Skocz do zawartości

Zdjęcie

Nasze wspólne opowiadanie 2


  • Zamknięty Temat jest zamknięty
111 odpowiedzi w tym temacie

#61 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 28.07.2004 - |23:42|

Tymczasem w SGC coś nagle olśniło Daniela pod pretekstem wyjścia do ubikacji uwolnił się od towarzystwa pań i udał się do swojej kwatery zabrał portfel i ulotnił się z bazy. W pierwszej kawiarence internetowej opłacił z góry trzy godziny Internetu i zasiadł przed komputerem. Od wyjścia z bazy pielęgnował w swojej pamięci adres internetowy, który miał mu być może odpowiedzieć na wiele pytań a przede wszystkim na najważniejsze „gdzie u licha się podziały gwiezdne wrota??”. Po kilku dziesięciu minutach bezskutecznego wpisywania do przeglądarki, przypomnianego sobie adresu po wielu poprawkach, odświeżaniach i otwieraniu mu się nie tych stron, co trzeba w końcu mu się udało dostał się do elitarnego świata forum Orion Tok`ra, ponieważ w Polsce o w tej chwili było koło północy na forum panowały pustki znajdował się tam tylko dwóch użytkowników Kasyno, który właśnie podłączył dostarczony mu przed chwilą sprzęt i kitpz2 i jeden gość, którym był oczywiście Daniel.
- Dobra jak to ta dziewczyna mówiła dział FanFiki nasze wspólne opowiadanie 2 – wyszeptał do siebie ciut chyba za głośno, bo popatrzyli się na niego wszyscy będący w tej chwili w kafejce. – osz w mordę – zaklął – to wszystko jest po polsku a przecież tu jest napisane kto nam sprzęt zakosił, jak ja to przeczytam – mówił ciągle do siebie – wiem, wiem – wykrzykną, w tej chwili podszedł do niego sprzedawca, położył obok niego pieniądze za pozostałe dwie godziny i powiedział
- Siedzi pan jeszcze 15 minut i wychodzi pan stąd straszy mi pan klientów wiec jestem zmuszony pana wyprosić
- Co nie –skrzywił się Daniel, ale nagle wpadła mu do głowy świetna myśl – tak ma pan dyskietki?
- Mam
- To daj pan jedną musze sobie coś zgrać
- Dolar za sztukę
- Dawaj pan i masz tu dolara – wręczył sprzedawcy pieniądze a ten przymusił mu dyskietkę. Daniel dokładnie skopiował do Worda całość opowiadania. Poczym pobiegł do motelu, w którym zatrzymał się Janosik ze swoją bandą i sekretarka a tam się okazało, że Liz to Esa i, że już pojechała do Polski. A Janosik i zbóje tak się z chlali ze nie byli mu wstanie pomóc zwłaszcza ze byli zajęci bardzo zajęci z spotkanymi po drodze panami. Wrócił do bazy dzielnie dzierżąc w dłoniach, dyskietke i duży słownik angielsko- polski, polsko- angielski, woził się za tłumaczenie 51 a po redagowaniu 37 stron tekstu.
  • 0

#62 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 30.07.2004 - |18:42|

Tymczasem w DGW.
- Nieplanowana aktywacja z zewnątrz! - darł się wesołek od kilku (mikro)sekund - Nieplanowana aktywacja z zewnątrz! Nieplanowana aktywacja z zewnątrz! Niep...
Hvolt zdjął słuchawki z uszu.
- He? - zapytał niepewnie. Wesołek powtarzał się jak zacięty gramofon.
- Eeech... - w końcu Hvolt się podniósł i podał flachę wesołkowi. "Wreszcie cisza" pomyślał - Tylko nie wygadaj się, że mamy tu bimber, bo będzie źle...
Hvolt wrócił na miejsce i rzucił jednym okiem na ekrany. Przesłona była zamknięta (po tym jak przez pół godziny bawili się w otwieranie i zamykanie), ale to i tak było bez znaczenia. Na eranie pojawiły się kolejno kody wszystkich drużyn, które ruszyły na misję.
- Wezwać jednostkę medyczną! - darł się Kermit jak opętany wypadając z wrót - Mamy rannych!!
Hvolt spojrzał dziwnie na Kermita.
- Jaką jednostkę?
Kermit rozejrzał się nieprzytomnie. Tymczasem Hvolt dorwał Thomassa.
- Ty, co jest grane?
Thomass nabrał powietrza do ust i zaczął machać rękami jak wiatrak.
- Byliśmy na misji i dostaliśmy się pod ostrzał! Replikatory, jaffa, Apophis, Anubis...
- Eeeh... - Hvolt odpuścił i popatrzył sobie jak wnoszą pokiereszowanego Pradawnego.
- Ty, co mu jest? - zapytał Zoysite.
- Noo... Pradawny udawał O'Neilla - uśmiechnął się ten - Byłoby wszystko ok, tylko, że Esa stwierdziła, że jest Sam. No i ubzdurała sobie, że O'Neill...tj. Pradawny jest pod obstrzałem... Zaczęli się wydzierać nawzajem, a potem reszcie odbiło: Hatho stwierdziła, że ma w sobie Goa'ulda, Ogotai zaczął świecić oczami a Kermit powiedział, że jest Hammondem i musi wracać do bazy... No i jak się kłócili wszyscy, to zostaliśmy zaatakowani. Najbardziej oberwał Pradawny, bo cytuję: "O'Neilla kule się nie imają!". Jak widać jednak - imają....
Hvolt pokiwał ze zrozumieniem głową. Pradawny wydał z siebie cichy jęk gdy go wynoszono. Nagle...

Użytkownik Ogotai edytował ten post 30.07.2004 - |18:43|

  • 0

#63 Castor Krieg

Castor Krieg

    Sierżant sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 092 postów
  • MiastoBerlin

Napisano 30.07.2004 - |18:56|

Nagle to DGW wparował oddział komandosów w osobie amerykańskich i polskich raperów. Drużyny mogły zobaczyć boskie ciała uzbrojonych po zęby Tede'go, Pafa Didiego, Ludakrisa oraz Nelli'ego. Cajpres Hil robili za oddział samobójczy. Tede od razu podbiegł do mikrofonu i zaczął rapować do znajdujących się po drugiej stronie Wrót replikatorów, Anubisa, Apophisa i reszty...

-Joł, joł, joł, to mój skład i ja, ręka ani nam drga. Pakujemy, wyciskamy, ale łatwo się nie damy. Zapakuję wam rakietę, gwiezdny pył i kometę!!! Joł, joł, Polska squad!!!
  • 0

#64 Pradawny

Pradawny

    Kapral

  • Użytkownik
  • 229 postów
  • MiastoDark Music

Napisano 31.07.2004 - |07:38|

Pradawny nie lubił takiego rapu, wiec mimo obrazeń dobył swoją MP-5 i uszkodził nogi intruzom. Wrota sie zamkneły i wszyscy byli w dziale medycznym. Mineło kilka godzin, kiedy wesołek zaalarmował o nie planowanej aktywacji z zewnątrz.

- Ludzie mamy nieplanowaną aktywacje - powiedział przez mikrofon

Do pomieszczenia wrót dostał sie Hvolt.

- Stary, po co tak wrzeszczysz - powiedział - nie jesteśmy głusi
- Oj tam, mamy ... - ciągnoł
- Wiem co mamy, juz mowiłes :) - wybełkotał Hvolt

Przesłona była juz zamknięta, zaskoczył 7 szewron i wrota sie otworzyły. Sygnał był zapisany w komputerach jako SG-1, wesołek sie zdziwił bo Polskie druzyny mają skróty GW... . Dołączyła do nich EsaSol.

- O'Neill, tfu, Pradawny pyta sie co tutaj sie dzieje ? - zapytała sie EsaSol
- Mamy sygnał SG-1, nie wiemy co robic - odpowiedział

EsaSol stwierdziła ze musiała sama zdecydować co robic. Pradawny był ranny, a ona była najwyższa stopniem.

- Kij, raz sie zyje, otworzyć przesłone - rozkazała - przygotowac sie na przejscie.

Wesołek odszedł od komputerów, dobył swojego mini-gun'a i wycelował w otwierającą sie przesłone. EsaSol i Hvolt równiez wycelowali broń we wrota. W pewnej chwili przez wrota przeszedł Teal'c, i Daniel. EsaSol była w 7 niebie gdy zobaczyła Daniela ;] :hyhy: . Jednak SG-1 nie przejawiała oznak przyjaźni, Teal'c próbował strzelać w wesołka ale ten szybkim ruchem nacisnoł spust i okazało sie ze to cyborg. Gdy EsaSol zobaczyła kim są intruzi, sama zaczeła strzelac do Cyborga-Daniela. Robot padł, a jego układy były kompletnie przepalone. EsaSol była z siebie dumna, wesołek tym bardziej. Wrota sie zamkneły i wszystko wróciło do porządku. Mineło kilka dni, a Pradawny nie odzyskał jeszcze przytomności. Siedziała przy nim jego drużyna, jednak najdłużej EsaSol. Stwierdziła ze jest winna tego ze Pradawny jest tak bardzo ranny. W pewnej chwili ...
  • 0
"...Aniołowie, jeśli tylko są, kryją się w metalowych bunkrach..."
Nio i są czarne :)

#65 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 31.07.2004 - |18:38|

- W pewnej chwili do bunkra weszła zwabiona, hałasami i ciągle przetaczającymi się przez jej ogród masami ludzi w różnym wieku, mama Thomassa. Idąc korytarzami weszła do Ambulatorium gdzie pod troskliwą opieka Doktora Gulusa leżał nie przytomny Pradawny a Phrazes aplikował mu jakieś wyciągnięte nie wiadomo skąd maści
- Pradawnemu potrzebna jest fachowa opieka medyczna, czyli ja, a jakby ktoś miał jakieś wonty to nie zapominajcie, że mogę wykopać wasze tyłki z tego ogrodu i bunkra, czy jest tu lekarz?- powiedziała przerażona tym widokiem mama Thomassa
- Tak je jestem lekarzem – powiedział podchodząc do niej Gulus
- Jak pan może pozwolić by Phrazes aplikował nie wiem co temu biedakowi?
- Phrazes czy ty nie jesteś przypadkiem potrzebny Castorowi
- Nie wiem – powiedział Phrazes – zobaczę – i się ulotnił.

Tymczasem zmęczona kilkugodzinnym czuwaniem przy pradawnym Esa idąc do swojej kwatery zahaczyła o sterownie, a tam Hawot i Wesołek bardzo pewni, że nikt ich nie widzi popijali sobie bimberek, ciut zaspana Esa podeszła do nich i wyciągnęła rękę mówiąc
- Dajcie się napić?
- Masz – powiedział Wesołek podając jej butelkę, Esa napiła się łyka i zaraz przeszło jej rozespanie nim jeszcze zdążyła przełknąć to, co miała w ustach wypluła to wszystko na siedzącego przed nią Hawota ten skoczył jak oparzony
- Co ty robisz bimber nam marnujesz?!- wrzasną
- Co marnuje wam bimber?! O wy pijusy wiecie może, dlaczego kazano nam zabrać wrota z SGC?!
- Nie – odpowiedzieli chórem
- Bo byli nie odpowiedzialni, były tam ciągłe popijawy i balangi rozpijali wszechświat, rozwozili bimber, spirytus i denaturat. A goa`uld i replikatory mogły z łatwością przejąć władze nad pijana do nieprzytomności bazą SGC. Zabierać mi to stąd zaraz niech tego nie widzę na oczy w bazie niema być ani kropli alkoholu mamy być zwarci czujni i gotowi,- „co za bzdety ja plotę, ale przynamniej dobrze brzmi” – pomyślał Esa. Wzięła słuchawkę i powiedziała do mikrofonu
- Dziś o 18 zebranie w sali odpraw obecność wszystkich obowiązkowa, powtarzam dzis, o 18 czyli za dwie godziny zebranie w sali odpraw obecność wszystkich obowiązkowa.




Tymczasem w SGC Daniel przetłumaczył po trzech godzinach dopiero pięć stron tekstu, dal bezpieczeństwa zamkną się w pracowni na klucz.
W skupieniu szukał w słowniku kolejnych wyrazów, gdy ktoś zapukał do drzwi, podniósł głowę z nad słownik i spojrzał w stronę drzwi, za którymi rozległo się głośne chamskie beknięcie
- Daniel - usłyszał zaraz po tym – jesteś tam- beknięcie- wpuść mnie proszę – czknięcie- musimy pogadać – czknięcie – to ja Jack jestem sam – trochę ciszej –cii drogie panie, bo nie otworzy- głośniej- Danielu wiem ze tam jesteś otwórz dobra.- Daniel siedział cicho jak mysz pod miotła czekając aż Jack i najprawdopodobniej pielęgniarki sobie pójdą
- Te kobiety namówią wszystkich do wszystkiego – pomyślał poczym spojrzał w stronę kamery i zdjął z siebie koszulkę rzucił ja w tamtą stronę tak by się na niej zatrzymała. Zasłaniając widok. Gdy dźwięki za drzwiami ucichły wiol się z powrotem do roboty, co nie było łatwe na kacu bez kefiru i bez możliwości zdobycia go nie nadziewając się na pielęgniarki.

Użytkownik EsaSol edytował ten post 31.07.2004 - |18:38|

  • 0

#66 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 31.07.2004 - |20:55|

Godzina18.00 czasu DGW
Do sali wszedł Thomass i popatrzył na wszystkich z głory. Chrząknął dla dodania powagi, spojrzał na zegarek i oznajmił:
- Rozpoczynamy zebranie dotyczące pijaństwa w naszej tajnej placówce militarnej. Przewodniczyć będzie wielebny Ogotai!
- Dziękuję synu - łagodnym ruchem odprawił wymieniony Thomassa. Ten skinął głową i zasiadł.
- A zatem - donośnie powiedział Ogi - w naszej nowej jednostce doszło do haniebnego wykroczenia...
W sali rozległy się gwizdy.
- Hańba! - krzyknął ktoś z trzeciego rzędu.
- Zdrada! - krzyknął ktoś z drugiego rzędu
- Któren to?! - padło z ostatniego.
- Spokojnie moi drodzy, spokojnie. - uciszył przewodniczący salę - Zachowajmy emocje na potem. Przechodząc do meritum, dwaj spośród nas złamali regulamin i wnieśli do bazy zakazany trunek.
Każdy spojrzał na każdego.
- Mowa o Wesołku i Hvolcie - dodał Ogi. Westchnienie ulgi wydobyło się z kilku płuc - Najlepiej niech się wypowie major Esa.
Sala zaklaskała gdy Esa wystąpiła.
- A więc Wysoki Sadzie...Eeee, panie przewodniczący - zaczęła - Przyłapałam tych dwóch na popijawie i namawianiu do spożycia alkoholu.
- Potrafiłaby pani wskazać tych typów? - oparł się o fotel Ogotai. Za szybą, w pomieszczeniu wrót pojawili się Hvolt i Wesołek.
- Czy oni mnie widzą? - zapytała niepewnie Esa
- Nie, śmiało, proszę mówić. Poznajesz ich? To oni?
- Tak! - krzyknęła Esa - To ci dwaj!Pijusy jedne!
Nagle oczy Hvolta błysnęły. Wymamrotał coś po Goa'uldzku i dodał po polsku:
- Dopadnę cię Esa...
W sali nastała cisza...

Użytkownik Ogotai edytował ten post 31.07.2004 - |21:46|

  • 0

#67 Katharn

Katharn

    Ostatni Smok

  • Moderator
  • 1 341 postów
  • MiastoWarszawa / Częstochowa

Napisano 02.08.2004 - |10:11|

Chwila ciszy przeciągała się niemiłosiernie. Nagle w głębokim cieniu pojawiła się sylwetka. Postać okryta była szarym płaszczem, zaś narzucony na głowę kaptur, opadający i rzucający na jej twarz cień, skutecznie uniemożliwiał rozpoznanie. Spod kaptura wyglądała tylko ciemna, nienagannie przystrzyżona bródka.

Postać poruszyła sie - wyszła powoli z cienia. Kaptur opadł i zebranym ukazała się twarz - jakby znajoma. Głos też był jakiś dziwnie znany:
- Słyszałem, że ta nędzna kreatura, to zardzewiałe Wiadro, znowu dała znać o sobie. Może potrzebna pomoc? - Juz ze 2 razy gościa pogoniłem i dzięki mnie nosi te tandetne plastiki na twarzyczce. - Postać uśmiechnęła się troszke ironicznie.
- Kim jesteś i jak się tu dostałeś? - pytanie niczym błyskawica przecięło naelektryzowane powietrze. Rozległy się trzaski przeładowywanej broni.
- Panie i Panowie - spokojnie - nieznajomy uśmiechnął się już bez ironii - przecież wszyscy mnie znacie. Nazywam się Katharn.....
Przybysz nagle urwał i uniósł rękę w dziwnym geście. Za plecami wszystkich rozległ się dziwny dźwięk, po czym zastąpił go niezrozumiały bełkot w jezyku Wężyków, przeplatany okazyjnie polskimi wiązankami - puść mnie...... ja ją muszę dostać......
Wszyscy obrócili się jak na komendę i ich oczom ukazał się niezwykły widok - Hvolt wyczyniający dziwne tańce-łamańce wpowietrzu, tuż pod sufitem.
- Sugeruję byśmy spróbowali go przebadać na obecność "małych kochających przyjaciół" - rzekł przybysz - bo te jego oczka to coś za bardzo świecą.....
Gdybym mial niebios haftowane szaty,
Zlotym i srebrnym przetykane swiatlem,
Blekitne, ciemne, przydymione szaty
Nocy i swiatla, i polswiatla,
Rozpostarlbym je pod twoje stopy.
Lecz biedny jestem: me skarby -- w marzeniach,
Wiec ci rzucilem marzenia pod stopy;
Stapaj ostroznie, stapasz po marzeniach...

#68 Loki

Loki

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 141 postów
  • MiastoCiechanów/Płock

Napisano 02.08.2004 - |10:12|

Tymczasem w innej cześci galaktyki:

-Jak wygląda sytuacja? (Loki)
-Indu wpadł w łapska żołnierzy Wiadera... (Thor)
-A co z Hathor? (Lo)
-Oczarowała feromonami wojaków i uciekła przez wrota.... ta to zawsze sobie poradzi.... Gorzej z Indu, jest zakladnikiem na Gwiezdzie Smierci Wiadera(Th)

Po wielu godzinach walk, sprawy wyglądały nieciekawie: statek Lokiego został zniszczony. O'Neill Thora, był uziemiony i pod ostrzałem wojsk Wiadera.

-Jego żołnierze zblizaja sie coraz blizej, co robimy? (Lo)
-Mam dla nich niespodzianke.. hehe (Th)
-Nie mów (Loki sie usmiechnał).. wziales Walkirie...
Z dziobu statku wysunely sie male lufy, z których wystrzelily biale kule odbijajace sie od ziemii niczym kaczuszki puszczane na wodzie. Po zblizeniu sie do wojska nieprzyjaciela pekaly w przepieknym niebieskim rozblysku... Kazda zywa materia w promieniu wybuchu obumierala....
-Hehehe.. ty lobuzie... jak za starych dobrych czasow... (Loki)

Na mostku zestrzelonej Gwiazdy Smierci: -Bron naladowana (Wiader)
-Tak panie, ale zderzenie z ziemią, uszkodzilo nasze zasilanie i mamy jedynie 5% mocy (Oficer1)
-Lordzie, dostalismy informacje, ze stracilismy 1 i 2 szwadron...(oficer2)
-Nie ma juz na co czekac, odpalcie dzialo...

Wglebienie w gwiezdzie smierci rozblysko na moment, wstebi smiatla skupily sie w ognisku talerza i wystrelily w statek Thora. Błysk, fala uderzeniowa, potezny grzyb w miejscu, gdzie poprzednio stal statek.... Gdy dym opadł, w srodku ogromnego leja stal nadl slicznie wypolerowany O'Neill Thora....
-Lordzie, statek jest nienaruszony (oficer1)
-Nie szkodzi, to juz dlugo nie potrwa, wystrzelcie ponownie (Wiader)
-Nie mozemy od razu, bron potrzebuje czasu, zeby sie naladowac (oficer2)
-Poczekamy... hahahahaha.... (Wiader)

-Suuuuuukinsyny..... stracilismy oslony, jestesmy wystawieni jak kaczki (Thor)
-Gdzie te posilki z SG? (Loki)

Tymczasem w Bazie na Ziemii:
-Dobra chlopaki wyruszamy na akcje. Potrzebuja chlopakow od mokrej roboty, wiec wzieli nas GW3 (SGTokar)
-Jaki jest cel misji? (Kasyno)
-Ratujemy szarakow, zabijamy kogo sie da, na koncu wysadzimy co zostanie... i szybko wracamy do domu, musze zdarzyc na M jak miłość (SGTokar)
... Pare chwil pozniej GW3 w składzie: SGTokar, Radzior i Agava, Kasyno , M.M, Seth wyruszyli przez wrota na odsiecz Asgardzczykom.....

C.D.N.

Użytkownik Loki edytował ten post 02.08.2004 - |11:15|

  • 0
ISTNIEJĄ TRZY STRONY KAŻDEJ KWESTII:
-TWÓJ PUNKT WIDZENIA,
-JEGO PUNKT WIDZENIA i
-DO DIABŁA Z TYM WSZYSTKIM

#69 Pradawny

Pradawny

    Kapral

  • Użytkownik
  • 229 postów
  • MiastoDark Music

Napisano 02.08.2004 - |10:50|

Kiedy wszyscy zapomnieli juz o Pradawnym, który to prawie umierający leżał na stole. Miał on wizje, ukazał sie jemu prawdziwy pradawny. Powiedział mu ze jak sie nie wykuruje to bedzie musiał go zabrać, i bedzie egzystował na wyższym poziomie życia. Lekarze nie byli w stanie juz nic zrobic, Pradawny umierał. Jednak w pewnej chwili ...

- Nie planowana aktywacja z zwenątrz - poinformował wesołek
- Kto to ? - spytała sie EsaSol
- Wygląda na to ze Tok'ra - odparł
- Otworzyc przesłone - rozkazała Esa

Przesłona otworzyła sie, i w bazie pojawiła się dwójka Tok'ra.

- Słyszeliśmy o Pradawnym, ze konczy sie jego zywot - powiedział
- O zesz ty - odparła Esa - zupełnie o nim zapomniałam - Prosze do ambulatorium

W ambulatorium lezał rozgrzany do czerwonosci Pradawny. Jeden z Tok'ra podał mu jakis napój. Nagle na twarzy Pradawnego juz nie było bladosci, nabierał kolorów. Nagle otworzył oczy, EsaSol rzuciła sie na niego z uściskami.

- Dobrze ze zyjesz, bo mi sie juz znudziło dowodzenie tymi rozkapryszonymi druzynami - powiedziała EsaSol
- Nio fajnie, rozumiem ze sie cieszysz ale mozesz juz mnie puscic, nie moge oddychac - odparł
- A tak, sorry - odpowiedziała
- Bardzo sie na was gniewam ze lezałem tak długo, i nic nie probowaliscie robic - powiedział głosniej
- Ale ja, ... - ciągnela EsaSol
- Na ciebie nie jestem zły, bo pamiętam jeszcze ze siedziałas przy mnie - powiedział - ale jestem obuzony zachowaniem innych.

Pradawny po kilku dniach był na nogach, i wprowadził rygorystyczny regulamin bo jak usłyszał od EsaSol co sie tutaj działo to sie wqurzył. Hvolt okazał się być Tok'ra, który pełnił role szpiega w bazie CGW. Został on w bazie, poniewaz przywiązał sie do naszej bazy. (Co sie stało w innej galaktyce dokonczy Loki) ...

Użytkownik Pradawny edytował ten post 02.08.2004 - |10:53|

  • 0
"...Aniołowie, jeśli tylko są, kryją się w metalowych bunkrach..."
Nio i są czarne :)

#70 Loki

Loki

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 141 postów
  • MiastoCiechanów/Płock

Napisano 02.08.2004 - |11:14|

W innej cześci galaktyki na planecie 478CDX: -Dziwne nikt nie pilnował wrót...(SGTokar)
-Ich uwaga zwrócona jest na Asgardczykach... (Seth)
-A gdzie oni właściwie sa? (M.M)
-Po drugiej stronie wraku gwiazdy śmierci, dlatego możemy wejsc od tylu i zrobic mala dywersje (Radzior i Agava :D )
-Dobra, Seth, M.M obstawcie wrota- stanowczym glosem rozkazywal SGTokar- Kasyno, jak tylko wejdziemy, idz i zaminuj główny reaktor. Ja i Radzior/Agava odbijemy Indu...
Grupa zakradła sie do statku, znalazła wyre w kadłubie i weszla do nieznanego korytarza... na szczescie na scianach byly tabliczki z mapami stacji (nikt nie przewidzial, ze statek moze zostac opanowany przez wrogie sily). Kasyno udal sie do reaktora, chowal sie w zakamarkach korytarzy, staral sie unikac zołnierzy Wiadera. Radzio i Agava, natomiast szli równo przed siebie wycinając obie droge m60. W końcu dotarli do wiezienia. W otwartych drzwiach do celi stał przestraszony zołnierz trzymając na muszce Indu
-Stac, bo go zabije, teraz bedziecie musieli sie mnie sluchac..(Zołnierz)
-Spokojnie stary, nic ci nie zrobimy, tylko puść go- powiedzial z ironicznym usmiechem Radzior i postapil o jeden krok w strone wroga..
-Jeszcze krok i go zabije, przysiegam... (Zołnierz)
W tym momencie głowa żołnierza odskoczył a na scianie za nim pojawiła sie wielka czerwona plama krwi. Zołnierz padł na ziemie martwy. Radzio i Agava odwrócili sie... Dwa metry za nimi stał SGTokar, trzymający w ręku dymiący z lufy srebrny Desert Eagle Mark XX
-Sorki chlopaki, ale nie mamy czasu na takie zabawy... (SGTokar)
Spotkali Kasyna, na jednym ze skrzyżowań korytarzy na 3 piętrze...
-Spadamy chlopaki, mamy tylko 10 minut i cała ta baza wyleci w powietrze -rzekł z duma Kasyno.
Udali sie do wyjscia, ale w miejscu, w którym było poprzednio wejscie, stali żołnierze.
-Cholera, jeszcze oni. Nie zdarzymy ich załatwic i uciec przed wybuchem (SGTokar)
W tym momencie jeden z żołnierzy padł martwy, drugi zdarzyl ie tylko odwrocic....
....kilka chwil wczesniej....
-..prędkoć wiatru 15... odleglosc 120...(Seth)
-..."Pan jest moim mieczem..." (M.M- strzał przeładowanie)
-..."wiara moją tarcza..." (Seth- strzał przeładowanie)
-..." i nawet gdy bede kroczył ciemna dolina...." (M.M- strzał przeładowanie)
-..."to zła sie nie ulęknę..." (Seth- strzał i przeładowanie)
-..."bo jestem największym sku#wysynem w tej dolinie..." (M.M- strzrał i przeładowanie). Ostatni zołnierz padł i cała drużyna w komplecie uciekała już do wrót.
- a co z Thorem i Lokim (SGTokar)
- Nie martwcie sie o nich,poradza sobie, tylko dajcie im troche czasu, żeby sobie zdarzyli kupic nowe statki... (Indu)

Drużyna GW3 przeszła przez wrota, gwiazda smierci wybuchła...
  • 1
ISTNIEJĄ TRZY STRONY KAŻDEJ KWESTII:
-TWÓJ PUNKT WIDZENIA,
-JEGO PUNKT WIDZENIA i
-DO DIABŁA Z TYM WSZYSTKIM

#71 Katharn

Katharn

    Ostatni Smok

  • Moderator
  • 1 341 postów
  • MiastoWarszawa / Częstochowa

Napisano 02.08.2004 - |11:55|

Lord Wiader miotał się wsciekły po całbym wahadłowcu:
- Jak oni śmieli zniszczyć moją Gwiazde. Jak oni śmieli????........ Czy ty się śmiejesz???? - Ostatnie zdanie padło do jednego z żołnierzy, na którego twarzy pojawił się chwilę temu drwiący uśmieszek, starty już przez wyraz panicznego strachu.
- Nnnnnniieeeee.... ekhm... ja mmmmammm tttyylllkkkkkooo taaaaaki wyyyyraz twaaarzyyy.... - jąkał się ze strachu..
Napiętą sytuacje przerwał śmiech. Rubaszny i drwiacy.
- Oj - już nie mogę! hahahahaha - rechotała postać w kącie kabiny - przez tyle lat wcale się nie zmieniłeś. Ciągle tylko szukasz winnych swoich niepowodzeń obok siebie.... A to wystarczy poszukać tu - gest pukania się w głowę był chyba rozumiany przez wszystkie rasy. Za wyjątkiem oczywiście tych, które nie mają głów.
- Kim jesteś? - wykrztusił Lord Wiader.
- No prosze - oprócz niedowidzenia cierpimy też na amnezję! - głos zabrzmiał jakby był pełen zatroskania, lecz dla wszystkich w kabinie drwina była aż nadto jasna. - Musze się więc przedstawić.
Postać wyszła z cienia i odrzyciła kaptur na plecy. Wyprostowała sie i stanęła dumnie na środku kabiny oopierając rękę tuz obok długiego połyskliwego misternie rzeźbionego cylindra, który troszkę drgał przypiety do pasa.
- Teraz mnie poznajesz? - Nazywam się Katharn i zamierzam wreszcie dość definitywnie zakończyć ciąg Twoich niepowodzeń. Zadarłeś bowiem z moimi Przyjaciółmi. Postać w płaszczu pokazała swe zęby w szerokim usmiechu, po czym kontynułowała tyradę:
- Wszyscy obecni proszeni są o opószczenie tego statku - mam nadzieję że wystarczy wam szalup ratunkowych - dodał, ale mówił w pustkę - w kabinie pozostał tylko trzęsący sie z wściekłości Wiader.
- Nareszcie mogę cię załatwić. Teraz jestem silniejszy niż dawniej!!!! Giń!!!!!

Z tym okrzykiem Wiader skoczył do przodu, w locie włączając swój świetlny miecz. Obaj zwarli się w morderczym starciu. Miecze furkotały w powietrzu, czemu towarzyszył prawdziwy skowyt ich źródeł zasilania oraz traski wyładowań zjonizowanego powietrza......
Gdybym mial niebios haftowane szaty,
Zlotym i srebrnym przetykane swiatlem,
Blekitne, ciemne, przydymione szaty
Nocy i swiatla, i polswiatla,
Rozpostarlbym je pod twoje stopy.
Lecz biedny jestem: me skarby -- w marzeniach,
Wiec ci rzucilem marzenia pod stopy;
Stapaj ostroznie, stapasz po marzeniach...

#72 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 02.08.2004 - |13:34|

Przez chwilę się ze sobą ścierali. Nagle Lord spojrzał Katharnowi w oczy i powiedział:
- Nim z tobą skończę muszę wyjawić ci pewien sekret...
- Niby jaki? - sapnął Katharn
Kolejne uderzenie.
- Otóż musisz wiedzieć, że jestem... Yhhh.. Synem ojca matki mojego młodszego siostrzeńca, a zarazem wnukiem ojca ojca, który jest dziadkiem tegoż siostrzeńca...
- I co z tego wynika? - nagle w głowie Katharna zabłysnęła przerażająca myśl - To znaczy, że ja i ty...
- Dokładnie tak - wycedził Lord - Ty i ja nie mamy ze sobą nic wspónego!
I zrobił zamach. Nagle wszystko wokół zaczęło się trząść...

Tymczasem w Dowództwie Gwiezdnych Wrót panował rozgardiasz. Drużyny GW-1 i GW-2 (bodajże właśnie to zostały na Ziemii...) domagały się utworzenia kolejnych jednostek. Kermit próbował powołać się na swój autorytet, ale jakoś go wszyscy olewali. W pewnym momencie, do bazy wkroczył Thomass z kwaśną miną. Pierwszy zauważył to Ogotai.
- Coś się stało? - zapytał niepewnie. Thomass smętnie pokiwał głową.
- Mam złe wieści... - westchnął - Otóż przedstawiciele innej nacji podejrzewają, że przeprowadzamy tutaj jakieś eksperymenty...
- Co takiego? - zaniepokoiła się Hathor
- Otóż, dysponują oni odczytami wskazującymi na znaczny pobór energii w naszym rejonie, spowodowany otwieraniem wrót. No i poza tym fakt, że ten teren został ogrodzony drutem kolczastym i wystawione warty na zewnątrz... No i to, że mamy ostatnio dużo rannych, echhh...
- Czego żądaj? - zapytał krótko Kermit
- Ujawnienia czym się zajmujemy. Grożą, że użyją swoich wpływów do zamknięcia programu jeśli tego nie zrobimy...
- Ale kto to wogóle jest? - zapytał ktoś z głupia frant
Thomass spojrzał po sali.
- Jak to kto? Moi rodzice.
W sali zaszemrało.
- Mają jakieś dowody?
-Tak. Wysoki rachunek za prąd...
Zapanowała cisza. Wszyscy zrozumieli powagę sytuacji...

Użytkownik Ogotai edytował ten post 02.08.2004 - |13:46|

  • 0

#73 Loki

Loki

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 141 postów
  • MiastoCiechanów/Płock

Napisano 03.08.2004 - |12:42|

Stare SGC, narada SG1 i gen. Hammonda...
- Dobra, nasz wywiad zdolal zlokalizowac wrota... (Hammond)
- No to na co czekamy, idzmy i je zabierzmy. Dwa odzialy nasze najlepsze odzialy wspomagane dywizja pancerna zalatwia sprawe (O'Neill)
- Ale nie mozemy zbrojnie wystapic, przeciwko nim, oni sa naszymi partnerami w NATO. Bysmy mieli powazne klopoty (Carter)
- Wlasnie dlatego musimy dzialac szybko i cicho. Wysle tylko was, wiem ze sobie poradzicie (Hammond)
- Indid (Teal'c)
.................................
Nastepnego dnia wieczorem, uzbrojony oddzial SG1 skradal sie do domu Thomassa...

-kochanie, pies zaczal szczekac, idz zobacz, czy kogos nie ma na podworzu (mama Thomassa)
-nie chce mi sie, zaraz zacznie sie sloneczny patrol (tata)
-dobra, sama sprawdze, ale jak nie wroce w ciagu 5 minut dzwon na policje- mama Thomassa wziela do reki szczote kalibru 1,5m, z ostrym wlosiem i ergonomiczna rekojescia i poszla na spotkanie z przygoda (druzyna sg1)
  • 0
ISTNIEJĄ TRZY STRONY KAŻDEJ KWESTII:
-TWÓJ PUNKT WIDZENIA,
-JEGO PUNKT WIDZENIA i
-DO DIABŁA Z TYM WSZYSTKIM

#74 Thomass

Thomass

    Plutonowy

  • VIP
  • 424 postów
  • MiastoKraków

Napisano 03.08.2004 - |22:03|

- Thomaaasssss! Czy możesz uspokoić tego psa?! - wyraziła swoje pragnienie dość doniosłym głosem mama Thomassa.
Słysząc te słowa SG1 skradające się po posesji uśmiechnęli się z radością.
Tymczasem Thomass ze smętną miną wyszedł z bunkra i kląc coś pod nosem na głupie psy krzyknął:
- Odie! Uspokuj się! Garfield!!!! Uspokuj Odiego!
Podnosząc się ze swojego legowiska kot Garfield wymruczał pod nosem:
- Nienawidze poniedziałków.
- Garfield! Dziś jest wtorek! - Zripostował mu Thomass
- Czepiasz się. - Nie był mu dłużny Garfield
Garfield podszedł do Odiego i zrzucił go ze stołu.
Thomass usatysfakcjonowany wypełnieniem polecenia zwierzchnika, czyli mamy podążył spowrotem w strone bunkra. Nagle... W wieczornej mgle zauważył czerwone wiązki celowników laserowych. Nie miał dużo czasu na reakcje. Dlatego postanowił wykorzystać jedyne dostępne środki:
- Garfield! Listonosz na posesji!
Oczy kota rozblysnęły niczym dwie latarki!
- Trzeba było tak odrazu - Ucieszył się pomarańczowy kot i ruszył aż się za nim kurzyło.

Już po chwili nic nie podejrzewający Teal'c wpadł do wilczego dołu. Carter zawisła za noge na drzewie. Garfield z wrednym uśmiechem przyciskał jakieś przyciski... Jack zaliczył jakąś wielką pięścią ze ściany. Jedynie Daniel zakradł się przed samo wejście bunkra. W jego oczach widać było radość, zważywszy na los reszty drużyny. Ale Garfield miał coś specjalnie dla niego... Nagle płyta chodnikowa na której stał Jackson wyskoczyła na sprężynie wyrzucając zdezorientowanego archeologa kilkanaście metrów w górę i poza obszar posesji. Leżał na bruku przez kilkanaście minut. Obok niego wylądowala reszta drużyny SG1. Wszyscy przez dłuższą chwile byli nieprzytomni. Pierwszy obudził się Teal'c.
Spojrzał na reszte swojej drużyny i zaczął ich opatrywać. Jack miał połamane żebra, Carter skręconą kostke, Daniel obie nogi. W najlepszym stanie był Teal'c, co prawda miał liczne rany kłute i szarpane ale lata przeżyte z symbiontem w kiszkach dały mu większą odporność niż innym ludziom. Jak tylko zabezpieczył rany kolegów i swoje wezwał samochód ewakuacyjny.

Tymczasem Thomass wracał wolnym krokiem do bunkra, minął Garfielda i odezwał się tymi słowami:
- Dobra robota, chcesz zostać szefem ochrony?
- Daruj sobie, gdzie moja lazania? - jak zwykle Garfield nie był mu dłużny.
Thomass tylko się uśmiechnął i wrócił do przyjaciół siedzących przy wrotach.
Jak tylko znalazł się z nimi ze szczerym uśmiechem zaproponował obejrzenie zapisu z kamer ochrony.
Po skończonym filmie jak to Garfield wyżywa się na na SG1 wszyscy obecni krzyknęli chórem:
- To lepsze niż kreskówki! Masz więcej?!

Gdy tylko pokiereszowane SG1 spotkało się z Hammondem złożyło raport z misji, brzmiał on miejwięcej tak:
- Generale, zawiedliśmy, wrota chyba śa stracone, mają niesamowicie nowoczesne systemy ochrony. Szef ochrony jest chyba z byłego ZSRR, prawdopodobnie z okolic czarnobyla, oczy mu świecą i porusza się z niesamowitą prędkością. Po cichu nic nie wskuramy. Z pozaziemskimi sojusznikami nie mamy kontaktu. Jesteśmy zgubieni. Generale, błagamy, niech nam pan nie każe tam wracać!
  • 1
Nienawidze poniedzałku...

#75 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 04.08.2004 - |08:25|

Ale Hammond był nieubłagalny.
- Ponowić próbę odbicia wrót, ale chyżo! - rozkazał głosem nieznoszącym sprzeciwu.
  • 0

#76 Katharn

Katharn

    Ostatni Smok

  • Moderator
  • 1 341 postów
  • MiastoWarszawa / Częstochowa

Napisano 04.08.2004 - |09:35|

Po czym wyszedł z pokoju operacyjnego.

Jack spojrzał na panią major
- No Carter - zanim tam wrócimy musisz wymyślić jakieś pole siłowe albo coś.....
Jego wyraz twarzy świadczył definitywnie, że nie wróci bez gadżetów to tej bazy chronionej przez mutanta z okolic Czarnobyla.
- Ale.... sir.... tego się nie da zrobić...... - wykrztusiło cudowne dziecko wielu uczelni spoglądając w twarze swoich przyjaciół z SG1.
- Wierzę, iż to wykonalne - mruknął Teal'c - Goa'uld'owie mają przecież coś takiego......
- To może ja przyniosę z magazynu Ribbon Dev - zerwał się z fotela Daniel - w końcu Sam i ty Jack możecie się tym bawić - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Na samą myśl o używaniu sprzętu Wężyków Jack cały się najeżył
- Ani mi się waż!!!!! Mamy Carter!!! Ona sobie poradzi!!!!


Tym czasem w Polsce Nasza wesoła drużynka zaśmiewała się do rozpuku oglądając w kółko jak SG1 dostaje ostre cięgi od małego kotka. W koncu Thomass przerwał tę idyllę:
- Dobra - trzeba zająć się w końcu jakimiś ważniejszymi sprawami - trzeba zabezpieczyć bazę!
- Daj spokój - Esa miała wątpliwości - oni już tu nie wrócą - cały personel zaniósł się śmiechem - po takiej odprawie?

Tymczasem za oceanem......
Gdybym mial niebios haftowane szaty,
Zlotym i srebrnym przetykane swiatlem,
Blekitne, ciemne, przydymione szaty
Nocy i swiatla, i polswiatla,
Rozpostarlbym je pod twoje stopy.
Lecz biedny jestem: me skarby -- w marzeniach,
Wiec ci rzucilem marzenia pod stopy;
Stapaj ostroznie, stapasz po marzeniach...

#77 EsaSol

EsaSol

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 142 postów
  • MiastoTarnobrzeg

Napisano 05.08.2004 - |08:22|

- Dobra Sam Jack jak myślcie nad jakąś super broną a ja pójdę robić dalej swoje może to nam coś pomoże – powiedział Daniel podnosząc się z fotela w sali odpraw
- A co ty robisz?- Zdziwiła się Sam
- A właśnie Sam może masz pożyczyć jakiś komp. z dostępem musze cos sprawdzić na necie
- Ale co ty robisz? – Domagała się odpowiedzi Sam
- Kiedyś wpadł mi w ręce pewien adres internetowy tyle, że wiadomości zawarte na tej stronie są po polsku wiec musze je przetłumaczyć, a, że tego jest kilkadziesiąt stron a znając życie jeszcze doszło to mam trochę roboty
- Ale, o co chodzi?? –O`Niell był wyraźnie zły
- To opowiadanie jak zdążyłem się zorjętować jest bardzo podobne do rzeczywistości tyle ze opisuje ją trochę bardziej ogólnie nisz ona faktycznie jest. Jestem jednak niemalże pewny ze jest tam napisane jak dostać się do tej ich bazy i jak ominąć to coś, co nas zaatakowało.
- No to do roboty, Carter zdaje się, że masz jakiś wolny komputer, którego nie zabrali
- Tak mam jeden zaraz, ci go dam Danielu
- Dzięki Sam biorę się do roboty

Tym czasem w BGW wszyscy zaśmiewali się oglądając po raz kolejny potyczkę garfilda z SG1, gdy do pokoju wpadł Kermit
- Słuchajcie jest źle
- Cicho patrz, jakiego mamy wspaniałego kota braciszku – uciszył go Pradawny
- Jest źle bardzo źle nasza baza został odkryta a niedługo będą wiedzieć, że to, co ich zaatakowało to tylko kot i jak mogą go zająć
- No i? – zapytał ktoś z sali
- Trzeba zmienić lokum- powiedział poważnie Kermit – Daniel tłumaczy opowiadanie jeszcze nie doszedł do 4 strony forum, ale już ma najprawdopodobniej sporo.
- Oki Esa, 121772, M.M weźcie sobie po jeszcze jednej osobie i szukać po Polsce jakiegoś miejsca gdzie można by się przenieść Thomass twoi rodzice skarżą się na to ze za duże rachunki za prąd, mamy, więc na składzie jakieś reaktor naquada? – Wydawał polecenia Pradawny= aha jak znajdziecie cos to podkaszcie miejsce na mapie a nie wymieniajcie głośno nazwy jak daniel to tłumaczy to lepiej ze by do tego nie doszedł.- zwrucił sie na koniec do poszukiwaczy.
- Tak mamy kilka – powiedział Thomass
- Dobra weź sobie kogoś i podepnijcie taki jeden reaktor żeby zmniejszyć pobór mocy z liczników twoich rodziców, – gdy wszyscy wyznaczeni poszli do swojej roboty Pradawny zwrócił się do SGTokara Kasyna Setha, Radziora i Agwara - Chłopaki Daniel nie może tego przetłumaczyć waszym zadaniem będzie uprowadzenie go z SGC i umieszczenie w miejscu, w którym nie będzie miał ani kontaktu z resztą ani co tłumaczyć dobra.
- Tak jest nas tylko, 4 bo niema M.M, ale damy sobie rade – powiedzieli chórem – nawet nas nie zauważa – dodał Seth
  • 0

#78 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 08.08.2004 - |13:35|

Najpierw podpięli reaktor. A jak to zrobili, to ustalili, że zrobią popijawę. Po cichu, żeby nikt nic sie nie domyślił; oficjalnie oznajmili, że będzie to zlot. Zabrakło m.in. Hathor (spotkanie z Władcami Systemu), EsaSol (pierścienie transportowe się popsuły) i Ogotaia (wysłany z misją szpiegowską). Praktycznie przez cały wieczór pili, wskutek czego na drugi dzień nie było żadnego członka GW na nogach (oprócz wymienionej trójcy, a raczej dwójcy). W pewnym momencie gdzieś w kącie rozległ się cichy jęk Thomassa.
- Co mówiłeś? - podeszła Esa z wiaderkiem z wodą. Thomass łapczywie wypił.
- Widzę... widzę.... - stęknął
- Ale co? - zniecierpliwiła się Esa. Ona też widziała skutki wczorajszego pijaństwa i wcale się jej to nie podobało.
- ...Gumisie - dokończył Thomass i zasnął.
- No taaak... - sapnęła podnosząc się - Może jeszcze powiesz, że przeszły przez wrota by podbić Ziemię? - po czym obróciła się i zobaczyła, że...

Użytkownik Ogotai edytował ten post 08.08.2004 - |13:36|

  • 0

#79 harcerzyk123

harcerzyk123

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 129 postów
  • MiastoWhitestock

Napisano 08.08.2004 - |18:23|

... z wrót wychodzą małe fioletowe stworki z dużymi głowami. Esa potrząsnęła głową dwa razy (to był błąd ukryty ból znów odezwał się z całą swą wredną mocą). Po pewnym czasie kolorki przybladły i Esa zobaczyła Thora, Indu i jakiegoś innego niezidentyfikowanego agardczyka. Prowadzili ze sobą ożywioną rozmowę.
- Popatrz no Indu - odezwal się Thor - jakaś fajna impra a nas nie zapraszają.
- Masz rację przyjacielu - odezwał się Indu - to nie jest fair.
- A może oni nie czytali całego traktatu pomiędzy czterema rasami - odezwał się tajemniczy asgardczyk - i nie wiedzą, że kolegów z traktatu zaprasza się na imprezy. W końcu ich przyjęliśmy.
- Eee... To może byśmy im go przetłumaczyli? - zaproponował Thor.
- Dobra innym razem.- rzucił Indu - Teraz ich cucimy.
Jak powiedzieli tak zrobili. Po około 30 minutach cała załoga była trzeźwa jak noworodki.

Użytkownik harcerzyk123 edytował ten post 09.08.2004 - |07:14|

  • 0
"Ambassador Kosh has been a busy boy today."
"They say God works in mysterious ways."
"Maybe so, but He's a con-man compared to the Vorlon."
-- Garibaldi and Sinclair in Babylon 5:"Deathwalker"

#80 Ogotai

Ogotai

    Plutonowy

  • VIP
  • 456 postów

Napisano 10.08.2004 - |14:49|

- Thor, stary! - posypały się zewsząd okrzyki radości - Co cię do nas sprowadza?
Thor uśmiechnął się głupkowato.
- Przynoszę wieści.
- Jakie? - zapytał Ogotai - Dobre czy złe?
Thor zamrugał.
- Przynoszę wieści, że...

Użytkownik Ogotai edytował ten post 10.08.2004 - |14:50|

  • 0




Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych