Kiedy oglądnąłem po raz pierwszy Gwiezdne Wrota postać O’Neilla wykreowana przez Kurta Russela odebrana została prze zemnie bardzo dobrze. W filmie mieśmy do czynienia przede wszystkim z żołnierzem, załamanym żołnierzem bez celu. Ale mimo tragedii jak go dotknęła Jack był prawdziwym dowódcą prawdziwym liderem, któremu zaufali nie tylko jego ludzie, ale i mieszkańcy Abydos. Mieliśmy do czynienia z człowiekiem opanowanym, stawiającym na pierwszym miejscu wykonanie zadania i zadbanie o swoich ludzi a na dalszy plan odsunął swoje osobiste problemy.
O’Neill serialowi jest kreowany – zgodnie z panującą obecnie modą – na żołnierza, który ma przypominać zwykłego człowieka. Każdy uważa to za zaletę i ponoć to jest właśnie niesamowite – to taki normalny facet. Osobiście uważam, że takie a nie inne wykreowanie postaci Jacka jest błędne.
Trudno się z tobą nie zgodzić.

Należy jednak wziąć pod uwagę, że tych dwóch Jacków O’Nillów było kreowanych przez dwóch diametralnie różniących się aktorów. I na to nic nie poradzimy.
Kiedy poznajemy O’Nilla jest człowiekiem załamanym po stracie syna. A więc nie poznajemy jego osobowości zbyt dokładnie. Waga wydarzeń na Abydos sprawiała, że myśli Jacka zostały odciągnięte od spraw rodzinnych. Mieliśmy okazję się przekonać, że jest facetem silnym i nadającym się na dowódcę. Znalazł też przyjaciół, być może w myślach adoptował chłopca. Wszystko to sprawiło, że się pozbierał. Nie wiemy jaki był wcześniej, czy był „zwykłym facetem” czy też nie. Twórcy serialu uznali, że jednak był. Kto powiedział, że wojskowy, pułkownik to ktoś kto nie lubi piwa, łowić ryb, chodzi w mundurze z beretem na głowie i korzysta z toalety o ustalonych godzinach nie robiąc nigdy wyjątku.

Czy nowy Jack nie nadaję się przez to na przywódcę? W cale nie. Moim zdaniem w sytuacjach zagrożenia okazywał się całkiem dobrym dowódcą. Uważam obu Jacków za ludzi czynu. W końcu O’Nilla serialowego nie nazwiemy inteligentem. A i postać stworzona przez Kurta Russela nie należała do inteligentów. Sądzę, że dewizą obydwu było: Mamy jakiś problem? Skopmy komuś zadek.
Pierwsze co mi nie pasuje do postaci puł. Jack’a O’Neill’a, to charakter jego postaci oraz jego zachowanie. Spędził on całe swoje życie w armii, przeżył wiele złych i dobrych chwil, walczył na wielu frontach, nieraz musiał podejmować sporne decyzje. To wszystko nie mogło pozostawić jakiegoś śladu na jego osobowości. Żołnierz po pewnym czasie nabiera pewnych wojskowych nawyków, które potem w sposób mimowolny objawiają się w jego charakterze i zachowaniu. U Jacka takich nawyków brak, jego zachowanie niczym nie przypomina żołnierza, raczej zwykłego robola który wracając po pracy siada na kanapie władcza telewizor i otwiera piwo (typowy normalny Amerykanin)
Zapomniałeś dodać, że jeszcze spędził parę lat w wiezieniu na bliskim wschodzie.

Jack O’Nill to doświadczony człowiek. Po takich przeżyciach mógł nabrać dystansu do życia, świata, ludzi i tego co robi. Mógł zacząć cenić to czego nie miał w więzieniu. Puszka piwa na wieczór, samotne wypady na ryby, pogawędki z kumplami na rybach. I inne przyziemne sprawy. Kto powiedział, że wojskowemu nie można mieć zwykłego życia?
Jack ma stopień pułkownika – co wskazuje że powinien być liderem nie tylko oddziału którym dowodzi ale i większej całości.
Mnie się wydaje, że Jack jest też czymś więcej. Kiedy nie ma Hammonda to on przejmuje dowodzenie. Kiedy obaj są w bazie i dzieje się coś ważnego to właśnie Jack stoi u jego boku.
Przypatrując się jego postaci poprzez cały serial dostrzegam w nim pewną niechęć do dowodzenia, jakby mu nie zależało, jakby to nie był dla niego wyzwaniem. Czasami mam wrażenie, że chętniej wybrałby się na rybki niż na kolejną wyprawę przez wrota.
Pewnie nie odpowiada mu praca za biurkiem.

W końcu Jack to człowiek czynu.
A Ty też myślisz tylko o pracy, szkole. Nie chcesz się czasem gdzieś wyrwać? Nie zapomnij też, że Jacka wyrwano prosto z emerytury, gdzie patrzył sobie przez teleskop w gwiazdy itd. I gdzie mu dobrze było. Tylko pilne sprawy spowodowały, że musiał wrócić do wojska. Zamiast powierzyć los Ziemi w inne ręce Jack sam się za to wziął. To chyba dowodzi, że ma charakter.
Nie widziałem żeby jakaś misja pochłonęła go bez reszty żeby miał jakiś cel, do którego by dążył – nawet po trupach. Brak mi zawziętości w jego charakterze brak troszkę egoizmu, kreuje się go na zbyt porządnego, praworządnego człowieka. Troszkę zbyt idealna postać, zbyt płaski charakter.
Tu się nie zgodzę. Kiedy statek GadMeerów kolonizował planetę, pojawiły się u Jacka wszystkie cechy, których brak mu przypisałeś. Podobnie mamy, kiedy „inteligentna fala energii” zamieniła się z Sam świadomością. Jack groził wysłaniem kolejnych sąd, które miału zgładzić całą populację. Inny przykład. Grożenie wojną Rosjanom za to, że używali własne Wota.
Humor w serialu przemycony przez RDA do postaci Jacka – jest z jednej strony zaleta tej postaci, ale z drugiej strony i wadą. Wadą w tym sensie ze kreowanie postaci O’Neilla n udającego głupka jest irytujące. Widzieliście kiedykolwiek jakiegokolwiek lidera, który zgrywałby przed wszystkimi głupka – to jest po prostu żałosne.
Jack po prostu jest głupkiem.

Sam przyznał, że zaniedbał trochę szkołę średnią. Jack jest tak głupi, że nawet jego podwładni nie mogą w to uwierzyć

. Kiedy Sam lub ktoś inny powie coś „mądrego” on próbując dodać coś mądrego ośmiesza się. Gdyby robił to tylko dla hecy były by jakieś momenty, w których Jack dałby się zaskoczyć i powiedział coś do rzeczy. No, ale inny rodzaj humoru też by się przydał.
W postaci Jacak brak zachowań egoistycznych, nie widziałem żeby kiedykolwiek na jego decyzje miały wpływ jego osobiste ambicje, żądze, ani cel do którego zamierzałby dążyć[...]
Dla siebie Jack nie potrzebuje wiele. W „2010” żyje jak pustelnik. Zobacz też wyżej.
Braku u niego poczucia odpowiedzialności za to co robi , a kiedy taka odpowiedzialność jest pokazana nie czuje się tego – jest to bardziej wymuszone niż jego rzeczywiste odczucia.
A czy nie czuł się odpowiedzialny za Enkarian(?) gdy przyleciał statek GadMeer? Nie odniosłem wrażenia, aby jego zachowanie było wymuszone.
Dużo mówi się o tym ze to taki zwykły człowiek. Już kiedyś o tym pisałem, na takim stanowisku zwykły człowiek = nieporozumienie. Do takiej jednostki, do takich misji nie bierze się zwykłych ludzi[...]Każdy z nich musi mieć pewne cechy charakteru, osobowości, nawet cechy fizyczne, które odróżniają i wyróżniają go na tle tych zwykłych ludzi.[...]
A jak wygląda twój ideał do tej roli? Nie lubi piwa i ryb, ale co jeszcze? Po za tym co to znaczy zwykły człowiek i niezwykły? Sądząc po jego skuteczności Jack jednak posiada odpowiednie cechy charakteru. Czy myślisz, że tacy ludzie służący w SAS i innych elitarnych oddziałach nie są w końcu tylko zwykłymi ludźmi, ale o większej odporności psychicznej, lepszej kondycji, większym samo zaparciu. Dlaczego sądzisz, że Jack nie ma tych cech? Czyżby wprowadził Cię w błąd jego „tumiwisizm”? Weźmy pod uwagę odcinek pt. „Piąty człowiek”. Jack czekał na wsparcie na obcej planecie ścigany przez jaffa. No i jeszcze ranny żołnierz, którym musiał się opiekować. W którym momencie zabrakło mu odpowiednich cech?
Brak mi u Jack’a drugiej strony jego charakteru, tej mrocznej. Nigdy nie widzieliśmy by jego „czarne„ emocje wzięły nad nim góre i zrobił coś, czego byśmy się po nim nie spodziewali.
Ten temat już poruszałem.
Dziwi mnie jeszcze wiele „rzeczy” i wiele dziwnych zachowań u Jacka. Raz wyolbrzymia się jego rozpacz po stracie syn a raz się ja zupełnie marginalizuje.
Jack to twardy facet. Śmierć syna była dla niego ciężkim ciosem, ale przecież nie będzie się rozklejał przy każdej okazji.
Napisz co Cię jeszcze boli w tej postaci.
Pozdrawiam.