Skocz do zawartości

Zdjęcie

FATALNE POMYŁKI


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
22 odpowiedzi w tym temacie

#21 Katharn

Katharn

    Ostatni Smok

  • Moderator
  • 1 341 postów
  • MiastoWarszawa / Częstochowa

Napisano 18.10.2004 - |21:40|

Jako że dział został ponownie otwarty pozwolę sobie wrzucić resztę cyklu :D

---------------------------------------------------------------------------------------------------


TYTUŁ: Fatalne pomyłki II
AUTOR: Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński
KONTAKT: zarathos1@poczta.onet.pl
OCENA: ŻÓŁTA – PG-13
PRAWA WŁASNOŚCI: TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE.


------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice -------------------------------
Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność.

TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA.
---------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział 3


Widziałem rzeczy, które wam, ludziom, nawet się nie śniły.
Okręty sunące ku ramionom Oriona.
Oglądałem strumienie elektronów skrzące w wiecznym mroku bramy Tennhausera.
Wszystkie te chwile
rozpłyną się w wieczności
Jak łzy wśród deszczu.


Dwie godziny po powrocie okrętów sojuszniczych na terytorium Federacji
Jurek z zainteresowaniem oglądał zapiski z bitwy o Vulcan. Z zadowoleniem obejrzał pierwsze sekwencje walki. To, że doświadczony kapitan floty stosuje taktykę podobną do jego, dobrze wróżyło jego szansom na przypięcie admiralskich nitów. Z drugiej strony przez cholernych Klingonów i ich rządzę krwi nity może szlag trafić. Admiralicja niezbyt dobrze przyjęła wiadomość o Klingonach masakrujących Vorlonów. Pozostawili sprawę do rozstrzygnięcia Kanclerzowi i nabrali wody w usta, jednak z całą pewnością będą pamiętać, kim był kapitan dowodzący flotą, która dopuściła się masowego mordu na ludności cywilnej. I tak cud, że nie wyleciał z Floty. Ciekawe, co mu teraz wymyślą za przydział. Scorpiona raczej nie zabiorą, ale pewnie będzie badał najmniej ciekawy kawałek przestrzeni, jaki uda się admirałom znaleźć.
- No nic, trzeba będzie się przemęczyć – mruknął do siebie. Najwidoczniej głośniej niż zamierzał, gdyż PO i Aiien siedzące obok niego, popatrzyły się w stronę Jurka
- Sir?
- Nie, Ferr, nic. Ciekawi mnie tylko, co wymyśli dla nas admiralicja.
- Po tym, jak wybiliśmy sporą część Ver’lann?
- Dokładnie.
- Pewnie… - brzęczyk systemu komunikacyjnego przerwał jej
- Sir, admirał Howell do pana. Priorytet czerwony.
- Łączyć. Wybaczcie panie – obie panie wstały i wyszły z biura kapitana. Gdy tylko zamknęły się drzwi Jurek podał swoje kody i aktywował połączenie.
- Admirale. - skinął głową hologramowi admirał Howerla, który pojawił się tuż przed monitorem.
- Kapitanie. Czy Scorpion jest gotowy do lotu?
- Tak, sir. Mamy jeszcze drobne problemy z niektórymi systemami, ale…
- Znakomicie. Proszę jak najszybciej udać się na Ziemię. Dowodzenie zgrupowaniem przejmie kapitan Terik.
- Ale… Aye, sir. Wyruszamy natychmiast. Sir, mogę wiedzieć, co się dzieje?
- Jak pan doleci. Do zobaczenia wkrótce – hologram zniknął, pozostawiając zadziwionego kapitana. Po paru chwilach bezskutecznych domysłów, Jurek wyszedł na mostek
- Sternik, kurs na Ziemie, skok w transwarp po gotowości. Wyciśnijcie z maszynek tyle ile się da. Pierwszy, sygnał do floty, Terik przejmuje dowodzenie. Mają tu siedzieć i pilnować tego przejścia jak oka w głowie. Nikt, nawet Picard nie ma prawa przelecieć przez zgody Rady Federacji.
- Aye, sir..?
- Sam nic nie wiem. Sternik?
- Kurs wyznaczony.
- To co my tu jeszcze robimy. – zdziwiony tonem głosu kapitana sternik wyprostował się na fotelu i wcisnął przycisk wykonania programu. Scorpion zgrabnie zawrócił i wszedł do tunelu transwarp. Podróż na Ziemię miała zająć sześć minut i piętnaście sekund.
Przez całą drogę nikt nie odezwał się słowem. Mina kapitana nie zachęcała do dyskusji, zresztą niedługo mieli się dowiedzieć, o co chodzi. Gdy siedem minut później okręt wchodził na orbitę Ziemi, kapitan wszedł do swojego biura. Parę chwil później wyszedł
- Aiien, idziesz ze mną na planetę. Reszta zostaje na stanowiskach. Macie być gotowi do natychmiastowego odlotu.
- Sir…
- Później, Ferr. Aiien?
Oboje weszli do turbowindy. Aiien chciała zapytać, co się dzieje, ale albo Jurek nie wiedział, albo nie mógł jej powiedzieć. Co wychodziło na jedno. Parę minut później zmaterializowali się w tej samej Sali obrad, w której wcześniej rozmawiała z ambasadorem Sarekiem. Teraz stoicka postać Vulcana również dominowała w pomieszczeniu, mimo obecności…
- Piękny… - szepnęła Aiien widząc postać… anioła. Część umysłu mówiła jej, że to niemożliwe, że anioły nie istnieją, ale pozostała część ignorowała to. Aiien musiała przez dłuższą chwilę walczyć z chęcią klęknięcia przed anielską postacią.
- Piękny? – Jurek rozejrzał się, ale wewnątrz był tylko ambasador Sarek, admirał Howell, ambasador Sinclair i świecąca ośmiornica, którą zidentyfikował jako Ver’lann, wisząca parę centymetrów nad podłogą. Nic pięknego. Więc…
- Modyfikacje genetyczne. – odezwał się Sarek
- Sir?
- Ver’lann zmodyfikowali geny większości raz w ich uniwersum, tak, aby te pozytywnie reagowały na ich widok. To stąd te różnice genetyczne między ludźmi stamtąd i stąd.
Ver’lann miał szczęście, iż wzrok nie zabija. Świecące, zielone oczy patrzyły na kapitana z lekka irytacją. Nadal nie mógł przyzwyczaić się do kontaktów z niezmienionymi rasami. Jednak musiał. Po porażce w ataku na jedną z ich planet wycofująca się flota pozostawiła ranne okręty. Także jego. I teraz był jeńcem ludzi. Ludzi, którzy widzieli go nagiego, pozbawionego ochrony pancerza oraz ochronnego płaszcza modyfikacji genetycznych. Nawet człowiek z ich świata, Sinclair, mimo iż znał prawdę, nadal patrzył na niego z respektem. Ludzki kapitan z nienawiścią.
- Chcemy, aby zdał nam pan relację z bitwy.
- Sir?
- Słyszał pan. – Sarek skinął mu głową, zachęcając do rozpoczęcia.
- Wszystko jest w moim… - zerknął na Ver’lann. Oni chcieli, żeby opowiedział to naoczny świadek, dowódca tego, co stało się na Ver’lann Prime. – Aye sir. Gdy nasza flota przeszła przez anomalię, po drugiej stronie zastaliśmy…
Kosh słuchał słów ludzkiego kapitana opowiadającego ze spokojem jak eliminowali niewielką flotę pozostawioną, aby strzegła korytarza. Wydawało mu się niemożliwe, że ludzie pokonali Minbari, a co dopiero ich, jednak nie wyczuwał kłamstwa w słowach ludzkiego kapitana. Opis bitwy o Ver’lann wstrząsnął istotą. Systemy obronne były nie do przejścia, już samo pokonanie patroli powinno dać wystarczająco dużo czasu reszcie Kosh by przywołać floty, które zgniotłyby intruzów. A oni zniszczyli patrole, jakby ich nie było, jakby najpotężniejsze okręty jego rasy patrolujące rodzinny układ słoneczny były zwykłymi okrętami patrolowymi. Jednak najbardziej nim wstrząsnął opis zniszczenia planety. Bo nie miał wątpliwości, iż planeta jest dla jego rasy stracona. Ich istnienie w atmosferze Ver’lann zależało od zachowania ścisłych warunków. Już raz niewielka zmiana omal nie zgubiła jego rasy. Teraz mieli środki, by uciec, ale…
- To wszystko, sir. – zakończył sprawozdanie. – Można wiedzieć, po co to wszystko, sir? Można znaleźć ten sam opis w moich raportach.
- Ambasador Kosh chciał usłyszeć to z pana ust. My zresztą też.
- Ambasador?
- Tak. Kosh będzie ambasadorem Imperium Ver’lann przy Federacji Zjednoczonych Planet. To część naszego porozumienia z Ver’lann dotyczącego zakończenia tej niefortunnej wojny.
- Zgodzili się poddać? – z tego, co się dowiedział o Ver’lann spodziewał się raczej kolejnej armady dyszącej rządzą zemsty.
- Owszem. Zniszczenie Ver’lann Prime osłabiło Imperium, które w niedługim czasie spodziewa się wojny z równym sobie przeciwnikiem. Kontynuowanie wojny z Federacją byłoby nie logiczne.
- Tak – potwierdził Kosh.
- No dobrze, a co mam do tego ja i Aiien?
- W ramach układu, Ver’lann oddali pod rządy Federacji teren, na którym znajduje się wyjście z korytarza oraz przyległe układy.
- Przecież to terytorium Sojuszu Ziemskiego! – zaprotestowała Aiien
- Według danych Ver’lann Sojusz już praktycznie nie istnieje. Przetrwało tylko parę koloni zaanektowanych przez Centauri i Narn. Oraz parę pomniejszych grup, którym udało się uciec i teraz starają się po prostu przeżyć. – Sarek był bezlitośnie obojętny – To terytorium należy teraz do Minbari… Ver’lann zaanektują je po przejściu przez korytarz i oddadzą nam.
- I wpakują w wojnę z Minbari?
- Będą posłuszni – odezwał się Kosh – Niewolnicy uczynią, co im nakazane.
- Aha…, ale to nadal nie wyjaśnia, co my mamy z tym wspólnego.
- Będzie pan gubernatorem z ramienia Floty Gwiezdnej na tamtym obszarze.
- Aye…, co! Znaczy, słucham?
- Będzie pan gubernatorem na terytorium Federacji w tamtym uniwersum.
- A ja? – cicho zapytała Aiien.
- Panią wezwaliśmy z innego powodu. Youth America i Nova-X przechodzą intensywne modyfikacje. Montujemy lepszy pancerz, sensory celownicze i uzbrojenie z czasów naszej wojny z Romulanami.
- Lasery i czyste głowice fuzyjne? – zapytał Jurek
- Zgadza się. Nasza broń pracuje trochę inaczej niż ta z pani uniwersum. Powinna być skuteczna przeciwko Minbari. – oczy Aiien zalśniły. Wreszcie będzie mogła odegrać się na Minbari.
- Terytorium New Hope, jak nazwaliśmy ten obszar, będzie stanowiło przystań dla wszystkich, którzy będą chcieli schronić się na terytorium Federacji. Jednak będzie tam ich obowiązywało Federacyjne prawo. Przestrzegane z pełną surowością. – Aiien kiwnęła głową – Jak widzę zgadzamy się. No to teraz ta przyjemniejsza część… Ambasadorze?
- Pani kapitan… Jako najwyższy ranką przedstawiciel administracji Sojuszu chcę zaproponować pani powrót w szeregi Floty Ziemi. – widząc wahanie Teer dodał – wraz z awansem na komodora.
Aiien przez chwilę patrzyła na Sinclaira, jakby nie do końca rozumiała to, co powiedział. Potem zerknęła na Jurka, który uśmiechnął się do niej i lekko skinął głową
- Dziękuj, ambasadorze. Przyjmuje pańską propozycję.
Sinclair wstał
- Witamy z powrotem, pani komodor.
Howell wstał i skinął na Styczyńskiego
- Kapitanie. – Jurek wstał – decyzją Rady Floty Gwiezdnej jest pan awansowany do stopnia kontradmirała. – Howell odpiął cztery nity znamionujące rangę kapitan i w ich miejsce przypiął dwa objęte ramką.
- Sir! – odpowiedzieli jednocześnie Aiien i Jurek. Popatrzyli się na siebie i uśmiechnęli. – Kiedy odlatujemy, sir?
- Jak tylko przesłuchamy naszych Minbarskich gości. Może się pan odmeldować, admirale. Pani też. Przyślijcie nam tu na dół tych Minbari. I przygotujcie się do odlotu. Pani admirał, Youth America i Nova-X czekają w stoczni Utopia Planitia na panią.
- Aye! Scorpion, dwóch do transportu.
Gdy rozwiało się uczucie łaskotania powodowane transporterem, Jurek uruchomił komunikator – PO, prześlijcie naszych gości na powierzchnię, podadzą wam koordynaty. I weźcie kurs na Utopię Planitię. Połowa impulsowej.
- Aye.
Jurek spojrzał na Aiien i podał jej ramię w staromodnym geście
– Pani komodor
- Sir! – odwzajemniła spojrzenie i przyjęła ramię. Oboje wyszli z pokoju transportera i udali się na mostek. Tam przywitał ich głośny okrzyk jakiegoś kadeta stojącego akurat w pobliżu drzwi.
- Admirał na mostku! – Jurek aż podskoczył i popatrzył z niedowierzaniem na źródło krzyku. Młoda dziewczyna w stopniu kadeta IV roku. Pewnie z uzupełnień i nie poznała swojego kapitana. Co nie zmieniało faktu, iż wszyscy przerwali zajęcie i stojąc niemal na baczność popatrzyli na drzwi turbowindy. Ferr zgromił spojrzeniem kadetkę, że ta nie odróżnia kapitana od admirała.
- Przepraszam sir. To nowa i nie poznała… - przerwał, gdy zobaczył nity na kołnierzach Aiien i Jurka – Sir! – wyprostował się jak struna – M’am!
- Spocznijcie komandorze. – łaskawym tonem powiedział Jurek. Ferr patrzył na niego przez moment aż w końcu oboje parsknęli śmiechem – Cieszę się. Najwyższa pora.
- Będziesz się mniej cieszył, jak dowiesz się, dlaczego. Reszta VI floty też.
- Wracamy?
- Właśnie. Wracamy. Na szczęście nie walczyć. Ver’lann poddali się i … - na moment jego słowa zagłuszyły okrzyki radości załogi. Gdy już uspokoili się kontynuował – będziemy pilnowali pokoju. No i tego, żeby nikt nie przelatywał przez korytarz.
- Cała szósta flota?
- zgadza się. I parędziesiąt transportowców z załogami placówek planetarnych, systemami obronnymi i bazą gwiezdną. Oraz koloniami. Na naszym terytorium po tamtej stronie utworzymy kolejną kolonię New Hope.
- Może tym razem nam się poszczęści.
- Właśnie.
- Sir, dolatujemy – zameldował sternik.
- Znakomicie. Operacyjny, znajdź dok z EAS Youth America i przełącz na ekran. Wyciągnij też dane techniczne tego okrętu.
- Aye, sir… przełączam monitor.
Na ekranie pokazała się zamknięta w ramionach podobnego do pająka doku sylwetka okrętu, który już niemal w niczym nie przypominał pancernika klasy Nova. Ani w ogóle okrętu Sojuszu Ziemskiego. Jurek usłyszał wciągającą gwałtownie powietrze Aiien i nie dziwił się. Nowy okręt był znacznie ładniejszy. I groźniejszy od starego. Pudło, jakim wcześniej była Nova zastąpiła długa rura z jasnoszarego metalu ze sporym wybrzuszeniem w połowie długości okrętu. Zamiast olbrzymich okrągłych silników widać było tylko cztery niewielkie podłużne szczeliny w ciemnoszarym pokryciu. Żadnych anten, nie było olbrzymich dział, nie było też widać hangaru dla myśliwców.
- Mam specyfikację, sir.
- Streść nam najważniejsze.
- Aye… EAS Youth America, klasa Nova-F…
- Nova-F? – przerwała Aiien
- Tak m’am. F od Federacji jak mniemam. Kadłub ma taki kształt ze względu na właściwości obronne. W połowie długości, pod podwójnej grubości pancerzem kryje się sekcja rotacyjna, zapewniająca ciążenie 2 g na zewnętrznej i 1 g w połowie promienia. Sekcje mostka oraz ważniejsze sekcje są niezależnie ekranowane prze rotacyjny system inercyjny. Napęd stanowią dwa silniki jonowe z magnetyczną kompresją ciągu, mające wydajność 953 razy większą niż klasyczny napęd. Podobny napęd umieszczono na dziobie, stąd go nie widać. Zarówno silniki dziobowe jak i główny napęd mają możliwość kierowania ciągiem, co zwiększa manewrowość… Okręt pokryty jest pancerzem z możliwością polaryzacji… - Aiien słuchała tego z zapartym tchem. Silniki z kierowaniem ciągu, nowoczesny, przynajmniej jak na Sojusz, pancerz, symulowana grawitacja… - działa laserowe o mocy 25 000 Terawatów i zasięgu 50 000 km. Dodatkowe uzbrojenie to czterdzieści miotaczy materii. Ponad to 28 podwójnych miotaczy jonowych jako obrona przeciwko myśliwcom, jak mniemam. Uzbrojenie 28 myśliwców Furia-F. Ich specyfikacji nie mam.
- Dziękuję. A Nova-X? – monitor zamigał i pojawiła się, już bardziej znajoma, sylwetka Novy-X. Co prawda tak jak i w Youth America ciemny, nieregularny kadłub zastąpiły jasnoszare, gładkie płyty pancerza polaryzacyjnego, zniknęły silniki i większe działa, ale poza tym widać było charakterystyczny, pudełkowaty kształt konstrukcji Sojuszu.
- Podobne zmiany, chociaż w mniejszym, jak widać stopniu.
- Dzięki OPS. – odwrócił się do Aiien – to co, pewnie będziesz chciała lecieć na swoją nową zabawkę?
- Tak Jurek. Ja… - zawahała się – Ja dziękuję ci bardzo. Za wszystko, co dla nas zrobiłeś. I przepraszam za moje zachowanie wtedy…
- Nie szkodzi. PO, odprowadź panią komodor do transportera. Sternik, jak tylko komodor Teer znajdzie się poza pokładem, wracamy na orbitę Ziemi.
- Aye, sir. – Jurek patrzył na zamykające się drzwi turbowindy z dziwnym przeświadczeniem, że może już jej nigdy nie zobaczyć… - Sir, komodor Teer jest już na Youth America. Kurs ustalony
- Znakomicie, wykonać.
- Tak jest…

W tym samym czasie ambasadorzy Kosh i Sarek przeprowadzili krótką rozmowę z Deleen i Sinovalem, ogłaszając im decyzje odnośnie ich świata. Sinoval zaprotestował, gdy dowiedział się o oddaniu części ich terytorium Federacji. Kosh zareagował szybko i zdecydowanie
- Będziecie posłuszni.
- A jeżeli nie! – odparł buntowniczo Sinoval
- Umrzecie. Krąg został przerwany.
Sinoval i Deleen patrzyli na siebie nie bardzo rozumiejąc, o co Valerii chodzi, ale rozumieli jedno – sprzeciwianie się Vorlonom nie wychodzi na zdrowie. I z ociąganiem zgodzili się na odstąpienie terytorium Federacji… nie żeby mieli jakieś wyjście. Poza wojną z Vorlonami i Federacją. Wojną, której by nie przetrwali. To akurat wiedzieli. Migawki z bitwy o Vulcan jasno im to uświadomiły. Parę godzin po powrocie Scorpiona Deleen i Sinoval znów byli na pokładzie federacyjnego okrętu. Tego samego, który ich tu przywiózł. W tych samych celach.

- Mamy naszych gości na pokładzie.
- Znakomicie, co z okrętami Sojuszu?
- Wyruszyły. Będą na miejscu za pięć tygodni.
- Znakomicie, to da nam czas na przygotowanie bazy. Sternik, kurs na układ New Hope. Slipstream, przelotowa.
- Aye… - Sovereign przyspieszył i zniknął w błysku białej energii…
Gdybym mial niebios haftowane szaty,
Zlotym i srebrnym przetykane swiatlem,
Blekitne, ciemne, przydymione szaty
Nocy i swiatla, i polswiatla,
Rozpostarlbym je pod twoje stopy.
Lecz biedny jestem: me skarby -- w marzeniach,
Wiec ci rzucilem marzenia pod stopy;
Stapaj ostroznie, stapasz po marzeniach...

#22 Katharn

Katharn

    Ostatni Smok

  • Moderator
  • 1 341 postów
  • MiastoWarszawa / Częstochowa

Napisano 18.10.2004 - |21:42|

TYTUŁ: Fatalne pomyłki II
AUTOR: Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński
KONTAKT: zarathos1@poczta.onet.pl
OCENA: ŻÓŁTA – PG-13
PRAWA WŁASNOŚCI: TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE.


------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice -------------------------------
Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność.

TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA.
---------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział 4


Widziałem rzeczy, które wam, ludziom, nawet się nie śniły.
Okręty sunące ku ramionom Oriona.
Oglądałem strumienie elektronów skrzące w wiecznym mroku bramy Tennhausera.
Wszystkie te chwile
rozpłyną się w wieczności
Jak łzy wśród deszczu.


Dwa tygodnie po ataku na Ver’lann Prime
Ennarian Nezar Corvus miał za sobą ciężki dzień. Testy nowego okrętu flagowego okazały się bardziej niż wyczerpujące. Co dziwniejsze, on został dowódcą Kerchana – najnowszego pancernika Republiki. I co jeszcze dziwniejsze, testy przerwano w połowie. Fakt, że wszystkie najważniejsze (czyli bojowe) były przed nim, ale ‘suche’ testy wykazały skuteczność działania systemów. Corvus musiał odłożyć próbę najnowszych disruptorów na Klingonach i udać się do systemu oznaczonego od niedawna jako New Hope. Tal’shiar twierdziło, iż jest tam coś ciekawego. To coś okazało się na tyle ciekawe, że Senat (senat a nie preator albo jakiś twardogłowy z dowództwa!) nakazał lot jego floty na terytorium Federacji. Po ostatnim incydencie z Shinzonem to był wyjątkowo prowokacyjny krok. I niebezpieczny.
Nezar chwycił PADD z danymi federacyjnych okrętów stacjonujących na tamtym terytorium. I kolejny raz się skrzywił. VI Flota, wzmacniana obecnie przez najnowocześniejsze okręty II, VII i IX floty. Po zakończeniu przegrupowań, powinno tam być łącznie prawie piętnaście tysięcy okrętów zaczynając od Mirand do Sovereignów II. Strasznie go ciekawiło, do czego była im potrzebna taka masa sprzętu. I tu właśnie zaczynała się ciekawa część raportu. Czyli brak danych. Corvus pierwszy raz w życiu widział brak danych. Jakichkolwiek. To oznaczało, że tych danych faktycznie nie ma i wywiad pokpił sprawę, co było bardzo mało prawdopodobne. Albo dane były na tyle drażliwe, że przekażą mu je… dzwonek do drzwi przerwał rozmyślania
- Plhere!
Do kajuty admiralskiej weszła kobieta w czarnym, obcisłym stroju znacznie wyróżniającym ją od tego, co normalnie nosili oficerowie floty. Nawet Tal’shiar. A to oznaczało coś więcej niż kłopoty.
- Ennarian Corvus? – zapytała kobieta, jakby nie wiedziała do czyjego biura wchodzi. Corvus skinął głową – Mam pana wprowadzić w sytuacje w systemie New Hope. Mam też przekazać pańskie rozkazy. – Corvus ponownie skinął głową i wskazał kobiecie fotel pod ścianą. Gdy usiadła, skinął ręką w stronę replikatora, nie odzywając się ani słowem. Jego gość odmownie pokiwał głową i wyjął z rękawa chip pamięci.
- Dane, jakich będzie pan potrzebował.
- Dziękują. Słucham.
Admirał najwyraźniej nie lubił takich tajemnic, bo każdym gestem i słowem okazywał kobiecie, że jest niemile widziana na jego okręcie. Ta jednak wcale nie wydawała się urażona. Zaczęła referować.
- Ennarian, jakiś czas temu Federacja odkryła coś, co wydawało się stabilnym korytarzem podprzestrzennym – Nezar nagle przestał się dziwić, dlaczego to wszystko było taką tajemnicą. No i dlaczego Federacja miała takie siły zgrupowane w tym jednym układzie. – Okazało się jednak, iż jest to tylko nowy rodzaj napędu nadświetlnego, używany przez jakąś nieznaną rasę. – Corvus skinął głową, gdy kobieta popatrzyła się na niego. Kontynuowała więc – Z pierwszych dni od odkrycia nie ma wiele danych, wiadomo, że owa rasa to humanoidy, wg danych wywiadu – ludzie z innego uniwersum kwantowego.
- Uniwersum kwantowego? – Corvus nie mógł się powstrzymać.
- Owszem, admirale. Nasze dane to potwierdzają. Mogę kontynuować?
- Tak.
- Wywiązała się walka dwóch okrętów Federacji z dwoma krążownikami obcych, będących wrogami tamtych ludzi. Obcy przegrali. Federacja pozwoliła ludziom założyć kolonię w układzie New Hope i oddelegowała do jej obrony lekkie platformy obronne, stację klasy Regula oraz dwie fregaty. Dwa tygodnie temu okręty te zostały zniszczone. Podobnie jak stacja oraz planeta.
- Obcy się zemścili za dwa zniszczone okręty sterylizując planetę? – to było barbarzyństwo. Wojna dopuszczała stosowanie niezbyt czystych metod, ale sterylizowanie planet… Rihhansu stosowali takie metody w czasie krótkich walk z Klingonami 50 lat temu… ale to był ciemny rozdział w ich historii, i wielu oficerów Galae chciało jak najszybciej o tym zapomnieć.
- Nie. To była inna rasa. W danych ma pan informację o nich, podobnie jak krótkie ujęcia z walki.
- Walki?
- Tak, ale o tym za chwilę.
- Proszę kontynuować.
- Obcy zniszczyli, nie wysterylizowali planetę. Na jej miejscu jest teraz pas asteroidów. – Corvus uniósł brew, ale nic nie powiedział – Wówczas Federacja zdecydowała, iż jest w stanie wojny i wysłała flotę do drugiego uniwersum.
- Wysłała flotę? – pokojowa Federacja wysłała Flotę na obce terytorium bez prób negocjacji? To było co najmniej zastanawiające. I niepokojące. Mogło oznaczać, że wreszcie mądrzeją.
- Owszem. VI Flota wraz w oddziałem okrętów klingońskich wróciła 12 dni temu. Mocno pokiereszowana, ale wg danych Tal’shiar – zwycięska. Co więcej, III flota pod dowództwem kapitana Picarda zdołała odeprzeć atak Ver’lann, tak się nazywa ta rasa, na Vulcan. Zniszczyli prawie 11 tysięcy okrętów przeciwnika tracąc niecałe 800 swoich jednostek. Z tym wiąże się jeszcze jeden fakt: obcy, Ver’lann zawarli pokój z Federacją oddając im część terytoriów w swoim uniwersum.
- Federacja ma tereny w innym uniwersum? – Corvus był więcej niż zdziwiony. I zirytowany. Federacja osiągnęła coś, czego Rihhansu nie mogli osiągnąć. Nie w liczącej się przyszłości. – Jak się przemieszczają między nimi?
- Za pomocą tunelu w czymś, co oni nazywają nadprzestrzenią.
- Hm… no dobrze. Rozumiem, że Republika jest zainteresowana. Ale co my mamy do tego. Walka z siłami trzech Federacyjnych flot jest proszeniem się o utratę moich jednostek. A nie widzę innego sensu w wysyłaniu całej floty na terytorium Federacji niż walka.
- Macie stanowić prezencję Republiki w tamtym rejonie. Ponieważ Federacja przepuściła przez tunel Klingonów, nasi politycy postarają się wymóc na Federacji przepuszczenie naszych jednostek, choćby badawczych na drugą stronę tunelu. Rihhansu muszą być obecni przy eksploracji innego uniwersum. – kobieta spojrzała w oczy admirała – Za wszelką cenę!

Jurek siedział w biurze na pokładzie Scorpiona i klął, na czym świat stoi. Od dwóch tygodni nie robił zresztą nic innego. Od czasu do czasu spał i jadł, ale głównie klął i starał się zorganizować ochronę obu końców anomalii. Piętnaście tysięcy okrętów to dużo, ale nie wtedy, gdy muszą robić za elementy sieci detekcyjnej. Na szczęście najnowsze systemy i platformy były już zamontowane i jego okręty mogły robić to, do czego były przeznaczone. Czyli patrolować przestrzeń Federacji. Dwa tysiące okrętów miało pozostać po tej stronie anomalii – tysiąc pięćset w rzeczywistej przestrzeni i pięćset w nadprzestrzeni. Pozostałe okręty miał stanowić I Flotę Federacji w Uniwersum II. Pod jego dowództwem. Za pięć minut wyruszali na drugą stronę, razem z frachtowcami oraz okrętami kolonizacyjnymi, a Aiien i Sheridan jeszcze nie było. Wir energii przerwał przekleństwa. Przylecieli.
- Nareszcie – warknął Jurek i wyszedł na mostek. Jednak zanim zdążył otworzyć usta, rozległ się sygnał alarmu. Sensory wykryły flotę okrętów przekraczającą granicę czujników.
- Sir, dwa tysiące sto czterdzieści siedem okrętów przekroczyło granicę układu. Analiza widma wskazuje, że to Romulanie.
- Romulanie…. Ciekawe. Alarm dla floty. Namierzyć te okręty. Kanał wywoławczy!
- Gotowe...
- Admirał Styczyński do okrętów Republiki Rihhansu. Znajdujecie się na terytorium Federacji Zjednoczonych Planet. Natychmiast zdejmiecie maskowanie i zawrócicie w stronę strefy neutralnej, albo potraktujemy waszą obecność jako wrogi gest i nakażę otwarcie ognia.
Po chwili w układzie zaczęły pojawiać się okręty Romulan. Od lekkich niszczycieli począwszy przez cięższe krążowniki, D’Deridexy, a skończywszy na behemocie wiszącym na czele formacji. Jurek rozpoznał okręt. Dane wywiadu wspominały o nim – klas Kerchan. Ciekawe, jak by sobie poradziła w starciu z jego Scorpionem. Okręt robił wrażenie, ale wojna z Dominium pokazała, że większość jednostek Rihhansu była mocno przereklamowana. Na monitorze pojawiła się twarz dość młodego Romulanina.
- Witam, admirale Styczyński. Jestem ennarian Nezar Corvus. Przybyłem tu na polecenie Senatu, aby zbadać terytorium po drugiej stronie anomalii.
- Nie ma mowy, ennarian. Bez zgody senatu Federacji żaden okręt nie może przelecieć na drugą stronę. – Jurek nawet nie zaprzeczał istnieniu anomalii. Czegoś takiego nie dało się ukryć.
- Wobec tego poczekam.
- Nie. Opuści pan to terytorium natychmiast.
- A jeżeli nie?
- Zniszczę pańskie okręty.
- Zaatakuje pan? Jakoś w to wątpię?
- Pana strata, ennarian Corvus. Mam zgodę Federacji na otwarcie ognia do każdego, kto będzie w moim mniemaniu stanowił zagrożenie. Bez uprzedzenia. Pana flota stanowi takie…
- Sir? – przerwał mu pierwszy oficer. Jurek przejechał dłonią po gardle odcinając fonię.
- Tak?
- Wiadomość z Ziemi. Biuro prezydenta. – Jurek skinął głową i kiwnął w stronę monitora
- Muszę pana przeprosić. Niech pańska formacja zaczyna się zbierać, ennarian. Moja cierpliwość ma swoje granice. Scorpion, koniec. Ekran ponownie ukazywał obraz Kerchana i romulańskiej floty.
- Przełączcie do mojego biura.
- Aye.
Jurek przeszedł do siebie i aktywował łącze. Na monitorze ukazała się twarz Franciszka Weyherskiego, prezydenta Federacji.
- Sir.
- Admirale Styczyński, w strzeżonym przez pana układzie powinna niedługo pojawić się flota Romulan. Uzgodniliśmy z Senatem Republiki, iż część tych jednostek, pięćset okrętów, zostanie wpuszczona na drugą stronę. Mają pozwolenie na swobodną eksplorację nowego uniwersum, jednak pod żadnym pozorem nie mogą mieszać do wewnętrznych spraw tamtego uniwersum. Jeżeli nastąpi taka sytuacja, ma pan prawo usunąć ich siłą.
- Echem, sir. Moje rozkazy mówią, że mam nie przepuszczać nikogo bez wyraźniej zgody senatu. Pana rozkaz nie wystarczy.
- Wiem, admirale. I cieszę się, że trzyma się pan rozkazów. Autoryzacja senatu powinna do pana dotrzeć lada moment. Powodzenia. Weyherski, koniec. – twarz prezydenta zniknęła, zanim Jurek zdążył powiedzieć Aye, sir.
- Tak jest, sir – powiedział do loga Federacji admirał i wyszedł na mostek. – Operacyjny, jak tylko przyjdzie wiadomość z senatu Federacji połączcie mnie z ennarian Corvusem. I
- Aye.
Pięć minut później system łączności cicho zapiszczał
- Sir, mamy wiadomość z senatu. Tylko tekst.
- Na moją konsolę. – Jurek wczytał się w wiadomość. Potwierdzała ona rozkazy prezydenta. Romulanie mogli wysłać na drugi koniec korytarza 500 okrętów. Pozostałe warunki też. Jakiekolwiek wrogie posunięcia wobec ras Uniwersum II miały spotkać się z natychmiastową reakcją jego floty. Jurek skrzywił się. Implikacje tego faktu były niezbyt miłe. Klingonie zażądają tego samego, a po tym zobowiązaniu do pomocy Ludziom z tamtej strony… upilnowanie ich będzie cholernie trudne.
- Dajcie mi ennariana.
- Aye… odpowiada.
- Monitor.
- Zdaje się, że otrzymał pan rozkazy od swojego senatu, admirale. Będę więc wdzięczny, jeżeli przepuści pan moją flotę.
- Pięćset jednostek, ennarian. I ani jednej więcej. Wszystkie ze zdjętym maskowaniem. Przesyłam panu warunki waszego pobytu na terytorium Uniwersum II. Złamie je pan – wyrzucę pana z powrotem do naszego uniwersum. Będzie się pan opierał… - Jurek zakończył zdanie pozostawiając groźbę wiszącą w powietrzu. Romulanin zmarszczył brwi
- Jak pan sobie życzy, admirale. Pięćset okrętów. Kerchan, koniec.
Po chwili od floty Rihhansu oddzieliło się pięćset okrętów. Pozostałe zawróciły i weszły w warp, kierując się w stronę granicy. Jurek odetchnął. Przynajmniej z nimi nie będzie musiał walczyć. Ciekawiło go, kiedy pojawi się pięćset okrętów Klingońskich. Miał nadzieję, że jak najpóźniej.
- Taktyczny, status romulańskiej floty.
- Pięćset okrętów, wszystkie bez maskowania. Skład: 1 Kerchan, 2 Imperiale, 4 Raptory, 32 Ham’rexy, 98 Norexanów, 101 Dhivaeli, 125 Shirke, 47 Sorenów, 12 Shadowów oraz 78 Pi.
- Dlaczego mnie to nie dziwi – zapytał głośno Jurek – pewnie dlatego, że zdziwiłbym się, gdyby trzon floty stanowiły Pi. Ech, Sygnał do floty, odlatujemy. Romulanie mają lecieć za nami. Prześlijcie im dane modyfikacji warp do wejścia w nadprzestrzeń.
- Aye, sir.
Paręnaście sekund później flota wyszła z nadprzestrzeni w układzie New Hope. Jurek uśmiechnął się z zadowoleniem. Trzynaście tysięcy okrętów zgrupowanych wokół ciągle jeszcze budowanych sześciu stacji typu Pendragon i prawie osiemdziesięciu tysięcy platform obronnych rozmieszczonych w całym układzie. Siły zdolne pokonać armadę Borg. I najprawdopodobniej wszystko, co mogłoby rzucić na nich to uniwersum…

Żaden z tych okrętów, mimo zaawansowanych czujników nie wykrył małego, czarnego statku pogrążonego w szczelinie między rzeczywistą przestrzenią a nadprzestrzenią… czujniki zarejestrowały dopiero jego przejście w nadprzestrzeń, ale operatorzy uznali, że to fałszywy sygnał. Ostatecznie, kto mógł podejść tak blisko bez wykrycia. Nawet w nadprzestrzeni…
Dwadzieścia dziewięć godzin później przestrzeń nad piękną, zielono-niebieską planetą przestrzeń zafalowała i nad planetą pojawił się Zwiadowca. Potwierdził informacje zebrane przez Oczy. Vorlonowie sprowadzili siłę z innego świata. Ponownie. Tym razem zostali pokonani. To otwierało nowe możliwości…
Gdybym mial niebios haftowane szaty,
Zlotym i srebrnym przetykane swiatlem,
Blekitne, ciemne, przydymione szaty
Nocy i swiatla, i polswiatla,
Rozpostarlbym je pod twoje stopy.
Lecz biedny jestem: me skarby -- w marzeniach,
Wiec ci rzucilem marzenia pod stopy;
Stapaj ostroznie, stapasz po marzeniach...

#23 ArTi

ArTi

    Kapral

  • VIP
  • 187 postów
  • MiastoMielec

Napisano 08.12.2004 - |12:42|

TYTUŁ: Fatalne pomyłki II
AUTOR: Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński
KONTAKT: zarathos1@poczta.onet.pl
OCENA: ŻÓŁTA – PG-13
PRAWA WŁASNOŚCI: TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE.


------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice -------------------------------
Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność.

TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA.
---------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział 5


Widziałem rzeczy, które wam, ludziom, nawet się nie śniły.
Okręty sunące ku ramionom Oriona.
Oglądałem strumienie elektronów skrzące w wiecznym mroku bramy Tennhausera.
Wszystkie te chwile
rozpłyną się w wieczności
Jak łzy wśród deszczu.



Dwa miesiące po ustanowieniu prezencji Federacji po drugiej stronie korytarza
Zha’illyhyd uniósł łeb w górę. To było coś nowego. Coś, czego nie czół od tysiąca lat. Okręt. Okręt nienależący do Mistrzów. Cichy skowyt obudził leżącą obok niego samicę. Ta również poczuła obecność obcych. Obecność nieznanej rasy. Nieznanego mięsa. Zha’illyhydy powoli wstał i rozwinęły potężne, pół błoniaste, pół energetyczne skrzydła. Obce mięso było tutaj, niedaleko. Niedaleko znanego mięsa. Dostało się tu bez zwracania uwagi zabójców. Będzie wartościową ofiarą…

Dwaj Romulanie ubrani w bojowe pancerze chroniące ich przed wpływem zanieczyszczonego środowiska ze skwaszoną miną spoglądali na kłębiący się u podnóża góry tłum. Gadopodobne istoty zamieszkiwały planetę, która wydawała im się idealna do założenia bazy. A cholerna Federacja zabroniła im się mieszać w życie innych cywilizacji… Popatrzyli na siebie krótko po czym dowódca wzruszył ramionami. Ostatecznie teoretycznie przylecieli tu badać. Więc mogą zapewnić sobie parę próbek. Zielone smugi disruptorów musnęły dwie gadopodobne istoty które z jękiem bólu zwinęły się na ziemi. Pozostałe rozpierzchły się, nawet nie próbując stawiać oporu. Romulanie ponownie wzruszyli ramionami. Jeden z nich podszedł do ofiar i przypiął im systemy łączności. Po sekundzie dwaj Romulanie rozpłynęli się w energii transporterów. Zostawiając tłum oniemiałych ze zdumienia obcych. I jeszcze bardziej zdumionych Zabójców, którym ofiary nagle zniknęły z planety. Zha’illychyd przestał wyczuwać obecność żywego mięsa. A więc odlecieli. Odlecieli zabierając ze sobą mięso. Ich mięso. Wściekły Zabójca poszybował w stronę najbliższej grupki obcych. Potężne pazury odcięły głowę jednemu i wrzuciły do wielkiej paszczęki. Widzący to obcy rozpierzchli się jednak Zabójca zdążył wyrwać niewielkie zawiniątko z rąk obcego. Istota wrzasnęła przeraźliwie i rzuciła się na Zabójcę. Partnerka Zha’illyhyda przechwyciła biegnącego obcego w locie i przydeptawszy go do ziemi, zaczęła obgryzać mu rękę, wsłuchując się z rozkoszą w krzyki ofiary…

Na pokładzie RSS Shezad, okrętu badawczego klasy Shadow, romulański lekarz z ciekawością pochylał się nad monitorem. Narządy wewnętrzne jednego z obcych były nad wyraz interesujące, ale to i tak było nic, w porównaniu z jego sekwencją genetyczną. Po przyjrzeniu się jej z bliska, było widać, że ktoś manipulował tą rasą. W jakim celu – nie wiadomo. Wyglądało iż ktoś chciał wytworzyć telepatię wśród tej rasy, ale u obu obiektów odpowiednie ośrodku w mózgu były całkowicie nieaktywne. Wręcz zablokowane.
Doktor przełączył obraz na skan cząsteczkowy i zaczął analizę krwi. Sądząc po wyspecjalizowaniu ciałek krwi, te istoty spędziły w warunkach takich jak te długi czas, co najmniej pięćset lat. Jednak co doktora bardziej interesowało, to struktury zupełnie nie przystosowanych do radzenia sobie z tego typu środowiskiem. A to oznaczało, że nie jest normalna sytuacja, inaczej ewolucja przebiegłaby zupełnie inaczej… nawet w tak krótkim czasie.
- I co? – zapytał komandor dowodzący jednostką. Oboje byli naukowcami, mimo iż komandor wybrał bardziej militarną stronę tego zawodu.
- Ciekawy przypadek. Ich świat nie był taki jak teraz jeszcze jakieś osiemset do tysiąca lat temu.
- Mhm… naukowy mówi to samo… co więcej, mówi iż te zniszczenia są wynikiem bombardowania orbitalnego. Najwyraźniej ktoś cofnął ich do czasów kamienia łupanego.
- Zgadza się. Ale nie zabrało im to inteligencji. Jeżeli wierzyć temu, co widziałem na zapisach z misji, te istoty zachowały inteligencję, być te warunki trochę ją stłamsiły, ale…
- Tak. Co z tym – wskazał na żywy ‘obiekt’ – możemy z nimi porozmawiać?
- Owszem. – lekarz podszedł do stołu na którym leżał obiekt i wstrzyknął mu dawkę środka pobudzającego. Po paru chwilach istota otworzyła oczy i spojrzała na Romulan ze strachem
- Kim jesteś? – zapytał komandor.
- Ja… - istota zawahała się, jakby usiłowała przypomnieć sobie znaczenie słów – ja… G’Kar. Jestem G’Kar.

Układ Parsaci, przestrzeń w pobliżu granicy EA z Republiką Centauri
Układ Parsaci był jednym z niewielu, jakie Republika Centauri zaanektowała gdy Ziemia została zniszczona. Ludzie żyjący w kolonii nie byli zadowoleni ze swojej nowej pozycji – niewolników Republiki, ale ani oni, ani ich nieistniejący już rząd nie mogli wiele zrobić. Nawet nowe okręty Sojuszu nie byłyby w stanie pokonać stacjonującej tu floty. Jednak ktoś był…

Kapitan Ronk obserwował okręty Centauri. Pięć ciężkich okrętów prawie piętnaście razy większych od jego B’Rela było eskortowanych przez osiemnaście lżejszych okrętów. Ronk wiedział, co to oznacza. Takie siły były zbyt duże do osłony jednej kolonii. Szczególnie tak małej, jak ta. Czyli jego ‘gospodarze’ chcą kogoś zaatakować. Ciekawe kogo.
- mongHom, wchodzimy w nadprzestrzeń i czekamy. Jak tylko ta flota się ruszy, będziemy ją śledzić.
- Tak – skinął głową młody sternik. Młody, ale Ronk wiedział, że potrafi wyczyniać z jego małym okrętem prawdziwe cuda.
Nie musieli czekać długo. Pięć godzin później flota Centauri wystartowała. Jeżeli sensory pracowały dobrze a Vorlońskie mapy nie kłamały, kierowali się do przestrzeni Drazi.
- Wojownicza galaktyka – mruknął do siebie Ronk. – Poinformować generała Kerona. I kontynuować lot.

Układ New Hope, granice systemu
Niewielki, zaledwie pięciuset metrowy okręt zmaterializował się na obrzeżach systemu. Ch’ef’Gorayhlowie byli ciekawi nowej rasy. Ich okręt, połączenie czterech trójkątnych wzmacniaczy psychicznych niemal natychmiast przyprawił o ból głowy wszystkich telepatów we flocie Federacji. Na przechwycenie okrętu natychmiast wyruszyły dwa okręty Federacji – Miranda i New Orleans, ale okręt Ch’ef wszedł w nadprzestrzeń i wynurzył się po drugiej stronie systemu. Jego pilot wykrywał obecność ludzi na pokładach tych dziwnych okrętów, i był ciekaw ich reakcji. Badał ich, jak naukowiec badający myszy. Jednak te myszy miały ograniczony zasób cierpliwości. Gdy okręt po raz czwarty wyłonił się z nadprzestrzeni, zaraz po nim z warp wyskoczył okręt klasy Sovereign. Potężne promienie trakcyjne chwyciły okręt Ch’ef i unieruchomiły go – na tyle skutecznie, że maszyna nie była w stanie wskoczyć w nadprzestrzeń.
- Tu USS Denver do nieznanego okrętu. Znajdujesz się na terytorium Federacji Zjednoczonych Planet. Wyłącz napęd i wyjaśnij swoje działania, albo zostaniesz odholowany do bazy i aresztowany.
- Zuchwały – Ch’ef byli jedna z młodszych ras pośród Pierwszych. Podobnie jak Vorlonowie. I podobnie jak oni, byli bardzo pewni siebie. Czasami aż zbyt pewni…
Seria impulsów energetycznych uderzyła w pola Denver przeładowując je. Emiter wiązki trakcyjnej eksplodował uwalniając uwięziony okręt. Ch’ef odlecieli i tuż przed wejściem w nadprzestrzeń odwrócili się, aby móc ostrzelać zuchwały ludzki okręcik. Ludzie musza nauczyć się, gdzie jest ich… Pomarańczowe wiązki fazerów uderzyły w nano-pancerz okrętu Ch’ef anihilując błyskawicznie. Zrozpaczony pilot próbował wejść w nadprzestrzeń, ale uszkodzona maszyna już go nie słuchała… eksplozja oznajmiła śmierć jednej z najstarszych istot wśród Ch’ef. Pierwszą śmierć od tysiąca lat.


Enaid Akord, nadprzestrzeń
Głęboko wśród czerwono-czarnej pustki nadprzestrzeni spoczywała planeta. A w zasadzie coś, co Młode Rasy nazwałyby planetą. W rzeczywistości był to sztuczny twór. Strażnica zbudowana tysiące miliardów lat temu przez rasę, o której nie pamiętali nawet najstarsi. Zbudowana, aby strzec czegoś, nasłuchiwać i wyglądać w pustkę. Szukać zagrożenia z innego świata. Zbudowana przez rasę z innego świata służyła od dawna jako punkt spotkań dla starszyzny tego świata. W chwilach, gdy ci uznawali, że warto w ogóle ze sobą rozmawiać.

Teraz było warto. Otworzyła się granica do innego świata. Co gorsza, nowy świat nie był taki jak ten. I nie będzie mógł stać się zabawką dla spragnionych nowości Starszych. Część z nich przypuszczała, że to ich świat mógł się stać zabawkę dla tych z drugiej strony. Vorlonowie byli tego pewni. Poznali siłę ras z drugiej strony. Pozostali mogli zgadywać. Jednak zniszczenie rodzinnego świata Vorlonów mówiło dużo. Przebiegłe i niezwykle agresywne głowonogi nie były lubiane wśród Starszych, ale nikt nie kwestionował ich możliwości. Dlatego to, co stało się tak niedawno, było tak niepokojące.

Oni pamiętali. Pamiętali ostatni raz, gdy Vorlonowie w swojej pysze postanowili najechać inny świat. Gdy szukali miejsca, które dałoby im boskość. Oni pamiętali chaos i zniszczenia, gdy Śmierć zawitała do ich świata. Vorlonowie także pamiętali. Ale nie pojęli lekcji. I znów najechali obcy świat. Tyle że obcy świat odgryzł się. I to w sposób, jaki wielu uważało za niemożliwy. Oni widzieli. Ich Okręty, ich Oczy, oni sami byli nad Vorlonem i widzieli zniszczenia. Widzieli martwe, odsłonięte jądro planety, które jeszcze niedawno pokrywała gruba warstwa atmosfery – dom i studnia życia Vorlonów.

Obcy byli groźni. Obcy posiadali technologię, jaka w tym świecie nie miała prawa istnieć. Obcy ni bali się ich. Nie czcili ich. Nie mówili o nich w swoich legendach. Obcy byli groźni. A teraz byli tu. Pilnowali swojego świata. Pilnowali przejścia i pozwalali swoim okrętom latać po Ich świecie. To nie mogło być tolerowane. Musieli znaleźć rozwiązanie. Wszyscy razem. Inaczej staną się dla obcych tym, czym Dzieci były dla nich. Marionetkami. Zabawkami. Musieli znaleźć rozwiązanie.

Dlatego zgromadzili się na Enaid Akord. Pierwszy raz od dziesięciu tysięcy lat…

Baza Gwiezdna 1, orbita New Hope
Aiien wcisnęła dzwonek i uśmiechnęła się słysząc ponury dźwięki mszy żałobnej Mozarta. Drzwi otworzyły się i rozległ się ponury głos: Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie. Kobieta nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. Lekko zataczając się weszła do gabinetu admirała Styczyńskiego.
- A więc porzuciłaś wszelką nadzieję – usłyszała za sobą. Z cichym krzykiem podskoczyła i obróciła się. Widząc Jurka skoczyła mu na szyję. Po chwili zreflektowała się i odsunęła od niego.
- Sir, komodor Aiien Teer melduje powrót z misji zwiadowczej.
- Spocznij, pani komodor. Napijesz się czegoś?
- Chętnie. Masz jeszcze tą orzechówkę?
- Myślałem raczej o soczku owocowym, mała pijaczko – Jurek podszedł do barku i wyciągnął dębową beczułkę oraz dwa kieliszki. Nalał alkoholu i podał Aiien
- To za co się napijemy?
- Może – kobieta zastanowiła się – Może za tą część uniwersum. Ostatecznie w waszej jest dość spokojnie.
- Niech będzie. Za świat w którym żyjemy – wypili i usiedli na szerokiej kanapie.
- Jak tam twoja misja? Znalazłaś kogoś?
- Nadal jestem biedną starą panną – widząc spojrzenie Jurka parsknęła śmiechem – Żartuje. – admirał musiał zrobić jeszcze głupszą minę. Aiien tylko pogłaskała go po głowie, nie mogąc opanować śmiechu. – Biedny chłopczyk.
Jurek tylko uśmiechnął się, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć.

Eneid Akord
Młodzi już byli. Wiedząc jak ważne będzie to spotkanie, przysłali swoich najważniejszych reprezentantów. Kosh Naranek, Vorlończyk, unoszący się parę centymetrów nad podłoga na błyszczących energią mackach i z uwagę wpatrujący się w olbrzymi czarny stół pełen znaków wykreślonych przez nieznaną rasę. Przez miliardy lat Vorlonowie zdołali rozszyfrować tylko jeden znak, oznaczający śmierć.
Se’v’ebah z Sab’a. Dwumetrowa istota o trzech nogach i potężnych łapach zaopatrzonych w pazury równie potężne co moc umysłu istoty. Wpatrywał się swoimi klepsydrowatymi oczami w Kosha pragnąc zanurzyć swoje pazury w silikonowym ciele Vorloni, a macki umysłu w mózgu pełnym pokręconych i zdradliwych myśli świetlistej istoty.
Thee’n’Venn’Fger. Ithnaanin górujący nad zgromadzeniem. Wężowate cielsko o tysiącach oczu i setkach dłoni ignorowały wszystkich zgromadzonych w Sali. Ithnaanin był drugim pod względem wieku ze zgromadzonych tutaj i nie zależało mu na konwersacji z dziećmi. Ani na ich uwadze.
Tousalen, najstarszy ze Toralusów unosił się nad podłogą. Płaskie, ślimacze ciało błyszczało energią wypełniającą tą istotę. Oprócz Sab’a Torvalusi byli jedynymi z Pierwszych, którzy nie ewoluowali poza swe cielesne formy. Jednak w przeciwieństwie do Sab’a nie stanowiło to dla nich problemu. Zmysły Tousalena zbadały przestrzeń dookoła Eneid Akord i istota zadrżała. Zbliżali się. Niedługo tu będą.
On. Nie miał imienia, tak jak nie miał go nikt w jego ludzie. Ich zmysły pozwalały im rozróżniać się bez potrzeby prymitywnych imion, porozumiewać się bez potrzeby werbalnej komunikacji. Chmura ognia, jaką się stali gdy ewolucja zmieniła ich ciała w energię Wędrowiec z Sigmy 957 krążył po całej Sali badając każdy szczegół. Od miliardów lat jakie upłynęły od wyruszenia jego rasy w kosmos, Eneid Akord był jedyną rzeczą, jakiej Oni nie zdołali poznać… zawahał się i ‘odwrócił w stronę olbrzymich, mających prawie sześć kilometrów wysokości i dwa szerokości, drzwi.
- Już tu są – zadudnił jego głos i w tej samej chwili drzwi otworzyły się.

Baza Gwiezdna 1
Jurek leżał na boku i wpatrywał się w błyszczące od potu ciało Aiien. Nigdy nie spodziewał się, że sprawy zajdą aż tak daleko. Bogowie chrońcie, nie żałował tego co się stało, ale… cóż, romans między nim a Aiien był bardziej niż niepożądany. Jak Flota Gwiezdna się dowie, zrobi mu… Aiien westchnęła i obróciła się na bok.
- Jurek…- mruknęła nieprzytomnie szukając ręką jego ciała. Gdy je znalazła objęła go i zasnęła, szepcząc jeszcze pod nosem – kocham cię, draniu…
… a do diabła z Flotą pomyślał i pocałował czoło kobiety. Uśmiechnął się lekko i ostrożnie opadł na poduszki. Co by nie mówić miał ciężki dzień i musiał trochę odpocząć.

Enaid Akord
Przez chwilę zgromadzone w Sali istoty nie zauważyły tego, jednak cichy głos Tousalena zwrócił ich uwagę na nadchodzące istoty
- Nadchodzą…

Z mroku wyłoniły się trzy sylwetki. Stanęły na granicy światła i ciemności i przez chwilę obserwowały zgromadzonych. To były ich dzieci. Ich dziedzictwo. Lorien, najstarszy spośród Pierwszych był tak samo zdumiony tym miejscem teraz, jak za pierwszym razem, gdy je odwiedził. Zbudowane z materii, którą tylko myśl mogła przeniknąć, było tajemnicą nawet dla niego, najstarszej inteligentnej istoty tej galaktyki.
Xin’xtah, król Cieni, dzielił zdumienie Loriena. Był niewiele od niego młodszy, i tak jak dla niego, Enaid Akord było jednym z niewielu miejsc kryjących jakąś tajemnicę.
Triada nie była zainteresowana ani tym miejscem, ani zgromadzeniem, ale Lorien zaprosił ich tutaj, więc przybyli. Jedyni przedstawiciele swojej rasy, jacy kiedykolwiek się narodzili mieli za zadanie strzec równowagi w galaktyce. Miliardy lat temu tworzący triadę Tri walczyli między sobą. Teraz walczyli z innymi strzegąc równowagi. Ich miejsce było wśród gwiazd. Rozmowy dzieci i Starszych nie interesowały ich.

Baza Gwiezdna 1
Przestrzeń wewnątrz kwatery admirała Styczyńskiego zapadła się, pozostawiając tylko jego, wiszącego w ciemnościach. I pojedyncze, pomarańczowe oko wpatrujące się w delikatne, ludzki ciało.
- Obudź się. – zażądało oko i Styczyński otworzył oczy. Zdumiony przez chwilę rozglądał się dookoła
- O cholera, ale sen – odezwał się w końcu do siebie. Nigdy tego nie rozumiał, ale zawsze z jakiegoś powodu wiedział, że śni.
- To sen, ale to co zobaczysz będzie prawdziwe.
- Tia, pewnie. I co jeszcze? – odparł raczej sceptyczny Jurek. Co prawda w jego świecie istniały istoty mogące odstawić taką szopkę, z Q na czele, ale to raczej nie w ich stylu.
Oko, jakby rozumiejąc jego myśli skurczyło się aż stało się tylko fragmentem diademu na czole humanoidy ubranego w dziwne, skórzane szaty.
- To sen, ale to, co ci pokażę, dziecko innego świata, będzie prawdziwe… - przestrzeń eksplodowała i zanim Jurek mógł zareagować, znajdowali się w Eneid Akord.
- Ale szopka… za dużo wina, jasny gwint – mruknął Jurek… - hej, ciebie znam! – wskazał na Vorlona – Ty jesteś Ver’lann.
- Tak, to Kosh Naranek, najstarszy ze swojej rasy. Pozostali to przedstawicie wszystkich pozostałych w tej galaktyce Pierwszych. Wędrowcy, Ithnaan, Sab’a, Torvalus, Ci którzy są Cieniem Światła, Triada i Lorien, pierwsza inteligentna istota tej galaktyki.
- Niezłe zebranie. A ty? Czemu tam ciebie nie ma?
- My nie jesteśmy mile widziani. Zabraliśmy zbyt wiele życia, zbyt wiele dusz, aby być mile widzianymi pośród Pierwszych.
- Więc…
- Jakim cudem jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. To studnia dusz nas tu przeniosła.
- Studnia dusz? Nie przesadzasz z tymi bajkami.
- Jesteśmy dziećmi Loriena. Najstarszymi pośród starych. Patrz, obserwuj. To co usłyszysz, zaważy na losach tego świata.
- Tego? A mój świat?
- Twój jest bezpieczny. Oni będą się bali Śmierci czekającej po drugiej stronie. Nie przejdą przez korytarz. Patrz – istota wskazała na Kosha.

Enaid Akord
Kosh wskazał jedną z macek na Loriena
- Z drugiej strony nadeszło zagrożenie. Ludzie, sprzymierzeni ze Śmiercią…





TYTUŁ: Fatalne pomyłki II
AUTOR: Jerzy ‘Zarathos’ Jabłoński
KONTAKT: zarathos1@poczta.onet.pl
OCENA: ŻÓŁTA – PG-13
PRAWA WŁASNOŚCI: TA HISTORIA MOŻE BYĆ DYSTRYBUOWANA BEZ ZGODY AUTORA TAK DŁUGO, JAK DŁUGO NIE WIĄŻE SIĘ TO Z UZYSKIWANIEM KORZYSCI MAJĄTKOWYCH W ŻADNEJ FORMIE.


------------------------------- Copyright/Disclaimer Notice -------------------------------
Pełen spis praw własności nie należących do autora zostanie umieszczony na końcu opowiadania. Chciałbym tylko zaznaczyć, że nie jestem właścicielem żadnej rzeczy umieszczonej w tym opowiadaniu, a będącej pod ochroną praw autorskich któregokolwiek ze studiów. Tylko część postaci oraz technologii należą do mnie i biorę za nie pełną odpowiedzialność.

TO STWIERDZENIE MUSI POZOSTAĆ W NIEZMIENIONEJ FORMIE PODCZAS DYSTRYBUCJI OPOWIADANIA.
---------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział 6


Widziałem rzeczy, które wam, ludziom, nawet się nie śniły.
Okręty sunące ku ramionom Oriona.
Oglądałem strumienie elektronów skrzące w wiecznym mroku bramy Tennhausera.
Wszystkie te chwile
rozpłyną się w wieczności
Jak łzy wśród deszczu.



San Francisco, biuro głównego konstruktora, 12 miesięcy po naradzie ‘Pierwszych’

Admirał Jerzy Styczyński wpatrywał się w okręt klasy Deadalus służący jako pomnik i upamiętnienie projektu, który uratował Ziemię przez Romulanami. Projektu opracowanego w tej właśnie stoczni. Jednak widział nie bulwiastą sylwetkę pierwszego okrętu Federacji, ale Potężną bitwę jaka rozegrała się dwanaście miesięcy temu w systemie New Hope. Bitwy, która kosztowała życie wielu jego przyjaciół… i jedynej osoby, jaką kochał.

Narada ‘Pierwszych’ zakończyła się tak, jak można się było tego spodziewać. Jurek zresztą nawet nie specjalnie się temu dziwił – ostatecznie sam chciałby wyrzucić ze swojego świata obcych, którzy mówią innym co im wolno a co nie. Zdziwiła go tylko gwałtowność i skala ataku. Wszystkie rasy zgodziły się przysłać całe swoje siły… armada okrętów jakie wyszły z nadprzestrzeni na obrzeżasz układu, rozciągała się na miliony kilometrów.
Jego siły odpierały ataki, podczas gdy naukowcy po drugiej stronie korytarza usiłowali znaleźć sposób na zamknięcie przejścia i nie dopuszczenie obcych do ich uniwersum. W końcu się to udało. Jego flota, a raczej jej niedobitki, zdołały przelecieć na drugą stronę, zanim przejście się zamknęło… Stracił wszystkie bazy gwiezdne i prawie dziewięćdziesiąt procent swoich sił. Wróg zapłacił cenę za to zwycięstwo i zapłaci pewnie znacznie większą. Po drugiej stronie pozostali Klingonie i Romulanie… ciekawe jak Pierwsi poradzą sobie z rasami, które nie mają Pierwszej Dyrektywy i nie będą miały oporów przed dzieleniem się swoją technologią z innymi. Jurek przypuszczał, iż prędko ci, którzy ich stamtąd przegnali, obudzą się z ręką w nocniku. I pożałują, iż Federacji już nie ma. Bo tylko oni mogli zagwarantować iż ich technologia nie wpadnie w ręce ras z drugiego uniwersum.

No i Aiien… Jurek widział, jak jeden z Minbarskich okrętów, wspierający Vorlonów dokonuje abordażu jednostki Aiien. Był za daleko, aby móc jej pomóc… ale wystarczająco blisko, aby móc obejrzeć przekaz tego, co Minbarczycy z nią robili… krzyki kobiety którą miał odwagę pokochać, męczyły go do teraz… no ale przynajmniej dopilnował, żeby ci dranie nie mieli gdzie wracać. Odpalone w warp torpedy z głowicami grawimetrycznymi rozerwą tą ich lodową planetkę na strzępy. Podobnie jak zniszczyły układ, który musieli opuścić.

Odwrócił się od okna i westchnął. Po tej klęsce zdecydował się opuścić okręt i przejść do korpusu inżynieryjnego. Zawsze lubił projektować okręty… może uda mu się zrobić taki, który będzie chronił załogę w sposób absolutny…

Uniwersum 2, orbita Minbaru
Z bitwy z obcymi wróciło sto dwadzieścia dziewięć z tysiąca sześciuset okrętów jakie Minbari wysłali na pomoc Vorlonom i innym Pierwszym. Teraz krążyły wokół olbrzymiego pola asteroidów, w jakie zmieniła się ich planeta. Ich rasa była zgubiona. W koloniach nigdy nie było wielu Minbari, większość mieszkała tutaj… już dostawali pierwsze meldunki, o okrętach Vree i Centauri szarpiących ich granicę. Trzon floty został zniszczony, teraz tylko oni mogli upilnować…

Pięćdziesiąt siedem okrętów zmaterializował się o sekundę świetlną od Minbari. Zanim ci zdołali zareagować, promienie disruptorów uderzyły w ich kadłuby. Gdy parę chwil później wygasły eksplozje, ostatnia nadzieja Minbari była już tylko wspomnieniem. Klingońskie okręty zamaskowały się i wzięły kurs na najbliższą minbarską kolonię…

Sto dwadzieścia lat później
Olbrzymi okręt majestatycznie opuszczał orbitę Vulcanu. Nazwana tak na cześć ojczystej planety Rihhansu planeta stałą się domem założonego sto dwadzieścia lat temu Imperium Klingońsko-Romulańskiego. Ten świat był teraz ich domem, ich dziedziną, gdzie władali niepodzielnie, tak jak powinni to czynić w swoim świecie. Tam się nie udało, jednak tutaj nie było Federacji, która pilnowałaby każdego ich kroku. Okręt Cieni zmaterializował się tuż koło nich. Sojusznicy weszli do tunelu transwarp i pomknęli przez międzygalaktyczną pustkę. Czekało na nich nowe terytorium, gdzie trzeba było nauczyć Młode Rasy znaczenia chaosu i wojny…

Użytkownik ArTi edytował ten post 08.12.2004 - |13:00|

  • 0
Być człowiekiem to znaczy zmieniać się by stać się lepszym
J.L. Picard


Teoria jest wtedy gdy nic nie działa choć wszystko jest wiadome.
Praktyka jest wtedy gdy wszystko działa choć nikt nie wie dlaczego.
Łącze teorie z praktyką, nic nie działa i nikt nie wie dlaczego




Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych