- Powinnaś się odziać. Zaraz wezwie twe służące. Musimy się zająć sprawami naszego państwa, wprowadzić cię we wszystko i zająć zbliżającą koronacją, moja pani.- chwyciła jego dłoń, którą wspomogła ja przy wstawaniu. Otuliła się szczelniej prześcieradłem.
- Wolałabym zostać tutaj.
- Wykluczone! Królestwo nie może czekać. Należy rozpocząć przygotowania do koronacji, wprowadzić cię we wszystkie najważniejsze sprawy.- odparł.
Fryderyk pociągnął za dzwonek wzywający służbę. Dwie minuty później do środka weszły Anna, Terra oraz Joachim. Służki zajęły się swoja panią, zabierając ją do przylegającej, prywatnej łazienki Elizabeth, podczas gdy książę wydawał polecenia swojemu zarządcy co do przeprowadzki dr Weir do komnat książęcych. Dziewczęta szybko obmyły i wyperfumowały Elizabeth, szykując ją na resztę dnia. Terra przyniosła z szafy długą muślinową suknię z trenem i odpowiednim wcięciem eksponującym dekolt. Do zielonej szaty dobrały diamentową tiarę, którą nałożyły jej na rozpuszczone loki oraz wiszące kolczyki z kamieniami pod kolor sukni. Nie założyła naszyjnika, który jej zaproponowały, zamiast niego, jej dekolt ozdobił złoty łańcuszek, prezent od Johna. Uznając, że jest gotowa, Elizabeth wyszła z łazienki wprost do swojego salonu, gdzie nadal przebywał jej małżonek. Na jej widok kiwnął głową i podając jej ramię, z dumą wyprowadził żonę z jej komnaty. Ramię w ramię, nie odzywając się do siebie kroczyli przez długie i kręte korytarze zamku, od czasu do czasu odpowiadając na pozdrowienia poddanych. W końcu stanęli przed podwójnymi drzwiami. Strażnicy otworzyli je, a w środku rozprzestrzenił się głos Joachima zapowiadający wejście księcia oraz księżnej Kostalii. Doradcy znajdujący się w środku pozdrowili władców, porzucając wcześniejsze dyskusje. Fryderyk poprowadził żonę do podniesienia na drugim końcu sali, gdzie znajdowały się dwa pozłacane fotele z herbem planety. Mężczyzna zaczekał, aż kobieta usiądzie, a następnie sam zajął miejsce, prosząc o przedstawienie pierwszego punktu ich zebrania.
Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że kłócący się doradcy księcia przypominają jej Radka i Rodney’a. Myślała też, że zajmą się naprawdę poważnymi sprawami, jak powódź. Przecież wciąż padało, a poziom wody w jeziorze i rzekach niebezpiecznie podnosił się z każdą godziną, a oni, wraz z jej małżonkiem dyskutowali o wystroju sali tronowej. Miała dość, nie mogła tego słuchać.
- Koronacja? To są te bardzo ważne sprawy królestwa, tak?- nagle nie wiadomo dlaczego wszyscy zamilkli i spojrzeli na nią. „Chyba powiedziałam to na głos.” Pomyślała.- A co z ludźmi, którzy próbują przetrwać powódź, kiedy wy planujecie kolor zasłon?
- Wasza wysokość.- zwrócił się do niej jeden z dostojników, kłaniając się wpół. Elizabeth wyprostowała się, położyła dłonie na bocznych oparciach fotelu i spojrzała spod rzęs na osobę ośmielającą się wystąpić z tłumu. Chodzący po sali Fryderyk przystanął przy oknie i zajął się podziwianiem kropel deszczu na szybach, ignorując całą resztę. Wiedząc, że nie znajdzie akceptacji u pana męża, postanowiła rozegrać karty po swojemu. Jeśli ma współrządzić, nie pozwoli na cierpienie ludu, tylko dlatego, że arystokracja pragnie rozrywek.- Proszę nie zawracać sobie głowy rządzeniem, milady. Nasz książę przyprowadził waszą miłość, aby towarzyszyła mu podczas długich spotkań.
- Doprawdy?- uniosła brew w niedowierzaniu. Dostojnik ukłonił się ponownie, po czym z zadowoleniem wycofał się do szepczących między sobą towarzyszy. Elizabeth spojrzała na Fryderyka.- Czy tak o mnie myślisz? Że nie potrafię nawet służyć ci radą, a co dopiero powiedziawszy o władaniu?
- No cóż, moja pani… Jesteś kobietą, a te nie nadają się do niczego innego, jak rozchylania nóg. Wasze miejsce jest w łożu, chociaż ty kochana, nie jesteś taka jak inne…- powiedział. Dr Weir wstała, groźnie mierząc męża wzrokiem zeszła z podium, przeszła kilka kroków i zatrzymując się naprzeciwko Fryderyka, wymierzyła mu siarczysty policzek w twarz. Doradcy natychmiastowo uspokoili się, a z twarzy zeszły im uśmieszki. Znali swojego pana, wiedzieli do czego jest zdolny, a jego żona właśnie podniosła na niego rękę.
- Nigdy więcej nie próbuj mnie znieważać, Fryderyku. Pamiętaj o tym kim jestem!
- Za to co zrobiłaś, powinnaś stracić głowę.- powiedział przecierając czerwony ślad na policzku.
- Znowu mi grozisz?
- Ale jestem wspaniałomyślny i spędzisz tylko noc w lochu. To da ci do myślenia. Straże! Proszę odeskortować księżną.- rozkazał, a dwóch rosłych mężczyzn w zbrojach stanęło obok kobiety. Ona tylko zmierzyła ich wzrokiem od stóp do głów, po czym gdy próbowali chwycić ją pod ramiona, odsunęła się.
- Nawet nie próbujcie mnie dotykać, inaczej źle się to dla was skończy!- powiedziała, kiedy drzwi się otworzyły i do środka z wycelowaną w strażników bronią, wpadła jej osobista ochrona, wyznaczona przez majora Shepparda. Na twarzy Elizabeth zagościł tajemniczo złowrogi uśmieszek. Odwracając się w stronę księcia, kontynuowała.- A co do ciebie, drogi małżonku, radzę ci powstrzymać groźby, gdyż może się to skończyć wojną. Nie zapominaj, że jako przywódczyni Atlantydy w każdym momencie mogę obrócić twoje królestwo w pył. Wystarczy jedno moje słowo!
Chwyciła do ręki rąbek sukni i nie oglądając się na zdezorientowaną świtę księcia, skierowała do wyjścia. Jej ochrona podążyła za nią. W progu zatrzymała się, spoglądając za siebie na doradcę, który wcześniej się do niej odezwał. Instynktownie wyczuł, że mu się przygląda i jakby przeczuwając kłopoty, zrobił krok do przodu i przyklęknął przed dr Weir na jedno kolano.
- Jak się nazywasz?
- Edwin, o pani.
- A więc Edwinie, ja Elizabeth księżna Kostalii oraz podległej jej Niwiry i przywódczyni Atlantydy, miasta Pradawnych rozkazuję ci natychmiast skierować swoich ludzi do pomocy chłopom przy wszystkich naprawach jakich dokonała powódź…
- Tak jest moja pani.- przerwał jej.
- Jeszcze nie skończyłam!- uniosła głos.- Ponadto zarządzisz wydanie z królewskiego spichlerza zboża dla każdego z mieszkańców, którzy utracili wszelakie zapasy żywności. Osoby, którym bliski członek rodzinny zginął oraz rannych otoczysz specjalna opieką, tworząc przy tym ochronkę, której kierownictwo powierzysz księżniczce Kendrze. Och i poinformujesz swojego księcia, że potrzebne mi plany budowy zamku. Skierujcie je do doktora McKay. Zwołajcie moich ludzi oraz księżniczkę, mam z nimi kilka rzeczy do przedyskutowania.
Wyszła z sali zadowolona, przemierzając korytarz obmyślała następny krok. „Jeśli chce wojny będzie ją mieć. Do tej rozgrywki potrzeba dwojga, drogi mężu. A ty właśnie igrałeś z ogniem, nie myśl, że się nie sparzysz!”
TBC

Logowanie »
Rejestracja







