+ Stargate: SG-1 i Stargate: Atlantis od nowa +
I znowu
9. Serial trzyma poziom, odcinki świetne, ale, jak już powiedziałam, 10 należy się tym wybranym

.
Odcinek ten trzyma w napięciu cały czas. Pierwszy raz Wrota nam się przeładowywują, psują i Siler rusza do akcji. Walter też jest zaniepokojony i głęboko poruszony tajemniczym zniknięciem Sam i Jacka.

Trochę zdziwił mnie komentarz, że Daniel zaczął myśleć. On ciągle myśli, a że sam rozgryzł działanie Wrót, to musi mieć o nich jakieś pojęcie. Tutaj rzeczywiście popisał się bystrością, choć nie jest ekspertem od ich działania, fizykiem ani astronomem, wpadł na pomysł, gdzie mogli trafić jego przyjaciele. Jak widać, jest wszechstronny.
Podobały mi się tu relacje Sam i Jacka. Surowe teksty typu: "- To rozkaz", "- Tak jest", itp. przeplatane troską o drugą osobę i bliskością. Widać, że między nimi już wtedy iskrzyło i to mocno. Dowiedzieliśmy się, że Carter nie jest dobrą pielęgniarką

. Straszny był widok potłuczonego i "umierającego" O'Neilla, plującego krwią i chcącego za wszelką cenę ocalić Sam, nawet, jeśli miałaby go zostawić w tym lodowym pustkowiu i wyrszyć po pomoc z resztką zapasów. Godne podziwu. W Solitudes bardzo spodobała mi się gra aktorska Richarda i Amandy, była bardzo poruszająca... No i mocny ship był!

Teal'c mało mówi, ale i tak teraz wydaje się gadułą w porównaniu z sezonem 7 i 8, gdzie jego rola ograniczała się do podniesienia brwi, lub powiedzenia: "- Indeed", lub "- I do not know this technology" itp. :/ Trochę dziwna jest ta jego kwaśna mina a'la podkowa. No ale cóż, to nie od niego zależy. On i tak stara się być przyjaznym na tyle, na ile pozwala mu bycie Jaffa

. Zainteresowała mnie też pewnego rodzaju telepatia w SG-1. Kiedy Daniel chodził niespokojnie po pomieszczeniu mówiąc, że coś przeoczył, Sam robiła to samo grzebiąc w DHD. Oboje byli pewni, że coś zgubili w tych poszukiwaniach. Sam w końcu się poddała, bo nie potrafiła naprawić działania Wrót, ale Daniel zachował zimną krew i rozgryzł zagadkę.
Pojawiła nam się tu bardzo ważna rzecz, a mianowicie - drugie ziemskie Wrota. Nieźle jeszcze namieszają nam w serialu, zwłaszcza maczać w tym paluchy będą uparci Rosjanie i Chińczycy, ale ciii... Spoilerować nie można! Trzeba przyznać, że napięcie cały czas towarzyszy temu odcinkowi, zwłaszcza wtedy, kiedy ogląda się go pierwszy raz. Dobre było skojarzenie z telefonem i zajątą linią. Ha, i wreszcie powiedziane mamy, dlaczego przy włączaniu Wrót nic się nie trzęsie! Amortyzatory zamontowali! No tak, to jeszcze rozumiem. Ale dalej niewyjaśniona zostaje sprawa mrozu przy wyprawach przez tunel. W przestrzeni bezwymiarowej chyba piekarnika nie zainstalowali

.
Humoru było pod dostatkiem, fabuła bardzo dobra, gra aktorska również. Scenografia... śnieżno-lodowa, ciemna, przez co czasami mało widziałam na ekranie, ze względu na to, że serial oglądam późnym popołudniem, kiedy jest jeszcze dość jasno na zewnątrz. No i mamy drugie Wrota, rzecz wielce istotną w późniejszych odcinkach! W całokształcie świetny odcinek.
Użytkownik Darth Paula edytował ten post 09.04.2007 - |20:20|