Generalnie spodziewałam się większej "bomby" jak na koniec serii.
Witam
Ja pamiętam, zaraz po seansie byłem wściekły. Wogóle mi się nie podobało - ale właściwie nie odcinek ale sam fakt zakończenia SG-1. A SGA jakoś na początku nie trawiłem i go sobie odłożyłem na po finale SG-1. Trauma była tym większa, że do SGA trudniej mi było przywyknąć, niż tym, którzy oglądali je równolegle z SG-1.
Ale troszkę czasu minęło i zacząłem sobie powtórki z SG-1. I wtedy, już na spokojnie, jak doszedłem do Unending - to czapki z głów. To genialny odcinek i jako zakończenie serii i całości.
W odcinku skupiliśmy się przecież na tym co było najważniejsze w całej serii: i na postaciach i na tym czym jest s-f.
A pod tym wzgledem była to emocjonalna jazda po neuronach - co wyraźnie sobie można przypomnieć jak się przeczyta cały ten wątek i te dyskusje z rozwiązaniem Sam.
Ostatnia scena - przejście przez wrota - która, mnie za pierwszym razem dobiła (jak to? taaaaki serial skasowali, a oni sobie na kolejna wyprawę i ja tego nie zobaczę) - teraz jawi mi się jako absolutnie logiczny koniec. Nie byle jaki koniec.
Tak się buduje legendę s-f.
10na10za10
1000 punktów

PZDR
Użytkownik xetnoinu edytował ten post 13.10.2009 - |20:07|