SGTokar,11.09.2005 |11:58|
(inna sprawa to taka że wiele bogów różnych mitologii ma podobne cechy i kto wie czy na przykład Ra w egipskiej mitologii nie jest równocześnie Zeusem w greckiej, ale jakoś o tym producenci też nie chcą powiedzieć).
Takie porównania są bezsensowne, pozbawione podstaw i prowadzą donikąd. Taką metodę stosowali powszechnie Grecy, a za ich przykładem także Rzymianie, utożsamiając bóstwa napotkanych kultur z własnymi na podstawie powierzchownych podobieństw. Przekonani o wyższości własnej kultury, nie interesowali się takimi drobiazgami, jak szczegóły wierzeń innych ludów. Dzisiaj jednak taka postawa jest nie do przyjęcia.
Dla rastafarian (ktokolwiek to jest) jest symbolem systemu uciskającego wolnych ludzi, zepsucia i upadku zasad, ucisku i niesprawiedliwości, ludzi pragnących pieniędzy i zysku
Rasta to stosunkowo niedawny (zapoczątkowany w latach 30-tych ubiegłego wieku) ruch społeczno-religijny wywodzący się z Jamajki, z środowiska ruchu walki o równouprawnienie rasowe. Rasta czczą byłego cesarza Etiopii Haile Selassie jako jednego z biblijnych mesjaszy, który rozpoczął proces zaprowadzania Królestwa Bożego na ziemi. Nazwa ruchu wzięła się od jednego z przydomków cesarza: Ras Tafari, co oznacza "Książę Nieustraszony" w języku amhari, używanym w Etiopi. Ruch rasta ropozwszechnił się dzięki emigracji Jamajczyków oraz głównie dzięki specyficznej i bardzo popularnej muzyce: reggae. Rasta przejęli obraz Babilonu jako miejsca zepsucia z Biblii.

Stereotypowy rasta
Nawiązanie do Babilonu w odcinku 9x8 SG-1 moim zdaniem nie ma nic wspólnego z samym państwem babilońskim, jego potęgą, czy, jak kto chce, zepsuciem. Sądzę, że wyjaśnienie jest dużo prostsze. Duż rolę w tym odcinku odgrywają "Wrota do oświecenia" (bez sensu

, ale to już inna sprawa), rodzaj urządzenia transportującego. Urządzenie to powstało dzięki instrukcjom Pradawnych, których Sodanie uważają za bogów. Natomiast akkadyjskie słowo "Bab-ilu", od którego pochodzi nazwa Baibilonu, oznacza nic innego, jak "Bramę Bogów". Dziś język akkadyjski, którym mówiono w Babilonii jest martwy, ale nadal istnieją takie nazwy geograficzne, jak np. Bab-el Mandeb - po arabsku "Brama Łez" - cieśnina oddzielająca Półwysep Arabski od Afryki wschodniej.
Wracając do technologii Pradawnych - Sodanie wyglądają na kulturę prymitywną pod względem materialnym, zdecydowanie przedindustrialną. Takie, powiedzmy, wczesne średniowiecze. Jakim cudem, nie mając żadnego zaplecza technicznego, mogą wyprodukować maszyny typu hi-tech? Czyżby chowali gdzieś laboratoria i zakłady przemysłowe? A może wystarczy medytować nad jakimiś kryształami, i same się poskładają w super-urządzenia do teleportacji i maskowania?
Do kitu też pomysł z łowieniem larw Goa'uldów, żeby przeżyć. Wcześniej mówiono, że Jaffa potrzebuje wymiany larwy co siedem lat - a nie raz w życiu, co zdawał się sugerować odcinek. Jeszcze niedawno widzieliśmy (odcinek "Birtright"), jakie straszne problemy z przetrwaniem mają wolne kobiety Jaffa, które wyrwały się spod władzy Goa'uldów - właśnie z powodu konieczności zdobywania larw dla swoich dzieci i dla siebie. A tu proszę, Sodanie bez kłopotu już 5 tysięcy lat sobie beztrosko żyją, niezależni od "robali".
Czy w ogóle mogą istnieć wolni Jaffa i skąd się bierze tretonina, to kolejny problem, ale toraczej temat do dyskusji w wątku "Błędy w SG-1", a nie recenzji odcinka "Babilon".
Ogólnie, odcinek raczej nudny, niewiele wnosi do rozwoju akcji. Epizod "wypełniacz", który służył tylko temu, aby Mitchell mógł się trochę pokazać (między innymi poświecić muskularną i owłosioną klatą piersiową

). Przynajmniej dzięki niezłemu aktorstwu odcinek dał się oglądać, ale i tak, ocena średnia.