inwe, tą prośbę mogę spełnić od ręki.
Zakładając, że uwzględniamy już to, co jest w tym temacie-to jest obraz Pradawnych oraz ich technologię, wpadłem na kilka prostych pomysłów, jak dodać nieco potęgi nieszczęsnym lifesuckerom.
Generalnie zachowane zostaną te same proporcje i wady technologii Wriath-to jest brak osłon, kiepski hipernapęd, organiczność. Ale za to dostaną coś więcej niż tylko mocna broń.
Zacznijmy od pancerza. Jest on jakby nie było, ostatnią linią obrony okrętu. W przypadku technologii Pradawnych może się wydawać, że to nic nie pomoże, ale...
Przypomnę, z czym Wriath mają do czynienia wg. tego tematu:
-potężne beamy energii, mega-lasery, potrafiące oktęt przeciać w pół.
-pociski energetyczne, które niczym galareta przylepiają się do powłoki i zżerają, obracając siłę wiązań atomowych pancerza przeciwko niemu samemu, zamieniając go w materiał eksplodujący
-drony, przelatujące przez osłony (nie ma wiec sensu rozwijanie podobnej technologii), zawsze trafiają do celu, nie da sie ich zmylić ani oszukać, modulowana siła eksplozji od malutkiej w stylu petardy do potężnej, licznej w setkach ton TNT-może być taka eksplozja "rozlazła" albo skupiona w małym punkcie. Drona ignoruje efekt próżni, tj. i tak ma fale uderzeniową, jeśli chce. Wogóle moduluje swoją siłę i przechodzi przez wszystko jak przez masło.
-broń przejmująca kontrole nad mechanizmami okrętu.
Jeśli chodzi o broń pradawnych, która przyczepia się do pancerza i zamienia go w siebie, to jest w energię i potem eksploduje ("pożerając "pancerz) to już o tym pisałem. Podstawą jest opracowanie czegoś, co jest tak naprawdę słabe, a nie mocne. Wtedy trafienie taka bronią nie jest tak zabójcze. Gdyby ten typ broni, nazwijmy go Wżeraczem, trafiłby w pancerz okrętu Pradawnych, spowodowałby katastrofalne skutki, gdyż taki pancerz jest dla niego nautralnym celem. Jedno trafienie zapewne zeżarło by w mig cały skoczek, zamienając go w energię (bum!). Tymczasem dzięki temu, że pancerze Wraith są raczej słabe pod tym względem (nie opierają się na zdolności pochłaniania, ignorowania strzałów), zagrożenie zostaje w gruncie rzeczy wyraźnie ograniczone. To jednak powoduje, że bronie Tauri robia rzeź-strzał z rakiety i nie ma darta.
Jeśli chodzi o MegaLasery, ML ("Defiant one"), to tutaj obrony nie ma i jest klops. Jak sie napatoczymy pod takie działko, to leżymy i kwiczymy. Kroją nas żywcem.
Jeśli chodzi o broń przejmującą kontrolę, nazwijmy to Przjemujką, to kontrę już opisałem-jest nimi biologiczność okrętów Wraith.
Co do dron Pradawnych, w serialu za osłonę służyły darty. Ale to chyba trocchę prymitywne. Nie wyobrażam sobie, by Wraith poświęcali swoich pilotów w czasie wielkiej wojny z Pradawnymi tak chętnie. To trochę nieekonomiczne. Dlatego wpadłem na prosty pomysł, będący logicznym rozwinięciem tej samej idei. Otóż w kadłubie okrętu Wraith mamy setki małych Dron Wraith, dajmy na to wielkości monitora piętnastocalowego. Pewnie spora część tych DW (dron wraith) jest ułożona warstwami na kadłubie. W momencie, gdy są potrzebne, odłączają się one i działają jako aktywna osłona okrętu. Nie są automatyczne, choć mają szczątkową inteligencję-są sterowane z okrętu przez telepatów. Dlatego też nie mogą odejść zbyt daleko od okrętu. Za to taki HS ma ich po prostu tysiące, choć niekoniecznie więcej, niż okręt pradawnych dron. Każdy z DW to szybki pocisk kinetyczny, który krąży wokół statku-matki i tworzy barierę, o którą rozbijają się drony. To taka anty-drona. Nie dość, że świetnie się w tej roli spisuje, to jeszcze broni przed atakami kamikadze.
Oczywiście mimo wszystko nadal drona ma przewagę nad DW. Ale za to Wriath mogą łączyć swoje DW z różnych okrętów, tworząc bariery. Nie ejst to obrona idealna i o 100% skuteczności, ale lepsze niż nic.
Dalej, jeśli chodzi o pancerz, istotna jest technologia regeneracji. Tutaj na plan wkracza technologia, która nie ma nazwy, a jest takim miksem "magicznej fasolki" oraz replikatora. Zasada działania jest taka; mając energię jesteśmy w stanie zreplikować uszkodzenie. odbywa się to nie jak u Asgard-przy błysku światła, lecz w formie przyśpieszonego rozwoju tkanki. Zasada jest generalnie taka sama w obu przypadkach, ale wygląda to inaczej. To jest replikator biologiczny. Diablo skuteczny.
Jest jeszcze jeden system obrony okrętu, a składają się na niego teleportacyjne wiązki Wraith. Tu akurat zakładam, że transporter Wraith działa na innej zasadzie niż "startrekowy" asgardzki. Wolałbym, by Wraith transporter dział na zaasadzie zwijania przestrzeni, czegoś w stylu osławionych kreskówkowych "pomniejszaczy", jeśli taka alegoria jest wam bliższa. Generlanie chodzi o to, że pakują one materię i energię do bardzo małej objętości, zawieszając jej fukcjonowanie, gdyż w takiej postaci nie mogą funkcjonować.
Tak więc transportery można użyć jako obrony. Coś na nas leci, to wtedy możemy to zapakować do bufora, a potem bufor zniszczyć, gdy sie napełni (jak z wyrzucaniem pełnego kurzu worka z odkurzacza). Oczywiście pozostaje kwestia, na co taka technologia by działała. Na drony? Na pociski energetyczne? Czy tylko na ziemskie badziewie? Kwestia do przemyślenia. Oczywiście bardzo prostym wyjściem dla Pradawnych byłoby strzelanie specjalnymi dronami które dałyby się "połknąć", a tymczasem miałyby w środku mała niespodziankę trans-wymiarową, która by transporter wraith rozwalała po połknięciu.
Mamy i obronę i mamy pancerz, mamy regenerację. Ale nadal nie daje nam to przewagi nad Pradawnymi, aby zwyciężyć w bitwie... No cóż, należy więc dać coś, co widocznie zbalansuje potęgę. Otóż myślę, że należałoby okręty Wraith...wyzerować sensorycznie. To jest sprawić, by były niewidzialne dla przeciwnika. Nie maja żadnego profilu, sygnatury, nic. Jakby ich nie było, nawet nie dają cienia grawitacyjnego. W ten sposób mogłyby podejść na bliską odległość niezauważone i zrobić swoje.
Oczywiście ta technologia miałby "wraihtowskie" ograniczenia. Mianowicie okręt byłby widoczny w czasie lotu w hiperprzestrzeni oraz po wyjściu z niej, gdy jest napromieniowany. Chwilę by trwało, nim by się "wyzerował", zużywało by to też pewnie nieco energii, tak więc być może byłby podatniejszy na uszkodzenia (nie mógłby replikować pancerza, czyli się regenerować). "Wyzerowany" okręt Wraith musiałby też unikać nagłych zmian środowiska, które ujawniłyby jego pozycję. W każdym razie taka zdolność pozwoliłaby Wraith na organizowanie zasadzek, na czajenie sie, planowanie zaskakujących uderzeń i tak dalej. Kwestią zasadniczą błyoby tylko, jak długo zajmowałoby im "wyzerowanie sie" po wyjściu z nadprzestrzeni. Musiałyby robić to cholernie szybko, aby nie dać się okrętom Pradawnych, mających wiedzę o ich pozycji i będąc szybszymi.. Ale myślę, że nie trzeba dodawać w tej kwestii nic więcej. W momencie, gdy pradawni maja tak mało środków, a statki Wraith mają wyraźną, gigantyczną wręcz przewagę liczebna, z łatowścią można zaplanować operację wyjścia z nadprzestrzeni tak, by ukryć formację lub dwie.
Elementem niezbędnym jest broń. Tutaj chyba jakaś szczególna finezja nie jest potrzebna. Wymagane są tylko dwa jej rodzaje: do zdejmowania osłon i do niszczenia celów opancerzonych. Broń do zdejmowania osłon to majstersztyk-za pomocą małej ilości energii jesteśmy w stanie"rozbroić", osłabić z dużej odległości, spoza zasięgu wroga, rozproszyć punktowo znacznie silniejszą osłonę. Destabilizujemy ją tym strzałem, zmuszając do wydatkowania większej ilości energii. Z każdym kolejnym strzałem efekt się pogarsza. Nieważne jest, jak to działa-to poza naszym zrozumieniem. Po prostu tak jest. Ta bronią można zdjąć po dłuuugim ostrzale nawet osłony Atlantis-zakładając, że nie wymieni sie ZPM. Bez znaczenia będzie i ZPM-bo jeśli się go nie wymieni, to w końcu sam się zarżnie, zużyje, gdy będzie się czerpało więcej mocy niż może na raz dostarczyć (jego "nieskończoność" powinna bowiem polegać na okresie dostarczania energii, nie jej ilości).
Drugim rodzajem broni jest po prostu potężny distruptor, który przesyła taką ilość energii, by przeładować pancerz, daje on po prostu mu więcej energii, niż jest w stanie pochłonąć. Dziąłaniem więc nie odbiega od tego, co już jest w serialu. To połączenie broni energetycznej i kinetycznej-a więc bez zmian. Masakrator zużywający potężne ilości energii. Przy nim distruptor asgardu to betka (oczywiście nie ten, który dostaliśmy w "Unending", bo ten to już jest w ogóle jakąś przesadą

)
Tak więc teraz widzimy, w czym leży siła Wriath. Nie jest to ani wymyślne zbytnio, ani zbyt potężne. wpisuje się za to w obraz raczej mniej rozwiniętej rasy, ale za to posiadającej kilka atutów, pośród których liczebność jest najważniejsza. Jeśli dorzucimy do regeneracyjnego pancerza inne proste technologie, takie jak "pancerz reaktywny" w wykonaniu Wraith, to jest mający sieć małych punktów, gdzie składowana jest energia-drona po trafieniu w taki punkt wywoływałaby małą eksplozje która by ją zniszczyła. Jeśli do tego dodamy jeszcze podobną zdolność, którą już daliśmy pradawnym-to jest pochłanianie energii, ale pozwolimy, by okręty Wraith dokładnie umiały ja przesyłać, magazynować i przemieniać na energie do broni, napędu i regeneracji, otrzymamy system pasywnej ochrony więcej niż przyzwoity. Razem z reszta przedstawionych tu technologii otrzymujemy nową jakość. Wraith, którzy mogą podejść przeciwnika i walnąć mu w dupsko tak, że się będzie kurzyło.
Oczywiście, to wszystko wymagałoby znalezienia dla wraith jakiegoś naprawdę dobrego źrodła energii. I tu mam dwa pomysły:
-albo dajemy antymaterię w ilościach astronomicznych, lub wysysamy z palca jakiś minerał w stylu naquadrii (to drugie wyjątkowo do kitu)
-albo opracowujemy coś, czego jeszcze nigdzie nie było. Otóż można by dać Wraith generator, który utrzymywałby cienką membranę hierprzestrzenną albo jakiś inny tego typu bajer. Rozciągnięta taka "hiperstruna" do rozmiarów kilkudziesięciu metrów produkowałaby drgania, a te drgania energię. I to by nam wystarczyło. Nie jest to może ZPM, ale też może być. Jeśli miałbym wymyślić wygląd takiego urządzenia, postawiłbym na wieloramienny, nieregularny kryształ o kilkudziesieciu metrowych gabarytach w przypadku HSa, obrośnięty wriathowymi glutami.
Myślę, że tak wyposażone okręty Wrath-zwłaszcza HS-byłyby wyzwaniem tak dla nas, jak i Pradawnych. Gdyby jeszcze założyć, że draństwa mogą "jeść" asteroidy, by sie naprawić, a są "hodowane" z małych ziarenek i mając dostateczną ilość energii powstają w przeciągu tygodni-to mamy kwestie potęgi lifesuckerów z głowy. Bo pamiętamy chyba, że w "Spoils of war" dowiedzieliśmy się, że Wraith podpierniczyli ZPM, prawda? No więc mogli tych cudeniek użyć nie tylko do produkowania żołnierzy, ale również statków. Potęga pradawnych obrócona przeciwko im samym. Na ich własne życzenie.
taki HS-zarienko, zasilane ZPMem dorastałoby na przykład nie w ciągu roku, dwóch, ale na przykład w ciągu kilku dni, albo nawet godzin. HS instant.
Użytkownik Sakramentos edytował ten post 08.03.2008 - |23:25|
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung