Po gromach, jakie na mnie spadły po skrytykowaniu postaci Sam i Jack’a, postanowiłem, że napisze w końcu jakiegoś posta o postaci, którą lubię, która mi się podoba – żeby była jasność że nie wszystko w serialu uważam za złe.
Janet Fraiser – poraz pierwszy pojawiła się w odcinku 1x04 - THE BROCA DIVIDE i na dobre zadomowiła się w serialu. Mimo że jest postacią drugoplanową stała się jakby członkiem SG-1.
To chyba jedna z niewielu postaci, która jest idealnie dopasowana do tego serialu. Nie jest geniuszem, ale nie jest też przeciętniakiem. Jest dobra w tym, co robi – nie kryje tego, że o wielu rzeczach nie ma pojęcia stwierdzając „to nie moja liga”.
W przeciwieństwie do Sam jest bardziej naturalną postacią, jak dal mnie określił „bliższą rzeczywistości”. Jest kobietą, która stoi twardo na ziemi, która w swoim życiu miała wiele wesołych, ale i smutnych chwil. Po rozwodzie, rzuciła się w wir pracy (tak mi się wydaje), ale największym jej marzeniem pozostała chęć posiadania rodziny. Bez wahania zgodziła się adoptować Casandrę, którą pokochała jak własną córkę, i dla której zrobiła by wszystko – odcinek „RITE OF PASSAGE” pokazał wyraźnie, do czego jest zdolna, kiedy chodzi o życie Casy. Oprócz tego, że jest kochającą matką, jest niezwykle uczuciową i opiekuńczą kobietą, co widać już w odcinku 1x04 . W tym samym odcinku można było odnieść wrażenie, że między nią a Jackiem pojawiła się jakaś iskra- na moje nieszczęście zgasła w tym odcinku
Janet nie jest waleczną kobietą (żołnierzem), co akurat uważam za jej plus – tu wychodzi jej prawdziwa osobowość. Nie jest doskonała, nie potrafi wszystkiego tak jak Sam – nawet w biologii nie jest wszech ekspertem. Ciągle się uczy, zdobywa nowe doświadczenia, i nie poddaje się bez walki. Potrafi „walczyć” o swoich przyjaciół jak lew
Taka mała, krucha, osóbka po której wydawało by się że nie można się spodziewać niczego niezwykłego. Nic bardziej mylącego – jest chyba jedyną postacią (oprócz Teal’ca) w serialu która posiada własny unikalny charakter – i nie jest on zmienny jak chorągiewka. W każdym odcinku mamy tą samą Janet (w przeciwieństwie do innych bohaterów). Jej postać bardzo rozwinęła się na przestrzeni całego serialu, widać jak wiele się nauczyła, jak bardzo zżyłą się z całym SG-1.
Niewątpliwie Tery stworzyła swoją grą aktorską, postać godną uwagi i nietuzinkową. Coś mi się wydaje że to właśnie ona miała największy wpływ na kreowanie postaci Janet (scenarzyści skupili się na kształtowaniu bohaterów SG-1 – widać z jak miernym skutkiem), co wyszło tej postaci na dobre.
A pozatym Tery to „niezła laska”, jak dal mnie najładniejsza kobieta w całym serialu (nio może z razem z aktorką grającą Anise) – i co z tego że jest niska, co prawda rexus lubić duże i kolorowe, ale dla Janet rexus zrobić wyjątek . Dla rexusa Janet być ideał
A niech mi ktoś złe słowo powie o Janet to wychłostam
lub napisze posta jednozdaniowego to toporkiem przez łeb dostanie
Użytkownik rexus edytował ten post 18.11.2003 - |21:34|

Logowanie »
Rejestracja









