Nie wiem, skąd wynika u was aż taka nienawiść do Jessego, kiedy to Walter jest prawdziwym s[beeep]y**nem, w dodatku wciąż zaślepionym żądzą pieniądza.
Sam doprowadził się do tego momentu, nie dzięki Jessemu, nie dzięki Toddowi, ani nikomu innemu. W dodatku wplątał w to szereg innych ludzi, którzy teraz nie mają życia albo leżą w piachu. I nie zdaje sobie z tego szczerze sprawy. Także uważam takie prostolinijne osądy w stylu "niech Jesse gnije" za dość miałkie.
Przedstawiłem już swój punkt widzenia, ale powtórzę, bo nie ma nic gorszego, niż człowiek, który nie ma żadnych zasad. Jessie wydał Walta i wiele innych osób, z którymi współpracował w przeszłości. Nikt mu nie broni się mścić. Mógł spróbować szczęścia z Waltem, tak jak ten obecnie zamierza uczynić w przypadku Jacka, ale nie miał prawa pogrążać współpracowników, bo nagle uznał, że to, co robił było niewłaściwe. I wolę Walta z jego żądzą pieniądza dla rodziny, bo sam ewidentnie już z niej nie skorzysta, aniżeli Jessiego z żądzą do towaru...
Swoją drogą nie daje mi spokoju pewna niekonsekwencja (którą od biedy idzie wytłumaczyć). Todd nie zawahał się strzelić w tył głowy młodej, samotnej matce. Zaś z drugiej strony przy wizycie u Skyler, jej zapewnienia całkowicie wystarczyły mu by odpuścić. I to jeszcze narażając się Lydii do której (nie tylko zresztą on

) ma słabość.Jak dla mnie jest to wytłumaczalne albo ogromnym respektem Todda wobec Heisenberga, albo jest to wpadka scenarzystów...
Cóż:
1. Szacunek. Podobnie jak w przypadku pozostawienia mu jednej beczki.
2. Strach. W końcu mowa o wielkim Heisenbergu, który nadal posiada sporą ilość gotówki.
3. Policja. Wprawdzie mogliby ją zabić po cichu albo uprowadzić, ale ostatnią rzeczą którą obecnie potrzebują jest policja na ich głowie, w końcu Skyler stanowi ważny element w śledztwie przeciwko Waltowi, i nie sądzę, by łatwo odpuścili jej morderstwo, szczególnie że mógł mieć z nim coś wspólnego Walt, tudzież jego pracodawcy-wspólnicy.
4. Nie mieli powodu by zabijać Skyler. Andrea zginęła, bo musieli ukarać Jessiego i udowodnić mu, że nie żartują.