Agitacja - działalność prowadząca do zjednania zwolenników dla jakiejś sprawy, idei, poglądów; propagowanie haseł albo ideologii.
Kompletnie nie rozumiesz ani wielu punktów tego co powiedziałem, ani definicji jakie przytaczasz. Ba - nie rozumiesz czegoś znacznie ogólniejszego, że słowa nie oznaczają dokładnie tego co masz w definicji słownikowej. Gdyby słowu agitacja przypisać dosłowną definicję jaką przytaczasz, to jakiekolwiek wyrażenie własnego zdania w celu przekazania racji (próby przekonania) wobec osoby trzeciej byłoby agitacją, co jest oczywistą bzdurą. Słowo te rezerwujemy dla znacznie bardziej wyrachowanych działań, działań organizujących jakiś ruch wokół pewnej ideologii, bądź działań w postaci celowego kłamstwa (co zakłada znajomość prawdy przez agitatora lub jego mocodawców). Praktycznie każde dzieło sztuki pisanej czy filmowej byłoby w świetle tej Twojej definicji agitacją, bo niemal każdy autor chce nas do jakiejś wizji przekonać - mniej czy bardziej otwarcie. Nikt nie bierze się za pisanie dopóki nie uzna, że ma coś do powiedzenia; a w przypadku sztuki wysokiej owo "do powiedzenia" najczęściej oznacza właśnie jakąś nową syntezę rzeczywistości bądź jej aspektu.
EDIT: Rozważmy coś innego. Weźmy np. powieść tendencyjną jaką można w największej mierze uważać za próbę agitacji, gdyż powieści te pisano w ramach pewnego ruchu społecznego w pewnych określonych celach zewnętrznych od dzieła sztuki i w pełnym podporządkowaniu tym celom. Obecnie wyszczególniamy coś takiego jak powieść tendencyjna, znamy ruch pozytywistyczny w jakim się wyrodziła, wiemy jakie były jego cele itd. Czy propaganda wyrwana z kontekstu w którym żyła nadal jest propagandą? Otóż jest to więcej, niż wątpliwe. Można co najwyżej mówić o działalności propagandowej, ale samo dzieło sztuki nie może być samo w sobie propagandą, może co najwyżej mieć charakter propagandowy (co zawsze odnosi się do czegoś poza, do jakiejś społecznej działalności, albo nie znaczy absolutnie nic - chyba tyle, że według kogoś a kogoś autor się mocno mylił, bądź celowo kłamał, bądź popełnił tę straszliwą zbrodnię, że podporządkował dzieło głównej myśli*). Dla nas powieść tendencyjna nie jest propagandowa. Dzieło Roddenberrego nie było takie od samego początku, gdyż nie uczestniczyło w żadnej działalności propagandowej, nie miało organizować żadnego zaplecza wokół jakiejś ideologii, żadnego ruchu, miało być - jak każde dzieło sztuki - przedstawieniem pewnej autorskiej wizji z którą można się zgadzać lub nie. dlatego nie jest to agitacja.
* czego uważanie za agitację (tzn. uznanie na tej podstawie samego dzieła sztuki za jakąś manipulację, za propagandę) jest bzdurą, bo dopóty autor nie łamie przyjętych zasad i nie mąci między wierszami, możemy oceniać sztuczność bądź trafność tezy dowodzonej przez przebieg powieści na podstawie tego, czy interakcje w powieści uważamy za przekonujące (i choćbyśmy żyjąc w XIX wieku nie znosili sufrażystek i wiedzieli, że Orzeszkowa napisała "Martę" w celach agitacyjnych, to jeśli interakcje w tej powieści wydają się nam przekonujące tzn. pod interesującymi nas względami możliwe czy prawdopodobne, to jako inteligentni ludzie musimy przyznać, że coś jest nie tak z naszym stosunkiem do kobiet; i czym wtedy byłaby owa agitacja w Marcie - jakimś pojęciowym potworkiem, który nic nie znaczy, bo ta powieść wyrażałaby po prostu pewną wizję rzeczywistości jak każda inna powieść i to na dodatek trafną); a jeśli nie wydają się nam przekonujące i nie zgadzamy się z tezą to wciąż - ponieważ kontekst jest jasno ustalony (np. w ST jest jasno ustalone, że to świat bez głodu, bez pieniądza etc. co można ocenić jako nierealne, ale przyjąć jako hipotezę) - możemy się z tego wiele nauczyć bez groźby ulegnięcia manipulacji (wtedy uczymy się w trybie: "co by było gdyby i jak to ma się do tego jak jest"). Bez ogródek - w takim wypadku zmanipulować daje się tylko głupek przez swoje niezrozumienie (np. nie przełączenie się we wspomniany tryb). Za głupotę widza nie można jednak winić twórcy i przypisywać mu jakichś urojonych motywacji.
Na koniec - gdybyś się czepiał, że zacząłem używać pojęć takich jak propaganda, manipulacja etc. a Tobie chodzi o agitację, to odpowiadam, że bez 'organizowania jakiegoś ruchu' (zwolenników - jak stoi nawet w Twojej definicji, a to słowo nie oznacza po prostu kogoś kto ma pewne poglądy, ale jest bliższe 'wyznawcy', a więc osobie aktywnie opowiadającej się za tymi poglądami, działającej w ich imię przynajmniej poprzez widoczne na zewnątrz zaangażowanie intelektualne, osobie ukierunkowanej w stronę jakiegoś istniejącego ośrodka intelektualnego, politycznego, czy społecznego) albo bez 'manipulacji' jako współznaczeń słowo 'agitacja' jest pozbawione sensu. Inaczej nazywalibyśmy agitacją dowód matematyczny; albo - gdybyś na to odpowiedział, że agitacja musi dotyczyć czegoś co podlega interpretacji, a dowód matematyczny z grubsza nie podlega - jakąkolwiek interpretację, gdyż interpretując coś na użytek jakikolwiek inny niż własny, opowiadamy się za tą interpretacją wobec osób trzecich - przynajmniej na zasadzie autorytetu naszej osoby. Zresztą interpretacja niemal zawsze zakłada przekonywanie do tej a nie innej racji, motywowanie wyborów, a więc perswadowanie ich (w każdym razie od szczebla szkoły podstawowej to zakłada

). Dokonanie interpretacji nie jest jednak od razu byciem jej zwolennikiem (byłoby dość naciągane użycie tego słowa), to w ogóle głupio nawet brzmi żeby być zwolennikiem własnej intepretacji (można, ale jeśli ta interpretacja urośnie do czegoś ponad np. do dysputy między ośrodkami akademickimi). Właśnie dlatego, że słowo zwolennik konotuje istnienie jakiegoś ruchu, jakiegoś ośrodka intelektualnego, którego można być wyznawcą, jakieś grupy świadomej wspólnych celów czy obyczajów. Mówimy zwolennik optymatów, nie mówimy - zwolennik uciekania z lekcji (chyba, że żartem, a o ile lepiej brzmi: "zwolennik kultury wagarowiczowskiej" bo kultura to właśnie coś ponad, jakiś ruch i te słowo tutaj właśnie pasuje).
uwielbiam dyskutować z ludźmi takimi jak Ty; wystarczy was, zacytować, by obnażyć sprzeczność stanowiska; słyszałeś o reductio ad absurdum?; właśnie to zrobiłeś ze swoim stanowiskiem tym postem;
Tak Ci się tylko wydaje - niczego jeszcze nie wykazałeś. Ja za to uwielbiam ludzi, którzy bronią się definicjami słownikowymi kiedy użyją słowa bez jakiegokolwiek zrozumienia jego intencji i bogactwa kontekstów w jakie to słowo wchodzi. Słyszałeś o tym, że znacznie powstaje poprzez różnice, a nie jest ustalone? To najbardziej owocna interpretacja języka XX wieku, a Ty właśnie jej przeczysz.
teraz przeczytaj definicję u góry(tak, ze zrozumieniem trzeba czytać
);
Przeczytałem - i??? Czytać należy nie tylko ze zrozumieniem, ale z odrobiną chociażby zdrowego rozsądku, bez pseudonaukowej naiwności (definicje, hehe). Faktem jest, że agitacja najczęściej służy celom politycznym i jako taka odnosi się przede wszystkim do wpajania odpowiedniego spojrzenia na pewne fakty, ustawiania ich w odpowiednich kontekstach, co oczywiście wiąże się też z przesunięciami pojęciowymi - dlatego napisałem 'przede wszystkim', bo to otumanienie ludzi w ich zdolności interpretacji faktów jest przyczyną celową większości agitacji. Przesunięcia pojęciowe to tylko środki - choć w nich się zawiera moc propagandy i jej uporczywość (trudność odwrócenia).
1)bzdurna ekonomia;
2)zniknięcie jakichkolwiek religii ciągu kilkuset lat;
2 najbardziej rzucające się w oczy;
I tutaj właśnie nie zrozumiałeś. Chodziło mi o to, że w ST istnieje całe mnóstwo stałych z którymi można się nie zgadzać i które mogą być również niewykonalne, ale znaczą wiele już przez to, że są stałymi. Oznacza to, że nie żongluje się psychologią postaci (niezbyt zresztą zaawansowaną), czy prawdopodobieństwem z odcinka na odcinek - nie zmienia najczęściej w nieuczciwy sposób świata przedstawionego, ażeby czegoś dowieść. Oznacza to, że te stałe można interpretować jako kontekst i odczytywać "dowody" w tym kontekście, te stałe to jakby główne i niezmienne przesłanki. Nie wiem czy wiesz, ale fantastyka (również naukowa) czasami potrafi coś powiedzieć o nas takiego czego nie potrafi żaden realistyczny gatunek właśnie dlatego, że dokonuje nierealnych założeń. Niektórzy hardcorowi i powiedziałbym zamknięci na pewne fakty fani sci-fi tego nie rozumieją i dla nich wartościowe są tylko takie założenia, które są - według ich wydumek najczęściej - możliwe w przyszłości. A to jest absurdalne podejście - chociaż sam lubie hard sci-fi, to wiem, że nie tylko ono potrafi coś wartościowego pokazać. Wprowadzając jakąś zdawałoby się całkowicie wydumaną różnicę można np. odkryć, że w tym nowym systemie po przyporządkowaniu zasad moralnych do sytuacji według naszych obecnych wzorców istnieją sytuacje w których te zasady stają się sprzeczne lub są bezradne (np. problem sądzenia o zbrodnie hosta i symbionta w DS9 - nie ważne, czy host i symbiont działają na jakichś możliwych zasadach biologicznych, mogłoby to być coś dużo bardziej wydumanego, chodzi o to, że to stawia problem zupełnie gdzie indziej, niż dywagacje o przyszłości nauki i mówi o nas współczesnych, o naszych pojęciach). I takie odkrycia nie są kwestią czysto akademicką, pozwalają odkryć nasze ograniczenia, często zrozumieć podłoże naszych pojęć i przekonań, powiedzieć coś o nas współczesnych.
patrzysz, ale nie widzisz; to się nazywa z kolei oglądanie bez zrozumienia;
Widzę doskonale, może po prostu nie jestem uprzedzony, ale i nie pozwalam sobie czegoś wmawiać, nie muszę więc się bać że zmanipuluję sam siebie oglądając coś z czego przesłaniem dajmy na to akurat się nie zgadzam.
jak potrzebujesz pytań tej natury to sięgnij do np. "Sein und Zeit"
Ale żeś zaszpanował - niemiecki tytuł. Po polsku nie łaska? "Bycie i czas" czytałem jakiś czas temu i tak się składa, że w ST niektóre kwestie nie mniej zastanawiają, niż dzieło Heideggera. Co tu się oszukiwać - sci-fi właściwie z natury rzeczy winna być filozoficzna.
proszę, daruj mi tego typu wynurzeń
Ja wiem - to jest tak trudno zrozumieć, bo jest tak proste. To, że niektórzy uważają za banał kwestie, które słyszeli wiele razy i właściwie to oznacza dla nich owo słowo (oklepaną formułę), a większość z nich nawet tych "banałów" nie zaczęło rozumieć nie jest dla mnie nowością. Ale to też banał.
Użytkownik Prakosmiczny edytował ten post 06.03.2009 - |12:06|