Morgana’s Successor ***Dziedziczka Morgany
#21
Napisano 23.02.2010 - |16:12|
#22
Napisano 23.02.2010 - |18:31|
#23
Napisano 24.02.2010 - |11:13|
Dziewczyna zatrzymała się w pół kroku, totalnie zbita z tropu. Hologram nie mógł sam się włączyć, a jeśli nawet, to jakim cudem sam do niej zagadał?
- Zaraz, jak… przecież jesteś hologramem, trzeba cię włączyć… jesteś maszyną… - bełkotała dziewczyna, odwracając się na pięcie i patrząc na postać oczami wielkości strusich jaj.
- Nie. Nie jestem maszyną, tylko żywą istotą, podobną do ciebie – odpowiedziała kobieta dźwięcznym głosem, który wydał się Magdzie dziwnie znajomy.
- Zaprogramowano cię, abyś myślała że jesteś człowiekiem, ale jesteś maszyną, hologramem.
Stojąca naprzeciwko Magdy kobieta przecząco pokręciła głową.
- A czy hologram potrafi zawołać człowieka we śnie?
- Chyba nie… - odpowiedziała niepewnie studentka, uświadamiając sobie skąd zna ten głos.
- I w dodatku zrobić tak? – w tym momencie nieznajoma zeszła z postumentu, przeznaczonego do wyświetlania hologramu.
Szata kobiety wyblakła, a ciemnobrązowe włosy stały się bardziej matowe. W tej samej chwili Magda domyśliła się, że ma do czynienia z żywą Starożytną, a przynajmniej tak podejrzewała. W oczach studentki pojawił się błysk zrozumienia, ale jednocześnie niedowierzania.
- Jak udało ci się przeżyć tyle tysięcy lat? – spytała, Starożytna zaśmiała się delikatnym, niczym muślinowa firanka śmiechem.
- Cóż, Magdaleno, nie jestem taka sama jak ty. Kiedyś, dawno temu byłam. Teraz jestem już po ascendencji.
- Ascendencji? Znaczy oświeceniu?
- Tak, ale nie dotyczy to tylko wiedzy, ale również kilku innych przywilejów – nagle Starożytna rozpłynęła się, a zamiast niej pojawiła się przed Magdą świetlista kula, która po chwili przybrała postać minikomety i zaczęła latać po bibliotece.
Studentka z podziwem i niemałym zdziwieniem przyglądała się zjawisku. Po kilku minutach kometa zbliżyła się do podłogi i Starożytna na powrót się zmaterializowała.
- Wow! To było ekstra! – skomentowała dziewczyna – Ale skoro nie jesteś człowiekiem i maszyną to kim?
- Oświeconą. Żyję na wyższym poziomie egzystencji.
- Aha – dziewczyna zamyśliła się – mówiłaś coś o dziedziczce czy coś?
- Tak, jesteś nią. Masz mój gen.
- Chcesz powiedzieć, że jesteś moją prapraprapra… babcią? – Magda wybłuszyła oczy do monstrualnych rozmiarów.
- Można tak powiedzieć – potwierdziła kobieta – Nazywam się Morgana la Fay.
- Ta Morgana? Od Artura? Przecież to, przecież…
- Tak, ta Morgana i historia Artura wydarzyła się naprawdę – uśmiechnęła się ciepło Starożytna.
- Dobra, ok. Wierzę – powiedziała z połowicznym przekonaniem dziewczyna.
- Oczywiście nie w wersji oficjalnej. Ale to temat na osobną rozmowę. Wkrótce będzie świtać, a ja nie powiedziałam ci jeszcze najważniejszego.
- To znaczy?
- Twój gen to nie tylko przywileje. Posiada też pewien skutek uboczny – zakomunikowała Morgana ze śmiertelnie poważną mina, świdrując Polkę oczyma.
- Co takiego?
- Cóż, nie na darmo w społeczeństwie Starożytnych nazywamy ciebie moją dziedziczką. Ale od początku. Kiedy się urodziłam, a więc, w czasach kiedy jeszcze miałam ciało, odkryto mój genom poza zwykłymi różnicami pomiędzy osobnikami posiada również jeszcze jedną. Bardzo subtelną. Gdy dorosłam została mi przydzielona nie tylko funkcja badacza, co szpiega. Zaprojektowano specjalnie dla mnie urządzenia…
- Transportery holograficzne – wtrąciła nieśmiało Magda przerywając opowieść.
- Tak – na twarzy Morgany zagościł nikły uśmiech. – Wysłano mnie do galaktyki Pegaza z zadaniem szpiegowania wroga. Nie minęło kilka dni od mojego przybycia, kiedy Wraith…
- Wraith? – spytała Magda.
- Obca rasa, wysysająca z ludzi życie.
- Wampiry? – dopytywała się Ziemianka i tym razem to na twarzy Morgany pojawiło się zdziwienie. – Mniejsza z tym, kontynuuj.
- Wraith zaatakowali. Mnie wsadzono na fotel, aby kierować atakiem dron i wtedy wyszła na jaw cała prawda o moim genie. Po kilkudziesięciu minutach nie można było znaleźć na mnie suchej nitki, co gorsza, fotel zbuntował się i zablokował możliwość świadomego wyłączenia go. Nie mając innego wyboru walczyłam przez kilka godzin, aż nagle zapadła ciemność. Straciłam przytomność i znalazłam się w swojej podświadomości. Tam, Oma de Sala wyjaśniła mi wszystko.
Nagle z korytarza dobiegły niespokojnie hałasy i nawoływania:
- Magda! Magda! – mieszkańcy obudzili się i zaczęli szukać dziewczyny.
- Obiecaj mi, że nikomu nie powiesz co się stało i że nigdy nie usiądziesz na fotelu, jeśli będziesz sama – zażądała Morgana.
- Ale… - Magda się zawahała.
- Obiecaj.
- Nooo… dobrze – odpowiedziała dziewczyna i wyszła na korytarz. – Tu jestem! – zawołała do Sam i Teal’c’a, idących holem.
#24
Napisano 24.02.2010 - |18:22|
Nie mogę doczekać się cd...
Pozdrawiam
#25
Napisano 24.02.2010 - |20:14|
Też nie mogę się doczekać dalszego ciągu
pozdrawiam
Użytkownik igut214 edytował ten post 24.02.2010 - |20:14|
#26
Napisano 20.04.2010 - |20:48|
#27
Napisano 21.04.2010 - |20:41|
#28
Napisano 21.04.2010 - |22:33|
Pokój Magdy na Atlantis, dzień po rozmowie z Morganą
- Magda, nie rozumiem, co mogłaś robić przez całą noc w bibliotece Starożytnych?! Tam nic ciekawego nie ma – Jack trzymał się za boki, a jego oczach mieniła się mieszanka uczuć.
Dziewczyna siedziała na pościelonym łóżku, popołudniowe słońce delikatnie gładziło jej twarz tak, że stawała się świetliście pomarańczowa, a włosy nabrały barwy brudnego złota. Spokojna i zdeterminowana, aby dotrzymać danego słowa z uporem patrzyła w oczy generała. Znali się już na tyle, że robiła to bez większych obaw.
- Jak dla kogo. Ty lubisz robić fajerwerki i demolkę, ja wolę poznawać kulturę różnych ludów. To tak jakbym spytała: „Jack, co robiłeś w arsenale? Tam nie ma nic ciekawego” – sparowała atak, przedrzeźniając O’neilla.
Słowna potyczka pomiędzy nimi toczyła się już dobre dwie godziny i wydawała się nie mieć końca. Od czasu nocnej wizyty Polki w bibliotece wszyscy, na czele z Jackiem, próbowali dociec, co młoda kobieta tam robiła. Magda natomiast twardo trwała przy swoim stanowisku, że studiowała kulturę Starożytnych. Fakt, każdy wiedział, że studiuje kulturoznawstwo, ale nocna wizyta wydała się mocno podejrzana zarówno dr Weir, jak i majorowi Sheppard’owi, którzy niejedno zdążyli w galaktyce pegaza przeżyć. W tej chwili O’neill trzeci raz próbował wyciągnąć z Magdy, co rzeczywiście robiła w bibliotece.
- Nie pozwalaj sobie – Jack pogroził jej palcem – Arsenał to śmiertelnie poważna zabawka.
- Biblioteka Starożytnych jest równie śmiertelnie poważną zabawką. „Historia to nauczycielka życia”. Gdyby nie ona dziś dalej wojskowi byliby na etapie dzid.
- Nie no, tego już za wie… - mężczyzna wkurzył się nie na żarty, lecz w tym momencie z interkomu odezwał się głos doktora McKey’a:
- Generał O’neill i doktor Weir proszeni do sterowni Wrót! PILNE!
- A niech to! Skończymy rozmowę później – rzucił szybko Jack i po chwili wybiegł, a raczej wypadł z pokoju, Magda poszła w jego ślady.
Po chwili obydwoje byli już na miejscu. John, Elizabeth i McKey gorączkowo o czymś dyskutowali, nawet nie zauważyli, kiedy generał i Magda wbiegli do pomieszczenia.
- Ekhm – Jack odchrząknął, a trójka w jednym momencie przerwała rozmowę.
- McKey odkrył, że w stronę Atlantydy kierują się statek-baza Widm. Będą tu wkrótce – zakomunikowała kierowniczka ekspedycji, a John szybko zasalutował na widok przełożonego.
- Co takiego? Kiedy tu będą? – dopytywał się Jack.
- Za dwie godziny – powiedział Rodney z przerażoną miną patrząc na generała.
Użytkownik Megi edytował ten post 21.04.2010 - |22:33|
#29
Napisano 22.04.2010 - |14:35|
Bardzo się cieszę, że napisałaś
O`Neill jak to O`Neill
Czekam na cd
#30
Napisano 28.04.2010 - |19:14|
#31
Napisano 12.05.2010 - |18:08|
- Czyli mamy jeszcze czas, aby się przygotować – skomentował z powagą generał.
- Doktorze McKey, czy macie na Atlantis te urządzenia? – odezwała się nieśmiało Polka. – No te, transportery holo-coś, o czym mówiła pułkownik Carter – dodała szybko, widząc wyraz zakłopotania na twarzy Rodney’a.
- Transportery holograficzne, tak? – upewniła się Sam.
- Tak, macie je? – odpowiedziała Magda.
- Nie mam pojęcia – powiedział naukowiec, rozkładając bezradnie ręce.
- Sprawdzę w bib… - młoda dziewczyna chciała już wyjść, kiedy zatrzymał ją generał.
- Hola, co Ty tu robisz? I co Ci wpadło do łba?
- Raz, o ile dobrze pamiętam nie mam zakazu wstępu tutaj, a dwa, raz mi już zaufałeś i wcale nie najgorzej na tym wyszedłeś, Jack – odparła niezbyt miło Polka, a w jej oczach zapaliły się ogniki – A na razie wybieram się jedynie do biblioteki – Magda szybko wyszła z pomieszczenia.
O’neill wiedział, że dziewczyna wymyśliła plan na pokonanie wroga, co więcej, domyślał się jaki i wcale mu się on nie podobał. Wiedział, że dziewczyna ryzykuje i wcale mu się to nie podobało. Nie tylko, że była obywatelką innego państwa i odpowiadał za nią, ale od czasu ich ostatniej przygody, stała się dla niego prawie jak córka, której nigdy nie miał. Gdy tylko Magda wtrąciła się do dyskusji, zdał sobie sprawę, że może znowu stracić bliską mu osobę. Nie zamierzał do tego dopuścić. Tym bardziej nie pochwalał jej planu.
Liz od razu spostrzegła zmianę wyrazu twarzy mężczyzny i postanowiła zareagować. W momencie odwróciła się do majora Lorne’a i ruchem głowy dała mu znać, aby dziewczyny pilnował. Młody brunet również skierował się w stronę drzwi.
Generał odwrócił się w stronę reszty przyjaciół i podjął z powrotem temat przygotowań do „przyjęcia” nie proszonych gości. Dr Weir i pozostali naukowcy mieli zostać przy swoich stanowiskach, aby monitorować sytuację, McKey i Zelenka odpowiadali za wzmocnienie osłony, która chroniła miasto, a wojskowi zaczęli przygotowywać stanowiska obronne na przestronnych balkonach Atlantydy oraz przygotowanie skoczków. Skoczki były to małe, lecz niezwykle zwrotne statki kosmiczne Pradawnych.
Na swoim pokładzie mieściły drony, które w razie ataku okazywały się bardzo przydatne, ponadto mieściły się we Wrotach, a więc były idealne do przeprowadzania zwiadu na innych planetach. Tym bardziej, że posiadały specjalne pole maskująco-ochronne, które zapewniało pojazdowi jak i załodze wewnątrz całkowitą niewidzialność. Miały co prawdą jedną wadę – jedynie osoby posiadające gen mogły nimi sterować.
***
Biblioteka Atlantis
Magda wpadła niczym burza do biblioteki i natychmiast wcisnęła przycisk przywołujący Morganę na kontrolce.
- Mamy problem. Te… wampiry tu lecą.
- Nie pozwól wsadzić się na fotel. A szczególnie, nie możesz siedząc na nim zostać sama – odparła z poważną miną Starożytna.
- Postaram się – powiedziała niepewnie studentka, lecz znając charakter O’neilla i jego podejście do spraw wojskowych, nie była pewna, czy zdoła tego uniknąć.
- Mam inny pomysł. Czy w mieście są transportery?
- Tak, w części północno-wschodniej jest magazyn, w którym powinno być kilka. Planujesz sabotaż? – Morgana szybko rozgryzła studentkę.
- Zgadza się, w dodatku z niemałą demolką – uśmiechnęła się dziewczyna.
- Uważaj. Minęło tysiące lat, Wraith mogli nauczyć się wyczuwać gen – ostrzegła „prababka” Magdy.
- Tysiące lat, podczas których nie mieli do czynienia z tym genem. Prędzej zapomnieli, że taki w ogóle istnieje – dziewczyna machnęła ręka, bagatelizując ostrzeżenie.
Po chwili wybiegła na korytarz, wpadając prosto na majora Evans’a, który zdążył już dotrzeć do biblioteki. Zderzenie było czołowe, więc teraz obydwoje masowali się po czołach.
- Kim jesteś? I co, do jasnej anielki tu robisz, nie powinieneś pomagać reszcie wojskowych? I… ile słyszałeś? – ostatnie pytanie dodała po chwili wahania.
- Jestem major Evan Lorne i dr Weir mnie tutaj wysłała. A ostatniego pytania nie rozumiem, dopiero przyszedłem, a o co chodzi?
- Eh… czy Wy nigdy mi nie będziecie ufać? – spytała dziewczyna retorycznie – Nie mogę Ci powiedzieć, bo komuś obiecałam, że tego nie zrobię.
- Doktor Weir kazała mi cię chronić i skoro…
- Skoro tak, to idziesz ze mną do magazynu w północno-wschodniej części miasta.
#32
Napisano 13.05.2010 - |10:04|
Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:
KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!
#33
Napisano 14.05.2010 - |17:36|
Po prostu czekam na cd.
#34
Napisano 16.05.2010 - |20:04|
#35
Napisano 03.06.2010 - |18:48|
#36
Napisano 18.06.2010 - |19:37|
#37
Napisano 13.08.2010 - |19:20|
Nie mogę się już doczekać!
#38
Napisano 15.08.2010 - |22:36|
Użytkownik Megi edytował ten post 15.08.2010 - |22:38|
#39
Napisano 16.08.2010 - |13:55|
Cieszę się, że nie zapomniałaś
#40
Napisano 20.08.2010 - |21:22|
Dziewczyna zgrabnie ominęła oniemiałego z sposobu w jaki został potraktowany przez cywila i to w dodatku dziewczynę. Jego szare oczy rozszerzyły się, pobłyskując jak gdyby chciały otrząsnąć się ze zdumienia.
- Stój! Co Ty chcesz robić w tym skrzydle?! Masz wrócić do swojej kwatery. – major stanowczo zaprotestował.
- Słuchaj mam plan, jak załatwić te wampiry za jednym razem – Magda odwróciła się, posyłając Lorne’owi niecierpliwe spojrzenie.
- Nic mnie to nie obchodzi. Masz wracać do kwatery.
- Bo co? Zastrzelisz mnie? – studentka przechyliła głowę, a następnie tylko szybko się odwróciła i nie czekając na reakcję żołnierza znikła za rogiem.
Major stwierdził jedynie w myślach, że dawno nie spotkał tak upartej dziewczyny i natychmiast ruszył za nią.
***
Sala Odpraw
W tym samym czasie generał O’neill, SG 1, dr Weir, zespół płk Sheppard’a oraz pułkownik Caldwell obradowali nad najskuteczniejszą obroną miasta.
- Czyli najrozsądniejszym scenariuszem, wydaje się być zawężenie pola energetycznego do samej iglicy i ochrona najważniejszych pomieszczeń – podsumowała burzę mózgów dr Weir.
- I tak nie mamy jej zbyt dużo – stwierdził dr McKey.
- Sama iglica będzie też łatwiejsza do obrony – zauważył John.
- Plan „B” jest? – spytał generał.
- Tak, jest nawet i „C”. Jeżeli nie damy się utrzymać na powierzchni, spróbujemy zanurzyć miasto, a jeśli Widmom uda się wejść do środka przed zanurzeniem, niestety będziemy musieli uciekać na planetę Alpha oraz, niestety zniszczyć Atlantydę – powiedziała Sam.
- A więc postanowione. Wszyscy na swoje stanowiska. Elizabeth, poczekaj – zakończył odprawę Jack - Kazałaś Lorne’owi sprawdzić co z Magdą, prawda?
- Tak.
- I co? Odzywał się?
- Na razie nie, ale poczekaj moment. Majorze Lorne, co u Was?
- Idziemy do północno-wschodniej części miasta. Uparła się by dotrzeć z któregoś z magazynów – zameldował Evan.
- Zawróćcie natychmiast. McKey za chwilę wyłączy osłonę w tamtej części miasta.
- Zrozumiałem.
- Lorne, idź z nią. Trzeba mieć asa w rękawie. Jak zemdleje przenieś ją natychmiast do ambulatorium – O’neill pochylił się nad krótkofalówką rozmówczyni.
- Skąd pan wie generale, że ona...
- To długa historia, Lorne.
- Tak jest. Bez odbioru – major przyjął rozkaz.
- Weir, niech McKey nie wyłącza osłony w tamtym skrzydle dopóki nie wrócą do iglicy.
- Oczywiście – kiwnęła głową Liz i natychmiast wyszła przekazać polecenie astrofizykowi.
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja








