SW: EpI i II sa.. no... tragiczne to takie delikatne słowo. stare SW yły naprawdę niezłe. Lubiłem je i z chęcią od czasu do czasu oglądam. Jednak nowe części sagi to taka mieszanka musztardy (niełej) - czyli walki, z dżemem (love story) i sporą ilością wisni w likierze (Jar-Jar i spółka) - osobno niezłe, razem powodują wzmozoną chęć odiwedzenia WC-tu. Ep:I i II obok wiedźmina to jedyne filmy, które przyprawiały mnie o ziewanie.
Z kolei ST, w porównaniu z wcześniejszymi odcinkami są nadal interesujące. Być może dlatego, że świat Treka jest bardziej rozbudowany (ten filmowy, o książkach etc nie mówię) i dzieje się w nim trochę wiecej niż: ratowanie księżniczek/królowych, walka ze złym Imperatorem (albo przyszłym Imperatorem) i jego pomagierami, ratownie księżniczki/królowej, walka... i tak w kółko. Prawdę mówiąc nawet efekty walk kosmicznych są dalekie od tego, co prezentuje Trek, szczególnie stare treki - ten moment w ST:Ii jak Khan strzelał do Entka przed wejściem do mgławicy - trafi czy nie trafi, trafi czy nie trafi. W SW z góry wiadomo że nie trafi, bo przecież super dzieciak (Luke/Anakin) musi uratować sprawę. Śmierć Kirka (2 razy) - ktoś w SW widział, żeby główny bohater ginął? Nie, co najwyżej odchodził na emeryturę w Mocy (Yoda) albo stawał się potężniejszy (Obi-Wan).
Podsumowując - Lucas zmarnował wspaniały potencjał SW krecac lukrowane schabowe i usiłując dogodzić wszystkim dookoła. Dlatego głosuje na ST. Bo kontunuacje ST są lepsze od kontynuacji SW.
Co do 'onanizmu'. Coz. My, trekkie, przynajmniej mamy taką możliwość. Bo w fani SW jak to w filmie Sokół Millenium - może i super podrasowany etc. Tylko co z tego jak nie działa

Logowanie »
Rejestracja











