Skocz do zawartości

Zdjęcie

W oczekiwaniu na lepsze jutro...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
128 odpowiedzi w tym temacie

#21 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 25.03.2011 - |20:17|

"Doskonale pamiętał dzień, kiedy znalazł to zdjęcie, kiedy alternatywna wersja dr Carter przeszła przez lustro kwantowe razem z majorem Kowalskim do ich własnej rzeczywistości." - unikaj powtórzeń. Wpisz tam np. "gdy" lub coś w tym rodzaju.
"symbiont" - nie powinno się pisać symbiont tylko symbiot bez n.
"Jack wstał z łóżka, pozostawiając na nim zdjęcie."
"chwycił się za głowę i zanim Atanal zdążył coś dodać, Jack odezwał się ponownie."
"Ale na razie dzielimy to ciało i myśli, więc weź się w garść." - te dwa zdania lepiej połączyć w jedno.

Co do gramatyki, zauważyłam duże postępy i przyznaję, że ten fragment czytało mi się bardzo przyjemnie. Co do długości tej części, myślę, że retrospekcja Jacka jest dłuższa. Bardzo podobała mi się rozmowa O'Neilla z symbiotem Atanalem - nie wiedziałam, że w Stargate można gadać z wężogłowym, który jest w nas samych. Jeśli było to już w serialu, to nie znam się na Stargate SG1 tak dobrze jak ty. Jeśli sama to wymyśliłaś, przyznaję, że dokonałaś dość ciekawego zabiegu. Jack chyba nie lubi gadać sam ze sobą :P. Natomiast mnie czasami się zdarza ;). Hehehe. Dołączam się do apelu Palek. Natomiast koniu88 - Palek21 to dziewczyna - tak na wszelki wypadek piszę ;p.

Pozdrawiam- igut214 :)

Użytkownik igut214 edytował ten post 25.03.2011 - |20:20|

  • 1
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#22 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 26.03.2011 - |20:57|

O nie! Przerywać w takim momencie? Będzie dalszy ciąg? Historia właśnie nabiera rumieńców, akcja się rozkręca. Jak ja lubię te klimaty! Czekam więc z niecierpliwością.
  • 2

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#23 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 26.03.2011 - |21:31|

Oczywiście, że będzie ciąg dalszy :) jestem w trakcie pisania...
Palek21 spokojnie Sam się dowie, ale jeszcze nie teraz :) mam pewien dramat w zanadrzu i musze go jakoś wkomponować w resztę historii
igut214 ponownie dziękuję za sprawdzenie błędów :)

no to teraz wracam do pisania ;) pozdrawiam
  • 3

#24 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 27.03.2011 - |15:37|

Zgodnie z obietnicą ciąg dalszy :) tym razem bardzo długa część :) podkreślone i kursywom wypowiedzi Atanala

Minął tydzień od jego powrotu, mimo to Daniel i Teal’c nadal odmawiali dłuższej rozmowy o wydarzeniach ostatnich pięciu lat. Pułkownik spędzał czas albo na stołówce i siłowni albo w swojej kwaterze w towarzystwie fotografii Samanthy. Nie miał ochoty nigdzie wychodzić, poza tym nie miał też pozwolenia na opuszczenie bazy. Dzisiejszy dzień nie różnił się niczym od pozostałych. Po zjedzonym w towarzystwie Daniela i Teal’ca śniadaniu, Jack udał się do swojej kwatery. Już miał otworzyć drzwi, kiedy usłyszał za sobą znajomy damski głos. Odwrócił się i ujrzał Anise . „Świetnie, a ta czego tu szuka?” powiedział do siebie. Atanal skrzywił się, a następie odpowiedział „Bądź miły. Nie wiem czemu jej tak nie lubisz, ona jest naprawdę wspaniała!”

-Anise! Co cię tutaj sprowadza?- zapytał Jack, a następnie w myślach odpowiedział swojemu symbiontowi. „Wspaniała? Albo oszalałeś, albo cię omotała! Ale z tego co widzę w twoich wspomnieniach to zakładam to drugie. Wężogłowy się zakochał!” Antal oblał go zimnym prysznicem. Jack skrzywił się i spojrzał na Tok’ra, która chyba mu coś tłumaczyła.
-… i na tym kończąc musze ci powiedzieć, że to naprawdę wspaniały mężczyzna. W każdym razie jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to dzisiaj dokonamy przeniesienia Atanala do jego ciała, jeśli ci to oczywiście odpowiada.- zakończyła. Jack czekał na te słowa cały tydzień i ostanie piętnaście minut jej monologu.
-Słodko! Powiedz mi tylko na którą mam być gotowy.- odparł i wszedł z uśmiechem na ustach do pokoju pozostawiając Anise za drzwiami.

„Nie musiałeś jej tak potraktować, ona naprawdę…” zaczął symbiont, jednak Jack mu przerwał.
-Tak, tak. Wiem. Jest wspaniała. Dla ciebie, ale nie dla mnie, ok. Nie lubię jej i mam swoje powody! Wiec daj mi już spokój, dostaniesz, mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj nowego przyjaciela i na miłość boską będę mógł zacząć normalne życie.- odparł i usiadł na łóżku. Sięgnął ręką do kieszeni koszuli, znajdującej się przy sercu i wyciągnął fotografie. Wtedy drzwi się otworzyły. Jack schował zdjęcie zanim jego gość zdążył je zauważyć, a następnie odwrócił się i ujrzał Anise. „Myślałem, że zostawiłem ją za drzwiami!” powiedział do siebie, na co Atanal tylko westchnął. Jack wymusił na sobie uśmiech. Tok’ra podeszłą bliżej. Kiedy znajdowała się w zasięgu ręki, położyła swoją dłoń na ramieniu Jacka. Atanal zadrżał, na co pułkownik przewrócił oczami. Anise uklęknęła przy nim i złapała kontakt wzrokowy.

-Ja wiem, że nasze stosunki są napięte od ostatniego hm… wydarzenia.- wspomniała aferę z przed kilku lat, którą spowodowała.- Ale może mogłoby to ulec zmianie? O’Neill możesz wrócić z nami. Tok’ra znajdą miejsce dla ciebie, będziesz mógł się przysłużyć. Tutaj…- urwała. Wzięła głęboki oddech.
-Tutaj co? Nie ma dla mnie miejsca?- zapytał ironicznie Jack, a następnie zrzucił jej rękę ze swojego ramienia. Nie chciał, aby go dotykała, chociaż jego symbiontowi wyraźnie się to podobało.
-Ja… znaczy…. Chodzi mi o to, że pięć lat to spory okres czasu. Wszyscy, którzy coś dla ciebie znaczyli, teraz mają własne życia.
-O co ci do cholery chodzi?- zapytał trochę zbulwersowany i spojrzał na kobietę. Nie odpowiedziała. Zamiast tego zamknęła mu usta w słodkim pocałunku. Jack zamarł na jej zbliżenie. Nie chciał, a by go dotykała, nie chciał aby żadna kobieta z wyjątkiem Sam go dotykała. Już miał ją od siebie odciągnąć, kiedy jej język zaczął domagając się wejścia do środka. Zdezorientowany sytuacją rozchylił swoje wargi i ich języki splotły się. Jack objął ja jedną ręką w pasie, a drugą położył na szyi. „Całował Sam, jego Sam.” Z jej ust uciekł cichy jęk rozkoszy, jakby przeżywała coś więcej niż tylko zwykły pocałunek. Oderwali się od siebie, aby nabrać powietrza. Jack zamknął oczy. Chciał aby ten moment trwał wiecznie. Nie liczyło się nic innego. Tylko on i Samantha. Powoli otworzył oczy i ujrzał nie Carter, lecz Anise. Utworzył usta, by coś powiedzieć, jednak Atanal go uprzedził. Przejął jego ciało. Jack przeklął i jego i siebie w myślach. „Wiem co chciałeś zrobić i nie pozwolę ci na to.” Odparł symbiont, następnie uśmiechnął się do Anise. Tok’ra oderwała się od niego i spojrzała mu w oczy.
-Chce, żebyś wiedział, ze zawsze będziesz mieć do czego, lub do kogo wracać. Ja będę to osobą. Przemyśl to, zanim Atanal dostanie nowego nosiciela.- odparła. Wyszła z pokoju pozostawiając osłupiałego Jacka samego.

-Co to do jasnej cholery miało być?- zapytał Jack. Wykorzystał chwilę nieuwagi Atanala i przejął swoje ciało. Mężczyzna chwycił się za głowę i zaczął chodzić po pokoju. Nie rozumiał „wężogłowej”, ani jej zachowania. O ile sobie dobrze przypominał dawno temu ustalił z nią pohamowywanie uczuć wobec niego. „ A teraz ten pocałunek i tekst, że mam do kogo wracać? O co chodziło!?”

Jego dalsze przemyślenia przerwało głośne pukanie. Pułkownik podszedł do drzwi i otworzył je na oścież. Po drugiej stronie stał młody porucznik, którego nie znał. Porucznik wyprostował się, wziął głęboki oddech i powiadomił Jacka o spotkaniu w biurze generała. O’Neill wyszedł ze swojej kwatery i udał się za żołnierzem do biura Hammonda. Porucznik zasalutował przed samymi drzwiami i oddalił się. Tymczasem Jack zapukał. Kiedy usłyszał „wejść” otworzył drzwi.

-Jack.- powitał go stary przyjaciel i wskazał ręką na krzesło. Usiadł, zamykając wcześniej drzwi, aby nikt nie przysłuchiwał się rozmowie. – Wezwałem cię tutaj, zaraz po rozmowie w Anise.
-Domyśliłem się. Była u mnie. Wspomniała coś o pozbyciu się węża z głowy.- uśmiechnął się. Atanal przewrócił oczami, a następnie „uszczypnął” Jacka. Pułkownik lekko skrzywił się.
-Tak. Właśnie co do tego… hm… zabiegu. Myślałeś już co zrobisz potem?- zapytał.
-Nie. Nie bardzo. Założyłem, że wszystko co do mnie należało przepadło, prawda? Więc, chyba nie ma już dla mnie miejsca.
-Nie zgodzę się Jack. Zawsze będzie tutaj dla ciebie miejsce. W prawdzie nie było cię pięć lat, ale nadal jesteś dowódcą SG-1.
-Myślałem, że oddałeś drużynę Carter.- opuścił głowę.
-To skomplikowane, ale zapewniam cię, że będę szczęśliwy jeśli przyjmiesz pracę w SG-1, ponownie. Dr Jackson i Teal’c zapewnie będą zadowoleni, a poza tym porucznik Kaleb będzie mógł się wiele od ciebie dowiedzieć.
-Porucznik Kaleb?- zdziwił się. „Co stało się z Carter?”
-Poznałeś go jak mniemam. Eskortował cie do mojego gabinetu.- wytłumaczył, a Jack tylko kiwnął twierdząco głową. Generał kontynuował swoją przemowę, jednak Jack go nie słuchał. Zastanawiał siec o stało się z Carter. „Daniel wspominał coś, ze wyruszyła na misję. Czyżby dostała własny zespół? Jeśli tak, to wspaniale. Była dobrym żołnierzem. Należało jej się.” Był z niej dumny.- … w każdym razie, dostałeś pozwolenie na opuszczenie bazy.
Z zamyślenia wyrwał go głos generała. Jack spojrzał na Hammonda i uśmiechnął się.
-Świetnie.
-A wiec co masz zamiar zrobić z moją propozycją?
-Musze to przemyśleć, dobrze. Nie wiem czy chce wracać do czynnej służby, emerytura z drugiej strony, była by miła, ale…
-Będzie ci tego wszystkiego brakować.
-Właśnie.- „Szczególnie widoku blond major i jej techno bełkotu.” Dodał w myślach.- Poza tym dlaczego nie możesz oddać drużyny Carter?
- Major Carter, a raczej Dr Carter odrzuciła moją ofertę. Teraz jest głównym naukowcem bazy. Nie chciała narażać życia przechodząc przez wrota, wiedząc, że w domu czeka na nią wa…- ugryzł się w język. Mało brakowało, a zdradziłby mu tajemnicę, której nie było wolno mu znać. Jack nie mógł się dowiedzieć, że Emilly to jego córka. Ani od Sam, ani od Daniela, ani od generała. Tak ustalono, kiedy Samantha dowiedziałaś się o ciąży, po zniknięciu Jacka. To był warunek, dla którego mogła zostać w programie i nie postawiono jej, a teraz także i jego przed sądem polowym.-… rodzina.
-Słyszałem, że ma córkę. Z tym gliną, jak mu tam leciało.-pauza.- Pete, chyba.

Generał kiwnął głową. Musiał porozmawiać z Danielem. Jeśli Jackson cokolwiek mu powiedział, będzie źle.

- Doktor Jackson wspominał mi wczoraj, że jeśli zdecydujesz się na wakacje i upuszczenie bazy, to mam ci to przekazać.- powiedział Hammond i podał mu dużą szarą kopertę. Jack natychmiast otworzył ją i wyciągnął dwie pary kluczyków.- Jedne są do twojego domku w Minnesocie. Sam i Daniel nie pozwolili go sprzedać ,zaopiekowali się nim. Z tego co wiem cała drużyna jeździ tam przynajmniej trzy razy do roku. Teraz to jest ich samotnia. Ostatnio zabrali mnie ze sobą, na ryby.- Jack uśmiechnął się. „Sam, Daniel i Teal’c zajęli się jego ulubionym miejscem, w dodatku jeździ tam na ryby, mimo iż w stawie nie było ryb. To było miłe z ich strony. Miłe, tak jasne, to było więcej niż miłe.” Cieszył się, że o nim pamiętali, podtrzymywali ich spotkania, mimo iż nie zawsze udawało im się spotkać w Minnesocie całą drużyną. Zazwyczaj Carter była nieobecna, szczególnie kiedy poznała Peta.
-A drugie?- zapytał wracając do rzeczywistości.
-To twój nowy samochód. Stary został sprzedany, ale myślę, że ten także ci się spodoba. To prezent od twojej drużyny i ode mnie.- odparł George.
-Dzięki. Doceniam to co dla mnie zrobiliście. Pomyślę nad twoją propozycją i dam ci znać. Teraz jeśli pozwoli pan, generale.- Jack przybrał ton, którym powinien mówić podczas rozmowy z dowódcą. Lecz prawda była taka, ze on i Hammond przyjaźnili się, poza tym generał nigdy nie kazał zwracać się do siebie per sir, kiedy byli sam na sam.- Udam się do swojej kwatery, spakować swoje rzeczy i przygotować się do pozbycia „wężogłowego” z mojego ciała.
-Udzielam pozwolenia.- odparł, a Jack mu zasalutował, a następnie wyszedł z gabinetu swojego szefa.

Gdy tylko zniknął, Hammond wezwał do siebie Daniela i Teal’ca. Panowie usiedli naprzeciwko biurka. George spojrzał na nich, a następnie powiedział.

-Panowie jak dobrze wiecie, Jack powrócił. Rozmawiałem z nim przed chwilą. Po usunięciu symbiontu ma zamiar udać się do Minnesoty. Zaproponowałem mu objęcie ponownego dowództwa nad SG-1.
-Niech zgadnę, nie przyjął oferty.
-Nie. Znaczy nie do końca. Powiedział, że się zastanowi. Co nas stawia w jeszcze trudniejszej sytuacji. Dr Carter wraca za kilka dni. Nie może spotkać się z Jackiem. Nie może nawet się dowiedzieć, że wrócił.
-Dlaczego?- zapytał do tej pory milczący Teal’c.
-Z powodu Emilly, prawda? –wtrącił Daniel i pytająco spoglądnął na generała.
-Po części doktorze Jackson. Dziewczynka ma ojca i nie możemy wprowadzać zupełnie obcej osoby w jej życie, poza tym jest jeszcze sprawa sądu polowego, który wisi nad nimi oby dwoma.
-To nie znaczy, że…
-Dosyć tego. Staram się ich chronić, a to nie jest łatwe. Wiele osób chętnie widziało by ich za kratkami!- odparł lekko zdenerwowany Hammond. Rozmowy z Jacksonem zawsze tak na niego działały. Lingwista miał tendencje do naprawiania całego zła we wszechświecie, lecz nie zawsze rozumiał, że najprostsze rozwiązania nie są takie dobre, przynajmniej nie tym razem.- I oczekuję od was pomocy. Postawię sprawę jasno. O’Neill nie może dowiedzieć się, ze dziewczynka jest jego, a dr Carter nie może się z nim spotkać dopóki nie otrzymam innych rozkazów. Odmaszerować.

Jack resztę dnia spędził na pakowaniu kilku swoich rzeczy. Normalnie spakowanie torby zajęłoby mu dziesięć minut, jak przykładnemu żołnierzowi, ale teraz, teraz sprawy miały się inaczej. Jego myśli nadal okupowała Carter i pocałunek Anise. Pułkownik w końcu skończył pakowanie torby. Spojrzał na zegarek. To był ten moment. Punkt 16.

-„Za chwilę się pożegnamy” -powiedział Atanal.- „Mimo, iż jesteś nieznośny i praktycznie najgorszym nosicielem jakiego miałem, to musze przyznać, że cię polubiłem.”
-Taa… będę mógł wyjechać do Minnesoty i zapomnieć o wszystkim.- odparł Jack i podszedł do drzwi. Jego eskorta już na niego czekała. Zaprowadzili go do jednego z laboratorium. Było znajome, jednak nie potrafił sobie przypomnieć dlaczego. Wszedł do środka, jego ochrona została na zewnątrz. Ujrzał Daniela, Teal’ca i Hammonda za szyba w pomieszczeniu obserwacyjnym powyżej. Uśmiechnął się do nich, wtedy do pomieszczenia weszła trójka osób. Rozpoznał Anise i Jacoba. „Ten ostatni najwyraźniej był nowym nosicielem Atanala.” Pomyślał.

-Zaczynajmy.- oznajmił Jacob i razem z Anise rozpoczęli procedurę przeniesienia Atanala do ciała nowego nosiciela.

Jack umyty i przebrany w cywilne ubrania z torbą na ramieniu czekał na poziomie 11 na druga windę, która miała go zabrać na powierzchnię. Wczoraj pozbył się Atanala, na rzecz Markusa. Tak nazywał się jego nowy nosiciel. Jack ponownie przycisnął przycisk, gdyż winda nie nadjeżdżała. W tym samym momencie otworzyły się drzwi drugiej windy. Z niej wyszli Daniel i Teal’c. Podeszli do niego.

-Jack jesteś pewien?
-Tak Daniel. Musze pobyć sam. Przemyśleć kilka spraw. Poza tym świetnie się bawiliście beze mnie przez pięć lat, więc tydzień nie zrobi wam żadnej różnicy.- odparł z uśmieszkiem na twarzy.
-A więc będzie mi cie brakować O’Neill.- odparł Teal’c a następnie uściskał przyjaciela.
-Dzięki T.- Jack poklepał go po plecach, a następnie skierował się do Daniela.
-Dziękuję wam za wszystko. Mam nadzieję, że się zobaczymy za jakiś czas.- pułkownik uściskał go, w tym momencie wina przyjechała druga winda.

Jack pożegnał się z nimi i wszedł do windy. Kiedy był na powierzchni wypisał się z księgi i powędrował na parking. Wyłączył alarm w samochodzie, który stał przed nim. „ Czarny SUV! Nieźle. Jest jeszcze lepszy, niż ten którego miałem.” Uśmiechnął się i wszedł do auta. Odpalił silnik i ruszył. Nie zorientował się, że jak tylko przejechał bramę wyjazdową ruszył za nim zielony Mustang.

-Co? Nie. Jestem teraz w Minnesocie. „Ems” marudziła, a wiesz jaki ten bachor potrafi być nieznośny. Wiec zabrałem ją do tej rudery. Zamknęła się w głównej sypialni i nie pozwala się zbliżyć do drzwi. Co mówisz? Czekaj nie słyszę. Mam jakieś…. Problemy z zasięgiem.- odparł do telefonu otwierając drzwi i wychodząc na werandę.- O teraz słyszę cię lepiej.

W tym momencie zaczął dzwonić jego telefon komórkowy.

-Poczekaj chwilę, mam drugi teflon.- oznajmił swojej rozmówczyni. Spojrzał na wyświetlacz. To był Dex, jego partner oraz przyjaciel. Uśmiechnął się i odebrał połączenie przychodzące.- Shanahan, słucham. Jesteś pewien, że to on opuścił bazę?
-Tak całkowicie. Porusza się czarnym SUVem w kierunku autostrady. Mam dalej go śledzić?
-Nie. Wiem, gdzie zamierza się udać. Dzięki. Mam u ciebie dług.- odparł Pete, a następnie rozłączył się. Wszystko szło zgodnie z planem, pomyślał. Spojrzał na jezioro, na jego twarzy pojawił się uśmieszek, wtedy zorientował się, że prowadził rozmowę. Przyłożył słuchawkę do ucha.- Jesteś jeszcze tam, skarbie? To świetnie. Oczywiście, że przyjadę. Nie mogę się doczekać, aż w końcu znajdziemy się sami w twojej sypialni. Nie martw się, „Ems” sobie poradzi, zresztą za niedługo przyjedzie tu ktoś, kto się nią zajmie, a Sam wyjechała. Ja też cię kocham diablico, pa. Nie mogę się doczekać.

Rozłączył się, a następnie spojrzał na domek. Wszedł do środka. Odłożył telefon na stolik i chwycił kluczyki od samochodu. Przeszedł przez salon i zapukał do drzwi sypialni, kiedy nikt mu nie odpowiedział, wszedł do środka. Emily leżała skulona na ogromnym łóżku. Przytulała do siebie zdjęcie. Jedyne zdjęcie jakie znajdowało się w sypialni. Fotografie przedstawiającą drużynę SG-1. Pete upewnił się, że dziewczynka śpi, a następnie wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Chwycił swoją nierozpakowaną od przyjazdu torbę i wyszedł z domku. Udał się do swojego samochodu. Otworzył tynie drzwi i wrzucił torbę do środka, następnie zajął miejsce kierowcy. Odpalił samochód i ruszył wąską droga przed siebie, zostawiając za sobą domek nad jeziorem i Emily, całkiem samą.



TBC :)
teraz czeka mnie trudny okres w szkole, przed maturą :) wiec na następną część będzie trzeba troszkę poczekać
  • 2

#25 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 27.03.2011 - |17:59|

Pete to świnia :o Atanala był całkiem znośny :)
Uzbrajamy się w cierpliwość i wysyłamy pozytywne fluidy do pomocy w przygotowaniach :lol:
  • 2

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#26 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 29.03.2011 - |12:52|

Życzę powodzenia z walką z maturą;) Też tym roku piszę...
Nie mogę zrozumieć końcówki ale ją rozkminie.
Pozdrawiam.
  • 2
Ubi dubium ibi libertas.

#27 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 13.04.2011 - |10:33|

Ostatnie tygodnie szkoły, a ja jestem wykończona. W myśl poprawy humoru napisałam fragment:

*******


Jack jechał przez las i nucił swoją ulubioną piosenkę. Było już dość ciemno, w dodatku okropnie padało. Widoczność na drodze ograniczała się do metra, może dwóch. Co wydłużyło jego podróż do Minnesoty praktycznie dwukrotnie. Na szczęście teraz był już nieopodal swojego domu, wystarczyło tylko aby przejechał kilkanaście metrów prosto i wziął dwa zakręty w prawo. Jack zwolnił. Był już blisko, pogoda była okropna, a on nie chciał skończyć w zamrażalce. Jego czarny samochód terenowy właśnie wyszedł z drugiego zakrętu i jego oczom ukazała się drewniana chatka niedaleko jego sławnego stawu, bez ryb. Odetchnął ulgą. Wyglądała tak samo, jak był tutaj ostatni raz. Pięć, pięć i pół lat temu? Pułkownik zatrzymał samochód i wyłączył silnik. Następnie otworzył drzwi. „Na miłość boską, mogłoby przestać padać. Nie mam zamiaru spędzić całego tygodnia wyglądając przez okno z sypialni.” Odburknął pod nosem i wyszedł z auta. Zimny strumień deszczu zmusił go do szybkiego zabrania torby i udania się do przytulnego i suchego otoczenia. Jack przeszedł kilka kroków patrząc uważnie pod nogi, by nie wpaść do kałuży i stanął na werandzie. Położył torbę na ziemię i przeszukał kieszenie spodni i kurtki. „Świetnie! Zostawiłem klucze w samochodzie.” Wymamrotał i już chciał się wrócić, kiedy nagle drzwi wejściowe uchyliły się. Jack wytrzeszczył wzrok i zobaczył malutką blondynkę w wieku około czterech lat. Patrzała wprost na niego swoimi ogromnymi czekoladowymi oczami.

-Hej dzieciaku, co ty tutaj robisz? Nie powinnaś już spać?- odparł przyjaznym tonem z uśmiechem, kiedy zobaczył strasz w oczach dziewczynki. Zrobił krok do przodu. Dziecko nie schowało się jednak za drzwiami, tak jak przewidywał. Wprost przeciwnie, mała otworzyła szerzej drzwi i wyszła na werandę. Stanęła naprzeciwko niego i zaczęła go badać wzrokiem. Jack przygryzł dolną wargę, następnie rozejrzał się dookoła, na ile pozwalała mu pogoda. Oprócz jego samochodu nie zauważył żadnego innego pojazdu.- Jesteś tutaj sama?

Nie odpowiedziała. Spojrzała do góry na olbrzyma stojącego przed nią i zacieśniła uścisk. Teraz dopiero Jack zauważył, że w przyciska do swojego malutkiego serduszka ramkę na zdjęcie.

-Co tam masz?- zapytał ponownie. Czuł, że powoli dziewczyna zaczyna mu ufać. Jednak nie zamierzał podchodzić bliżej i sprawdzać tego na własnej skórze. Najpierw dziecko musiało mu zaufać. „Pewnie się zgubiła i nie wie jak wrócić do domu, albo może pomyliła domki. W sumie niedaleko stad jest podobna chatka, z tego co pamiętam, to należała do rodziny Jima.” Pomyślał. Jack przyklęknął, uśmiechając się do dziecka.- Pokażesz mi? Nie zrobię ci krzywdy, chce tylko się dowiedzieć kim jesteś.- odparł.
-Nie.- odparła cienkim głosikiem po długiej chwili ciszy i jeszcze mocniej przycisnęła do siebie ramkę ze zdjęciem.- Mamusia nauczyła mnie nie rozmawiać z nieznajomymi.
-Ok. Ja jestem Jack. Lubię ciasto i Simpsonów. Jestem pilotem USAF. Kocham psy, ale nigdy żadnego nie miałem. Miałem syna Charliego, ale zmarł kilka lat temu. Widzisz, teraz coś już o mnie wiesz. Nie jestem już nieznajomy dla ciebie, ale nadal nie wiem, jak ty się nazywasz.- odparł. W końcu dziewczynka odwzajemniła uśmiech. Jack wstrzymał oddech. Malutka miała piękny uśmiech, zupełnie jak Carter. „Szkoda, że jest tak ciemno.”- A więc masz jakieś imię?
-Emilly.- wyszeptała.
-Emilly, ładnie.- wyrzekł i podał jej swoją dłoń.- Miło mi cię poznać panienko Emilly.

Blondyneczka zbliżyła się do niego i chwyciła jego duży palec zamykając w swojej malutkiej dłoni. Jack poczuł ciepło jej ciała, przyjazne ciepło. Wiedział, że dziewczynka mu zaufała. Kiedy w końcu puściła jego palec Jack spojrzał w jej czekoladowe oczy. Oczy, w których równie dobrze mógłby się utopić, tak jak w oczach Carter. Skarcił się za tą myśl, chociaż nie przeczył, że widok dziewczynki przypomniał mu o jego ukochanej. Emilly spojrzała w jego oczy i uśmiechnęła się. Wtedy Jack już wiedział, że Emilly owinęła go sobie wokół małego paluszka.

-Gdzie są twoi rodzice?- zapytał w końcu. Cisza. „No dobra. Jack nie poddawaj się, musisz się dowiedzieć czegoś więcej o tym dziecku!”- Byłaś tu kiedyś?- kiwnęła głową. „ No to już coś! Czyli musi znać kogoś, kogo ja znałem.”- Byłaś tu kiedyś z rodzicami i ich przyjaciółmi?
-Z mamusią i wujkami.- dumnie odparła.
-Dobrze.Wiesz czyj to jest dom?- dziewczynka tylko twierdząco kiwnęła głową.- Czyj?- „Brawo Jack, bardziej idiotycznego pytania nie mogłeś jej zadać!”
-Mojego tatusia. Jacka O’Neilla.- pułkownik zamarł. Jego szczęka natomiast opadła niżej, niż pozwalała na to weranda. Stał tak dość długo. W końcu poczuł, że coś do niego przylega. Spojrzał w dół i zobaczył burzę blond loczków. Emilly objęła go wokół szyi i wtulała się w jego klatkę piersiową. Przytłoczony wyznaniem dziewczynki i jej obecnymi czynami, nie wiedział co zrobić. Westchnął, a następnie delikatnie poklepała Emilly po plecach.- Tęskniłam za tobą, tatusiu.


TBC ;)

mam nadzieję, że się podobał
  • 1

#28 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 13.04.2011 - |12:38|

Ale że jak??? Skąd ona wie??? Pete to świnia :angry:
Świetny wzruszający kawałek :rolleyes:

P.S. Wydaje mi się że powinno być: pięć i pół roku temu.
  • 2

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#29 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 13.04.2011 - |12:59|

Ale że jak??? Skąd ona wie???


to się wyjaśni w następnym rozdziale, może później :) w każdym razie w rozmowie Daniela i Jacka ;)
  • 1

#30 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 13.04.2011 - |14:36|

Aaaa to było piękne :)) i takie słodkie. A Pete to cham. Niech spada na drzewo;) Mała jest boska:)
Pozdrawiam
  • 3
Ubi dubium ibi libertas.

#31 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 13.04.2011 - |15:12|

Jej!!!!!!!!!!!!!! Sorry, że tak długo nie pisałam, ale wiesz - egzaminy <_< . :wub: :wacko: :ph34r:
Tja, dopiero teraz odkryłam, że są tu jakieś inne emotikony, a jestem tu już już od ok. 1,5 roku. Taka właśnie jest moja spostrzegawczość.

Tekst pierwszy:
"zapytał Jack, a następnie w myślach odpowiedział swojemu symbiotowi." - symbiotowi!
"Atanal oblał go zimnym prysznicem."
"i na tym kończąc muszę ci powiedzieć, że to naprawdę wspaniały mężczyzna. W każdym razie jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to dzisiaj dokonamy przeniesienia Atanala do jego ciała, jeśli ci to oczywiście odpowiada.- Zakończyła."
"odparł i wszedł z uśmiechem na ustach do pokoju, pozostawiając Anise za drzwiami."
" Więc daj mi już spokój, dostaniesz, mam nadzieję, że jeszcze dzisiaj nowego przyjaciela i na miłość boską będę mógł zacząć normalne życie."
"Sięgnął ręką do kieszeni koszuli znajdującej się przy sercu i wyciągnął fotografie." - jedną czy kilka fotografii?
"Jack schował zdjęcie, zanim jego gość zdążył je zauważyć, a następnie odwrócił się i ujrzał Anise."
"Tok’ra podeszła bliżej."
"Nie chciał, aby go dotykała, nie chciał, aby żadna kobieta z wyjątkiem Sam go dotykała. Już miał ją od siebie odciągnąć, kiedy jej język zaczął domagać się wejścia do środka."
"Chcę, żebyś wiedział, ze zawsze będziesz mieć do czego, lub do kogo wracać."
"Wyszła z pokoju, pozostawiając osłupiałego Jacka samego."
"O ile sobie dobrze przypominał, dawno temu ustalił z nią pohamowywanie uczuć wobec niego."
"Wezwałem cię tutaj, zaraz po rozmowie z Anise."
"Kiedy usłyszał „wejść”, otworzył drzwi."
"Pułkownik lekko skrzywił się." - powinno być: "Pułkownik się lekko skrzywił".
"Wprawdzie nie było cię pięć lat, ale nadal jesteś dowódcą SG-1."
"Poznałeś go, jak mniemam. Eskortował cię do mojego gabinetu."
"Zastanawiał się co stało się z Carter. „Daniel wspominał coś, że wyruszyła na misję."
"Muszę to przemyśleć, dobrze. Nie wiem, czy chcę wracać do czynnej służby, emerytura z drugiej strony, byłaby miła, ale…"
"Tak ustalono, kiedy Samantha dowiedziała się o ciąży po zniknięciu Jacka."
"Sam i Daniel nie pozwolili go sprzedać, zaopiekowali się nim. Z tego co wiem, cała drużyna jeździ tam przynajmniej trzy razy do roku. Teraz jest to ich samotnia. Ostatnio zabrali mnie ze sobą na ryby."
"Ujrzał Daniela, Teal’ca i Hammonda za szybą w pomieszczeniu obserwacyjnym powyżej."
"Z niej wyszli Daniel i Teal’c." - powinno być: "Wyszli z niej Daniel i Teal'c".
"Muszę pobyć sam."
"odparł Teal’c, a następnie uściskał przyjaciela."
"pułkownik uściskał go, w tym momencie wina przyjechała druga winda." - powinno być: "pułkownik uściskał go, w tym momencie przyjechała druga winda."
"Kiedy był na powierzchni, wypisał się z księgi i powędrował na parking."
"Nie zorientował się, że jak tylko przejechał bramę wyjazdową, ruszył za nim zielony Mustang."
"„Ems” marudziła, a wiesz jaki ten bachor potrafi być nieznośny, więc zabrałem ją do tej rudery." - to zdanie lepiej brzmi połączone w całość.
"Poczekaj chwilę, mam drugi ?teflon?." - tja, skąd on ma ten "teflon" ;)?
"Fotografię przedstawiającą drużynę SG-1."
"Otworzył tylne drzwi i wrzucił torbę do środka, następnie zajął miejsce kierowcy."

Drugi tekst:
"Widoczność na drodze ograniczała się do metra, może dwóch, co wydłużyło jego podróż do Minnesoty praktycznie dwukrotnie." - te dwa zdania lepiej brzmią połączone w jedno.
"Na szczęście teraz był już nieopodal swojego domu, wystarczyło tylko, aby przejechał kilkanaście metrów prosto i wziął dwa zakręty w prawo."
"Był już blisko, pogoda była okropna, a on nie chciał skończyć w ?zamrażalce?." - czym jest ta "zamrażalka"?
"Pięć, pięć i pół roku temu?"
" Nie mam zamiaru spędzić całego tygodnia, wyglądając przez okno z sypialni.”
"Jack przeszedł kilka kroków, patrząc uważnie pod nogi, by nie wpaść do kałuży i stanął na werandzie."
"?Patrzała? wprost na niego swoimi ogromnymi czekoladowymi oczami." - a może "patrzyła"?
"odparł przyjaznym tonem z uśmiechem, kiedy zobaczył strach w oczach dziewczynki."
"W sumie niedaleko stąd jest podobna chatka, z tego co pamiętam, to należała do rodziny Jima."
"Nie zrobię ci krzywdy, chcę tylko się dowiedzieć kim jesteś."
"Blondyneczka zbliżyła się do niego i chwyciła jego duży palec, zamykając w swojej malutkiej dłoni."
"Skarcił się za myśl, chociaż nie przeczył, że widok dziewczynki przypomniał mu o jego ukochanej."
"Westchnął, a następnie delikatnie poklepał Emilly po plecach."

Obie części były interesujące. Tekst Jacka: " Słodko. O której mam się zjawić" mnie rozwalił :D. Wyznanie Emilly było takie kochane i słodkie ^_^. Tak w ogóle to to dziecko jest takie fajne;P. Poprawek tak dużo, bo bardzo dużo tekstu do przeczytania. Naprawdę świetne części. Nie mogę się doczekać następnych. Ciekawa jestem jak to się stało, że Emilly wie, kto jest jej prawdziwym ojcem. Jack ma teraz niezłe auto. Tylko pozazdrościć :).

Pozdrawiam - igut214 :)

Użytkownik igut214 edytował ten post 13.04.2011 - |15:13|

  • 1
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#32 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 13.04.2011 - |20:30|

Ha, ha, ha. Cały misterny plan wziął w łeb. Przez tyle lat wszyscy ukrywali prawdę a tu proszę! Wydało się! Nie dziwię się, że Pete nie przepada za Emilly skoro ma ona oczy Jack`a. A swoją drogą to bardzo rezolutna osóbka.
Robi się coraz ciekawiej. Pewnie się powtórzę ale uwielbiam te klimaty! Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg.
Powodzenia w przygotowaniach do matury.
  • 1

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#33 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 17.04.2011 - |15:07|

Po dość długim czasie Emilly wreszcie zasnęła, oczywiście Jackowi na kolanach i z fotografią SG-1 przy sercu. Pułkownik podniósł dziecko zaniósł do sypialni. Położył ją w ogromnym łóżku i przykrył kołdrą. Następnie pogłaskał po włosach i wrócił do salonu. „Musze się napić!” odparł cichutko do siebie i skierował się do lodówki, otworzył ją i wyciągnął zimne piwo. Następnie zrobił łyka i usiadł na kanapie. Wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy i wybrał numer Daniela. „Czas uzyskać jakieś odpowiedzi! Jeśli naprawdę jestem jej ojcem, dlaczego Danny-boy mi nie powiedział. Dlaczego!? Przecież, to chyba zmienia niektóre sprawy.” Odparł zastanawiając się nad tą delikatną sprawą. Wyglądało na to, że Emilly była jego córką, jego i Carter. Jak wziął głęboki oddech. Mimo, iż był nieco zmieszany całą sytuacją, nie miał nic przeciwko byciu ojcem. „Ponownie.” Szczególnie z dzieckiem Sam, a Emilly z całą pewnością była córką jego ulubionej major. „Słodki uśmiech, te same rysy twarzy, blond włosy, przyjazna i ufna dusza. Tak. Sto procent Catrer. No może dziewięćdziesiąt dziewięć. Oczy. Te czekoladowe oczy, mimo iż były duże jak Sam, to na pewno nie należały do niej. Przypominają raczej moje”. O’Neill uśmiechnął się, jednak jego uśmiech szybko zniknął, kiedy zaczął myśleć nad Petem. „W końcu ją poślubił. Nie zrobiłby tego, gdyby dziecko nie było jego. Co ważniejsze, skoro Sam chciała z nim zerwać i dowiedziała się, że jest w ciąży, z moim dzieckiem, nie wyszłaby za Peta. Coś mi tutaj śmierdzi i w każdym bądź razie to nie jestem ja!” Jack skierował swój wzrok na telefon komórkowy, przycisnął go do ucha i czekał na połączenie. Minęła jednak chwila, kiedy ponury głos pani z biura obsługi klienta poinformował go, że jego konto zostało zablokowane. Jack przeklął pod nosem i wstał z sofy, odkładając piwo na szafkę. Podszedł do teflonu stacjonarnego, po drodze spoglądając na duży zegar z kukułką, który wisiał na ścianie od momentu, w którym jego dziadek wybudował ten dom dla babci. „Może jednak zadzwonię jutro, jest dość późno, a jestem trochę zmęczony. Poza tym musze to wszystko przemyśleć.” Z tymi sowami skierował się do drugiej sypialni. Wziął szybki prysznic, a następnie położył się do łóżka. Po chwili spał jak małe dziecko.

Jack obudził się w środku nocy, na dworze cały czas szalała burza. Pułkownik przewrócił się na drugi bok i wtedy zobaczył parę wpatrujących się w niego oczu. Jack przetarł oczy, aby sprawdzić czy to aby nie sen, jednak postać nie zniknęła. Usiadł na łóżku i zaświecił lampkę, która rozjaśniła pokój. Spojrzał na dziewczynkę, która stała przy jego łóżku i trzymała w ręce to samo zdjęcie co wcześniej.

-Emilly dlaczego nie śpisz? Jest środek nocy.- odparł spoglądając na zegarek. Dziewczynka opuściła głowę, a następnie wczołgała się mu do łóżka. Weszła pod kołdrę i wtuliła się w ciepłe ciało Jacka.
-Boję się tatusiu.
-Czego się boisz, skarbie?- zapytał obejmując dziecko i zabierając z jej malutkich rączek fotografię.

Emilly skrzywiła się na samą myśl o oddaniu ramki ze zdjęciem, lecz po kilku sekundach, wiedząc, że nic takiego się z nią nie stanie, wypuściła ją z uścisku. Jack odstawił zdjęcie na szafkę nocną, tak, aby dziewczynka mogła swobodnie spoglądać na zdjęcie. O’Neill także przyjrzał się zdjęciu. Przestawiała ona SG-1 i to w początkowych latach działania. Dobrze pamiętał kiedy zrobiono te zdjęcie. Był wtedy długi weekend…

******

Słońce przygrzewało już od kilku godzin i mimo, iż nie było jeszcze w pełnie, to skwar lejący się z nieba był dość nieprzyjemny. „Po południu będzie jeszcze gorzeje.” Pomyślał Jack ubrany w letni T-shirt z logo USAF i przewiewne spodnie khaki, które zazwyczaj nosił, kiedy łowił ryb. Upał wcale mi nie przeszkadzał. Wręcz przeciwnie, z zimnym piwkiem w ręku, mógł podziwiać seksowne nogi pewnej podwładnej, która chodziła boso w krótkich jeansowych szortach i kusym białym T-shircie po jego trawniku. Jack nie potrafił oderwać od niej wzroku, wystarczyło, że zbliżyła się do niego chociaż na kilka metrów i posłała mu jeden z tych zniewalających uśmiechów i Jack musiał sprawdzać, czy ma jeszcze mięso na grillu.

-Pali ci się- głos Daniela sprowadził go szybko na ziemię, Jack przeklął pod nosem i szybko przygasił ogień, ratując steki od przypalenia. Daniel zaczął chichotać, a następnie spojrzał w tym samym kierunku co Jack, na bawiącą się z Teal’cem i Cassie, Carter.
-Bardzo śmieszne Danny-boy, bardzo śmieszne.- odparł oficer do przyjaciela, lecz ten zdążył już zniknąć. Jack westchnął i wrócił do pilnowania grilla.

Chwilę później zdjął gotowe mięso z ognia i nałożył na talerze, które podawała mu Cassie i Samantha. Cały zespół włącznie z Cassandrą zasiedli do stołu.

-Jak tam w szkole Cassie?- zapytał Daniel, na co rozentuzjazmowana dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła opowiadać o swoich nowych koleżankach.
-Musimy zrobić sobie zdjęcie, Jack proszę.- Cassie spojrzała na starszego oficera i słodko się uśmiechnęła, a następnie posłała ten sam uśmiech każdemu obecnemu przy stole.
-Nie mam aparatu…- zaczął, wtedy Sam wyciągnęła z torebki najnowszy model lustrzanki i uśmiechnęła się. Cassie zaczęła klaskać w dłonie, a następnie wzięła Daniela i Teal’ca za rękę i poprowadziła nad staw, wołając Jacka, aby do niech dołączył. Kiedy tam dotarł dziewczynka poustawiała ich do zdjęcia. Teal’c obok Daniela, a po między nim Sam i Jack. Cała czwórka stała bardzo blisko siebie, praktycznie się obejmowali. Cassie chwyciła aparat i zrobiła zdjęcie, następnie ustawiła ich do kolejnego.

******


-Tatusiu?- wyrwał go z zamyślenia piskliwy głosik Emilly. Jack spojrzał na nią i zauważył, że dziewczynka cały czas się w niego wpatruje.- Nie zostawisz mnie, prawda? Nie zostawisz mnie tak jak Pete?
-Oh skarbie, nigdy, przenigdy bym się nie zostawił.- „Nawet jeśli okaże się, że nie jesteś moją córeczką.” Odparł i pocałował ją w czoło, następnie zaczął łaskotać.- Idź spać, jutro jak przestanie padać idziemy na ryby.
-Ale przecież w stawie nie ma ryb.- odparła nie przestając się chichotać.
-O nie! Miałaś się tego nie wiedzieć przed skończeniem trzydziestki.- powiedział Jack i uśmiechnął się do dziecka.- No już idź spać, ze mną jesteś bezpieczna.
-Dobrze tatusiu.- odparła i przytuliła się do niego zamykając oczy. Jack zrobił to samo.- Tatusiu?
-Hmm?
-Kocham cię.- odparła śpiącym głosem, zanim Jack zdążył otworzyć oczy, dziewczynka już spała.
-Ja ciebie też, dzieciaku.- odparł i przykrył ją kołdrą, następnie zgasił światło i zasnął.

TBC :P

Użytkownik Madi edytował ten post 17.04.2011 - |15:07|

  • 2

#34 koniu88

koniu88

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 30 postów

Napisano 17.04.2011 - |21:45|

Po latach od zakończenia prawdziwego Stargejta :rolleyes: wziąłem sie za fanfick'i,
może nie przeczytałem ich za dużo, bo poniżej setki, ale chciałbym Ci powiedzieć że ta historia prezentuje naprawdę wysoki poziom,
Więększość anglojęzycznych ficków jakie widziałem wygląda blado przy THIS STUFF.
dzięki i chcemy więcej :)
  • 2

#35 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 18.04.2011 - |20:46|

Dzieciak jest super. Nam tak robi czasem nasza córka. Przychodzi w nocy, staje obok łóżka i patrzy sie tak intensywnie, że musze się obudzic. A potem oczywiście wskakuje pod kołdrę i śpi z nami. :lol:
Jack ma drugą szansę na bycie ojcem. Czy ma również szansę na miłośc? Czekam na dalszy ciąg opowiadania.
A przy okazji muszę ci powiedziec, ze matura naprawdę ci służy. Myślałam, że będziemy musieli czekac na kontynuację aż do maja a tu jeden fragment za drugim. Mi to pasuje :D
Pozdrawiam i życzę powodzenia.
  • 1

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#36 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 20.04.2011 - |12:03|

O’Neill wstał z samego rana, nie budząc Emilly wyszedł z łóżka . Załatwił poranna toaletę, a następnie przebrany w świeże ubrania udał się do kuchni, by przygotować śniadanie. Podczas, gdy jajka i bekon smażyły się na patelni, O’Neill chwycił za telefon i wykręcił numer Daniela. Po kilku sygnałach w końcu usłyszał zaspany głos przyjaciela.

-Obudziłem cię, kosmiczna małpo?- zapytał uśmiechając się do siebie.
-Nie, w prawdzie jeszcze nie zdążyłem się położyć. Dostałem nową książkę o etymologii języka celtyckiego i właśnie jestem…- chwila ciszy.- … na 1604 stronie. Muszę ci powiedzieć, że nie zdawałem sobie sprawy, że starożytni Rzymianie….- Jack przewrócił oczami i ściągnął jajka i bekon z patelni, podczas, gdy Daniel nadal prowadził swój wykład.
-Daniel! Uspokój się! Nie dzwonię do ciebie, aby posłuchać wykładu na temat… czegoś tam.
-Ale!- zaprotestował naukowiec, lecz Jack nie dał za wygraną.- No dobrze, w czym mogę ci pomóc?
-Mam parę pytań, odnośnie Sam.- odparł i nałożył śniadanie na talerze.
-Jack już ci mówiłem, że nie wiem dokładnie kiedy wróci, poza tym nie wiem czy…
-Chodzi o Emilly.- odparł spokojnym chodź zbulwersowany głosem. Daniel po drugiej stronie słuchawki zamarł.- Jest tutaj, ze mną nad jeziorem. Przyjechałem wczoraj, w najgorszą ulewę jaką widziałem na oczy, a ona stała sama na werandzie ze zdjęciem w ręku. Sama ze zdjęciem. Możesz sobie to wyobrazić, zostawić dziecko samo w domu?
-Ja…
-Daniel nic nie mów, słuchaj. To nie wszystko. Przywitałem się z nią, myślałem, że się zgubiła, chciałem się dowiedzieć czegoś więcej, wtedy zarzuciła mi ręce na szyję i powiedziała.- wziął głęboki oddech i kontynuował.-powiedziała „Tęskniłam za tobą, tatusiu.” Słyszysz? Nazwałam mnie tatusiem, jej ojcem. I szczerze powiedziawszy była tego pewna, jakby znała mnie od urodzenia. Daniel możesz mi to wytłumaczyć?
-To są tajne informacje w dodatku prywatne.- usłyszał w odpowiedzi Jack.
-Na miłość boską Daniel, co w ciebie wstąpiło!- krzyknął, jednak zaraz potem zniżył głos, gdyż zadawał sobie sprawę, że Emilly jeszcze śpi.- Wiem, że mówiła prawdę. Wiem, że jestem jej ojcem. Wystarczyło na nią tylko spojrzeć. Jest cudowna, perfekcyjna i ma moje oczy. Rozumiesz!? To moja córka, wiem to na pewno. Proszę cię tylko o potwierdzenie, czy to takie trudne?
-Tak.
-Co tak?
-Tak, Emilly to twoja córka.
-Jak długo? Jak długo wiesz? Kiedy ci powiedziała?- zapytał mając na myśli blond major.
-Przed ślubem z Petem. Zresztą to nieistotne.- odparł Daniel, próbując jak najszybciej zakończyć tą konwersacje.
-Wiedziałeś cały czas? Cały ten czas, kiedy byłem w bazie i mi nie powiedziałeś?- wyrzucił zdruzgotany. Jego najlepszy przyjaciel go okłamał, a teraz w dodatku utrudnia mu dowiedzenia się prawdy. „Co się z nim dzieje, nie zachowuje się jak Daniel.”
-Jack proszę cię!
-Jak? Emilly? Znaczy się skąd wie, jak się dowiedziała?
-Często o tobie mówiliśmy, że się przyjaźniliśmy, a ona zazwyczaj przy tym była. Potem podsłuchała moją rozmowę z Sam i zaczęła o ciebie wypytywać. Powiedzieliśmy jej, że zaginąłeś na misji i możliwe, że już nigdy nie wrócisz. Sam poprosiła ją, aby o tobie nie wspominała, nikomu. Wytłumaczyliśmy jej, że Pete jest jej jedynym ojcem. Emilly posłuchała, ale od tamtej pory nie rozstawała się z fotografią, na której byłeś. Nigdy nie wracaliśmy do tego tematu, nawet, gdy zostałeś ogłoszony zabitym. Zdarzało się, że prosiła, abyśmy jej opowiedzieli jaki byłeś, ale to wszystko. Widocznie Pete musiał coś powiedzieć. Zapewne się domyślasz, że on zna całą prawdę.
-Taa…- westchnął.
-Jack proszę cię odwieź ją do Peta, albo najlepiej do mnie i nie drąż więcej tego tematu. Nie masz prawa się z nią widywać, nie miałeś nawet prawa się dowiedzieć.- wytłumaczył mu przyjaciel.
-Słucham? Nie miałem prawa? Czy ty siebie słyszysz? TO. MOJE. DZIECKO! A ty mi mówisz, że nie mogę się z nią widywać?- ponownie uniósł głos.- O nie, nie będę o tym dłużej z tobą rozmawiać. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, jednak teraz widzę, jak bardzo się myliłem. Nie odbierzesz mi córki, nie pozwolę ci na to. Ani temu glinie. To moje dziecko, ma prawo znać ojca.- odparł i w gniewie odłożył słuchawkę, zanim Daniel zdążył coś powiedzieć.

Nie mógł w to uwierzyć, po tym wszystkim co przeszedł. Śmierć Charliego, Sara, Sam i Pete, Endora, Goaul’dowie, Baal. Po tym wszystkim, to właśnie jego najlepszy przyjaciel chce odebrać mu ostatnią nadzieję życia, jego malutką córeczkę. „O nie, nie poddam się bez walki! Mam prawo do kontaktu z Emilly. Kocham ją!” powiedział pod nosem. Po śmierci Charliego był bliski załamania, kiedy stracił Sam, jego serce potrzaskało się na kawałki, by teraz to właśnie Emilly mogła je poskładać. Znali się niecałą dobę, a dziewczynka wypełniła jego puste dotąd życie miłością i nadzieją. Nie chciał jej oddawać, nie Petowi. Jego malutką córeczkę. Jack obiecał sobie, ze będzie ją chronić, opiekować się i kochać. Nie chciał aby cokolwiek jej się stało. Mógłby tego nie przeżyć.
Chwycił talerze, nadał do szklanego soku i skierował się do sypialni, gdzie spało jego malutkie słoneczko.

Kiedy Jack odłożył słuchawkę dr Jackson przetarł tylko oczy i sięgnął po kubek z zimną już kawą. Wypił ją do dna, a następnie wykręcił numer Peta. Niestety policjant nie odebrał, włączyła się automatyczna sekretarka. Daniel westchnął, a następnie nagrał mu wiadomość. Kiedy rozłączył się wyszedł z biura do kwatery Teal’ca. Nie dotarł nawet do końca korytarza, gdy Jaffa wyrósł przed nim.

-Coś się stało Danielu Jackson?- zapytał ciemnoskóry mężczyzna ze stoickim spokojem.
-Jack się dowiedział.- Daniel praktycznie wyszeptał i poprowadził Teal’ca w stronę swojego biura.
-O Emilly Carter?- archeolog tylko kiwną głową.- I co teraz? Wierzę, że powinniśmy zabrać dziecko, zanim dowiedzą się ich zwierzchnicy.
-No właśnie w tym będzie problem.- Jaffa uniósł prawą brew.- Ja… powiedziałem chyba trochę niepotrzebnych rzeczy i Jack. No cóż, nieźle go wkurzyłem. Nie pozwoli sobie odebrać „Ems”, nie teraz kiedy zna prawdę.
-Nie zna całej prawdy.- odpowiedział Teal’c.- Myślę, że powinniśmy złożyć mu wizytę i wytłumaczyć resztę. Dyskretnie.
-Jak zwykle masz racje, przyjacielu.- Daniel poklepał go po ramieniu.
-W rzeczy samej.- oboje skierowali się do wyjścia.

Jack otworzył drzwi do sypiali i wszedł do środka. Położył talerze na szafce nocnej, a następnie odsłonił zielone zasłony wpuszczając do pokoju promienie słońca, które od rana lśniły w kropelkach rosy. Usiadł na łóżku przy Emilly i przejechał swoja dłonią po jej blond włoskach. Zauważył, że mała otwiera swoje zaspane oczka.

-Dzień dobry księżniczko. Jak się spało?- dziewczynka uśmiechnęła się, a chwilę później ziewnęła. Jack podał jej talerz ze śniadaniem.
-Co to?
-Śniadanie. Małe księżniczki muszą jeść, aby wyrosnąć na piękne królewny, które będą łamać męskie serca.- zachichotała i spojrzała na swojego ojca wzrokiem małego szczeniaka. Jack uśmiechnął się, jeśli do tej pory było coś czego by nie zrobił dla Emilly, teraz należało to do przeszłości. Tym spojrzeniem go całkowicie obezwładniła.- Zjesz ze mną?
-Oczywiście.- odparł, a dziewczynka nabiła na widelec kawałek sadzonego jajka i udając samolot „pofrunęła” z widelcem wprost do ust Jacka.- Emilly, mam swoją porcję!
-Otwórz buzię, tato!- zażądała słodkim głosem, a on posłusznie wykonał jej rozkaz. Następnie zjadł zawartość widelca i zanim Emilly zdążyła przygotować mu kolejną, Jack zrobił to samo ze swoim jajkiem i zaczął karmić córkę. Dziewczynka zaczęła chichotać.

Po zjedzonym śniadaniu, toalecie i przebraniu się w świeże ubrania, Jack i Emilly wyszli na podwórko. Rosa powoli zanikała, a słońce zaczęło przygrzewać. Mimo to pułkownik kazał założyć córeczce sweterek, aby się nie przeziębiła. Następnie rozłożył koc na trawie niedaleko stawu i usiadł przy dziewczynce, które wyciągał z różowego plecaka Hello Kitty swoje zabawki. Pierwszą jaką Jack zauważył była lalka Majora Matta Masona. Uśmiechnął się, przypominając sobie ten pamiętny dzień kiedy poznał Samanthę.

-Dlaczego się uśmiechasz, tatusiu?- zapytała zaciekawiona na swojego ojca.
-Przypomniał mi się dzień jak poznałem twoją mamę, skarbie. Wspominała o tej lalce.- wskazał na Majora Masona, a następnie uśmiechnął się do córki.
-Opowiesz mi o tym?- dziewczynka zrobiła woje najlepsze „szczenięce” spojrzenie.
-Nie teraz kochanie. Wieczorem, dobrze? Jak pójdziesz spać.- odpowiedział i pogłaskał ją po blond loczkach, które delikatnie rozwiewał wiatr. Emilly kiwnęła głową.

Generał Hammond stanął na zakończeniu rampy. Dwie minuty wcześniej otworzył się tunel przychodzący i wysłano kod identyfikacyjny, jednak do tej pory jeszcze nikt nie przeszedł. Generał spojrzał na zegarek. „ Pewnie są już w powietrzu.” Powiedział do siebie.

Kilkanaście minut wcześniej przyszedł do niego Daniel i Teal’c. Spokojni z natury, tego dnia byli dość nerwowi. Teal’c zachowując swoją stoicką postawę pozwolił mówić Danielowi. Jednak, kiedy zauważył, że mediacje przyjaciela nie doprowadzają ich do zamierzonego końca, sam zaczął domagać się wcześniejszego wypuszczenia z bazy. Kiedy George spytał o co chodzi, żadne z nich nie chciał mu dać jasnej odpowiedzi, dopiero po chwili Daniel wyznał mu prawdę. Emilly była z Jackiem. Ich misterny plan ochrony dziecka i dwóch oficerów legł w gruzach. Generał nie chciał dochodzić do tego kto zawinił, ale widział w ich oczach, że winią Peta. „Może i mają rację.” Pomyślał wtedy. Nie od dziś było wiadomo, że małżonek jego najlepszego naukowca i oficera był dość trudnym człowiekiem. W dodatku miał problemy z pogodzeniem się z pracą Samnathy oraz uznaniem Emilly za swoje dziecko.

Po dość ożywionej wymianie zdań, Hammond bezzwłocznie wysłał ich na najbliższe lotnisko wojskowe, gdzie miał czekać na nich helikopter. Musieli zabrać dziewczynkę od ojca i to jak najszybciej.

„Sam nie może się o tym dowiedzieć, chociaż teraz to nieuniknione, że będę musiał powiedzieć jej cokolwiek. Emilly na pewno będzie chciała wrócić do ojca.” Starszy człowiek westchnął i spojrzał na błękitny horyzont zdarzeń, z którego zaczęli się wyłaniać jego żołnierze. Ostatnim z nich była major Carter, po niej tunel zamknął się.

-Witam w domu. Odprawa jutro rano.- odparł i uśmiechnął się do oficerów, kiedy go minęli udając się pod prysznic. Major Carter stanęła naprzeciwko niego.
-Sir.-zasalutowała.- Za pozwoleniem chciałbym wrócić do domu.
-Odmawiam majorze.- odparł generał.- Będziesz zwolniona ze służby dopiero po jutrzejszej odprawie, teraz mam dla ciebie inne zadanie. Zgłoś się za godzinę w laboratorium dr Lee. Odmaszerować.


TBC
:)
  • 0

#37 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 20.04.2011 - |12:35|

Tak fajnie się czytało... Część super, jak zwykle czekam na cd.
  • 1
Ubi dubium ibi libertas.

#38 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 20.04.2011 - |19:27|

Oj, pokomplikowało się trochę. Daniel i Teal`c mają trudny orzech do zgryzienia... Wobec kogo powinni byc lojalni?
Jack nie pozwoli sobie odebrac Emilly. Na bank!!!
Pisz dziewczyno, pisz! Czekam niecierpliwie.
  • 1

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#39 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 22.04.2011 - |19:01|

To aż zadziwiające jak szybko mi się ostatnio pisze....a przecież zbliża się matura i nie powinno, prawda? Mniejsza o to :) kolejna część:


Emilly biegała w kółko po trawniku udając samolot, Jack tuż za nią. Bawili się już tak od godziny, mimo to nie byli ani znudzeni, ani zmęczeni. Po prostu cieszyli się swoim towarzystwem. Dziewczynka była bardzo szczęśliwa, ze spędzała czas ze swoim ojcem, któremu bardzo na nie zależało. Rozśmieszał ją, dbał o nią i okazywał jak bardzo ją kocha i jest z niej dumny, nie to co Pete, który na każdym kroku spoglądał na nią jak na jakąś zarazę, od której trzeba się trzymać z daleka. Natomiast Jack cieszył się, ze dostał druga szansę. Nigdy sobie nie wybaczył tego co stało się z Charliem, a teraz kiedy myślał, że stracił wszystko co było dla niego cenne, dostał największy prezent od życia. Córeczkę, jego i Carter.

Jack dogonił córkę i wziął na ręce, złapał pod brzuchem i zaczął się kręcić, „robiąc nią samolot”. Emilly zachichotała, a kiedy O’Neill przestał nią kręcić usadowił na swoich ramionach. Odwrócił się w stronę domku i wtedy ujrzał obserwującego go Daniela i Tealc’a. Dziewczynka szeroko się uśmiechnęła, a następnie krzyknęła:

-Wujek T, wujek Daniel!- Jack postawił ją na ziemię, a ona podbiegła do dwóch zbliżających się mężczyzn i zarzuciła swoje małe rączki wokół ich kolan. Daniel pogłaskał ją po włoskach, wtedy dziewczynka podeszła do Jaffa. Teal’c przykucnął przy niej i podniósł na ręce witając się. Jack wyszedł im naprzeciw, przybierając uśmiech, mimo iż wiedział, że nie przyjechali w celach rekreacyjnych.
-T! Daniel! Co was sprowadza w moje skromne progi?- zapytał. Panowie spojrzeli na siebie, podczas gdy Emilly bawiła się tatuażem Teal’ca.

-Przejdziemy się?- oznajmił dr Jackson. O’Neill spojrzał na niego podejrzanym wzrokiem. Teal’c postawił Emilly na ziemię. Dziewczynka chwyciła go za rękę i pociągnęła w kierunku stawu, prosząc aby się z nia pobawił. Jack westchnął. Ufał Danielowi, nie miał żadnych podstaw, aby twierdzić, że ten odbierze mu dziecko bez uprzedzenia dlaczego. O’Neill westchnął. Emilly i Teal’c zniknęli za rogiem, nie mając wyjścia udał się z przyjacielem do domu. Kiedy weszli do środka, Daniel zamknął drzwi i usiadł na kanapie. Jack natomiast skierował się do kuchni, po czym kilka minut później wrócił z piwem i sokiem. Podał piwo Danielowi, na co ten zaskoczony, że jego przyjaciel zadowolił się sokiem odparł.- A ty nie pijesz? Nigdy nie umiałeś się obejść bez piwa.
-Oszalałeś!? Tutaj jest małe dziecko, nie mam zamiaru mieć ani kropelki alkoholu w moim obiegu krwionośnym, kiedy wiem, że jestem za nią odpowiedzialny. Nie wiem czybym przeżył, gdy coś by się jej stało!- wytłumaczył i podniósł szklankę z sokiem pomarańczowym do ust. Zrobił głębokiego łyka, po czym odłożył szklankę na stolik.- Po co przyjechaliście? Zakładam, że nie na ryby.
-Nie. Przyjechaliśmy po Emilly. – spojrzał na pułkownika.- Jack wiesz, że muszę ją zabrać. Ona ma dom, matkę i ojca, którzy ją kochają.
-Taa… kochają, jasne.- odburknął.- Szczególnie Pete, prawda? Tak bardzo ją kocha, że zostawił ją tutaj samą. Jaki wspaniały akt okazywania uczuć, Daniel!- zamilkł. Wstał i podszedł do kominka, gdzie stały fotografie, następnie odwrócił się w stronę przyjaciela.- Powiem ci coś Danielu! Emilly ma ojca, ja nim jestem i nie zamierzał jej tak po prostu oddać. Chce być częścią jej życia. Nie uważasz, że ona na to zasłużyła? To jeszcze małe, niewinne dziecko. Ma prawo znać swoją całą rodzinę! A ja nią jestem!

„Nawet nie wiesz, jak bardzo się z tobą zgadzam. Dużo bym dał, aby Emilly miała prawdziwą rodzinę, a ty i Sam moglibyście być razem, szczęśliwi. Tak jak na to zasługujecie.” Westchnął. Nie był wcale zadowolony z tego, że to on musiał zabrać dziewczynkę ze sobą. Od momentu kiedy zobaczył ich razem w ogrodzie wiedział, jaka Emilly jest szczęśliwa będąc w Ramonach swojego ojca. Widział iskierki nadziei w oczach Jack, iskierki których nigdy wcześniej u niego nie widział.

-Zrozum! To jest niemożliwe. Pete spartaczył sprawę i ją tutaj przywiózł. Inaczej nigdy byś się o niej nie dowiedział. Jack nie możesz być dla niej ojcem jakim byś chciał być. Musze ją zabrać, dopóki nie jest za późno.
-Za późno? O czym to na miłość boską mówisz!?
-Musze chronić moją chrześnicę. Nie mogę ci pozwolić na jakikolwiek kontakt z nią. Daj jej odejść.
-To moja córka, nie mogę jej tak po prostu zostawić. To moja córka.
-Gdybyś ją kochał wystarczająco mocno, pozwoliłbyś jej odejść!- odparł Daniel. To był cios poniżej pasa. Bolało go cierpienie Jacka, nie chciał mu odbierać Emilly, ale wiedział, że jest to konieczne. Dla ich własnego dobra. Dla Sam, dla Jacka i dla owocu ich miłości. Może w niedalekiej przyszłości los pozwoli im być razem, ale do tego czasu, nie mogli skończyć w więzieniu wojskowym.
- A czy ty kiedykolwiek pozwoliłeś odejść Sha’re?- zapytał. Nie oczekując odpowiedzi wyszedł z domku, zostawiając Daniela z opuszczoną głową.

„Masz rację Jack, absolutną rację.” Powiedział do siebie. Dopił piwo i skierował się do sypialni. Otworzył drzwi pokoju i wszedł do środka. Następnie wyciągnął z szafy ubrania Emilly i spakował je do torby. Kiedy skończył rozejrzał się po pokoju. Jego wzrok spoczął na fotografii, którą dziewczynka zawsze miała przy sobie. Zdziwił się, że w tej chwili stała przy łóżku. „Widocznie Jack ją tutaj odłożył.” Podniósł zdjęcie i wrzucił do torby. Wiedział, że to jedyna pamiątka po Jacku, jaką Emilly kiedykolwiek miała. „Zasłużyła przynajmniej na to, aby mieć to zdjęcie przy sobie.” Gdy skończył zapiął zamek torby i wyszedł z pokoju. Przeszedł przez salon. Wyszedł z domku i skierował się w stronę helikoptera, który stał kilkadziesiąt metrów od posiadłości Jacka.

Tymczasem Jack przeszedł tyły jego posiadłości, nigdzie nie było śladu jego córki. Chwycił się za głowę i spojrzał w dół. Niedaleko niego, na trawie leżał koc, a na nim powinny znajdować się zabawki dziewczynki. Zamiast tego koc był pusty. „Nie!” krzyknął po cichu i biegiem udał się w stronę samochodu. Kiedy tam dotarł usłyszał tylko dźwięk startującego helikoptera.Chwilę później zobaczył go na własne oczy. Przyjrzał się bliżej, póki jeszcze mógł. Wojskowy pojazd z dwoma pilotami i trzema pasażerami na tyłach. Rozpoznał Teal’ca i siedzącą na jego kolanach Emilly. Dziewczynka wpatrywała się w okno z przyciśniętą rączką do szyby. Mógłby przysiądź, że jej czekoladowe oczy były mokre od płaczu. Jack zaczął biegnąć za unoszącym się coraz wyżej helikopterem, wiedział, że to bez sensu, gdyż i tak go nie zatrzyma, ale musiał coś zrobić. Cokolwiek.

-Emilly! Emilly! Proszę nie!!!- krzyknął. Jego kolana zapadły się pod nim i upadł na ziemię, czuł napływające łzy do oczu. Ponowienie uniósł głowę, jednak helikopter z jego córeczką zniknął z pola widzenia. Został sam. Całkiem sam. Odebrano mu nadzieję, jego światło życia. Jego Emilly.- Cokolwiek się wydarzy, zawszę będę cię kochać, skarbie.- Wymamrotał pod nosem.- Znajdę sposób. Obiecuję.

Nie pamiętał jak dużo czasu upłynęło od momentu, kiedy helikopter z jego córką zniknął z pola jego widzenia. Na niebie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy, gdy wreszcie podniósł się z ziemi. Zawsze był dość skrytym człowiekiem, prawie nigdy nie okazywał uczuć. Nawet kiedy opuściła go Sara. Płakał tylko kiedy zmarł jego syn, a teraz ponownie ocierał łzy z policzków. Przez Emilly. No może nie konkretnie przez samą nią, lecz przez fakt, ze ich rozdzielono. Był jej ojcem, mimo to, nikt nie chciał się jak na razie z tym liczyć. Nawet jego najlepszy przyjaciel, który jak to mówią „podszedł go od tyłu” i zabrał dziewczynkę.

Jack w końcu skierował się do domku, nie przestając myśleć o tych kilkunastu godzinach. Cudownych godzinach, które spędził z córką. Być może jedynych godzinach jakie mógł z nią spędzić, przecież sam Daniel mu wyznał, że nigdy nie miał się dowiedzieć, że jest ojcem. Wszystko to było winą Peta, a raczej wszystko to zawdzięczał temu glinie.

Szedł przed siebie z opuszczoną głową. Musiał wymyślić jakiś plan. Musiał ją ponownie zobaczyć. Nie mógł przecież udawać, że Emilly nie istnieje. Włożył ręce do kieszeni i kopnął znajdujący się na jego drodze kamyk. Wtedy zauważył leżącą na trawniku lalkę. Tą samą lalkę, którą Emilly wcześniej miała na kocu. Tą samą o której mówiła Sam, gdy się poznali. Major Matt Mason. Jack przykucnął i chwycił zabawkę w swoje duże dłonie. Następnie starannie ją oczyścił i udał się do domu.


TBC :)

życzę wszystkim wesołych świąt i smacznego jajka :)
  • 0

#40 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 22.04.2011 - |20:50|

Trochę mnie w tym momencie ścisnęło. Niby wiem, że chłopaki robią to co będzie najlepsze dla wszystkich ale dzisiaj nie bardzo ich lubię. Mam nadzieję, że wkrótce wszystko się wyjaśni. Fajnie, że matura tak dodała ci skrzydeł. Czekam co będzie dalej.
  • 1

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych