Yyy... a co robił Leto II jako Bóg Imperator, jeśli nie zajmował się inżynierią społeczną? Na skalę pangalaktyczną? Nikt inny balonu zwanego Rozproszeniem nie napompował, tylko on właśnie...
Ja tylko Pozytronowego Człowieka (Asimov+Anderson) znam. Popłakałem się przy końcu. Jak nigdy. ;(
Z Asimova bombowy jest też "Koniec wieczności". Niezły o***dol dostałem od matki swego czasu za wydrukowanie tego na atramentówce, ale warto było, zdecydowanie warto ;>
Cykl Fundacja
Rozpoczęty przez
Badas
, 21.06.2006 - |10:17|
23 odpowiedzi w tym temacie
#21
Napisano 17.04.2010 - |23:26|
#22
Napisano 19.04.2010 - |02:20|
Przeczytaj 2 ostatnie tomy cyklu a znajdziesz odpowiedź na nurtujące Cię pytanieNo zastanawia mnie całkowity brak Daneela, gdzie on się podziewa przez te całe stulecia?
W trzech oryginalnych książkach Daneela nie ma bo pisząc je (30 lat przed kolejnymi) Asimov jeszcze nie wpadł na pomysł łączenia wszystkich swoich dzieł w jedną całość. Pomysł ten pojawił się dopiero w "Fundacji i Ziemi" (no może już w Agencie).
#23
Napisano 19.11.2010 - |06:21|
Agent Fundacji za mną. Czytało się zupełnie inaczej niż główną trylogię. Paranoja ogarniająca Trevize'a była czasem mocno irytująca. Aż się człowiek zastanawia czy aby wszystkie jego klepki są w porządku. W sumie paranoja była obecna u wszystkich głównych postaci powieści i co gorsza ich paranoja miała rację, ale przegrała z trzecią stroną konfliktu.
Wprowadzenie do równiach trzeciej siły było bardzo interesujące, natomiast samo jej rozwiązanie w ogóle mnie nie przekonuje. A już dążenie Gai do Galaksji mnie przeraża. My-Ja-Gaja = My Ja Borg... niby za Gają stoją roboty, ale to wówczas jeszcze bardziej przeraża, bo porównanie do Borga staje się jeszcze wyraźniejsze.
Zabieram się za Fundację i Ziemię i zobaczę jaki finał zgotowały nam maszyny...
Wprowadzenie do równiach trzeciej siły było bardzo interesujące, natomiast samo jej rozwiązanie w ogóle mnie nie przekonuje. A już dążenie Gai do Galaksji mnie przeraża. My-Ja-Gaja = My Ja Borg... niby za Gają stoją roboty, ale to wówczas jeszcze bardziej przeraża, bo porównanie do Borga staje się jeszcze wyraźniejsze.
Zabieram się za Fundację i Ziemię i zobaczę jaki finał zgotowały nam maszyny...
#24
Napisano 24.11.2010 - |02:14|
Fundacja i Ziemia przeczytana i niestety w moim odczuciu najsłabsza książka Asimova z siedniu o Fundacji.
Po pierwsze Fundacji w niej nie ma a i świat ukształtowany dla Fundacji też nie ma znaczenia. Tak naprawdę cały plan o utworzeniu lepszego świata dla ludzi nie ma znaczenia, został porzucony na rzecz jakieś Galaksji. I to jeszcze nie Ludzkiej Galaksji a robotowej (bo w sumie nie komputerowej). Rozwiązanie, że ludzie tworzą tak doskonałe maszyny, że uznają one iż największym zagrożeniem dla człowieka i ludzkości jest sam człowiek, nie jest takie odosobnione, ale rozwiązanie przedstawione przez Asimova jest dla mnie nie... - chiałbym napisać nie do przyjęcia, ale to nie to jest dobre określenie, jest bardziej niestrawne.
Mam wrażenie, że to przez "moralność" Daneela...
Po przeczytaniu całego cyklu wyraźnie widać, że Agent Fundacji i Fundacja i Ziemia, napisane zostały tak, a nie inaczej, by mieć to zaskakujące zakończenie, że to jednak nie Drugie Imperium będzie właściwą drogą, by trzymać czytelnika do końca w niepewności. I tu Asimov zagrał mistrzowsko, choć ja nie zgadzam się z jego wynikiem. Podoba mi sie, ze póżniej też napisał Preludium i Narodziny, gdzie nie ma nic o tej nagłej zmianie końcówki serii.
Ale wracając do samej książki. Napisałem, że jest najsłabsza, ale to też niewłaściwe określenie, na moją ocenę mocno wpływa finał, którym jestem zawiedzony, natomiast w samej książce opisane są naprawdę interesujące światy, jak i kierunki rozwoju, które może osiagnać ludzkość.
Zniszczona i zapomniana Aurora, jeszcze bardziej zniszczona Melpomenia. Każda zniszczona w inny sposób, każda na swój sposób nadal niebezpieczna.
Zapomniana przez galaktykę Solaria, mieszkańców których częsciowo rozumię, choć w swojej "wolności" popadli w taką skrajność, że stała się ona sama w sobie niebezpieczna. Niby były plusu tego świata, jak to że roboty robią wszystko, ale właściwie robią to, bo tak, a nie by pomóc ludzią. Do tego hermafrodyci... rozumiem, że to ciekawe rozwiązanie, w pewnych okolicznościach może nawet konieczne, ale nawet w tym Solarianie popadli w skrajność, którą ciężko mi przyjąć, choć rozumiem.
Alfa, krążąca wokół Alfa Centauri, piękny świat, a jakże niebezpieczny. Zadziwiające, ze tak odizolowani ludzi, tak bardzo pragną pozostać w izolacji. No chyba, że tu też maczały swoje palce roboty.
No to były plusy na które składa się większa część książki. Ale są też pojedyncze minusy, jak:
Na Aurorze były tylko rozkładające się ruiny, 20 tysięcy lat, zniszczyło niemal wszystko, więc nie szło tam znaleźć wiele informacji, ale (zawsze ale) na orbicie była stacja, a ta niemal na pewno miałaby lepiej zachowane informacje. Tymczasem bohaterowie nawet nie pomyśleli by ją odwiedzić.
No i nieco większy minus, pustka świata poza planetami zdatnymi do zamieszkania. Znaczy się ja rozumiem, że w późniejszym rozwoju drugiej fali kolonizacyjnej mogła już nie występować potrzeba rozwoju kolonii z asteroidów, ale wśród 50 planet Przestrzeńców? A nawet jeśli nie tam to co z Układem Słonecznym, Mars, księżyce gazowych gigantów? Po prostu nie mogę uwierzyć, by ludzkość od tak przeskoczyła tę kolejność podboju kosmosu...
W sumie jeszcze jeden minus przychodzi mi do głowy. Skoro Daneel tak potrzebował ludzkiego mózgu i to najlepiej Przestrzeńca, to czemu sam nie wziął sobie którego Solarianina? Przecież tam i tak mieli "przeludnienie", nie złamałby żadnego z praw robotyki.
Myślę że cały cykl ze spokojem zasługuje na 5/6, Myślę, że nawet to zaskakujące zakończenie, choć dla mnie jest minusem, to jednak dla serii jest minusem dodatnim.
Po pierwsze Fundacji w niej nie ma a i świat ukształtowany dla Fundacji też nie ma znaczenia. Tak naprawdę cały plan o utworzeniu lepszego świata dla ludzi nie ma znaczenia, został porzucony na rzecz jakieś Galaksji. I to jeszcze nie Ludzkiej Galaksji a robotowej (bo w sumie nie komputerowej). Rozwiązanie, że ludzie tworzą tak doskonałe maszyny, że uznają one iż największym zagrożeniem dla człowieka i ludzkości jest sam człowiek, nie jest takie odosobnione, ale rozwiązanie przedstawione przez Asimova jest dla mnie nie... - chiałbym napisać nie do przyjęcia, ale to nie to jest dobre określenie, jest bardziej niestrawne.
Mam wrażenie, że to przez "moralność" Daneela...
Po przeczytaniu całego cyklu wyraźnie widać, że Agent Fundacji i Fundacja i Ziemia, napisane zostały tak, a nie inaczej, by mieć to zaskakujące zakończenie, że to jednak nie Drugie Imperium będzie właściwą drogą, by trzymać czytelnika do końca w niepewności. I tu Asimov zagrał mistrzowsko, choć ja nie zgadzam się z jego wynikiem. Podoba mi sie, ze póżniej też napisał Preludium i Narodziny, gdzie nie ma nic o tej nagłej zmianie końcówki serii.
Ale wracając do samej książki. Napisałem, że jest najsłabsza, ale to też niewłaściwe określenie, na moją ocenę mocno wpływa finał, którym jestem zawiedzony, natomiast w samej książce opisane są naprawdę interesujące światy, jak i kierunki rozwoju, które może osiagnać ludzkość.
Zniszczona i zapomniana Aurora, jeszcze bardziej zniszczona Melpomenia. Każda zniszczona w inny sposób, każda na swój sposób nadal niebezpieczna.
Zapomniana przez galaktykę Solaria, mieszkańców których częsciowo rozumię, choć w swojej "wolności" popadli w taką skrajność, że stała się ona sama w sobie niebezpieczna. Niby były plusu tego świata, jak to że roboty robią wszystko, ale właściwie robią to, bo tak, a nie by pomóc ludzią. Do tego hermafrodyci... rozumiem, że to ciekawe rozwiązanie, w pewnych okolicznościach może nawet konieczne, ale nawet w tym Solarianie popadli w skrajność, którą ciężko mi przyjąć, choć rozumiem.
Alfa, krążąca wokół Alfa Centauri, piękny świat, a jakże niebezpieczny. Zadziwiające, ze tak odizolowani ludzi, tak bardzo pragną pozostać w izolacji. No chyba, że tu też maczały swoje palce roboty.
No to były plusy na które składa się większa część książki. Ale są też pojedyncze minusy, jak:
Na Aurorze były tylko rozkładające się ruiny, 20 tysięcy lat, zniszczyło niemal wszystko, więc nie szło tam znaleźć wiele informacji, ale (zawsze ale) na orbicie była stacja, a ta niemal na pewno miałaby lepiej zachowane informacje. Tymczasem bohaterowie nawet nie pomyśleli by ją odwiedzić.
No i nieco większy minus, pustka świata poza planetami zdatnymi do zamieszkania. Znaczy się ja rozumiem, że w późniejszym rozwoju drugiej fali kolonizacyjnej mogła już nie występować potrzeba rozwoju kolonii z asteroidów, ale wśród 50 planet Przestrzeńców? A nawet jeśli nie tam to co z Układem Słonecznym, Mars, księżyce gazowych gigantów? Po prostu nie mogę uwierzyć, by ludzkość od tak przeskoczyła tę kolejność podboju kosmosu...
W sumie jeszcze jeden minus przychodzi mi do głowy. Skoro Daneel tak potrzebował ludzkiego mózgu i to najlepiej Przestrzeńca, to czemu sam nie wziął sobie którego Solarianina? Przecież tam i tak mieli "przeludnienie", nie złamałby żadnego z praw robotyki.
Myślę że cały cykl ze spokojem zasługuje na 5/6, Myślę, że nawet to zaskakujące zakończenie, choć dla mnie jest minusem, to jednak dla serii jest minusem dodatnim.
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja








