Pozwól mi się z tym scenariuszem nie zgodzić. Jest - jakby to rzec - zbyt.... oklepany. Główny bohater musi wybierać pomiędzy śmiercią "ukochanej" osoby, a swoim życiem. Rani ją, a potem ona umiera na jego rękach. Boże!!!! A mówiłeś że nie chcesz z SG-1 robić telenoweli!!!!!!
Jak już mówiłem z tego bagna nie da się wyjść nie tworząc kolejnego bagna :>
I tak jakbym chciał by z tego wyszli, nie da się normalnie...
.... już widzę ten uśmiech Sam po tym jak Piotrusiowi skręciła kark mówiąc słowa: "giń wężykowaty prześladowco!"
Co do mnie - męczy mnie ten wątek shipu już. Życzę Sam jak najlepiej - niech się w końcu hajtnie z kimś - obojętne z kim.
Mówisz że cię męczy a jednocześnie jak dla mnie pogorszasz sprawę. Ship był dla mnie integralną częścią serialu od "The Broca Divide" przez "Solitudes", "Point of View", "Divide and Conquer", "Window of Opportunity", "Beneth the Surfcae", "Entity" do "Paradise Lost" i "Metamorphosis". Potem by tylko Sam się z kimś "hajtneła" wprowadzono Piotrusia nie tylko poświęcając coraz więcej czasu w odcinkach rozterką Sam na temat hajtania z Piotrusiem i myśleniem o Jacku,( a nie o rozwoju istotnych wątków i jakiejś kontynuacji fabularnej), ale na dodatek zniszczyli cos co mi się w serialu podobało - "ship" przekształcając do wątek całkowicie romantyczny!
Gdyby skończyli na szóstym sezonie i zrobili wspaniały film kinowy który byłby nawet lepszy od odcinka "Lost City" wszystko byłoby inaczej.