Jeśli chodzi o dubbing to ponoć istniała świetna „polska szkoła dubbingu” w latach 60-tych
Czy to była szkoła lat 60tych, to mozna dyskutowac, aczkolwiek faktem fakt, ze najlepsi wtedy rozwijali skrzydla. Nie chce mi sie teraz szukac, ale byly takze odpowiednie wydzialy szkol wyzszych uczacych do tej profesji (mam na mysli nie grę a realizacje/rezyserie). W Wawie (przy Akademii Muzycznej), w Łodzi i chyba w Katowicach. Ale zastrzegam ze moglo mi juz uleciec z pamieci.
Potem bylo jak bylo, skoro ocet w supersamach to dlaczego z dubbingiem mialo byc lepiej? Koniec lat 80tych to boom kaset video z lektorami. I, co nalezy podkreslic, przez te dekade wielu z nestorow polskiego dubbingu po prostu odeszlo z tego swiata.
Poczatek lat 90tych to proba powrotu do jakosci lat dawnych ale to juz byly inne filmy to raz, a dwa ze nagle rynek sie otworzyl i nie bylo 2 kanalow nadajacych pare filmow/odcinkow dziennie a dziesiatki czy tez jak teraz jeszcze wiecej kanalow takich i owakich. Jesli dodamy do tego jeszcze oferte kin i wypozyczalni video oraz sklepow, kanalow kodowanych, cyfrowych itd to robi sie spory rynek. Wiec trudno tez aby wszystko to, co zwiazane z dubbingiem przebiegalo tak samo i przynosilo takie same efekty. Zmienila sie tez oczywiscie technologia.
Mnie najbardziej irytujuje w sumie lektor w programach polskojezycznej TV. Dubbing takze, ale on _takze_ z innego powodu. Po prostu i ja i moja rodzina przewaznie ogladamy programy w jezyku angielskim. Moze niektorzy potrafia sobie zrobic w telewizorze "mute" na polskiego lektora ale ja takiej mozliwsci nie mam. Wiec szlag mnie trafia jesli wspomniany wyzej serial "Friends" musze ogladac z polskim lektorem.
I jeszcze jedno - zgadzam sie z teza, ze w filmach operuje sie roznymi "odmianami" angielskiego (juz o innych jezykach nie wspomne). Ale na prawde, spora garsc seriali operuje nadzwyczaj prostym slownictwem. Mam na mysli np ST we wszelkich wariantach. Wiec to znowu nie jest taka filozofia, zeby zrozumiec chociaz "o co chodzi".
No chyba, ze angielski jest nam potrzebny jedynie do robienia zakupow w markecie i zamawiania piwa w pubie. Wtedy faktycznie, mozna spokojnie porozumiewac sie rekoma w mysl takiej anegdotki sprzed paru lat z jakiegos rynku w UK:
Podchodzi do straganu z owocami Polka z takich, co zaczely pieniadze zarabiac w 80'tych handlujac kozuchami z Turcji i pyta sie po polsku:
- Czy są pomarańcze?
Sprzedawca grzecznie odpowiada w czym moze sluzyc, itp, no i ze nie zrozumial pytania.
Na to Polka juz tubalnym glosem to samo:
- CZY SĄ POMARAŃCZE????
Sprzedawca znowu grzecznie informuje ze nie rozumie pytania..
I tu Polka juz wrzeszczy:
NIE ROZUMIESZ BARANIE PO POLSKU?!
POOOMAAAARAAAAŃCZE!!!!!Oczywiscie, od czasow z tej anegdotki minelo z 15 lat, sporo sie w Polsce zmienilo na lepsze, ale pozostala cala klasa spoleczna, ktora reprezentuje takową mentalność i - tu sobie odpowiem trochę samemu na swoje pytanie - nie wiele się myślę w Polsce zmieni względem i lektora w TV, i opacznie rozumianej tolerancji, i osobliwego pojecia etyki w zyciu i w pracy rodem z definicji homosovieticus - jak dlugo ci ludzie nie wymrą.
A jedynym ratunkiem aby te zmiany przyspieszyc jest oczywiscie nie jakas zbiorowa eksterminacja, a otwarcie Polski na swiat, na Europe. Podroze na pierwszym miejscu. Niestety nadal jest wielu, ktorzy moga o tym jedynie snic, bowiem ich na to nie stac. Co wiec zostaje?
Moze chociaz ten internet?
ps. zapomnialem jeszcze o jednym napisac: byli tacy lektorzy, ktorych po prostu lubiło się słuchać. Taki Jan Suzin. Ale nikt na ich miejsce nie przyszedł.