S.King i "Carrie" - książka poruszająca tematykę telekinezy oraz nanorobotyki.
Arwenko, Słonko, gdzie w "Carrie" było coś o nanorobotyce?

W skrócie, z tego co pamiętam, bo dawno już czytałem, to było tak: (spoilery dotyczące "Carrie") była sobie mała Carrie, która dorastała pod opieką matki, religijnej fanatyczki. Ale takiej naprawdę, naprawdę fanatycznej. Dziewczyny z klasy miały Carrie (Carrie White IIRC) za dziwadło i nic dziwnego w sumie. No i pewnego razu pod prysznicem Carrie dostała pierwszej miesiączki. Dziewczyny obrzuciły ją tamponami, a ona się wkurzyła i zrobiła niezły rozpiździel pod tymi prysznicami. Narodziły się wtedy jej moce telekinetyczne więc sama była zdziwiona. Wróciła do domu, ale matka ją tylko okrzyczała, że za szybko dorosła i że jest brudna i powinna się wstydzić. Każdy by zdziwaczał. Na domiar złego 'koledzy' ze szkoły postanowili zrobić jej dowcip. Zaczęli ją ciągać na imprezy, udawać, ze im się podoba, zaprosili na bal maturalny i nawet zamiąchali tak, że została królową tego balu. Carrie cała w skowronkach poszła odebrać koronę, a tu łyyych, z sufitu spadło na nią wiadro pełne krwi. Carrie się wkurzyła i całe miasto sfajczyła, a sama na koniec kipnęła... Jak więc widać miejsca na nanoroboty za dużo nie ma

A żeby tak wrócić do "Lost" to sobie napiszę, że modyfikując moje różniaste teorie i dokładając do nich to co powiedział Ben o mieszkaniu na Wyspie od zawsze, to choć przeczy temu wiele

to dla pofantazjowania napiszę, że dawno dawno temu, gdy na Wyspie urzędowało jeszcze US Army, postanowiono zrobić eksperyment. Sprowadzono światowej sławy pana doktora Christiana Shepparda (ew. już tu był i trząsł wszystkim) zakombinowano genetycznie i stworzono spora liczbę dzieciaczków. Połowa została na Wyspie, połowę wysłali w świat. No i teraz wszyscy spotkali się z powrotem na wielkim rodzinnym zjeździe (powiedzmy, że sporo embrionów było zamrożonych na zaś, stąd róznica wieku), a Christian siedzi w krzakach i notuje spostrzeżenia.
Bezpłciowa sygnatura zgodna z regulaminem.