Zacząłem ten temat, bo jak zapewne nie tylko ja na tym forum jestem "ścigany" przez wojsko. Właśnie dzisiaj przyszedł do mnie kolejny "bilecik". No i jak większość bronię się, żeby nie pójść, więc zaczynam sobie tworzyć linię obrony. Zacznę może od faktów. Mam w tej chwili 23 lata z małym kawałkiem, stałą pracę (tzn. umowa podpisywana co 6 miesięcy, konczy sie teraz pod koniec lipca, ale wiem, że będzie przedłużona). Nie wiem teraz jak podejść kolesia w WKU. Raczej wątpie, by łyknął to, że mam "stałą" pracę. Dla nich stała praca chyba nie ma znaczenia.
Inną możliwością jest nagadanie mu, że chcę wyjechać do Anglii (bo taka możliwość jest, teoretycznie nawet zaraz). Ale co jeśli koleś powie, że "nie będzie uciekania" i od razu wstawi mi pieczątkę (czy co tam dają)?
Ogólnie wydaje mi się, że to będzie znacznie zależeć od tego, na kogo trafię. Jeśli trafię na służbistę, to mogiła, a jeśli trafię na mało wiele rozsądnego faceta (w co wątpie), to może jeszcze da się coś wywalczyć.
Wcześniej już "uciekałem" w sposób standardowy... zaczynałem i kończyłem już różne szkoły. Na kolejną szkołę już mogą się nie nabrać.
Co wy o tym sądzicie? Może nawet coś doradzicie?
Pozdrawiam.

Logowanie »
Rejestracja











