Twoja diagnoza Matrixa i Losta jest błędna.
(...)
A czym się różni Matrix od LOST (oprócz fabuły oczywiście)? A no tym, że twórcy mogą na bieżąco reagować na odbiór serialu. Jeśli planowali na początku, że przyleci Arnold S. i wszystkich uratuje, to zapewne zmienili zdanie.
Dbając o mój image muszę jednak dorzucić coś pesymistycznego. Serial nie może mieć bardzo skomplikowanej fabuły ze względu na grupę docelową, więcej piszę o tym w mojej teorii.
Jak na osobę, która narzeka ilość słów, sam nimi swobodnie (żeby nie powiedzieć: rozrzutnie) gospodarujesz 
Twoja teoria o próbach z religiami, nie ma żadnego poparcia w treści serialu. Ewidentnie bohaterowie są dobrani tak, żeby przedstawiali sobą różne typy osobowości, kultury, religii itp. Z przykrością muszę cię poinformować, że protestantyzm to jest chrześcijaństwo (Calvin
)
Znalezienie rozwiązania wielkiej zagadki jest obecnie niemożliwe. Nie posiadamy wystarczającej ilości danych, co więcej możemy przypuszczać, ze serial jest do pewnego stopnia interaktywny - jeśli twórcy zobaczą "swoje" rozwiązanie w internecie, to mogą je zmienić.
Dlatego należy tworzyć tyle teorii, ile da się w oparciu o posiadane dane. Poza tym to jest forum dyskusyjne, więc nie służy do oglądania najnowszych zdjęć Evangeline.
(...)
Muszę ze zdziwieniem stwierdzić, że zgadzam się w tej kwestii z maslotem [czy zachowałem dobrą pisownię Twojego nicka? czy on się odmienia przez przypadki?

]
Na poziomie wiedzy którą dysponujemy nie jesteśmy w stanie stworzyć/odtworzyć monopolistycznej teorii, która wyjaśniłaby wszystko i była za razem oryginalna, zrozumiała dla ogółu, komercyjna.
Takich teorii jest co najmniej kilka - gdyby się postarać, to można by takie teorie spisać, ale po co? Komu się chce? Bo na pewno nie mi!

Fakt, że możemy dyskutować nad strzępkami teorii, starać się układać Wielką Układankę w całość, ale nie ukrywajmy... nie jesteśmy w stanie spisać teraz scenariusza odcinków, które jeszcze nie zostały przedstawione widzom. Zatem nie jesteśmy w stanie przewidzieć co się zdarzy, jak owe elementy teorii zostaną ze sobą powiązane itp.
Możemy jedynie próbować coś niepewnie sklecić - i to właśnie robimy.
Chociaż niektórzy już wiedzą na 100%, mają 'dowody' itp, to ja wiem, że nie wiem i tego się trzymam.
De Grootowie zakładają DI. Jednym z głównych celów eksperymentu jest stworzenie społeczeństwa doskonałego. Po licznych debatach dochodzą do wniosku, że najlepszym materiałem na członków takiego społeczeństwa są ludzie Wschodu wyznający tamtejszą religię. Wywożą całą grupę na wyspę (może i w takich samych okolicznościach jak Lostowiczów czyli trafiają tam w wyniku katastrofy) rozpoczyna się eksperyment nadzorowany po cichu przez naukowców. Oczywiście to tak skrótowo piszę, bo aspektów eksperymentu może być wiele i bardzo różne. Fakt faktem kończy się tak, że ten projekt rzeczywiście jest 100% utopią i dochodzi do incydentu. Eksperyment nieudany.
De Grootowie się nie poddają i postanwiają działać dalej zmieniając to, co wyszło nie tak, przede wszystkim zabierając na wyspę ludzi innej religii. Nie wiadomo ile trwała pierwsza faza eksperymentu więc między fazą wschodnią, a obecną fazą chrześcijańską mogło być jeszcze parę podejść np. z protestantami (Calvin
). Katolików zostawili na koniec wszak wiadomo, że nic tak nie pochłonęło żywotów ludzkich jak krucjaty czy inkwizycja, a co za tym idzie uznano ich za najgorszy materiał na członków społeczeństwa doskonałego, na pierwszym miejscu stawiając pogrążających się w nirwanie ludzi Wschodu
A w międzyczasie między jedną a drugą fazą eksperymentu coś niedobrego podziało się z nadzorującymi wszystko naukowcami i w efekcie pojawili się The Others.
Szacoon! Nie mniej jednak co możesz powiedzieć o 4 8 15 16 23 42 ? Co powiesz o bunkrach i wciskaniu klawisza? O co chodzi z czarnym dymem? Dlaczego naukowcy się przebierają? Skąd mapa na drzwiach? Dlaczego Locke miał niedowład? Dlaczego dlaczego i dlaczego

To jest jedynie jakaś luźna myśl. Wielki strzęp, który wyjaśnia trochę, a tak naprawdę nie wyjaśnia niczego.
Napisaliście tu wiele słów, ale z całym szacunkiem nie pchnęło to rozważań w żaden sposób do przodu. Czysto akademickie dyskusje na temat religii udowodniły Wasze oblatanie w temacie i sprawnośc w posługiwaniu się słowami
ale czy ruszyliśmy w jakiś sposób w kierunku rozwiązania zagadki? Chyba nie. Zresztą, może nawet nie rozwiązania zagadki, ale stworzenia jakiejś swojej wersji wydarzeń, ułożenia elementów puzzle w historię. Porozrzucaliście te elementy każdy z nich obracając w palcach na każdą stronę i odkładając z powrotem na bok, a w obrazku jak na razie wciąż są tylko krawędzie boczne, które najprościej ułożyć. Trzymając się terminologii serialowej póki co jesteście men/woman of science, a w końcu ten wątek powstał aby na kanwie nowej teorii przedstawić jakąś prawdopodobną (mniej lub bardziej) historię. Wobec tego ja postaram się od czasu do czasu jakąś opowiedzieć i zapraszam do łączenia elementów układanki w całość, a nie tylko debatowania nad nimi 
JA nie obracam elementami układanki. Jeżeli to robię to tylko w celu sprawdzenia, czy brzegi nie są uszkodzone i w dalszym ciągu pasują do puzzli. JEżeli nie pasują - takie elementy wywalam lub ewentualnie odkładam na bok. Może gdzieś wokoło poniewiera się urwana cząstka, której brakuje.
Fantazjowanie jest fajne, ale pod warunkiem, że nie polega na wymyślaniu teorii szczątkowych.
Teorie takie najlepiej byłoby wydobyć z siebie podczas 'burzy mózgów' a na to chyba nie możemy sobie pozwolić (?)
Nie jestem w stanie - ja, prosty chłopak ze wsi

- ułożyć teorii, która by mnie satysfakcjonowała.
Ktoś może powiedzieć, że nie ma teorii, bo wszystko to ściema i komercja:
No właśnie. Otóż mam usilne wrażenie, że skądś już to znam. Ten ferment, te rozważania z pogranicza fantasy, mistycyzmu i religii, które przeplatają się z wątkami szalenie racjonalistycznymi. Hmmm.
(...)
Pożeracze popcornu byli średnio ubawieni, a fanowie i "ambitni fani" dostali po [beeep]ce za szukanie zbyt skomplikowanych analogii, podtekstów i rozwiązania zagadek.
NAjwyraźniej taka ludzka natura. Nie generalizujmy jednak sytuacji. MArtix nie bardzo mi w wchodził, a 3-ej części nawet nei oglądałem. Co innego Lost.
Wydaje mi się, że LOST jak każdy współczesny serial jest produktem ściśle komercyjnym, który rządzony jest przez biznes plan i marketingowców z wytwórni. Scenarzyści, reżyser i aktorzy to jedynie najemnicy, którzy mają wg sprawdzonych metod i koncepcji produkować coś co przynosi zyski. A więc nic co jest zbyt skomplikowane, co nie jest w duchu political corectnes, co jakkolwiek może zmniejszyć zyski dzisiejsze i przyszłe - nie ma racji bytu i jest z góry wykluczone.
Jeśli jest tak jak mówię to zakończenie serialu musi:
- dawać szansę na kontynuację (nigdy nie wiadomo),
- być zrozumiałe dla gospoś domowych na całym globie,
- powinno być nieco niejasne, żeby nie powstało wrażenie, że sprzedaje się widzom siano, którym oczywiście każdy serial w istocie jest,
- musi być zaskakujące, żeby dobra opinia napędzała sprzedaż tam, gdzie się jeszcze da opchnąć kilka sezonów, przecież bez zaskoczenia na koniec sprzedaż by oczywiście spadła razem z opinią o serialu,
- musi pokazywać, że miłość i dobro zwycięża, murzyni są OK, a kobiety powinny być wyzwolone, no i że Ameryka jest cacy, złe zło ma być złe i przegrane - niezależnie od logiki, całych sezonów kluczenia, zwodzenia widzów i podsuwania im w kółko błędnych tropów.
Nie nie nie! Ja jestem man of faith, Ty mozesz być man of commerce - proszę bardzo

Ale ja wierzę w merytoryczną doskonałość Lost! Być może jestem głupi [no bo jaki ma być prosty wiejski chłopak?], ale wierzę, że ten serial mnie nie zawiedzie [jak to idiotycznie brzmi!]. Wierzę, że te godziny spędzone przed TV i komputerem oraz te, spędzone na czytaniu tych skrajnie kretyńskich wypowiedzi i tych bardzo inteligentnych, że moja fascynacja dochodząca do granicy obłędu, że poznanie kilku ciekawych ludzi na tym forum, że wytężona praca moich szarych komórek - że to wszystko coś znaczy! Wierzę, że na końcu nie pozostanie mi wielki niesmak po tym, jak okaże się, że to wszystko był Sen Wielkiego Jeża.
Wyobraź sobie - taka gospodyni rodem z Ameryki też może się zainteresować Lost. One być może nie widzą tak wiele jak my, ale czy to jest konieczne do fascynacji tym serialem?
Zechciej zauważyć, że oprócz Wielkiej Układanki, w tym serialu istnieje coś takiego jak wątek dramatyczny.
Zwróć uwagę, że każdy odcinek kończy się zaskakująco i oczekiwanie na kolejny odcinek staje się coraz bardziej nieznośne.
Jest tu tak wiele, żeby przyciągnąć uwagę prostego zwykłego człowieka [nawet chłopaka ze wsi

] że twórcy mogą pozwolić sobie, na logiczne i zadowalające wyjaśnienie wydarzeń serialowych.
I skoro są w stanie to zrobić, to to zrobią. Efektów specjalnych w serialu jest mało [w porównaniu z Matrixem] - niech zatem fabuła będzie efektem specjalnym.
No to w tym kontekście Wasze rozważania są bezsensowne i skazane na porażkę albowiem 95% Waszych konceptów zmierza w złą stronę. Są zbyt skomplikowane, zbyt mało politycznie poprawne i za trudne dla gospodyń domowych na całym świecie. Poza tym mając ściśle dozowane informacje, celowo dobierane i ustawiane pod kątem zmylenia widzów oraz maxymalnego rozbudzenia w nich potrzeby kupowania dalszych odcinków i tak obracacie się w kółku narysowanym Wam przez producentów. Nie ma takiej opcji, żeby poprzez dostępne dane logicznie na dziś dojść o co tu chodzi, bo chodzi na pewno o to, żeby nikt do tego nie doszedł - póki co. Takie są rules.
Jakie jest rozwiązanie Lostowych zagadek? Zapewne prozaiczne i murzyn da radę. Eko trzym się.
Tak, nasze rozwiązania są bezsensowne, pod warukniem, że siedzisz przed komputerem z kartką i ołówkiem i spisujesz scenariusz następnych odcinków, ażeby na końcu rzucić nam triumfalne: "nie mieliście racji"
Za mało wiemy, aby móc stworzyć poważną teorię, która leżała by twardo na porządnych przesłankach, w której brak uchybień i nieścisłości. Wątpię żeby ktokolwiek był w stanie to zrobić po obejrzeniu 19-go odcinka sezonu 2-go. Jeżeli potrafisz lepiej - do dawaj śmiało!
Ja natomiast próbuję wciągnąć się w ciekawą dyskusję zaawansowanego fana Lost, którego zainteresowanie wybiega ponad "no fajny odcinek, ciekawe co bdzie dalej".
Nie chcę brać udziału w plebiscycie na najlepsze 3 postacie serialu. Nie mam ochoty, na głupoty

Ech ta moja słonność do rymowania...
Po dyskusjach jakie czytam i w których biorę udział oczekuję tego, że po ostatnim odcinku Lost (oby taki nastąpił!) usiądę wygodnie na kanapie i pomyślę "haha, no to żadna z moich teorii się nie sprawdziła, a ten skubany Jonasz miał rację". Ot wszystko
Quentin napisał:
Osobiście uważam, że Wyspa nie została wybrana ze względu na jej mistyczne właściwości (no jak to brzmi
). Jest w niej coś bardziej namacalnego i łatwiejszego do uchwycenia (nawet jeśli Maslot twierdzi wciąż, że to science fiction) niźli jej aspekt duchowy. Za tę duchowość odpowiedzialna nie jest Wyspa, a raczej ludzie, którzy na niej przebywają.
Brzmi jak brzmi. Społeczeństwo nie jest przygotowane na przyjęcie tak wielkiej porcji Niezbadanego, zatem śmiem twierdzić, że Wyspa to coś więcej niż tylko element mistyczny. Duchowość rzeczywiście jest domeną Lostowiczów, natopmiast Wyspa w tym znaczeniu jest tylko podkładem dającym efekt jaki obserwujemy.
Nie mniej jednak czarny dym i liczby nie pozwalają mi twierdzić, że to jest science-fiction (no bo jakże to za sprawą człowieka te liczby są wszędzie i dym robi błyski itd

) Tutaj musi być coś co będzie do końca niewyjaśnione. Być może sprawą liczb zajmuje się Dharma i przy okazji trafiła na czarny dym? W takim wypadku sprawa do końca pozostanie niewyjaśniona, a dziadek Jack będzie straszył dymem swoje wnuki.
Quentin napisał:
Uważam też, że cokolwiek wymyślimy na kanwie nawiązań do religii będzie bardziej efektowne niż to co zaserwuje nam sam serial
Dla mnie jego twórcy to ludzie przesiąknięci nie rozległą wiedzą na temat świata, a raczej wiedzą na temat co i jak zrobić żeby powstał efektowny produkt czyli w tym wypadku serial. To nie men of science, a tylko men of entertainment i złapią się każdej możliwości żeby ten entertainment dostarczyć. Poza tym mają w ręku wszystkie atuty i możliwość manipulacji w każdej chwili mogąc zmienić to co sobie zamierzyli. "Lost" poszedł w takim kierunku, że z łatwością można wpychać kolejne zagwózdki i elementy niekoniecznie się potem z nich rozliczając. Niekończące są tu dyskusje o minach bohaterów, co mnie trochę śmieszy, bo przecież co to za problem powiedzieć do aktora: "a teraz zrób głupią minę niech się zastanawiaką dlaczego taką zrobiłeś". I tak samo może być z tymiodniesieniami do chrześcijaństwa. Niektóre coś znaczą, inne nie i tylko od dobrej woli scenarzystów zalezy które są które. A my możemy jedynie spekulować i wynajdywać kolejne nawiązania w stylu nazwy szpitala w którym pracował Jack. St. Sebastian Hospital. Święty Sebastian był chrześcijańskim męczennikiem... itd. itd. No, ale odbiegłem od tematu.
Owszem, w tym co piszesz jest sporo prawdy. Jednakże, jako man of faith, nie dopuszczam myśli, że serial miałby być jednym wielkim rozczarowaniem. To nie może być tylko entertainment i robienie widza w balona. To nie wchodzi w grę. Czy mam rację? Zobaczymy

P.S. Musiałem wywalić kilka emotikon, bo mi nie chciało wrzucić posta na forum...
Użytkownik gietek edytował ten post 19.04.2006 - |08:27|