Nowa misja :)
#41
Napisano 27.06.2011 - |20:54|
Ciekawe, jak wybrną z tej sytuacji?
Biedny Jack. Zawsze ląduje na kolanach
Pozdrawiam.
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.
F. Nietzsche
#42
Napisano 29.06.2011 - |13:26|
#43
Napisano 23.07.2011 - |12:09|
Daniel zauważył że O’Neill i Goa’uld zaczynają się przekomarzać jak dzieci i postanowił zrobić coś zanim pułkownik wpakuje ich w jakieś kłopoty.
- Przepraszam – wstał i mówił dalej – czy istnieje jakaś szansa na pokojowe rozwiązanie tej sytuacji?
„Chłopcy” zamilkli i popatrzyli na archeologa jakby przed chwilą spadł z nieba.
- Co masz na myśli mówiąc pokojowe? – zapytał wąż.
- To że wy dostaniecie planetę a my odejdziemy wolno.
- W żadnym wypadku. Nie przepuszczę takiej okazji, nie rozumiesz, jeżeli was schwytam i zdobędę tą planetę to pomniejsi władcy systemów poddadzą się bez walki. Moje imperium się rozwinie, zdobędę nowych wyznawców, więcej wojska.
- Zawsze możesz powiedzieć że uciekliśmy – zażartował Jack.
- Absolutnie, wówczas stracę cały autorytet.
Lord Yu który dotychczas przysłuchiwał się tym przechwałom Setha, wstał i z całej siły zdzielił go w twarz. Cała trójka, zszokowana tym zdarzeniem, szeroko rozdziawiła usta. Seth opanował się najszybciej i chciał coś powiedzieć ale Yu mu nie pozwolił.
- Jak śmiesz całą zasługę przypisywać sobie? Czyżbyś zapomniał o naszej umowie? Mam ci przypomnieć że dysponowałeś jednym bojowym Hat’akiem, i garstką Jaffa, a teraz śmiesz mówić o autorytecie.
Daniel szalenie zdziwiony faktem że lord przemawia sam jak i treścią samej wypowiedzi zamilkł i zaczął się nad tym zastanawiać. Natomiast Jack usłyszawszy to zaczął na nowo przekomarzanie się z goa’uldem.
- No więc jaką siłą chciałbyś nas tu zatrzymać?
- Może cały oddział Jaffa wystarczy – kpiąco odparł Seth.
W tym momencie do komnaty weszło dwudziestu Jaffa, każdy z lancą i zatem. Pułkownik popatrzył na nich znudzonym wzrokiem i powiedział:
- Jesteście żałośni, wypracujmy w końcu kompromis i rozejdźmy się. Marzy mi się stek, a w ogóle to ta planeta jest brzydka i możecie ją zatrzymać.
- Czy obiecujecie odlecieć stąd i nie mieszać się w nasze sprawy? – zapytał Yu.
- Odlecieć tak, zostawimy tylko Jaffa Nabu.
- Mógłbym coś zaproponować ? – zapytał Jackob.
Władcy skinęli głowami, O’Neill tylko popatrzył zaciekawiony.
- Weźmiemy statek którym przylecieliśmy, pełną ładownię trinium i odlecimy niepokojeni przez was. W zamian obiecujemy nie nękać was przez następny powiedzmy miesiąc. Może być? – Tok’ra uśmiechną się porozumiewawczo do drużyny.
- Ciekawa propozycja, chociaż okres nie nękania trochę krótki. Naradzimy się i damy wam odpowiedź – przekazał słowa Yu jego przyboczny i wraz ze swoim panem i Sethem wyszli z komnaty.
- Nieźle poszło, mam nadzieję że szybko wrócą, bo naprawdę zgłodniałem – skomentował sytuację O’Neill i usiadł na tronie.
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
#44
Napisano 23.07.2011 - |12:59|
#45
Napisano 23.07.2011 - |13:15|
Cały Jack, co tu dużo mówić.
Pisz szybciej, bo nie mogę się doczekać, co będzie dalej.
Pozdrawiam.
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.
F. Nietzsche
#46
Napisano 24.07.2011 - |20:37|
Pozdrawiam - igut214:)
#47
Napisano 11.08.2011 - |21:41|
Zostali w sali sami, nie licząc Jaffa przy drzwiach. Po pół godzinie pułkownikowi znudziło się siedzenie i zaczął się bawić bronią, której sługusy władców im nie zabrali. Major pożyczyła od doktora notatnik i długopis, i obliczała na ile ich plan zniszczenia największego złoża trinium na planecie może się udać. Daniel starał się przerysować jak najwięcej nie znanych symboli, a Jackob opary plecami o filar chyba drzemał. Gdy Goa’uld wrócili, Jack był już strasznie zdenerwowany cała sytuacją.
- Podjęliśmy decyzję, możemy się zgodzić na pierwszą część umowy, natomiast jeżeli chodzi o okres nie nękania jest on stanowczo za krótki – zaczął przyboczny Yu.
- Twoim zdaniem pewnie powinniśmy odczepić się od nich na zawsze! – krzyknął zdenerwowany O’Neill.
- Jack, spokojnie. Wysłuchajmy ich –Jackson podszedł do niego.
- Siedzimy i słuchamy już cały dzień, dosyć tego. Zgadzacie się albo odlatujemy niszcząc cała planetę.
Goa’uld nachyli się ku sobie i zaczęli uzgadniać coś szeptem. Gdy skończyli Yu skinął na swojego przybocznego, przekazał instrukcje i wyprostował się na krześle.
- Mój pan mówi że się zgadzamy na wszystko.
- Nareszcie, dzieciaki zbierać zabawki i do domu. Niech tylko wasz ogon pojawi się w naszym systemie słonecznym, zniszczę – powiedział dumnie Jack i wyszedł.
Reszta zespołu zebrała rzeczy i ruszyła za dowódcą. Pułkownik czekał na nich za zakrętem korytarza i właśnie kończył rozmowę z Jaffa.
- Szybko, Teal’c już grzeje silnik - mówił zbierając się do biegu.
Dopadli Hat’aka, zajęli miejsca i wznieśli się w powietrze.
- Carter dokąd? – zapytał pułkownik.
- 38 stopni 10 minut szerokości i 14 stopni 80 minut długości czyli nad to duże jezioro niedaleko bieguna – odpowiedziała czytając wyniki z komputera i wskazując kierunek palcem.
Dotarli na miejsce po 10 minutach.
- Jeżeli to jest jezioro to jak wielki jest ocean? – zapytał Daniel przyklejony do szyby.
- Na tej planecie nie ma oceanów jako takich. Są wielkie zbiorniki wodne takie jak ten ale są otoczone lądem, nie łączą się ze sobą – wyjaśniła kobieta i dodała - Teal’c leć nad wodą aż każę ci się zatrzymać.
Jaffa wykonał polecenie, lecieli może 10 minut ale wydawało się że dłużej.
- Dobrze, czy możesz strzelać pionowo w dół? – zapytała nie podnosząc głowy.
- (In ded) Oczywiście.
- Posłuchajcie, gdy strzelimy będziemy mieli może 30sekund góra minutę na ucieczkę więc lepiej się czegoś złapcie. Nie mam pojęcia jak będzie zachowywało się trinium po strzeleniu w niw ładunkiem elektrycznym. Przygotować się, na mój znak …3…
- …2…
- …1…
Ps. In ded - nie mogłam się powstrzymać
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
#48
Napisano 12.08.2011 - |00:21|
I w dodatku jak tak można? Przerywać przed wielkim BUM? No wiem, że uciekną, ale nie trzymaj mnie zbyt długo w niepewności. Mam nadzieję, że następna cześć będzie już niedługo.
Czekam co będzie dalej.
Pozdrawiam.
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.
F. Nietzsche
#49
Napisano 17.08.2011 - |11:51|
#50
Napisano 19.08.2011 - |16:56|
Pozdrawiam - igut214;)
#51
Napisano 19.08.2011 - |18:38|
A In ded było kozackie ;P, tylko nie wiemk jak się to pisze. Wydaje mi się, że jakoś inaczej.
dokładnie to indeed
#52
Napisano 26.09.2011 - |21:17|
Teal’c strzelił, na powierzchni powstał lej i uniosła się para wodna w dużej ilości. Major wiedziała że część energii zostanie pochłonięta przez wodę dlatego zwiększyła moc miotacza. Nie mieli czasu się temu przyglądać, po oddaniu strzału Jaffa natychmiast skierował okręt pionowo w górę. Jack i Daniel którzy przezornie usiedli pod ścianą, zostali do niej „przygwożdżeni”. W chwili wylotu z atmosfery, przed wejściem na orbitę Sam zauważyła że czujniki wykryły impuls elektryczny wychodzący z planety i kierujący się na przeciwległy koniec systemu planet. Gdy wyrównali lot na planecie w miejscu wystrzału pojawił się grzybek powybuchowy.
- Sir, jesteśmy już bezpieczni. Planecie nie grozi rozpad, a całe trinium zostało tak silnie zelektryzowane że przez najbliższe 200 lat nie będzie się nadawało do użytku.
- Jakie było przeciążenie że nam prawie narządy wyszły plecami – wysapał Jack.
- Niewielkie, jakieś 8 G. Wasze odczucia to nie tylko wina przeciążenia ale także bardzo szybkiego wyjścia z grawitacji planety. W fotelach są zamontowane specjalne amortyzatory, Danielu nic ci nie jest?
Archeolog leżał obok pułkownika zwinięty w kłębek i ciężko dyszał, był nieprzytomny. Sam podeszła do niego i zbadała mu puls.
- Sir, nie jest dobrze, ma strasznie przyspieszone tętno i trudności w oddychaniu – zameldowała.
- Może mu pani pomóc? Kiedy możemy się skontaktować z Ziemią?
- Mimo przeszkolenia medycznego nie umiem mu pomóc. Nie wiem jakie leki mogłabym mu podać, Teal’c pomóż mi go przenieś do ładowni. Podłączę mu tlen. Z ziemią będziemy mogli się połączyć jak opuścimy ten układ słoneczny. Proszę nie wstawać. – Gestem zatrzymała przełożonego i poszła za Jaffa do ładowni.
Teal’c położył doktora na śpiworze, postawił obok niego apteczkę i butle z tlenem. Major założyła Jacksonowi maskę tlenową i podłączyła go do defibrylatora żeby monitorować pracę serca. Biło za szybko ale alarm się jeszcze nie włączył. Zostawili go i wrócili do głównej kabiny.
- Teal’c zabierz nas szybko na Ziemię – polecił O’Neill.
- Sir, możemy wrócić przez najbliższe wrota.
- A co ze statkiem? Wiesz ile on znaczy w tej wojnie, nie zostawię go na pastwę jakichś wieśniaków – zirytował się dowódca.
- O’Neill ja wrócę statkiem na Ziemię, a wy zabierzcie Daniela Jacksona do bazy – oświadczył Jaffa i skierował Hat’aka ku najbliższym wrotom.
W czasie lotu major z pułkownikiem przygotowywali doktora do podróży. Ułożyli go na noszach, tlen i defibrylator ułożyli między jego nogami. Teal’c wylądował na polanie, wrota położone były ok. pół kilometra w głąb lasu. Jaffa i pułkownik chwycili nosze, major łączyła się z bazą.
- Sierżancie proszę mnie szybko połączyć z doktor Fraiser – rozkazała.
- Janet czekaj na nas w sali wrót, Daniel jest nieprzytomny i ma trudności z oddychaniem.
- Rozumiem, czy to skutek urazu, wypadku szoku? – starała się dowiedzieć lekarka.
- Nic z tych rzeczy nam się nie przydarzyło tym razem. Stracił przytomność po ucieczce z planety, będziemy za pięć minut to wszystko opowiem – zameldowała Carter i się rozłączyła.
Wzięła od Teal’ca nosze, pożegnała się z nim i razem z pułkownikiem przeszli przez wrota.
Użytkownik Palek21 edytował ten post 26.09.2011 - |21:18|
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
#53
Napisano 28.09.2011 - |20:13|
Czekam zatem na finał.
Pozdrawiam.
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.
F. Nietzsche
#54
Napisano 03.10.2011 - |11:26|
#55
Napisano 07.10.2011 - |21:26|
Dziękuję wszystkim którzy to czytali ( Madi, cooky, igut214).
Smacznego
Wydawać by się mogło że pięć minut to strasznie mało czasu jednak nie dla szefowej medycznej bazy SGC. Zdążyła założyć kombinezon ochronny, zarządzić kwarantannę dla SG 1 i wydać stosowne polecenia, przygotować izolatki i powiadomić o wszystkim generała Hammonda. Czekała na nich w sali wrót wraz z zespołem ratunkowym. Gdy tunel się otworzył i jedynka przeszła, dwóch sanitariuszy zabrało nosze z Danielem, zapakowało na wózek i natychmiast zabrali doktora na badania.
- Janet po co to wszystko? To na pewno nic zaraźliwego – zaczęła Carter, ale została uciszona gestem lekarki.
- Możliwe że to prawda, ale wnioskując z waszych poprzednich misji generał zarządził kwarantannę – odpowiedziała Frasier prowadząc ją w stronę laboratorium.
- Gdzie Teal’c? – pytanie generała rozległo się w głośnikach.
- Wróci statkiem, tylko nie wie gdzie może zaparkować – wyszczerzył się w odpowiedzi O’Neill.
- Odprawa gdy tylko doktor Frasier pozwoli, ale na jakieś wyjaśnienia czekam natychmiast po badaniach - generał wyłączył interkom i poszedł do gabinetu.
- Zapraszam państwa do ambulatorium – powiedział jakaś pielęgniarka i wpakowała ich na wózki inwalidzkie.
Po chwili byli już podpięci do monitorów pracy serca, a siostry wytaczały z nich krew.
- Komplet wyników będzie za godzinę, do tego czasu zostaniecie tutaj – oznajmiła Janet.
- Czy możemy chociaż posiedzieć przy Danielu? – zapytał Jack.
- Siostro, proszę ich podłączyć do monitorów obok doktora Jacksona i zawiadomić mnie jeżeli coś będzie się działo. Będę w laboratorium – rozkazała i wyszła.
Siostra wykonała polecania przełożonej, sprawdziła odczyty i zostawiła ich samych.
- Sir, powinniśmy napisać raport dla generała.
- Później Carter, jak Danielowi się poprawi – zdecydował pułkownik nie odrywając wzroku od przyjaciela.
Doktor Jackson wciąż był nieprzytomny, mało tego musieli podłączyć go do respiratora bo przestał oddychać. Przykro im było oglądać go w takim stanie. Major zauważyła znacznie przyspieszone tętno u pułkownika, ale oddychał normalnie więc wzięła to za objaw zmartwienia i wyczerpania po misji. Gdy po godzinie wróciła doktor, tętno Jacka szalało a pułkownik był blady i spocony. Carter wstała gdy zauważyła ją przy drzwiach, szybko odłączyła monitor i podeszła do lekarki.
- Janet, O’Neill ma takie same objawy jak Daniel. Czy to znaczy że to zaraźliwe ?
- Chodźmy do nich, nie będę tego tłumaczyć dwa razy – odparła lekarka.
- Pułkowniku, proszę się położyć dla własnego bezpieczeństwa – zaczęła.
- Przynieśliście ze sobą bakterię, która atakuje tylko ludzi i to w dodatku mężczyzn. Sam jesteś zdrowa i zezwalam na opuszczenie kwarantanny po całkowitej dezynfekcji. Daniel z powodu swojej astmy złapał i rozwinęło się to u niego szybciej. Musimy jeszcze zrobić rentgen żeby się upewnić czy nie ma zapalenia płuc, czy niewydolność oddechowa spowodowana jest bakterią.
- Czy możesz to wyleczyć, czy będziemy czekać aż sami to zwalczymy - zapytał wystraszony dowódca jedynki.
- W pańskim przypadku pewnie dał by pan radę, ale Daniel wymaga naszej pomocy. Zaczniemy od najstarszego znanego antybiotyku – odpowiedziała Fraiser z uśmiechem.
- Siostro, proszę poczęstować pułkownika wenflonem, a następnie jemu i doktorowi Jacksonowi podłączyć penicylinę. Dawkowanie w kartach. Chodź Sam generał już na ciebie czeka i ja także chętnie się dowiem co wam się tym razem przydarzyło.
- Dobrej nocy pułkowniku – uśmiechnęła się major na odchodnym.
Jack patrzył jak siostra manipuluje przy jego ręce, podłącza kroplówkę, wstrzykuje coś bezpośrednio w dojście. Był coraz bardziej senny, widział jeszcze jak podłączają Danielowi kroplówkę i urwał mu się film. Obudził się gdy zegar nad drzwiami wskazywał 12.00. Spojrzał w stronę łóżka na którym leżał Daniel, przyjaciel był odłączony od respiratora, lecz nadal nie przytomny.
- Siostro, ile spałem?
Zobaczył że skończyła rozmawiać przez telefon i idzie w jego kierunku.
- Całą dobę, sir – odpowiedziała i pomogła mu usiąść.
- Czy mógłbym dostać coś do picia?
- Zaraz przyjdzie doktor i zdecyduje – to powiedziawszy zostawiła go poszła do Jacksona.
- Janet kiedy mogę wstać – zapytał zanim lekarka zdążyła cokolwiek powiedzieć.
- Dzień dobry, wieczorem będzie pan na chodzie.
- Co z nim? – O’Neill wskazał łóżko przyjaciela.
- Oddycha samodzielnie, nawet odzyskał przytomność na parę minut. Najgorsze już za nim, myślę że jutro, najdalej pojutrze opuści ambulatorium.
Godziny do upragnionego wyjścia dłużyły mu się niemiłosiernie. Carter przyszła w odwiedziny i zaczęła techno bełkotem mówić o skutkach naelektryzowania tak dużego złoża trinium, wpadł także dowódca tylko po to żeby przypomnieć o raporcie z misji. Gdy upragniona godzina nadeszła, przyszła doktor Fraiser żeby ostatecznie go zwolnić z ambulatorium.
- Jack gdzie my jesteśmy? – usłyszał za zasłony głos Daniela.
Janet natychmiast odsunęła zasłonę i przystąpiła do badania pacjenta. Osłuchała go na wszystkie strony, sprawdziła czy nie ma zaburzeń koncentracji i pamięci, by wreszcie orzec że doktor musi jeszcze przez noc zostać w ambulatorium.
- Pułkowniku zostaje pan? – zapytała zdziwiona.
- Trochę przy nim posiedzę i opowiem co się stało od momentu gdy stracił przytomność – odpowiedział przysuwając sobie krzesło.
Janet wzruszyła ramionami i wyszła by zameldować generałowi ze Jackson się obudził.
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
#56
Napisano 08.10.2011 - |07:34|
#57
Napisano 08.10.2011 - |07:40|
Super opowiadanko. Z humorem i w ogóle...
No i udało ci się je skończyć, a już tak długo leżało odłogiem. Bardzo się cieszę i czekam na następne.
Pozdrawiam.
Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.
F. Nietzsche
#58
Napisano 06.11.2011 - |20:54|
Bardzo mi się podobało. Pozdrawiam
PS. I chyba przecineczki muszą przyjść do Ciebie, bo Ty je omijasz szerokim łukiem, he, he
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja







