w związku z tym, nie będzie drugiego bum - bum. To byłby zbyt ryzykowane. Stanowczo zbyt ryzykowne. Choć właśnie taki miałam plan. – spojrzała na niego ze smutkiem.
- Ale co się tam stało? Dlaczego nie możesz się teleportować?
- Nie wiem, ale Oni mnie zobaczyli.
- Że co?! – krzyknął Jack –sądziłem, że ten holoporter…
- Tak, normalnie byłabym niewidzialna, tyle że nie tu. Jack, oni ten gen znają, mają zabezpieczenia. Pewnie jeszcze z czasów wojny ze Starożytnymi. – powiedziała dziewczyna spuszczając oczy i zastanawiając się, czy nie za dużo mu wyjawiła.
- Kur… - zaklął brzydko Jack. – Przepraszam, ale po cichu liczyłem, na ciebie. Myśliwców wroga po eksplozji zostało zdecydowanie mniej. Gdyby się udało zniszczyć drugi statek, wystarczyło by ich dobić.
- Rozumiem, ale nie wiem czy te wampiry z pierwszego statku nie przekazały informacji o mnie pozostałym. Kolejny raz mogę nie zdążyć zwiać. Aaa… to… Jack, to było przerażające – zakryła twarz dłońmi – stanowczo wolę Goaul’d…
- Spokojnie, rozumiem, nie musisz tam wracać – usiadł koło niej na łóżku, chcąc ją objąć i mocno przytulić. – Po prostu będziemy musieli skorzystać z fotela – powiedział spokojnym głosem.
- Znaczy, kto będzie na nim siedział? – spojrzała na niego z niepokojem.
- Ktoś kto ma gen Starożytnych. Na pewno nikt z wojskowych, my musimy stacjonować przy działkach. Z fizyków też raczej nikt, bo oni czasami bywają przydatni – O’neill w tym momencie przypomniał sobie McKey’a i na jego twarzy pojawił się grymas zniesmaczenia. – Medyczni też z wiadomych powodów nie mogą.
- Więc pozostają archeolodzy i kulturoznawcy – podsumowała dziewczyna.
- Tak, a McKey i Carter wspominali coś, że twój gen jest jakiś energooszczędny czy coś takiego, może…
- NIE!!! – wrzasnęła i zanim ktokolwiek z personelu zdążył zareagować, wybiegła z ambulatorium.
Oj chyba się na mnie obraziłyście....
#67
Napisano 12.02.2011 - |08:53|
Po prostu powód stary jak świat-brak czasu...
Mam nadzieje, że szybko będzie następna część
#68
Napisano 12.02.2011 - |10:18|
Jednak znalazłam parę błędów:
Pierwszy tekst:
"Jack czuł się jak w swoim żywiole. Mimo to w środku czuł pewien niepokój." - powtórzenie. Ja bym napisała na przykład: Mimo to niepokoił się/ był zaniepokojony/ odczuwał pewien niepokój.
"Boczne części miasta, nie chronione już przez pole, stały się dobrą pożywką dla pocisków nie przyjaciela." - "nieprzyjaciel" piszemy razem.
Poniższe dwa błędy znajdowały się w obu tekstach:
O'neill piszemy O'Neill.
McKey piszemy McKay - inaczej wymowa jego nazwiska brzmiałaby "MacKi".
Więcej błędów nie znalazłam - za wszystkie bardzo żałuję ;P. Taa, te moje wredne aluzyjki.
Czekam na kolejne fragi. Aha, dodam, że byłam bliska obrażenia, ale za bardzo zajmowałam się moim fikiem, żeby to uczucie rozwinąć
Pozdrawiam - igut214
Użytkownik igut214 edytował ten post 12.02.2011 - |10:20|
#69
Napisano 12.02.2011 - |17:03|
PS. Dzięki igut za poprawki, acz widziałam w tv że pisali z małej: O'neill.
Użytkownik Megi edytował ten post 12.02.2011 - |17:10|
#70
Napisano 12.02.2011 - |18:15|
#71
Napisano 12.02.2011 - |21:22|
#72
Napisano 12.02.2011 - |22:15|
Czekam na dalszy ciąg
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
#73
Napisano 20.02.2011 - |21:42|
Zanim się zatrzymała, przebiegła chyba pół iglicy. Postanowiła, że zaszyje się w jednym z magazynów w dolnej części wieży. Nie wiedziała do końca co spotkało Morganę, gdy ta straciła przytomność, bynajmniej dziewczyna bała się tego. Jej „prapraprababcia” niby żyła, ale jakoś inaczej, Magda za żadne skarby nie chciała, aby ją spotkało to samo. Wolała swój obecny, „materialny stan”. Najbardziej bolało, to że nie mogła wyjawić nikomu prawdy, przecież wtedy wyznaczyliby kogoś innego. Nerwowo rozglądała się dookoła, uważnie sprawdzając, czy nikt jej nie obserwuje.
Zbiegła na dół, po chwili znalazła odpowiednią kryjówkę – magazyn z żywnością, a przynajmniej wchodząc do pomieszczenia, tak sądziła. W środku było w zupełnie ciemno, mogła jedynie dostrzec zarysy skrzyń i olbrzymich regałów. Nie zapalała światła, gdyby jej szukali, wzbudziło by to podejrzenia. Przeszła przez cały magazyn, okazał się całkiem spory, czasami potykając się o rzeczy porozrzucane na podłodze.
Dawno nikt tu nie sprzątał – pomyślała.
Na końcu magazynu stało biurko z obracanym fotelem. Podchodząc spostrzegła, że na biurku leżały jakieś elektroniczne tablety, podobne do tych, z których korzystali fizycy ekspedycji. Te jednak były zapisane pismem Starożytnych. Obok nich stało coś w rodzaju lampki nocnej rodem z pokoju nastolatka lat 80’ z latającymi, świecącymi „glutami”. Przynajmniej ona tak je określała.
Po krótkim namyśle stwierdziła, że światła małej lampki chyba nie będzie widać na tyle, aby wzbudzić podejrzenia co do jej obecności, więc ją zapaliła. Następnie zaczęła studiowanie tabletów, myśląc z przekąsem:
Pewnie to księgi rachunkowe, ale przynajmniej się dowiem, ile jedzenia tu marnują. I tak nie mam nic do roboty.
Po kilku minutach czytania, Magda wytrzeszczyła oczy. W swoich rękach wcale nie trzymała księgi rachunkowej wyższej technologii, lecz coś o wiele cenniejszego.
***
W tym samym czasie, ambulatorium
O’neill patrzył oniemiały jak Polka wyrywa się z jego objęć i wybiega pędem z pomieszczenia. Nie mógł kompletnie pojąć, czym ją uraził lub wystraszył.
Czy nie traktuję jej ostatnio zbyt chłodno? Całkiem jak zwykłego niższego stopniem członka załogi, a przecież jest dla mnie jak córka - zasmucił się. – Jej charakter… jest kulturoznawcą, ale ta jej… odwaga? Nigdy nie byłem w tym dobry, ma w sobie coś z wojownika… Dlaczego uciekła? Przecież sama wpadła na ten zwariowany pomysł wysadzenia statku, sama szarżowała na tych Jaffa wtedy… jakby inna osoba… hmm… czyżby miało to związek z biblioteką? Zmieniła się po tej nocnej wyprawie …
-Sir, zestrzelili Sheppard’a! Wszyscy piloci są w powietrzu, a został ostatni skoczek w hangarze, a tyl…- z rozmyślań brutalnie wyrwał go głos Carter.
- Rozumiem, Carter przejmij moją pozycję, ja poderwę skoczka. Bez odbioru – Jack nie dał jej dokończyć, wyłączył krótkofalówkę i pognał w stronę hangarów. – Czas przypomnieć sobie stare, dobre czasy – mruknął pod nosem.
Mijając kolejne korytarze, natknął się na część personelu medycznego, pędzącego z ciężko rannym żołnierzem.
- Z drogi! – krzyknęła dr Keller, która pełniła obowiązki zastępcy Carsona.
Jack posłusznie usunął się w boczny korytarz, kątem oka spojrzał na leżącego bez przytomności żołnierza. Był to major Sheppard. Przez twarz O’neill przebiegł cień smutku, ale i radości, że major przeżył
- Keller, co z nim? – krzyknął.
- Stracił dużo krwi, ale uratujemy go – odpowiedziała, szybko znikając za zakrętem.
Generał biegł dalej. Wkrótce dotarł do hangaru, gdzie technik zaprowadził go do ostatniego skoczka.
Myśliwiec nie był duży, najwyraźniej projektantom zależało bardziej na zwrotności statku niż na jego faktycznych możliwościach bojowych. O’neill wszedł do środka i zasiadł za sterami. W środku znajdowały się jeszcze miejsca dla trzech osób. Generał odmeldował technika. Kiedy ten wyszedł, zamknął tylne drzwi skoczka, a następnie zameldował się w pomieszczeniu kontrolnym. Natychmiast otrzymał pozwolenie startu, a już po chwili znalazł się w samym środku zagorzałej bitwy.
Użytkownik Megi edytował ten post 20.02.2011 - |21:45|
#74
Napisano 21.02.2011 - |14:21|
Krótkie coś...
Czekam na cd
#75
Napisano 21.02.2011 - |14:27|
Jack w akcji
fajnie, czekam na kolejną część
#76
Napisano 21.02.2011 - |21:49|
Użytkownik Megi edytował ten post 21.02.2011 - |21:50|
#77
Napisano 22.02.2011 - |12:19|
Ale trzymamy za słowo i czekamy na następną część
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
#78
Napisano 27.02.2011 - |12:27|
Muszę przyznać, że ten frag był coś taki przykrótki.
"Nie zapalała światła, gdyby jej szukali, wzbudziłoby to podejrzenia." - gdy czasownik piszemy w trybie przypuszczającym, słowo "by" jest osobno tylko i wyłącznie wtedy, gdy jest przed czasownikiem lub coś je od tego oddziela. Gdy słowo to jest jako drugie po czasowniku, to formę tę zawsze zapisujemy razem.
"Dawno nikt tu nie sprzątał" – pomyślała.
Ta część była bardzo przyjemna do czytania. Jack normalnie odkrył Amerykę z tą biblioteką - coś się taki mało domyślny ostatnio zrobił ;P. Podobał mi się też fragment z tą "glutową" lampą rodem z lat 80tych
Pozdrawiam - igut214
Użytkownik igut214 edytował ten post 27.02.2011 - |12:28|
#79
Napisano 05.03.2011 - |19:55|
#80
Napisano 25.03.2011 - |21:14|
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja







