Ten odcinek robi się naprawdę dobry dopiero w momencie, w którym oglądamy go po raz drugi.
Wtedy już *wiemy* o co się kręci i zwracamy uwagę na kilka rzeczy, które wcześniej zbyliśmy wzruszeniem ramion.
"Bredzenie" Todda było świetne. Szczególnie, że póżniej okazuje się, że on wcale nie bredził, tylko podał wszystkie niezbędne Sheppardowi informacje.
Nie rozwiązało się za to, dlaczego to zrobił - wiadomo tyle, że był w stanie wyczuć telepatycznie obecność drugiego Wraith i prawdopodobnie mieli wgląd w swoje wzajemne poczynania (chociaż Todd jest na tyle stary, że być może ma jakieś manczity i blokady przed penetracją telepatyczną

), a akurat to jest dla mnie największą zagwozdką.
Samo śledztwo poprowadzone fajnie, trzyma w napięciu. John na tropie Kuby Wysysacza, John przegrany. Uwielbiam odcinki z AU właśnie za możliwość wglądu w to, jak rzeczywistość mogłaby wyglądać, gdyby w pewnym momencie podjęto inną decyzję.
Kolejnym plusem odcinka jest wykorzystanie rzeczy, które już wcześniej narobiły bohaterom problemów - skoro można było przesłać Roda do innej rzeczywistości, to i informację się dało.
Wraith oszukujący w karty to jedna z najbardziej epickich rzeczy całego odcinka. Rasa urodzonych hazardzistów!
Naturalnie podobała mi się też kreacja McKaya - był zdecydowanie spokojniejszy niż zazwyczaj, bardziej elegancki (nie tylko przez garniaka), a jednocześnie nadal był Rodneyem jak w mordę strzelił. Podziwiam aktora za taką umiejętność manipulacji odgrywanym bohaterem.
I zagwozdka na koniec - umarł, czy jednak jakimś cudem zdołał się magicznie wykaraskać, jak to bywało w znanej nam rzeczywistości? A jeśli tak, to co dalej? Oto jest pytanie.