Skoro mają być podróże w czasie w drugim filmie, to wg. mnie wojna z Ori powinna skończyć się "remisem", kiedy SG-1 ma uruchomić broń Merlina, wkraczają Ascendenci, ponieważ ta broń zmiotła by z wszechświata wszystkie postanie "energetyczne", nie tylko Ori... Niestety stawiają oni warunek, że program gwiezdnych wrót musi zostać zamknięty i ludzie raz na zawsze muszą się pożegnać z tym wynalazkiem w zamian za bezpieczeństwo galaktyki. W tym momencie Carter można wysłać do Atlantis, którego mieszkańcy decydują się tam zostać i zostaje zerwany kontakt z ziemią, ponieważ statki kosmiczne zostały zniszczone w czasie walk z oddziałami Ori. Budowa kolejnego zajmie trochę czasu, a o paliwo tez ciężko, bo na ziemi nie ma sprawnego ZPMu... Natomiast przy samym demontażu wrót i broni Merlina następuje wypadek i grupa ludzi będących bezpośrednio przy nich znika, niewiadomo gdzie... Nikt nie wie co się stało, natomiast oni lądują w czasach, kiedy pradawni dopiero budowali sieć wrót przy pomocy prymitywnych statków kosmicznych, poznawali inne cywilizacje/istnienia. Pradawni też są zdziwieni, grupa opowiada im o wypadku i swoich czasach. Po pewnym czasie pradawni spotykają cywilizację na swoim poziomie i tworzą przymierze ku rozwojowi nauki i tu jest początek przymierza ras... A nasi bohaterowie pracują razem z pradawnymi nad technologią na postawie swojej wiedzy z przyszłości i nad poszukiwaniem pozostałych 2 ras, ponieważ w spotkaniu ich i przyspieszeniu rozwoju technologii jest jedyna nadzieja na powrót do swoich czasów...
Jeśli jakieś nieścisłości powstały w moim przekazie, proszę o uwagi i propozycje

, zmodyfikuję/rozbuduję moją wizję...