Postać Baltara jest archetypem naukowca. Nie takim jakimi większość z nich jest, tylko jak społeczeństwo ich postrzega. Takie skrzyżowanie naiwnego badacza sidemsto-osiemnasto-wiecznego, który działa w każdej dziedzinie, roztargnionego i zdziwaczałego Einstaina i ezoterycznego, działającego na granicy nauki i metanauki Tesli.
Tak jak napisałem wcześniej - szalony naukowiec rodem z kreskówki. W gruncie rzeczy jeśli, rzeczywiście taki był zamiar, to trochę urąga inteligencji widzów.
Uważam, że Baltar mógłby być jedną z najciekawszych postaci serialu, jeśli zostałby odpowiednio poprowadzony. Najlepszy materiał ze wszystkich na postać tragiczną - niestety zostało to zmarnowane, dostaliśmy głupkowatego oszołoma, którego przy życiu trzyma jedynie instynkt samozachowawczy. Nie wiem dlaczego jak patrze na Baltara z perspektywy całego dotychczasowego przebiegu serialu, to mam jakieś, bardzo zresztą odległe, skojarzenia z Londem Mollari, tyle, że historia tego ostatniego bije na głowę historię Baltara.
a może Kara jest zwyczajnym człowiekiem tylko ta 'trzecia sila', ktorej istnienie podejrzewamy skopiowalo ją i jej vipera kiedy jej się kopnęło w kalendarz?
W takim razie wszyscy jesteśmy Cylonami. Nawet jeśliby uznać, że została sklonowna, to jeszcze trzeba by skopiować/przenieść jej świadomość. A więc DOWNLOAD. I czym wtedy ludzie różniliby się od Cylonów? Już wiem! Świecącymi kręgosłupami...

Może przesadzam, ale przez cały serial mam wrażenie (może mylne), że cały czas usiłuje się nam pokazać, że ludzie i Cyloni są do siebie bardziej podobni niż od siebie różni.
A nie pomyśleliście, że oni to mogą traktować jako zwykłe Źródło historyczne? Rękopis opowiada w końcu o czymś, co jak mieli okazję zobaczyć naprawdę się wydarzyło. Osobiście przekonali się, że Kobol istnieje, natrafili na ślady wędrówki Trzynastego Plemienia. Tak więc to już nie są tylko słowa starożytnej narkomanki, teraz to jest tekst historyczny ubrany w starożytną konwencję.
Dziwne w tym wszystkim jest tylko to, że zamiast zaangażować w prace komisję historyków i lingwistów (jacyś chyba przetrwali?) pozwala się decydować pani prezydent.
Tutaj się nie do końca zgodzę z dwóch powodów:
1. w tym serialu wszystko ma swoje zabarwienie emocjonalne, więc to, że coś jest TYLKO jakimś źródłem historycznym raczej odpada
2. pomijając punkt 1. Zwoje Pytii są bardziej jak Biblia niż jakaś książka historyczna. Biblia też opisuje zdarzenia historyczne (z pewnej perspektywy), tylko, że dosłownie interpretują ją tylko grupki sekciarzy. Poza tym zwykłe traktaty historyczne też są oceniane/interpretowane przez specjalistów a nie jakąś nauczycielkę, która wierzy, że jest zbawicielem ludzkości.
Użytkownik graffi edytował ten post 17.01.2009 - |17:46|
In the grim future of Hello Kitty there is only WAR...