Dość naokoło, alem trafił do tego tematu.
Film jest ważny, bo to w pewnym sensie kolejny raz, ale tym razem na dużą skale, przecieranie drogi od filmu fanowskiego do prawdziwej, globalnej dystrybucji kinowej. Udało się, chwała Fuhrerowi i git!
Co do samego filmu.
Wizualnie bardzo mi się podobał. Jak przedmówcy rozbili już to na czynniki atomowe, odmiana silnikowa punku w kolorze ropy naftowej - cokolwiek to znaczy
Fabularnie zaczynają się schody.
Spodziewałem się zupełnie czegoś innego, szczególnie po zarysowanej i dość szeroko komentowanej alternatywnej historii jaką tu podjęto. Ale już kilka minut filmu pozwoliło jasno stwierdzić, że nie jest to linearna parodia, ale raczej zgrana sekwencja gagów i purnonsensów.
Dokładnie to czym karmił swoich fanów latami nieodżałowany Leslie Nielsen. I to jemu powinien w dedykacji składać hołd ten film. Bo do tej stylistyki fabuła lgnie już od samej podszewki.
To co jest tu opowiedziane, ów absurdalny atak księżycowych nazistów, i to dosłownie nazistów a nie jakiś tam neopopłuczyn, na świetlany pokojowy świat - jest tu tylko pretekstem do kawalkady celowych idiotyzmów. Ta rama fabularna praktycznie się nie liczy, choć spina tę kakofonię w całość.
To dokładnie ta metoda jaką stosował Nielsen. Mamy zatem dekompresję i Niemrę z podwiniętą od kosmicznego najwyraźniej podmuchu kieckę, mamy szybkę z absurdalnym komunikatem kiedy można ją zbić, mamy prezydent USA z wszelakimi atrybutami europejskich stereotypów na temat blondynek w amerykańskiej polityce.
Mamy Nielsenowski humor sytuacyjny - w stylu lądowania w polu marychy i całe sekwencje niewydarzonych strzelanek i absurdalnych zachowań przy stołach (tu podczas tajnej narady).
Jest też obowiązkowe szukanie głupszych od tych których widzimy - to Finowie, co jako jedyni nie uzbroili swojej stacji kosmicznej.
Mamy wreszcie całkowity zanik praw fizyki - działają tylko te potrzebne w gagach. Reszta - jak grawitacja na Księżycu, areodynamika sterowców latających w ... próżni, nie wspominając o balistyce i sile rażenia kosmonazistowskich wehikułów...
Filmy Nielsena całkowicie umykają kryteriom oceny - bo są tak autorskie, że nie ma do czego ich porównać. Iron Sky czerpie z tego kina garściami, odrobinę do mistrza im oczywiście brakuje, ale efekt ogólny jest całkiem udany.
Mogliby troszkę projekcję skrócić - ale to już takie niuanse.
Za nowatorstwo w zakresie produkcji i dystrybucji oraz sięgnięcie po bardzo trudny, bo Nielsenowski wzorzec fabularny.
4/6
Polecam, bo fani Lesliego dadzą mu 6/6
Użytkownik xetnoinu edytował ten post 16.06.2012 - |04:32|