Skocz do zawartości

Zdjęcie

Atlantis - Zrób to sam


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
123 odpowiedzi w tym temacie

#61 baloo

baloo

    Plutonowy

  • Użytkownik
  • 350 postów
  • MiastoWarszawa

Napisano 21.02.2008 - |23:57|

Sakramentos, po przeczytaniu twojego opisu zwalił się na mnie wielki napis Star Trek. Jakoś tak mi się to skojarzyło. No dobra właśnie przerabiam DS 9 i od razu przyszedł mi na myśl bielutki Defiant z dziuką po środku w której coś się kręci. Od siebie dodam, że lubię "złomowy" styl okrętów.
Pomysł na napęd ciekawy, chociaż nie jest to jeszcze napęd nieskończonego nieprawdopodobieństwa. Coś podobnego było w Nowym Horyzincie, który był już tutaj wspominany. W zasadzie można by pójść dalej i statek uczynić właśnie obracającymi się pierścieniami ( żeby było ciekawiej mniejszy byłby zawieszony wewnątrz drugiego, a nie stykał się z nim.), znaczy jeden pierścień - zewnętrzny byłby statkiem drugi napędem jak pisałeś.

Na mnie największe wrażenie wywarło pierwsze spotkanie z Omą, czyli ascedantem. Idąc tą ścieżką, według mnie Pradawni nie powinni mieć okrętów, tylko poruszać się po wszechświecie samodzielnie. Mówiłem wcześniej o osobistej sferze, może niezbyt dokładnie to wyjaśniłem.
Moim prywatnym wyobrażeniem Pradawnych jest rasa samotników, podróżników, myślicieli. Jak wnioskował Sakramentos propos medycyny.
Rozwoju cywilizacji nie mierzyłbym wielkością statków, miast, tylko zdolnościami pojedynczego przedstawiciela tej rasy w niesprzyjającym środowisku. Człowiek pozbawiony nagle cywilizacji nie jest lepszy niż jego odpowiednik sprzed 10 000 lat. Natomiast Pradawny posiadałby całą swoją cywilizacje w sobie (dalej pije do tej sfery), mógłby samodzielnie przekształcać środowisko, bez pomocy maszyn (ot wypuszczałby nanity). Chciałem przedstawić Pradawnego jako połączenie jednostki z całą wiedzą zdobytą przez jego rasę. Miałby być on niepojęty pod względem technologicznym, ale również społecznym i psychologicznym. Wiadomo trudno przedstawić niepojęte, bo nigdy nie poznaliśmy istoty dla nas niepojętej. (Dlatego mnie na przykład trochę rozczarowało zakończenie wątku Cieni w B5, obdarto je z całej "niepojętości" i nadano wymiar ludzki).

Chyba wrócę na ziemię z moimi fantazjami. Czyli z powrotem do statków. Dodam kilka uwag technicznych. Po pierwsze należy w końcu rozprawić się z dziedzictwem Star Treka, czyli wybuchające konsole i wygodne fotele. Czy te fotele mają inne przeznaczenie niż, aby siedzący spadał przy byle wstrząsie? W trakcie walki każdy powinien być przypięty do stanowiska, które powinny być bardziej kokpitami niż panelami stojącymi po środku sali. Dodatkowo przy pierwszej oznace problemów, statek powinien być dzielony na niezależne (podtrzymywanie życia) części- w razie czego chociaż jeden izolowany sektor by przetrwał, a nie trafienie i cała załoga nie żyje. Osłony na 20% i sypią się iskierki- ależ mnie to złości, osłony są albo ich nie ma. Są czyli zatrzymują całe uderzenie i nic w środku się nie dzieje, albo zostają przebite i [beeep] blada.

Miałem przestać bujać w obłokach, a nadal prawię o rzeczach z niemożliwych z przyczyn nieznanych.

Co do wyglądu pojazdów, nadałbym im charakter niestatkowaty. Podobnie jak hataki i statek złożony z klocków replikatorów są dość oryginalne. Jak zdecyduję się na konkretny koncept to go pewnie przedstawię.

Użytkownik baloo edytował ten post 21.02.2008 - |23:58|

  • 0

#62 Archan

Archan

    Starszy szeregowy

  • Email
  • 117 postów
  • MiastoSkwierzyna

Napisano 26.02.2008 - |19:39|

Hehe, większość tych pomysłów jest świetna i zdecydowanie lepsza od tego co nam zaserwowano. Ale co wtedy zrobić z juz nakręconymi prawie 4 pełnymi sezonami Atlantis i jeszcze paronastomi z ostatnich odcinków SG-1? Myślę że by trzeba trochę w tej dyskusji przejść z "jak byśmy sami nakręcili SGA" na "co możemy wymyslic by już istniejący SGA poprawić". Co do Auror: głupio że scenarzyści dali tylko jeden rodzaj statków dla Pradawnych. Co do ich wyglądu z kolekcji "cóś plus złom" to by można wyjaśnić to że pradawni nie było rasą wojowników, i po natknięciu się na wraith przerobili istniejące (i prawdopodobnie ładne i zgrabne) statki badawczo-transportowe na wojenne. Czyli tu coś dodali, w stylu wzmocnień, tarcz czy osłon, tam coś wywalili <jak np. ładne ale niepraktyczne osłony z zewnątrz>. Ale powinni z biegiem czasu budować coś lepszego. Może jeszcze coś się pojawi, to że asuranie nic nie wymyslili nowego, nic nie znaczy, może pomysł z replikatorami padł jak jeszcze Aurora (czyli latająca prowizora) był dominującym projektem pradawnych. I ci się go trzymali. A użycie dron w takiej przeróbce było najlepszym rozwiązaniem, w końcu z dronami jest jak z rakietami, wystarczy zasobnik i układ kontrolny (krzesło). a zamontowanie broni energetycznej może wymagać dużo większych zmian konstrukcyjnych. A po tym jak wraight zaczęli polować na aurory by skubnąć ich zpm, mogło chwile potrwać zanim pradawni wymyślili jakieś alternatywne żródło zasilania, nie tak uniwersalne i przenośne. A (o ile się nie myle, bo nie pamiętam dokładnie) wraight zaatakowali atlantis, w czasie kiedy ich flota była daleko. Skoczki: W czasie pokoju skoczki mogły być w wielu rodzajach. A te co zostały na atlantis to wersja podstawowa. zwiadowczo-transportowa. Reszta mogła być z flotą, mysliwce tak samo. A ambulatorium pradawnychmoże być wciąż na pokładzie atlantis. Ale dla nas może być: primo: nieprzydatne, bo oparte na tej samej technologii co starożytne urządzenie leczące pradawnych
secundo: łazimy cały czas koło niego, może nawet mamy tam jakiś magazyn, ale nie wiemy że tam jest.
tercio: Zostało uszkodzone po zalaniu atlantydy i nie wiemy o jego istnieniu.

A moje pomysły co do atlantis? że sparafrazuje J.F.K: Nie pytajmy się co Atlantis może zrobić dla Ciebie, ale co Ty możesz zrobić dla atlantis :P
Nie możemy zasilić osłony atlantis? cóż. Co za pech. to choć umocnijmy główną wieżę i pare innych najbardziej wrażliwych punktów osłonami Asgardu. Do tego by nie polegać tylko na dronach jako broni, dodajmy pare promienników Asgardu, może parenaście dział z Ha'taka (jestesmy w końcu w tym sojuszu z Jaffa czy nie?) aprzeciw dartom zestawy uzbrojenia przeciwlotniczego ze starych, dobrych ziemskich fregat Aegis. Jak one są w stanie zestrzeliwać rakiety atakujące fregaty, to myśle że sobie poradzą z dartami. Jeśli trzeba to sprząc te uzbrojenie z czujnikami Atlantis, na wypadek gdyby Darty były niewidzialne dla ziemskich radarów. A skoro pradawni nie raczyli zostawić nam mysliwskie skoczki, to czemu sami nie przerobimy ze dwa, w końcu jest pare tych uszkodzonych. Jeśli wywali się przedział ładunkowy, to całkiem sporo miejsca na uzbrojenie zostaje. A jakby nie patrzeć to ziemskie sidewindery radzą sobie niewiele gorzej od dron z dartami. Może jeszcze by się znalazło troche miejsca na hellfire czy działko M134 aby posprzątać na ziemi.

Użytkownik Archan edytował ten post 26.02.2008 - |19:43|

  • 0
War..War never changes

#63 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 27.02.2008 - |11:54|

. A jakby nie patrzeć to ziemskie sidewindery radzą sobie niewiele gorzej od dron z dartami.


było to gdzieś w serialu?? :blink:;

wszystko zależy od tego jakie przeciążenia wytrzymuje konstrukcja darta; pilot nie jest problemem, bo Warith są wytrzymalsi od ludzi i poza tym mają(tak się) domyślam technologię tłumików inercyjnych; niech ktoś mnie poprawi jeśli się mylę, ale sidwindery wytrzymują chyba koło 50g; nie wiem jak izraelskie Pythony(wydaje mi się, że były bardziej manewrowne niż amerykańskie konstrukcje);
  • 0
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#64 Archan

Archan

    Starszy szeregowy

  • Email
  • 117 postów
  • MiastoSkwierzyna

Napisano 27.02.2008 - |12:08|

Sidewindery użyłem jako zamiennika rakieta AA. A co do starcia ziemska rakieta vs dart, to zdaje się nasze f-302 strzelały z dobrym skutkiem do dartów. A (nie pamietam dokładnie ale chyba gdieś w sg-1) było powiedziane ze f-302 są wyposażone w zmodyfikowaną wersje sidewinderów. Ale nie jestem w ogóle tego pewien.
  • 0
War..War never changes

#65 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 08.03.2008 - |20:56|

Archan zwrócił uwagę na coś ważnego: absolutną pasywność scenarzystów jeśli chodzi o implementowanie technologii już posiadanej w innych dziedzinach, niż BC.

Przesławnym pytaniem z gatunku 'nie-zadawaj-ich-jeśli-nie-chcesz-być-zjedzony" jest: dlaczego Asgard nie dał nam jakiegoś ZPM, dlaczego sami nie zbudowaliśmy takiego, gdzie są plany ZPM itd? Zastanawiające jest, że z jednej strony scenarzyści uparcie twierdzą, że nie ma możliwości zasilania miasta w inny sposób, niż ZPM aby wszystko działało i nic innego zapotrzebowań energetycznych pokryć nie może. Z drugiej jednak strony pokazuje się ZPM jako szybko padającą bateryjkę, z której moc może zabrać byle g ówno za przeproszeniem.

O ZPM już pisałem, zresztą jest o tym cały osobny temat na tym forum gdzieś tam. Nie o to mi tutaj chodzi, żeby znowu poruszać ten wątek, ale by zapytać, dlaczego, skoro scenarzyści są na tyle odważni, by dać ludziom broń asgardu, nie chcieli zwiększyć ich kontrybucji w samym Atlantis?

Chciałem to poruszyć apropos innego tematu, mianowicie fabularnych niedoróbek, ale nadarza się niezła okazja. Już chyba z dwa razy na tym forum narzekałem, jak to zmarnowano potencjał postaci Hermioda. W praktyce był on takim boyem hotelowym: "Szanownemu panu potrzebny jest transport na planetę? służę uprzejmie". Absolutny skandal. Wraz z pojawieniem się Hermioda powinny w serialu zajść poważne zmiany, asgard powinien zagnieździć się na dobre i mieszać się w zarządzanie placówka po swojemu, a Hermiod powinien być często używaną postacią, jeśli nie należącą do main cast. Asgard to w końcu jedna z ras przymierza; tymczasem wygląda na to, że oddali nam Atlantis ot tak i nie mieli ŻADNEGO zainteresowania rzeczami które dzieją się w Pegazie. Między wierszami można się doczytać, że co najmniej raz Asgard odwiedzili Atlantis, ale jakim cudem scenarzyści zadecydowali, że ważniejszy od tego jest kolejny gag Sheppard-McKay-nie wiem. Jest to dla mnie nie do pojęcia.

Asgard nie tylko powinien występować aktywnie wśród bohaterów serialu, ale również powinien pomóc nam w wielu kwestiach. Moim zdaniem powinno się pokazać nasze poznawanie miasta tak, by od momentu pojawienia się Hermioda rozpocząć skokowy postęp w opanowywaniu technologii Pradawnych. Powinny pojawić się programy-wyszukiwarki informacji, powinniśmy dopiero wtedy zyskać dostęp do baz danych i tak alej. To Hermiod powinien zajmować się racjonalizacją dystrybucji energii, on też powinien być wyrocznią w wielu kwestiach naukowych, a nie jakaś małpa McKay. Intelekt asgardzki jest kilka razy większy od ludzkiego, McKay może sie skichać a nie mu dorównać.

Mam też swoje zdanie na temat "weilkiego wejścia' w pełni działającego ZPM na Atlantis. Uważam to za kardynalny błąd, że pozwolono odnaleźć nam takie urządzenie. Nie chodzi o to, że było to możliwe, ale w jaki sposób tego dokonano. Odcinki "Moebius" z SG-1 opowiadające o tym wydarzeniu to jakaś granda, może i zabawne, ale urągają jak na mój gust zdrowemu rozsądkowi i są absolutnie nie tym, czego oczekiwałem na zakończenie wątku o goa'uld.

Znacznie ciekawiej by było, gdyby to Asgard przyszedł nam z pomocą w kwestii ZPM. Mają w końcu dostęp do banku wiedzy Pradawnych i nie są w ciemię bici. Sadzę, że mogliby skonstruować urządzenie będące choćby namiastką ZPM. W mojej wersji wydarzeń wyglądałoby to tak, że Dedal zostaje od początku przystosowany do korzystania z nowego źródła energii, przybywa do Pegaza podczas "The Siege part III" i przenosi do miasta nie ZPM, ale taką wtyczkę, za pomocą której będzie można przesyłać energię z siłowni Dedala na planetę. Byłaby ona kompatybilna z interfejsem ZPM, ale byłaby tworem asgardzkim. W założeniu wtyczka to wtyczka, a generator będący prymitywną wersją ZPM mógłby być potem przeinstalowany do miasta w wolnym czasie. Naturalnie byłby znacznie większy niż normalny ZPM i nie dostarczałby tyle energii, przez co nie byłoby zaskoczenia przemieszanego z niesmakiem, gdyby okazało się, że zaraz się wyczerpie. Bo po prostu mielibyśmy do czynienia z asgardzkim prototypem, niekoniecznie będącym tak zaawansowanym rozwiązaniem jak ZPM.

Takie wyście techniczno-fabularne dałoby nam wygodne tłumaczenie ciągłej niemocy ZPM, naszą dążność i zdolność do zbudowania nowego w krótkim czasie (trzeci sezon) oraz pozwoliłoby na pokazanie, co potrafi miasto na pełnym gazie w odpowiedni sposób, to jest dopiero po tym jak Pradawni powróciliby do niego w połowie 3-go sezonu. Dopiero wtedy moglibyśmy sobie pozwolić na puszczanie światełek na maksa, jak to widzimy od dłuższego czasu w serialu.

Zastanawia też brak przenoszenia technologii z naszej galaktyki do Atlantis. Nie obchodzi mnie to, że nie chciano mieszać seriali, to głupie tłumaczenie. Takie rzeczy jak zaty są raczej przydatne, staffy może nie są w warunkach bojowych lepsze niż nasza broń, ale w przeciwieństwie do niej staffy są w stanie przebić się przez pancerz. Poza tym jakieś granaty ogłuszające, broń treningowa itp. Tego nie ma, i to rozczarowuje. A przecież tak naprawdę dużo tego sprzętu którego możemy zastosować nie ma, więc nie można mówić o tym, że plan zostałby nimi zasypany.

Archan też zadał inne pytanie-dlaczego nie zainstalowano generatorów pola Asgardu na Atlantis. Ich technologia radzi sobie całkiem nieźle podczas potyczek w przestrzeni z Wraith, więc o co chodzi? Jasne, że z osłonami Atlantis równać się nie mogą, ale zawsze to jakiś backup. Poza tym jakby Asgard łaskawie sami przylecieli i zatroszczyli się o stan miasta problemu by chyba nie było.

Wracając do tematu Atlantis zastanawia mnie, dlaczego znaleźliśmy skoczki,a nie znaleźliśmy jakichś zdalnych sond czy innych urządzeń umożliwiających badanie tego, co jest po drugiej stornie Wrót. Chyba Pradawni nie zaglądali codziennie na wszystkie planety, więc powstaje pytanie, skąd mieli zawsze pewność, że nie wejdą w jakieś bagno? Jeśli otrzymywali informacje poprzez Wrota, powinno sie o tym wspomnieć.

Gdy założyłem ten temat, miałem ogólny zarys topiców, które chcę poruszyć. Omówiliśmy już podstawowe rzeczy, czyli technologię Pradawnych oraz miasto, jak też pokrótce ich twórców. Pogawędziliśmy sobie o okrętach Pradawnych, ponarzekaliśmy na nasze zabawki. Teraz myślę, że czas jest kopsnąć się na inne tematy, które mnie osobiście irytują. Są to trzy tematyki: galaktyka pegaza, życie w niej, rasy oraz rozwój ludzkości na tym tle; Wraith-jako przykład spapranego przeciwnika będącego czymś wtórnym i zbędnym, oraz replikatory-koncept, wykonanie, sensowność. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi za złe że powoli zacznę się przerzucać na te tematy-po prostu już wyczerpałem swoją pomysłowość w stosunku do Pradawnych... Tak jak scenarzyści po dwóch sezonach SGA ;)

Next time: Wriath, czyli jacy powinni być goście, którzy pokonali Pradawnych? Zagadnienie obejmuje biologię, historię rasy oraz technologię... a więc bajdurzenia ciąg dalszy. Będziemy coraz bardziej chyba zbaczać na pole alternatywnej wizji SGA, ale cóż. Takie były moje założenia.
  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#66 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 08.03.2008 - |21:15|

Next time: Wriath, czyli jacy powinni być goście, którzy pokonali Pradawnych?


to proste: bardziej, do jasnej cholery, zaawansowani technologicznie ;); i chciałbym mieć jakiś konflikt ideologii nie typu Ori vs. Alteranie, ale raczej Cienie vs. Vorloni;
  • 0
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#67 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 08.03.2008 - |23:08|

inwe, tą prośbę mogę spełnić od ręki.

Zakładając, że uwzględniamy już to, co jest w tym temacie-to jest obraz Pradawnych oraz ich technologię, wpadłem na kilka prostych pomysłów, jak dodać nieco potęgi nieszczęsnym lifesuckerom.

Generalnie zachowane zostaną te same proporcje i wady technologii Wriath-to jest brak osłon, kiepski hipernapęd, organiczność. Ale za to dostaną coś więcej niż tylko mocna broń.

Zacznijmy od pancerza. Jest on jakby nie było, ostatnią linią obrony okrętu. W przypadku technologii Pradawnych może się wydawać, że to nic nie pomoże, ale...
Przypomnę, z czym Wriath mają do czynienia wg. tego tematu:
-potężne beamy energii, mega-lasery, potrafiące oktęt przeciać w pół.
-pociski energetyczne, które niczym galareta przylepiają się do powłoki i zżerają, obracając siłę wiązań atomowych pancerza przeciwko niemu samemu, zamieniając go w materiał eksplodujący
-drony, przelatujące przez osłony (nie ma wiec sensu rozwijanie podobnej technologii), zawsze trafiają do celu, nie da sie ich zmylić ani oszukać, modulowana siła eksplozji od malutkiej w stylu petardy do potężnej, licznej w setkach ton TNT-może być taka eksplozja "rozlazła" albo skupiona w małym punkcie. Drona ignoruje efekt próżni, tj. i tak ma fale uderzeniową, jeśli chce. Wogóle moduluje swoją siłę i przechodzi przez wszystko jak przez masło.
-broń przejmująca kontrole nad mechanizmami okrętu.

Jeśli chodzi o broń pradawnych, która przyczepia się do pancerza i zamienia go w siebie, to jest w energię i potem eksploduje ("pożerając "pancerz) to już o tym pisałem. Podstawą jest opracowanie czegoś, co jest tak naprawdę słabe, a nie mocne. Wtedy trafienie taka bronią nie jest tak zabójcze. Gdyby ten typ broni, nazwijmy go Wżeraczem, trafiłby w pancerz okrętu Pradawnych, spowodowałby katastrofalne skutki, gdyż taki pancerz jest dla niego nautralnym celem. Jedno trafienie zapewne zeżarło by w mig cały skoczek, zamienając go w energię (bum!). Tymczasem dzięki temu, że pancerze Wraith są raczej słabe pod tym względem (nie opierają się na zdolności pochłaniania, ignorowania strzałów), zagrożenie zostaje w gruncie rzeczy wyraźnie ograniczone. To jednak powoduje, że bronie Tauri robia rzeź-strzał z rakiety i nie ma darta.

Jeśli chodzi o MegaLasery, ML ("Defiant one"), to tutaj obrony nie ma i jest klops. Jak sie napatoczymy pod takie działko, to leżymy i kwiczymy. Kroją nas żywcem.

Jeśli chodzi o broń przejmującą kontrolę, nazwijmy to Przjemujką, to kontrę już opisałem-jest nimi biologiczność okrętów Wraith.

Co do dron Pradawnych, w serialu za osłonę służyły darty. Ale to chyba trocchę prymitywne. Nie wyobrażam sobie, by Wraith poświęcali swoich pilotów w czasie wielkiej wojny z Pradawnymi tak chętnie. To trochę nieekonomiczne. Dlatego wpadłem na prosty pomysł, będący logicznym rozwinięciem tej samej idei. Otóż w kadłubie okrętu Wraith mamy setki małych Dron Wraith, dajmy na to wielkości monitora piętnastocalowego. Pewnie spora część tych DW (dron wraith) jest ułożona warstwami na kadłubie. W momencie, gdy są potrzebne, odłączają się one i działają jako aktywna osłona okrętu. Nie są automatyczne, choć mają szczątkową inteligencję-są sterowane z okrętu przez telepatów. Dlatego też nie mogą odejść zbyt daleko od okrętu. Za to taki HS ma ich po prostu tysiące, choć niekoniecznie więcej, niż okręt pradawnych dron. Każdy z DW to szybki pocisk kinetyczny, który krąży wokół statku-matki i tworzy barierę, o którą rozbijają się drony. To taka anty-drona. Nie dość, że świetnie się w tej roli spisuje, to jeszcze broni przed atakami kamikadze.
Oczywiście mimo wszystko nadal drona ma przewagę nad DW. Ale za to Wriath mogą łączyć swoje DW z różnych okrętów, tworząc bariery. Nie ejst to obrona idealna i o 100% skuteczności, ale lepsze niż nic.

Dalej, jeśli chodzi o pancerz, istotna jest technologia regeneracji. Tutaj na plan wkracza technologia, która nie ma nazwy, a jest takim miksem "magicznej fasolki" oraz replikatora. Zasada działania jest taka; mając energię jesteśmy w stanie zreplikować uszkodzenie. odbywa się to nie jak u Asgard-przy błysku światła, lecz w formie przyśpieszonego rozwoju tkanki. Zasada jest generalnie taka sama w obu przypadkach, ale wygląda to inaczej. To jest replikator biologiczny. Diablo skuteczny.

Jest jeszcze jeden system obrony okrętu, a składają się na niego teleportacyjne wiązki Wraith. Tu akurat zakładam, że transporter Wraith działa na innej zasadzie niż "startrekowy" asgardzki. Wolałbym, by Wraith transporter dział na zaasadzie zwijania przestrzeni, czegoś w stylu osławionych kreskówkowych "pomniejszaczy", jeśli taka alegoria jest wam bliższa. Generlanie chodzi o to, że pakują one materię i energię do bardzo małej objętości, zawieszając jej fukcjonowanie, gdyż w takiej postaci nie mogą funkcjonować.
Tak więc transportery można użyć jako obrony. Coś na nas leci, to wtedy możemy to zapakować do bufora, a potem bufor zniszczyć, gdy sie napełni (jak z wyrzucaniem pełnego kurzu worka z odkurzacza). Oczywiście pozostaje kwestia, na co taka technologia by działała. Na drony? Na pociski energetyczne? Czy tylko na ziemskie badziewie? Kwestia do przemyślenia. Oczywiście bardzo prostym wyjściem dla Pradawnych byłoby strzelanie specjalnymi dronami które dałyby się "połknąć", a tymczasem miałyby w środku mała niespodziankę trans-wymiarową, która by transporter wraith rozwalała po połknięciu.

Mamy i obronę i mamy pancerz, mamy regenerację. Ale nadal nie daje nam to przewagi nad Pradawnymi, aby zwyciężyć w bitwie... No cóż, należy więc dać coś, co widocznie zbalansuje potęgę. Otóż myślę, że należałoby okręty Wraith...wyzerować sensorycznie. To jest sprawić, by były niewidzialne dla przeciwnika. Nie maja żadnego profilu, sygnatury, nic. Jakby ich nie było, nawet nie dają cienia grawitacyjnego. W ten sposób mogłyby podejść na bliską odległość niezauważone i zrobić swoje.

Oczywiście ta technologia miałby "wraihtowskie" ograniczenia. Mianowicie okręt byłby widoczny w czasie lotu w hiperprzestrzeni oraz po wyjściu z niej, gdy jest napromieniowany. Chwilę by trwało, nim by się "wyzerował", zużywało by to też pewnie nieco energii, tak więc być może byłby podatniejszy na uszkodzenia (nie mógłby replikować pancerza, czyli się regenerować). "Wyzerowany" okręt Wraith musiałby też unikać nagłych zmian środowiska, które ujawniłyby jego pozycję. W każdym razie taka zdolność pozwoliłaby Wraith na organizowanie zasadzek, na czajenie sie, planowanie zaskakujących uderzeń i tak dalej. Kwestią zasadniczą błyoby tylko, jak długo zajmowałoby im "wyzerowanie sie" po wyjściu z nadprzestrzeni. Musiałyby robić to cholernie szybko, aby nie dać się okrętom Pradawnych, mających wiedzę o ich pozycji i będąc szybszymi.. Ale myślę, że nie trzeba dodawać w tej kwestii nic więcej. W momencie, gdy pradawni maja tak mało środków, a statki Wraith mają wyraźną, gigantyczną wręcz przewagę liczebna, z łatowścią można zaplanować operację wyjścia z nadprzestrzeni tak, by ukryć formację lub dwie.

Elementem niezbędnym jest broń. Tutaj chyba jakaś szczególna finezja nie jest potrzebna. Wymagane są tylko dwa jej rodzaje: do zdejmowania osłon i do niszczenia celów opancerzonych. Broń do zdejmowania osłon to majstersztyk-za pomocą małej ilości energii jesteśmy w stanie"rozbroić", osłabić z dużej odległości, spoza zasięgu wroga, rozproszyć punktowo znacznie silniejszą osłonę. Destabilizujemy ją tym strzałem, zmuszając do wydatkowania większej ilości energii. Z każdym kolejnym strzałem efekt się pogarsza. Nieważne jest, jak to działa-to poza naszym zrozumieniem. Po prostu tak jest. Ta bronią można zdjąć po dłuuugim ostrzale nawet osłony Atlantis-zakładając, że nie wymieni sie ZPM. Bez znaczenia będzie i ZPM-bo jeśli się go nie wymieni, to w końcu sam się zarżnie, zużyje, gdy będzie się czerpało więcej mocy niż może na raz dostarczyć (jego "nieskończoność" powinna bowiem polegać na okresie dostarczania energii, nie jej ilości).

Drugim rodzajem broni jest po prostu potężny distruptor, który przesyła taką ilość energii, by przeładować pancerz, daje on po prostu mu więcej energii, niż jest w stanie pochłonąć. Dziąłaniem więc nie odbiega od tego, co już jest w serialu. To połączenie broni energetycznej i kinetycznej-a więc bez zmian. Masakrator zużywający potężne ilości energii. Przy nim distruptor asgardu to betka (oczywiście nie ten, który dostaliśmy w "Unending", bo ten to już jest w ogóle jakąś przesadą ;) )

Tak więc teraz widzimy, w czym leży siła Wriath. Nie jest to ani wymyślne zbytnio, ani zbyt potężne. wpisuje się za to w obraz raczej mniej rozwiniętej rasy, ale za to posiadającej kilka atutów, pośród których liczebność jest najważniejsza. Jeśli dorzucimy do regeneracyjnego pancerza inne proste technologie, takie jak "pancerz reaktywny" w wykonaniu Wraith, to jest mający sieć małych punktów, gdzie składowana jest energia-drona po trafieniu w taki punkt wywoływałaby małą eksplozje która by ją zniszczyła. Jeśli do tego dodamy jeszcze podobną zdolność, którą już daliśmy pradawnym-to jest pochłanianie energii, ale pozwolimy, by okręty Wraith dokładnie umiały ja przesyłać, magazynować i przemieniać na energie do broni, napędu i regeneracji, otrzymamy system pasywnej ochrony więcej niż przyzwoity. Razem z reszta przedstawionych tu technologii otrzymujemy nową jakość. Wraith, którzy mogą podejść przeciwnika i walnąć mu w dupsko tak, że się będzie kurzyło.

Oczywiście, to wszystko wymagałoby znalezienia dla wraith jakiegoś naprawdę dobrego źrodła energii. I tu mam dwa pomysły:
-albo dajemy antymaterię w ilościach astronomicznych, lub wysysamy z palca jakiś minerał w stylu naquadrii (to drugie wyjątkowo do kitu)
-albo opracowujemy coś, czego jeszcze nigdzie nie było. Otóż można by dać Wraith generator, który utrzymywałby cienką membranę hierprzestrzenną albo jakiś inny tego typu bajer. Rozciągnięta taka "hiperstruna" do rozmiarów kilkudziesięciu metrów produkowałaby drgania, a te drgania energię. I to by nam wystarczyło. Nie jest to może ZPM, ale też może być. Jeśli miałbym wymyślić wygląd takiego urządzenia, postawiłbym na wieloramienny, nieregularny kryształ o kilkudziesieciu metrowych gabarytach w przypadku HSa, obrośnięty wriathowymi glutami.

Myślę, że tak wyposażone okręty Wrath-zwłaszcza HS-byłyby wyzwaniem tak dla nas, jak i Pradawnych. Gdyby jeszcze założyć, że draństwa mogą "jeść" asteroidy, by sie naprawić, a są "hodowane" z małych ziarenek i mając dostateczną ilość energii powstają w przeciągu tygodni-to mamy kwestie potęgi lifesuckerów z głowy. Bo pamiętamy chyba, że w "Spoils of war" dowiedzieliśmy się, że Wraith podpierniczyli ZPM, prawda? No więc mogli tych cudeniek użyć nie tylko do produkowania żołnierzy, ale również statków. Potęga pradawnych obrócona przeciwko im samym. Na ich własne życzenie.

taki HS-zarienko, zasilane ZPMem dorastałoby na przykład nie w ciągu roku, dwóch, ale na przykład w ciągu kilku dni, albo nawet godzin. HS instant.

Użytkownik Sakramentos edytował ten post 08.03.2008 - |23:25|

  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#68 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 17.03.2008 - |15:30|

Widzę tutaj naprawdę wielki odzew odnośnie Wraith :huh:

Wiec może zaproponuję coś odnośnie i Wraith i Pradawnych.
Robienie i z jednych i z drugich debili nie wychodzi serialowi na dobre, to wie jednak każdy. Co więc powiecie na taki pomysł: Wraith nie są głąbami pozbawionymi szybkich hipernapędów. Tak naprawdę, to mają je całkiem niezłe. Co prawda muszą wyskoczyć co pewien czas, by dać okrętom odpocząć, ale ich osiągi nie odbiegają zbytnio od reszty zaawansowanych ras. W istocie ich hipernapędy na krótkich dystansach są nawet szybsze niż te, którymi dysponowali Pradawni. Ale okupują to koniecznością robienia przystanków i odpoczynku "odpromieniowania" się. I wtedy można nadrobić dystans do nich stracony.

Ale Pradawni zanim odeszli postarali się, by Wraith nie mogli podążyć za nimi, czy gdziekolwiek indziej. Po prostu zamknęli galaktykę Pegaza w bąblu zaburzonej hierprzestrzeni. Wysadzili kilka min zaginających przestrzeń, które w ciągu kilku lat spowodowały zniekształcenie hyperspace wokół Pegaza, uniemożliwiając statkom Wraith pościg za Pradawnymi, którzy naturalnie dysponowali technologią pozwalającą tą barierę ominąć. Z powodu tej bariery Asgard nie był w stanie nam na początku pomóc w locie na Atlantis i musieliśmy poczekać, aż rozwiążą ten problem, ulepszając hipernapędy.

Natomiast co do samego konceptu Wraith jako rasy, o jest on również rozczarowujący, gdy się o tym chwilę pomyśli. To miał być cholernie żywotny organizm żywiący się siłą życiowa ludzi, tak? Na początku sprawiali nawet wrażenie w miarę odpornych i potężnych, ale wkrótce okazało się, że kasujemy ich szybciej niż siebie samych. To oczywiście scenariuszowa przesada. Ale nie to mi tak naprawdę przeszkadza.

To co mnie uwiera najbardziej, to biologia Wraith. Skoro żywią się siłą życiowa, to po co uzależniać ich od tlenu, ciśnienia atmosferycznego? Moim zdaniem Wraith po osiągnięciu dojrzałej formy powinien żywić się tylko w jeden sposób i reszta jest mu do szczęścia niepotrzebna. Nie ma płuc, zanikają, zostają tylko małe worki służące mu do komunikacji werbalnej. Natomiast sam proces odżywiania się polega na absorbowaniu bliżej niesprecyzowanej energii produkowanej w ciele ludzkim, która to energia jest jakoś powiązana z potencjalnymi "ascendacyjnymi" mocami, takimi jak telekineza, telepatia etc. To ten sam rodzaj siły, która potrzebują Ori. Wriath miałby wewnątrz swojego ciała specjalny organ przechowujący nagromadzoną siłę życiowa i dystrybuujący ją. Zniszczenie go powodowałoby natychmiastową śmierć. Nawet martwy Wraith mógłby przez dłuższy czas móc przechowywać tą energie, powoli degradująca się, tak więc nawet trupy miałyby dla Wraith pewna wartość i nie zostawialiby poległych towarzyszy tak beztrosko. Nadto taki "trup" mógłby powstać z martwych o własnych siłach nawet kilka razy, w zależności od tego, jak wiele energii zgromadził. Zniszczenie tkanki dla Wraith problemem nie jest. Nawet strzał z amunicji dum dum prosto w głowę nie powodowałby śmierci. Ciało zregenerowałoby się w całości, powołując do życia nową jednostkę Wraith, z wyczyszczonym mózgiem-gdyż stary został zniszczony. Za to Wraith zostaliby wyposażeni w bazowe instynkty, które pozwalałyby im funkcjonować jako drapieżniki nawet po takiej mentalnej kastracji-najpewniej jako drony.

Co do rozmnażania, królowa miałaby zdolność programowania swoich"dzieci" genetycznie, nadając im pewne zdolności, profile, umiejętności czy podstawy do rozwijania pewnych cech charakteru. Oczywiście w pełni świadome jednostki, nie będące dronami musiałyby mieć większy limit wolnej woli, ale generalnie każdy rój byłby wierny swojej królowej "z urodzenia". Zabicie tej królowej niszczyłoby wieź, spajającą ich posłuszeństwem i zostawałoby tylko przyzwyczajenie czy wspólny cel. W przypadku Michela zmiana w człowieka a potem z powrotem w Wraith spowodowałaby zniszczenie genetycznego mechanizmu podporządkowania i instynktu.

Wraith mogliby przeżyć całkiem spory czas w próżni dzięki sowim zdolnościom do regeneracji, zależnych od tego, ile lifeforca by zgromadzili. Niestraszne by były im nieprzyjazne środowiska, inny skład atmosfery itp. Od tego byliby praktycznie niezależni. W razie potrzeby ich ciało przystosowałoby się do nowego ciśnienia i warunków, chroniąc środowisko wewnątrz zupełnie naturalnie. Coś jak "absolutna osmoza".

Użytkownik Sakramentos edytował ten post 17.03.2008 - |15:32|

  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#69 Archan

Archan

    Starszy szeregowy

  • Email
  • 117 postów
  • MiastoSkwierzyna

Napisano 19.03.2008 - |14:51|

Hmmm... Jeśli chodzi o Wraith i koncepcje jak mogli by wyglądać gdybym to ja projektował od początku SGA...
W ogóle mi się nie podoba pomysł z siłą życiową. Ja bym z Wraith zrobił raczej rase podobną Yuuzhan Vongów z Gwiezdnych Wojen. Nie wampirów... Ale potężną rasę, nienawidzącą techniki bardziej skomplikowanej od najprostszych narzędzi, mających wszystkie inne istoty za podrzędne gatunki z woli bogów będące im podporządkowane. Używają jedynie BIOTECHNOLOGII (tak jak "nasi" wraith), ale na daleko bardziej zaawansowanym poziomie. Używają mnóstwa hybryd, np. zamiast holowyświetlaczy stado świetlików. Ludzi Używaliby jako ofiar dla swoich bogów, jako niewolników i jako surowca do budowy swoich broni i użądzeń biotechnologicznych. Oraz żołnierzy. Sami wraith by mieli być potężnymi i cięzkimi do zniszczenia przeciwnikami, ale mięso armatnie, znacznie liczniejsze mogło by być na poziomie dzisiejszych Wraith. Cywilizacja Wraith byłaby w stanie upadku, byłaby cieniem samej siebie, bo w czasie wygranej wojny z PRADAWNYMI by poniesli ciężkie straty, które prawie wyniszczyły tą rasę. I od tamtej pory nie łączyli by BIOtechnologii z technologią ze względu na jakies tam zaszłości historyczne i technofobie. Dlatego byliby nie tak potężni. A odkrycie że Ziemianie używają technologii Elantrian by spowodowało że Wraith byliby na ścieżce świętej wojny.
  • 0
War..War never changes

#70 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 19.03.2008 - |16:13|

To co mnie uwiera najbardziej, to biologia Wraith. Skoro żywią się siłą życiowa, to po co uzależniać ich od tlenu, ciśnienia atmosferycznego?


pochodzą częściowo od ludzi, czyli zostały im pozostałości jakieś ewolucyjne;
czyli IMHO rozwiązaniem jest porzucić cały ten ewolucyjny bagaż i powiedzieć, że nie muszą oddychać, a ich ciała są zupełnie odporne na ekstremalne warunki, oczywiście tym samym porzucamy podobieństwo do człowieka;

moim zdaniem ciekawe by było, gdyby Wraith nie byli Wraith, a dokładniej to co uważamy za Wraith nie było nimi w istocie;

spójrzmy na taki scenariusz:
Wraith nie wyewoluowali na planecie, ale w jakimś obłoku międzygwiezdnym; statki naszych Wraith to ci właściwi Wraith; rasa statków stworzyła sobie sobie humanoidalnych służących, którzy by dbali o statki, przynosili żarło etc.(czyli coś na kształt naszych(ludzkości) pomysłów cyborgizacji, czyli zastępowania naturalnie wykształconych organów tworami sztucznymi, aczkolwiek(bo "sztuczne", zazwyczaj ma znacznie pejoratywne) lepszymi); w związku z tym atrofii uległy organy początkowo za to odpowiedzialne i teraz oba gatunki w żyją w swoistej symbiozie;

Użytkownik inwe edytował ten post 19.03.2008 - |16:17|

  • 0
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#71 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 19.03.2008 - |17:08|

inwe, działasz mi ostatnio na nerwy. Ukradłeś mój pomysł! Ty...! :( a przynajmniej jego część.

A tak na serio,myślałem podobnie. Tylko że zanim zacząłem rozważać koncept wraith zastanawiałem się nad maksymalnie oryginalnym i dziwnym konceptem alienów natywnych dla Pegaza. Tylko że ja nie widziałem ich środowiska naturalnego w masywnych, gęstych mgławicach-choć to fajny pomysł-tylko szukałem go na chłodnych pozostałościach po gwiazdach. Koncept tej rasy bł prosty-nie składjaą sie z normalnej materii, ale raczej z plazmy, mają spore gabaryty i kształt "ognistych węży". ich statki byłyby podobne do owadoidów, z tym że byłby to taki stelaż, w środku byłoby wyraźnie widoczne środowisko tychże obcych, chronione polami siłowymi. świeciłyby się jak bombki.

Rasa ta nie pojmowałaby konceptu, iż mogą żyć na tych skałkach krążących dookoła nich jakieś myślące istoty, dla nich myśląca istota wyglądałaby i zachowywałaby się zupełnie inaczej. Pradawni po przybyciu do Pegaza nie zaobserwowaliby na początku tychże obcych. Ci z kolei traktowaliby Pradawnych raczej jak sprytne zwierzęta, a nie istoty myślące. Kolonizowaliby kolejne gwiazdy, przyśpieszając ich ewolucję, w efekcie niszcząc układy planetarne i życie na planetach, które "zasadzili" Pradawni. Rzecz doprowadziłaby do konfliktu, który odwróciłby uwagę Pradawnych od takich błahostek, jak Wraith, którzy urośliby w siłę i korzystając z faktu, że P mieli ważniejszego przeciwnika na głowie-zajęli galaktykę. P udałoby się w końcu jako-tako porozumieć z "gwiazdowcami" i wynegocjować pokój. Ze względu na długowieczność tych istot i zupełnie inny sposób ich myślenia to zawieszenie borni trwałoby aż do momentu,w którym Tauri wkroczyliby do galaktyki. Gwiazdowce mieliby być tez prawdziwym powodem, dla którego Pegaz został odcięty od hieperprzestrzeni.

Także fakt, że Pegaz był pozbawiony życia byłby zasługa gwiazdowców, którzy po prostu traktowali inne rasy jako szkodniki, materię nieożywioną czy coś w tym stylu-wysterylizowali więc cała galaktykę. Tak więc gdy w Pegazie pokazali się Pradawni i zaczęli odtwarzać zniszczone planety, implementować życie i pomagać ewoluować ludziom, gwiazdowcy doszliby do wniosku że "hell, znowu nam się robactwo w ogródku rozpanoszyło!". Pozostałości po tych cywilizacjach ery pre-P byłyby świetnym pretekstem do robienia "good old stargate".

Gwiazdowcy byliby więc rasa kalibru Pradawnych-tym bardziej niebezpieczną, że nie cackająca się z wrogiem. Wysadzenie gwiazdy tylko po to, by w ciągu sekundy pokonać odległość z jednego końca galaktyki na drugi nie byłoby dla nich problemem. Tak samo niszczenie całych układów planetarnych.

Natomiast co do Wriath, to chciałem zmienić koncept królowej tak, by była ona zrośnięta z statkiem-a więc byłaby de facto statkiem. Powód, dla którego na początku tego nie napisałem jest prosty-chciałem najpierw do maksimum wyeksploatować "stary" koncept Wriath i potem ruszyć do następnego.

Co do historii Wraith zastanawiałem się nad tym, że może W są wynikiem eksperymentu Pradawnych, który... powiódł się aż za dobrze. Jego cel został osiągnięty-wykreowano rasę zdolna rzucić wyzwanie Pradawnym. A zrobiła to grupa P uważająca, że ich gatunek popadł w stagnację i uległ atomizacji-nie było już postępu i komunikacji między poszczególnymi jednostkami i grupkami. By wymusić na P dalszy rozwój, stworzyli śmiertelne zagrożenie, które miało resztę "zdopingować" do walki, rozwoju, ewolucji, zmiany, zjednoczenia. Niestety w międzyczasie powstał ten problem z gwiazdowcami i w efekcie Wraith okazali się "przedobrzeni" i wygrali wojnę. Taki gwóźdź do trumny.

@Archan:
No właśnie niestety Yuuzki są już konceptem zajętym i zbyt dobrze rozpoznawanym. To byłoby powtarzanie cudzego pomysłu w dosyć oczywisty sposób. Sam kiedyś żałowałem, że tak świetny pomysł zużyto na SW, ale trudno :( A wiec sprawy nie ma. Choć akurat koncept Wraith brzydzących się zwyczajną technologią jest intrygujący. Choć, ponownie-nie wypadałoby chyba go wprowadzać. Zbyt by się kojarzył.

Natomiast co do degradacji Wraith-tez nad tym myślałem i był to także jeden z moich sztandarowych pomysłów. (jak widać nie tylko moich) Wraith po zniknięciu " źródła" technologii w postaci grupy Pradawnych-renegatów i po ucieczce P z Pegaza mieli systematycznie tracić wiedzę i poprzednią potęgę, mieli walczyć ze sobą i coraz bardziej się staczać. W ten sposób nie musielibyśmy się martwić, że Wraith są za słabi jak na kogoś, kto pokonał Pradawnych.

No cóż, teraz należałoby się chyba zastanowić na d synteza przedstawionych propozycji... i będziemy mogli zgłosić się do MGM z pomysłem na reebot Atlantis ;)

Ostatnia sprawa: jeśli chodzi o kwestie, dlaczego Wraith maja być tak bardzo zależni od podobnych warunków, w których żyją ludzie-oczywiście rozumiem takie wyjaśnienie, i jest one zgodne z serialem, ale nie podoba mi się taka istota. Wolałbym by byli bardziej obcy i "nie do zdarcia".

Ktoś ma pomysł na syntezę konceptów Wriath?

Użytkownik Sakramentos edytował ten post 19.03.2008 - |17:11|

  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#72 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 19.03.2008 - |18:08|

@Sakramentos
a może coś takiego(nie wiem, czy o taką formę syntezy Ci chodziło):

z uwagi na czytelność rozważania bardziej szczegółowe w przypisach;

Pradawni przybyli do Pegaza i przez pewien czas było OK; jednak niewielka frakcja martwiła się odłamem ich cywilizacji, któremu reszta nie poświęcała już większej uwagi; mowa tu Ori; problemy natury moralnej zostały przez tą grupę poświęcone na ołtarzu "większego dobra" ew. "mniejszego zła" :P ; zaczęła, więc eksperymentować z bronią, która ich zdaniem mogła pozbyć się tej, ciągnącej jak smród po gaciach, części ich rasy(Ori)[przypis nr 1]; eksperymenty prowadzone były na małą skalę i po cichu, ponieważ przywódcy tej frakcji mieli świadomość, że ich metody nie zostałyby zaakceptowane przez resztę Pradawnych, zainteresowanych poszukiwaniem dróg do ascendencji; w wyniku ich eksperymentów powstają Wraith(tacy jakich znamy); mniej więcej na tym etapie Pradawni spotykają rasę Twoich gwiazdowców; rasę, która dorównywałaby Pradawnym; z powodu problemów w porozumieniu między tymi dwoma gatunkami dochodzi do wybuchu wojny, której ubocznym skutkiem jest uwolnienie eksperymentalnych Wraith[przypis nr 2]; wojna trwała dość długo, i dlatego po jej zakończeniu Pradawni są cieniem dawnej świetności; w czasie trwania wojny Wraith(włóczący się po galaktyce,w której trwa wojna w poszukiwaniu spokojnego miejsca) znajdują rasę statków, znajdującą się w ewolucyjnym ślepym zaułku[przypis nr 3]; dochodzi do współpracy obu gatunków; po zakończeniu wojny gwiazdowcy przestali interesować się z układami planetarnymi, zostawiając resztę ras w spokoju; Wraith zaczynają rosnąć w liczbę, ich działalność zostaje wykryta przez Pradawnych; dochodzi do wojny Wraith vs. Pradawni;

Przypisy:

1. nie wiem kiedy Ori ascendowali(przypuszczam, że w tym samym czasie albo kapkę później niż Pradawni, ponieważ inaczej z takim powerem wybiliby nieascendowanych Pradawnych), ale istnieją 2 scenariusze:
a)nieascendowani Ori- wtedy owa frakcja ulepszyłaby jeszcze Wraith i wyposażyła w technologię i wysłała do galaktyki Ori;
b)ascendowani Ori-wtedy owa frakcja wykorzystywała Wraith, jako pośrednią formę do uzyskania istot z SGA 1x03 i wykorzystania ich przeciwko Ori;

2. uwolnienie może nastąpić w wyniku np.:
a)gwiazdowców na placówkę badawczą owej frakcji;
b)Pradawni dowiadują się co, owe pradawne NID robiła, atakują etc.;
c)sama frakcja coś spieprzyła(biorąc pod uwagę, że byli Pradawnymi chyba nikogo by to nie zaskoczyło);

3.parę opcji:
a)niewydolność organów wewnętrznych spowodowane samoulepszeniami(coś a la Asgard, ale dla rasy statków i nie na takim poziomie technologicznym jak Asgardczycy);
b)podczas masowej migracji(a kto mi powie, że rasa statkopodobnych obcych nie może migrować ;) ) doszło do jakiegoś wypadku np. wybuch supernowej w relatywnie bliskiej odległości spowodował znaczne napromieniowanie statków; uniemożliwiając im wyleczenie się na własną rękę;
  • 0
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#73 Archan

Archan

    Starszy szeregowy

  • Email
  • 117 postów
  • MiastoSkwierzyna

Napisano 19.03.2008 - |23:06|

Fajny pomysł z tymi Gwiazdowcami ale do serialu by trzeba wprowadzić jedną zmianę. P. zmasakrowali i zniszczyli gwiazdowców. Gwiazdowcy jakich opisywałeś byłaby o wiele zbyt niebezpieczna by nawiązać z nimi walkę (mówie o Tau'ri) nie powodując wrzasku fanów o przegięcie (i to mówię nawet o Amerykańskich fanach :P ). Ale wykorzystanie jakiejś samotnej sztuki czy dwóch... I tak tak potężne istoty nawet w pojedynke by stanowiły naprawdę duuuuży problem dla SGA. Istnienie takiego egzemplarza by umożliwiło wprowadzenie paru odcinków w stylu SG-1. Czyli poszukiwanie daaaawno zaginionej broni P. na te istoty :P
A zamiast statków królowych, lub HS jako macierzysta rasa stwórców Wraith... Trzymał bym się raczej wersji scenarzystów z tym że rozwinął bym ją tak:
Prócz Iratiusa są inne gatunki robali spokrewnione z W. i z Iratusem... Tyle że nie żywiące się energią życiową, ale np. Elektryczną... A królowe dzięki swojej telepatii mogą modyfikować ich genom oraz rozwój umożliwiając, przy dobrym podkarmianiu, uzyskanie od paralizatora przez Darta czy komputery Wraith po HS. do tego dodajmy jeszcze jakis innego robala, który karmiony np. kryształami może wytwarzać duże ilości energii, do tego jakiś grzybek świetnie przewodzący impulsy nerwowe... Mamy wszystko co potrzeba do powstania technologii Wraith. Do tego dajmy np. zdolność wpadania wraith w medytycje, kiedy wpadają łaczą się ze sobą w jeden super mózg/komputer. I to dałoby np. odpowiedź skąd Wraith mają pismo podobne do P. ,
skad mają technologie nadprzestrzenną, nie korzystając z rozwiązań pradawnych. Po prostu królowa (albo więcej, by dobrze wyczyścić pamięć P.) zgarneła ogólne zasady i prawa fizyczne konieczne do zbudowania takich rzeczy, zgarnęła do roboty kilku tyś. oficerów/naukowców W. (tych bez masek) i sprzężyła do roboty. To by wyjaśniło np. zagadkę z ZPM i wraith (4 sezon), bo dzięki systemom elektrycznym mogą stymulować rozwój nie tylko bezmózgów, ale i reszty sprzętu. I np. dzięki ZPM nowy HS może powstać w przeciagu miesięcy, a nie lat.
BTW. Ten odcinek z ZPM wykorzystywanym przez wraith wyjaśnia pare rzeczy: Rzadkość ZPM w galaktyce (bo
pradawni nie chcieli później dokarmiać już W., a W. wykorzystywało każdy ZPM jaki znalazło), pokonanie P. przez W. (Możliwe że HS podłączony do ZPM staje się naprawdę groźnym przeciwnikiem. Leczy sie Hiper szybko, a strzela nie dość że mocniejszymi strzałami, ale z taką częstotliwością jak Atlantis dronami). Jak wiemy W. potrafili całkiem zgrabnie zakłucać wszystkie systemy namierzające. Więc ukryć powiedzmy 10 HS z ZPM (zamaskowanie ZPM w nich ) pośród powiedzmy 200-300 "zwykłych" HS i cholera wie ilu Wraight Cruiser (WC :P ) byłoby ładnym rozwiązanie taktycznym.

Użytkownik Archan edytował ten post 19.03.2008 - |23:08|

  • 0
War..War never changes

#74 michal_zxc

michal_zxc

    Plutonowy

  • Użytkownik
  • 382 postów

Napisano 19.03.2008 - |23:36|

Ja bym wcale nie robił żadnej wojny Pradawych z Wraith. Pradawni pojawili się w pegazie, stworzyli życie i obserwowali ewolucje. Wszystko sobie szczęśliwie ewoluowało. Z robaka wyewoluował sobie Wraith, Pradawni jednak nie interweniowali zgodnie z filozofią "mógłbym zabić lwa atakującego sarnę, ale lew też ma prawo żyć" - Oma coś takiego mówiła do Daniela, przed jego ascendencją. Problem pojawił się gdy Pradawni zostali zaatakowani przez plagę. Jeśli plaga była stworzona przez Ori, to Pradawni opuścili pegaza by Ori nie znaleźli "życia" które stworzyli tam Pradawni, przy okazji atakowania ich. (Życie w drodze mlecznej stworzyli urządzeniem na Dakarze później). Potem mielibyśmy wyniszczającą wojnę w drodze mlecznej i galaktyce Ori. Kilku Ori udało się dokonać ascendencji i zmasakrowali większość Pradawnych. Grupie Pradawnych udało się również ascedentowac (z pomocą takich urządzeń jak na atlantis) i powstrzymali Ori przed zabiciem pozostałych żywych Pradawnych. W między czasie ascedentowani Pradawni rozwinęli swoją filozofie i stwierdzili, że nie mogą uleczyć pozostałych "fizycznych" Pradawnych z zarazy (i w ogóle nie mogą interweniować).
Umierający Pradawni (na zarazę), zbudowali urządzenie na Dakarze i użyli go do "zainicjowania" życia w galaktyce.
Edycja:
Pradawni nic większego "nie zabrali" z pegaza by ukryć swoją obecność tam. Ori byli by wstanie wykryć miasto/statki lecące z pegaza do drogi mlecznej.

W takiej sytuacji jeden w pełni sprawny statek Pradawnych mógłby zniszczyć wszystkich Wraith w 3s, ale Pradawni założyli blokady na większość rzeczy. Gen starcza by przeglądać bazę danych, ale nie starcza by korzystać z uzbrojenia, czy fruwać miastem. Poza tym pradawni zabrali większość ZPM`ów przez wrota, podczas wojny z Ori.

Edycja2:
W takiej sytuacji "nasi" w mieście dzięki osłonie byli by absolutnie bezpieczni. Wraith mogli by oblężać miasto do końca świata i jeden dzień dłużej. Jedak, niemożność jakiegokolwiek ataku bronią Pradawnych zmusił by nas do walki partyzanckiej na planetach i ewentualnie tracenia statków klasy Dedal (który by był 10 razy słabszy od statków Wraith). Oczywiście Wraith niczego by bardziej nie chcieli od wysłania "szpiega" (wyznawcy) który by ich wpuścił do miasta.

Edycja3:
W takiej sytuacji scenarzyści nie musieli by się niepotrzebnie ograniczać, Azgard od razu po pokonaniu replikatorów dał by nam wszystko co tylko miał, ale by to po prostu było za mało (nasze statki dalej by były kilka razy słabsze od statków Wraith)

Edycja4:
Podoba mi się pomysł z "zaburzeniem podprzestrzeni" uniemożliwiającym wylecenie Wraith z galaktyki. Wolał bym tylko by pierwotnym celem tego było zakłócenie czujników Ori. "Destabilizacja" prymitywnych hipernapędów to efekt uboczny. Nasze statki (i ewentualnie statki Azgardu) mogły by dolecieć do pegaza po pożyczeniu zaawansowanych hipernapędów Pradawnych z paru skoczków (które od razu by je miały). Ewentualna utrata statku równała by się utracie hipernapędu zdolnego do lotu do pegaza, a nich ani my ani Azgard nie umielibyśmy budować (Umielibyśmy podłączyć hipernapęd pradawnych do naszego statku/statku Azgardu dzięki wieloletniemu (tysiące lat?) studiowaniu biblioteki Pradawnych przez Azgard w przeszłości).

Edycja5:
Skoczki analogicznie jak samo miasto było były by dla Wraith praktycznie niezniszczalne (miasto przesyłało by im energie podprzestrzenią z ZPM`ów miasta), jednak ponownie "brak możliwości korzystania z uzbrojenia". Poza tym tylko Shepard z "naturalnym" genem mógłby korzystać (fruwać + włączyć/wyłączyć maskowanie) ze skoczka.

Użytkownik michal_zxc edytował ten post 20.03.2008 - |00:29|

  • 0

"Nie możesz kontrolować co się dokładnie zdarzy, jest tyle rzeczy do ogarnięcia, ale intencje pomagają obrać kierunek. Jeśli masz dobre intencje to masz większe szanse że wszystko skończy się dobrze" Trance Gemini - Andromeda
The Secret <- Polecam


#75 Archan

Archan

    Starszy szeregowy

  • Email
  • 117 postów
  • MiastoSkwierzyna

Napisano 19.03.2008 - |23:52|

eee...coś się ci pomyliło...dotkładnie to chronologia. P. opuścili galaktykę ORI ładnych parenaście milionów lat temu. Około 10 mln lat temu zostali zaatakowani przez zaraze wywołaną prawdopodobnie przez Ori. I się wtedy udali do galaktyki Pegaza. Jakieś 10 tyś zaczeli dostawać bęcki od W. więc zwinęli 4 literki i z powrotem wrócili do
naszej galaktyki. Tutaj zbudowali m.in. placówkę na antarktydę i prawdopodobnie wstąpili do sojuszu 4 ras czy jak się to nazywało. I tu ascendowali. End of story.
  • 0
War..War never changes

#76 michal_zxc

michal_zxc

    Plutonowy

  • Użytkownik
  • 382 postów

Napisano 19.03.2008 - |23:53|

eee...coś się ci pomyliło...

To jest temat "zrób to sam"...
  • 0

"Nie możesz kontrolować co się dokładnie zdarzy, jest tyle rzeczy do ogarnięcia, ale intencje pomagają obrać kierunek. Jeśli masz dobre intencje to masz większe szanse że wszystko skończy się dobrze" Trance Gemini - Andromeda
The Secret <- Polecam


#77 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 20.03.2008 - |09:00|

Hm, sporo rzeczy, do których trzeba się odnieść. Widze, że bardizje niz rozważania o technologii cenicie sobie czystą fantazję i wariacje wraith/pradawni ;)

po kolei:
@inwe
-kwestia Ori: czy to odłam Pradawnych czy inna rasa, pozostawiam do późniejszego rozstrzygnięcia. Nie zastanawiałem się nad nimi prawie w ogóle. Jedyne, nad czym myślałem to na zwaleniu winy za Wraith na nich; jednak zrezygnowałem z tego pomysłu na razie. Póki co zakładam, że Pegaz jest nieprzydatny dla Ori jako źródło energii ze względu na typ galaktyki-nie jest on spiralny i nie ma masywnej czarnej dziury pośrodku, wiec nie ma kształtu niezbędnego dla efektywnego zasysania energii od wiernych.
-jeśli chodzi o syntezę-tak, inaczej można nazwać to spinningiem he he he (przypomina mi sie "200"). Dzięki temu co powiedziałeś teraz ja wpadłem na inny pomysł; wriath wyglądają mniej więcej tak jak teraz/jak ja to opisałem, ale zanim stali się zagrożeniem. Potem albo sami albo-w wyniku interwencji Pradawnych renegatów-uzyskują dostęp do żywych statków, będących osobnym gatunkiem. Powoli "udomowiają" go. Tak więc rasa statków nie jest "prawdziwymi" Wraith ale kolejnymi ich ofiarami. I to też jest ta słabość "technologii Wraith" o której mówił dowódca Aurory-wystarczy bowiem "otworzyć oczy" statkom na to, że są niewolnikami Wraith i że są wykorzystywani i mamy koniec problemu (zakładając, że jest to możliwe-bo pewnie teraz maja poziom oporu równy krowom rzeźnym)

@Archan
-mała pomyłka z mojej strony: gwiazdowce w wyniku wojny nie są już taką potęga, jak kiedyś. Nie zajmują tylu gwiazd, tyle przestrzeni. Pradawni okazali się dla nich godnym przeciwnikiem. Poza tym ich potęga nie jest widoczna na każdym polu-to galaktyczni inżynierowie, a nie Pradawni, którzy byli świetni we wszystkim czego się tknęli. Poza tym dzięki wynikowi wojny, zawieszeniu broni oraz pauzie czasowej gwiazdowce przestały być takie groźne. Tak więc nie ma się co obawiać, że będziemy mieli do czynienia z setkami gwiazd przez nich zasiedlonymi i milionami statków. Raczej będziemy mieli kilka-kilkanaście układów, które ocalały z wojny i przetrzebioną populację, która dopiero teraz zaczęła sie "dusić" na terenach im przydzielonych. Dlatego gwiazdowce np. wyślą jeden okręt na negocjacje do Atlantis w sprawie przyznania im więcej przestrzeni życiowej (naturalnie nie zauważyli, że P zniknęli z Pegaza). Jednak zamiast Pradawnych spotkają tam głupich Tauri, którzy nie wiedzą, co jest grane i o co chodzi, schrzanią sprawę, gwiazdowcy zinterpretują to jako unieważnienie układu/pozwolenie na dowolne działanie i zaczną przekształcać parę upatrzonych przez siebie gwiazd, które oczywiście będą miały zamieszkane planety.


@michal_zxc
-a więc jeśli dobrze zrozumiałem, P trafili najpierw do Pegaza, tam sie osiedlili i tam dopadła ich Plaga. W takim razie nie rozumiem, jakim cudem życie w Pegazie ocalało. Mimo wszystko plaga wytłukła całe życie w galaktyce. poza tym nie zapominajmy, że mamy jeszcze jeden baaardzo zagmatwany problem do rozwiązania, czyli ewolucja ludzi. By wychodziło na to, że ludzie powstali w Pegazie nie na Ziemi.
-no właśnie w tej sytuacji Asgard nie musiałby nam nic dawać, skoro miastu by nic nie groziło.

Musze te wszystkie rewelacje nieco przetrawić. Skoro już jesteśmy przy rasach, to ja tylko przypominam, że po pierwsze jest problem z ludźmi a po drugie-należy w końcu wyjaśnić, co z tymi replikatorami i jak wygląda ich historia.

tak patrząc an to, do czego doszliśmy, to mamy madafakerską bazę dla porządnego serialu: mamy Wriath znacznie ciekawszych, mamy znacznie ciekawaszych Pradawnych, mamy pozostałości po wymarłych rasach (moze nawet nie do końca wymarłych), mamy gwiazdowców, replikatory i ludzi. W porównaniu z obecnym SGA sama ta gromadka daje pomysły na 5 sezonów bez używania pomysłów z "starego" SGA :rolleyes:
  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung

#78 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 20.03.2008 - |09:37|

@Sakramentos

2 małe uwagi; i nie, nie zamierzam wikłać się w długotrwałą i wyczerpująco batalię na słowa; BTW zauważyłeś, że w większości kwestii mamy zupełnie inne stanowiska :lol: ;

Póki co zakładam, że Pegaz jest nieprzydatny dla Ori jako źródło energii ze względu na typ galaktyki-nie jest on spiralny i nie ma masywnej czarnej dziury pośrodku, wiec nie ma kształtu niezbędnego dla efektywnego zasysania energii od wiernych.


nie rozumiem, jak kształt galaktyki wpływa na czerpanie energii od wiernych; wydawało mi się, że wystarczy, że człowiek wierzy w Ori; coś przegapiłem? :blink:

kwestia Ori: czy to odłam Pradawnych czy inna rasa, pozostawiam do późniejszego rozstrzygnięcia.


a nie przekonują Cię słowa Orlina?;

SG-1 9x10(napisy do Dvdrip)
[12803][12835]Dawno temu Ori i Alteranie|byli jedną społecznością.

rozumiem, że społeczność, a rasa to dwie różne sprawy; jednak dla mnie brzmi to całkiem przekonująco;

Użytkownik inwe edytował ten post 20.03.2008 - |09:40|

  • 0
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#79 michal_zxc

michal_zxc

    Plutonowy

  • Użytkownik
  • 382 postów

Napisano 20.03.2008 - |09:41|

@michal_zxc
-a więc jeśli dobrze zrozumiałem, P trafili najpierw do Pegaza, tam sie osiedlili i tam dopadła ich Plaga. W takim razie nie rozumiem, jakim cudem życie w Pegazie ocalało. Mimo wszystko plaga wytłukła całe życie w galaktyce. poza tym nie zapominajmy, że mamy jeszcze jeden baaardzo zagmatwany problem do rozwiązania, czyli ewolucja ludzi. By wychodziło na to, że ludzie powstali w Pegazie nie na Ziemi.
-no właśnie w tej sytuacji Asgard nie musiałby nam nic dawać, skoro miastu by nic nie groziło.

Tutaj założyłem, że Pradawni obserwują i nie interweniują. Więc kontakty z żywymi organizmami które stworzyli są mocno ograniczone. Poza tym plaga była by stworzona do atakowania Pradawnych, Ori nie wiedzieli o życiu w pegazie. (Również nie wiedzieli o obecności Pradawnych tam. Wysłali wirusa do Pradawnych w drodze mlecznej (tam Pradawni byli jedynymi żywymi istotami), którzy przenieśli go przypadkowo do swoich "koloni" w pegazie)

Tak, życie wyewoluowało by w pegazie (z drobną pomocą Pradawnych). W naszej galaktyce zostało by sztucznie "odtworzone" na podstawie sygnatur DNA wprowadzonych do urządzenia na Dakarze (co zrobili by ostatni żywi Pradawni, przed umarciem z powodu plagi)

Azgard nigdy nie musiał nam pomagać, jednak taka już jest natura Azgardu (z własnej inicjatywy i "za darmo" chronili "biedne" planety przez wężykami).

Użytkownik michal_zxc edytował ten post 20.03.2008 - |09:52|

  • 0

"Nie możesz kontrolować co się dokładnie zdarzy, jest tyle rzeczy do ogarnięcia, ale intencje pomagają obrać kierunek. Jeśli masz dobre intencje to masz większe szanse że wszystko skończy się dobrze" Trance Gemini - Andromeda
The Secret <- Polecam


#80 Sakramentos

Sakramentos

    Chorąży sztabowy

  • VIP
  • 1 821 postów

Napisano 20.03.2008 - |13:55|

@inwe
Obydwie kwestie są nieważne, bo nieistniejące :P czytaj:
-ksztłat galaktyki/czarna dziura: to mój własny wymysł tłumaczący, dlaczego Ori zajęli się tylko naszą galaktyką, a nie Pegazem, gdzie byłoby im znaaacznie łatwiej; wystarcyzłoby, żeby dali ludziom ochronę przed Wraith i ci zrobiliby wszystko
-kwestia Ori to też kwestia zmian, które wprowadzamy. Odłożyłem to ad acta. A słowa Orlina jak najbardziej mnie przekonują i ostatni film również ;) po prostu na razie nie rozważam żadnych zmian na linii Ori-Alteranie, ale je zapowiadam jako możliwe w przyszłości.

I nie, nie mamy skrajnie różnych zdań, tylko bardzo podobne tak naprawdę. Obydwaj jednak lubimy forsować własne słowa. To jak z tą chorobą Ori-generalnie ja wiem, o co chodziło twórcom serialu, ale skłaniałbym się wobec tego, co powiedziałem, bo jest lepsze niż to, co nam zasugerowano, proste. I to, co proponowałem nie stało w sprzeczności z tym, co nam zaserwowano. Nie oznaczało to, że nie akceptowałem "oficjalnego" wyjaśnienia, tylko tyle, że jak komuś się nie podoba, możę wziąść drugie-wyjdzie na to samo, a będzie wyglądało lepiej.

@michal_zxc
Ja mam trochę inny plan odnośnie ludzi i Pegaza. Generalnie wychodzę z założenia, że to, co powiedziano na początku SG-1 to prawda; jesteśmy pierwszym światem, wtórną ewolucją Pradawnych. Choć koncept można zmienić, to kwestia otwarta, to wyobrażam sobie to tak:

Pradawni przybywają do Drogi Mlecznej. Budują swoje imperium, budują sieć Wrót, terraformują większość planet. Potem przybywa Plaga i zaczynają się kłopoty. Jedynym miejscem, które udaje sie przed nim uchronić to Ziemia, gdzie budują sobie Atlantis i za jego pomocą uciekają do Pegaza. Na orbicie robią skan całej planety, planując odtworzenie jej warunków w Pegazie jako modelowe. W czasie lotu do Pegaza odkrywają w czasie symulacji rozwoju Ziemi, że może powstać taki gatunek jak człowiek i uznają go za wielce obiecujący. po przybyciu do Pegaza rozpoczynają budowanie odpowiednich planet i błyskawiczny terraforming, a następnie rozwijają na wielu planetach jednocześnie ludzi.

Powyższa koncepcja jest dziurawa jak cholera. Prawdopodobnie twoja jest lepsza, bo jest spójniejsza i prostsza. Moja zakłada niezłe wygibasy z naszym gatunkiem, a twoja jest prosta: ludzie powstali w Pegazie, potem zaimplementowano ich na Ziemi. Jeśli chodzi o zgodność z serialem, to jest ona jednak ujemna: bo Pradawni powróciwszy na Ziemię 10 tysięcy lat temu odkryli nasz gatunek "primitive by comparison". A że tych faktów nie zmieniamy, bo trudno zmienić dowody antropologów i historyków jakie mamy w rzeczywistości, to... jedynie kombinacje z dakara device mogą być przydatne. Ale nawet wtedy powstaje pytanie: to skąd się wzięli na Ziemi ludzie?

Mozę jednak zamiast wybijać całe życie na ziemi należałoby spojrzeć, kiedy było ostatnie wielkie wymieranie i założyć, że to wina plagi? I dzięki temu zubożeniu mogli powstać potem ludzie-co Pradawni odkryli w locie na Pegaza i postanowili tym gatunkiem go zasiedlić?

Zawsze można jednak założyć, że nie było problemem dla pradawnych odwiedzanie Ziemi od czasu do czasu. Może po kilku milionach lat wrócili na Ziemię, chcąc zobaczyć, jak się tam wszystko zmieniło-mieli już na przykład sposoby do obrony przed plagą. Wrócili, zobaczyli rozwijających się ludzi, pomyśleli że to fajne, taka nasza druga ewolucja i zaszczepili ten gatunek w Pegazie.

Kwestia również ważna jest, czy życie na Ziemi zostało stworzone przez pradawnych-choćby w pewnej części i czy to nie mogłoby być powodem powstania ludzi. Ale z kolei totalną enigmą jest, skąd się wzięli ludzie w galaktyce Ori :???: W mojej pierwotnej teorii wyglądało to tak: że Ori osobiście przylecieli i rozsiali Plagę, odlatując natomiast z naszej galaktyki dokonali tego samego odkrycia, co Alteranie. Nie wiedzieli jednak, że grupa P ukryła się i zbudowała Dakara Device, rujnując ich wysiłki. Ori, pewni że wykończyli P, wrócili do siebie i badali możliwości ludzi i stwierdzili po milionach lat ich przydatność dla ich celów, powołali ich do życia i koniec.

Słowo daję, zrobienie spójnej wizjii rozwoju ludzkości to wyzwanie większe niż wymyślenie nowego Atlantis, Pradawnych i tych wszystkich ras powyżej :/

Użytkownik Sakramentos edytował ten post 20.03.2008 - |14:00|

  • 0
"If you watch NASA backwards, it's about a space agency that has no spaceflight capability, then does low-orbit flights, then lands on moon."
Winchell Chung




Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych