Odcinek 182 - S09E08 - Babylon
#1
Napisano 20.04.2005 - |14:36|
SG-1 poszukuje Sodan, mitycznej grupy wojowników Jaffa, którzy zostali wygnani ponad 5000 lat temu, ktedy to zapoczątkowali rebelię przeciwko swojemu panu, Goa'uld'owi Ishkur'owi. Teal'c mówi, że kiedy był dzieckiem słyszał opowieści o tej grupie.
Ekipa z Ziemi odkrywa nie tylko to, że Sodan'ie są prawdziwi, ale też fakt, iż nadal żyją na wygnaniu, ukrywając się na planecie, którą bronią dzięki technologii Pradawnych. Kiedy Ishkur nakazał wybicie ich przodków, Ci postanowili uciec, dokonali tego dzięki transporterowi Pradawnych, który pozwolił im kilkukrotnie podróżować do i z miejsca swojego ukrycia. Teal'c sugeruje, że ich rebelia była początkiem ruchu oporu Jaffa, który teraz szuka swojego miejsca w galaktyce jako wolna nacja, z pewnością przydadzą im się mocni liderzy i mądrzy wojownicy.
Mitchell w trakcie potyczki z jednym z Sodan zostaje ciężko ranny, SG-1 z ledwością ucieka, zabiera jednak przeciwnika podpułkownika ze sobą. Jeden z wojowników, Jolan ulecza przybysza z Ziemi, robi to jednak tylko po to, żeby ten mógł stanąć ponownie do pojedynku, prawo Sodan, znane jako Kel Shak Lo, nakazuje bowiem każdemu kto rozlał ich krew, walczyć o wolność w potyczce na śmierć i życie.
Tymczasem w SGC jeden z wojowników Sodan, Volnek wraca do zdrowia dzięki pomocy Tretonin. Kiedy orientuje się, że nie ma jego symbionta, a mimo to nadal żyje jest jest zszokowany, Teal'c zapewnia go jednak, że tysiące Jaffa z nim włącznie żyją teraz bez Goa'uld'ów dzięki temu lekowi. Volnek, który jest bratem Jolan'a, nie chce jednak słuchać o jakimkolwiek sojuszu.
Sodan'ie już dawno odrzucili Goa'uld'ów jako fałszywych bogów, teraz jednak służą innym. Uważają bowiem, że Shen'asai (Pradawni) to rzeczywiści bogowie. Podpułkownik Mitchell odkrywa, że Czciciele Ori zaczęli też agitować mityczną grupę. Czy Sodan'ie staną się nowymi sprzymierzeńcami Ziemi, czy też wrogami?
Zdjęcia: BRAK
#2
Napisano 10.09.2005 - |09:54|
Na poczatku to stwiedzilem ze lipa straszna.
Kiedy zaatakowli ich Jaffa ktorzy byli zamaskownia to zamiast pasc (co jest logiczne) to oni stali jak kaczki a te cmoki nie mogli w nich wcelowac normalnie LOL. Co za odcinek.
Ale pozniej nawet jako tako sie roziwnal w sumie ciekawe ale generalnie zalatywalo nuda i nic nie pchnelo glownego watku ku przodowi.
Zreszta dziwnie sie zachowalo SGC 6tygoni nawet nie szukalo Michela.
Ehhh nuda
PEACE :]
#4
Napisano 10.09.2005 - |13:23|
Średni odcinek ale nie godze się ze nie posówa fabuły spotkaliśmy bardzo silneg sprzmierzeńca lub wroga
Mitchel hmm był jakiś taki nie jaki
ale widać że ori zyskują wyznawców w dalszych odcinkach może być ciekawie
#5
Gość_jooboo_*
Napisano 10.09.2005 - |14:30|
Odcinek sympatyczny. Bez jakiś wielkich fajerwerków, ale historia z Ori posuwa się do przodu. Sądząc po aktorze grającym szefa tego szczepu Jaffa, jeszcze o nich usłyszymy. I dobrze.
#6
Napisano 10.09.2005 - |16:41|
A co do odcinka.
+ za Candymana w roli Haikona. Sympatyczny gosciu.
+ za Smoking Mana w roli Prior'a. Ale to chyba mial byc jakis dowcip...dlaczego nie palil marlborasa albo cygara jak w XFilesach? :hyhy:
...no a reszta....yyy...tak na goraco, to wialo nudą. No sorry. Niefart.
#7
Napisano 10.09.2005 - |18:20|
dam 4 bo gorsze od początku sezonu to to nie było.
Albo niech wprzywrócą RDA albo niech skończą serial.
"Skończ waść, wstydu oszczędź" chciało by się powiedzieć.
#8
Napisano 10.09.2005 - |18:27|
Co bylo ciekawego jeszcze do tego co napisalem
Dzieci byly ciekawe fajnie wygladaly jak ogladaly progres postepow Mitchella.
Ale najbardziej w odcinku to mi sie podoba scenografia
Szczegolnie scena jak Mitchela wprowadzali do Lorda do tego budnyku na wzgorzu
PEACE
Użytkownik ujemny edytował ten post 10.09.2005 - |18:28|
#9
Napisano 10.09.2005 - |19:15|
#10
Napisano 10.09.2005 - |22:02|
Dobrze, że nie było typowo po Amerykańsku czyli, że Cameron zabił swojego przeciwnikla na tym Kol.....coś tam.
---------------------------------------------------------
Niektóre kobiety są bezcenne. Za wszystkie inne zapłacisz kartą Master Card.
[/FONT]
#11
Napisano 10.09.2005 - |23:02|
Ale najbardziej w odcinku to mi sie podoba scenografia
Szczegolnie scena jak Mitchela wprowadzali do Lorda do tego budnyku na wzgorzuFajne dlugie schody bez barierki i ogolnie pieknie zbudowane i wkomponowane w calosc
Ot co mi sie najbardziej podobalo
Dziwne...zupelnie inaczej ja niz ja...mnie ten budynek przypominal harcowke nad jeziorem, gdzie kiedys jezdzilem na obozy. I bynajmniej nie bylo to w Japonii
Tez zobaczylem odcinek raz jeszcze, i dalej twierdze ze przynudzali. No nic nie poradze.
#12
Napisano 11.09.2005 - |01:57|
Sam dałem 9 bo mi się odcinek zwyczajnie b. podobał.
WIem, że nie było tu kosmosu i efektów specjalnych, ale było ok. Faktycznie na początku spartolili sprawę z tą niecelnością ostrzału - nonsens. ALe idzie to olać. Poza tym odcinek był świetnie zrobiony. Ori w tle bardzo mocno widoczni.
Nie umiem wytłumaczyć krótko albo raczej niechce mi się rozpisywać, ale odcinek mi się zwyczajnie bardzo podobał. Notabene jak cały 9 sezon.
+ Mitchel w dobrej formie i z humorem,
+ szef sodanów, nie pamiętam nazwiska, ale b. dobry aktor,
+ braciszek wojownika, bardzo udana rola i fajny facet,
+ Ori jak widać są skuteczni i konsekwentni w swej misji,
- za szybko zleciało i za mało posunął odcinek akcję do przodu.
Generalnie mocny średniak, który mi przypadł do gustu.
#13
Napisano 11.09.2005 - |08:29|
#14
Napisano 11.09.2005 - |09:54|
Też miałam takie skojarzenie,A mi nie wiem czemu... przypominał "Ostatniego samuraja"...
(obcy w wiosce, trening, filozofujący przywódca, dzieci itd.)
plus skojarzenie z "Chicago"
Odcinek oglądało mi się bardzo przyjemnie, dużo nie wniósł, ale przynajmniej widać aktywność Ori (bałam się, że po mocnym wejściu będziemy o nich słyszeć tylko w SGC,
a potem ostateczne pojawią się w końcówce sezonu...)
Bardzo podobał mi się wątek przyjaźni Jolana z Mitchellem. (te uśmieszki na szlaku, "drań", "jesteś złym człowiekiem" - ale to może kwestia mojego poczucia humoru)
Teksty Mitchella nie były najgosze, choć znów trochę trąciły O'Neillem. (choć nie wiem, czy nie jest to naciągany zarzut, w sumie teraz każdej postaci, która rzuca ironiczne riposty można zarzucić kopiowanie tekstów RDA)
Z rzeczy merytorycznych, zaciekawił mnie fakt, że Sodanom udało się skonstruować urządzenia wegług instrukcji Pradawnych. Po spoilerach spodziewałam się, że przyszli na "gotowe" i wykorzystali już istniejącą technologię.
Wątek, który chciałąbym zobaczyć:
Jak mogłaby rozwinąć się sytuacja, jeśli Sodanie wyszli by z ukrycia, dużo bym dała za minę Geraka...
Co do niecelnych strzałów,
po obejrzeniu odcinka można założyć, że Sodanie chcieli ich tylko wystraszyć i zobaczyć czy są mądrzi i zwieją, czy zrobią coś innego.
(Zakładając, że mogli ich zabić zaraz jak przeszli przez wrota. Powiedziałabym, że wykazali rezerwę wobec słów kapłana (Smoking Man, smaczny aktorski bonus :] )
Podsumowując, z czystym sumieniem daje 8.
#15
Napisano 11.09.2005 - |10:21|
2 teksty mitchell'a jak zawsze zabawne
to koniec plusów o minusach nie napisze poprostu odcinek nie był porywający tak jak np 6
moja ocena 5
a co t\do tego tvripa co się pojawił toszkoda też że wersja LATERAL równa w dół do CRiMSON znów brak klatek; jak tak dalej pójdzie to zaczne sie orientowac czy w polsce mozna oglądać scifi przez satalite
#16
Napisano 11.09.2005 - |10:58|
Do samego odcinka podszedł z bardzo pozytywnym nastawieniem pomimo tego że wiedziałem że to będzie odcinek o Jaffa, za których tematem za bardzo nie przepadam. Mieliśmy odkryć tajemniczy odłam armią Goa’uld’ów, który ostatecznie okazał się "odgrzewaną zupą" która się już przejadła.
2. Wielce krytyczna wyliczanka (-)
Więc lecimy z krytykowaniem wszystkiego co popadnie. Na początek trzeba przyznać że SG-1 to wie jak się ładnie i przede wszystkim wyróżniająco ubrać na misję na lesistej planecie w samo południe. Ubrani na czarno od stóp do głów naprawdę trudno ich nie zauważyć. Może chcieli by Sodan z daleka ich widzieli by się z nimi skontaktować, ponieważ już kolejna drużyna udzielająca wsparcia miała bardziej klasyczny ubiór nadający się na maskowanie w lesie. Wydaje mi się jednak że SG-1 powinno zachować większą rozsądność i lepiej przyjąć że Soadan ich nie „pokochają” niż dać się tak łatwo pozabijać.
Druga sprawa to sam moment zastawienia pułapki przez Sodan. Nie wiem jak te czubki mogły nie trafić ani jednej osoby z SG-1. Sam moment gdy SG-1 zaczęło się kryć przed ostrzałem był tak niesamowicie sztuczny, że aż odrzuciło mnie od wszystkiego. Mitchell stał pośrodku, a z prawej i lewej obok niego przelatywały wiązki energetyczne stafów. Ponownie można to tłumaczyć że Sodan ostatecznie nie chcieli słuchać "woli Ori" i chcieli tylko zmusić Tauri do odwrotu na Ziemie, ale w takim razie po co potem strzelali do Mitchella. Nie wiem czy można to traktować jak oddanie się tylko przez tego jednego z braci woli Ori. Nawet gdyby tak było, to było to takie sztuczne. Skomentować też muszę wzywanie SG-22 o pomoc. Ciekawe ile Carter będzie prosić o pomoc powiedzmy teoretycznie drużynę SG-1873. Mówi się (es, dżi, tim, łi nid bak ap) i tyle!
Trzeci wielki motyw to taki gdy Mitchel obrywa trzy razy ze staffa. Pamiętacie jaka afera była gdy Jack oberwał w "Heroes 2" - padł na Ziemie i leżał nie przytomny. Ponownie na obronę można powiedzieć że były to jakieś mniejsze staffy, że udoskonalili te polimery ceramiczne. Ponownie jednak tego nie "kupuję". Mitchell dostał kilka razy, a nawet mimo to jeszcze powalił swojego przeciwnika w walce by potem się okazało że bez poważnego leczenia umrze!
Czwarta sprawa to inteligentne poszukiwania. Czemu Prometeusz bada jakieś księżyce i inne planety, a nie zbada samej planety na której Mitchel został porwany. Rozumiem że SGC zdobyło doświadczenie po incydencie z "Paradise Lost" że Jack utknął na księżycu jednak to nie oznacza że teraz będzie tak zawsze. Zwracam krótko uwagę, na nachalne odbicia w lustrze-oknie w pomieszczeniu operacyjnym i żołnierskim przywitaniem się Mitchela jako USAF przd Jaffa, a nie SGC. Bardzo mu też dziękuję że nadmienił że jest z Ziemi. Nauka walki się w pewnych momentach tak samo dłużyła jak wykłady na uczelni. Same walki były takie nie efektowne i na dodatek bez żadnej muzyki. Ech... nie będę już dalej wypominał w tym punkcie, dlatego tworze kolejny. Podsumowując tą część w odcinku widzę wiele dziwnych zachowań i zdarzeń które całkowicie obniżają realność scenariusza.
3. Wojownicy Sodan (-)
Pomysł poruszenia tematów wojowników Sodan wydawał się być naprawdę ciekawy. Tym bardziej że o Jaffa którzy poszukiwali Kheb wspominał Bra'tac w „Maternal Instinct” i można ten temat było tutaj rozwinąć i kontynuować. Co z tego że Bra'tac'a w odcinku, ani widu ani słychu, a sami wojownicy Sodan w moim ogólnym odczuciu wydają się wieśniakami ze zdolnościami walki porównywalnymi do tych którzy posiadają normalni Jaffa, jeśli nie gorszymi. Ich sukces tkwi tylko w technologii jaką posiadają – szczególnie niewidzialności. Co do samych Sodan to są dla mnie oni po prostu ignorantami totalnymi. Przez 5000 lat postanowili żyć sobie z dala od całej galaktyki. Z ich zdolnościami i technologią maskowania mogli Goa'uld'ów obalić bardzo szybko. Kolejna sprawa dotyczy tego Sodana które schwytało SGC. Jak rozumiem jest teraz gościu uzależniony od tretoniny. Skoro powrócił na planetę to jak bez niej będzie żył? Nie widziałem by SGC podarowało mu jakieś zapasy. Co więcej nie widzieliśmy jego reakcji na brak symbionta (albo ten moment był tak krótki że przeoczyłem). Dodatkowo jego słowa do Teal'ca o tym że co on może wiedzieć o wolności były już nie wadą scenariusza, a po prostu głupotą tej osoby. Teal'c jako osoba która miała okazję wyrwać się z zniewolenia potrafi docenić bardziej smak wolności, niż osoba która całe swoje życie jest wolna. Sprawa podobnie się ma do niepodległości, która jest naszą codziennością, a której tak naprawdę niedoceniamy.
4. Odcinek Mitchella (+)
By choć trochę być pozytywnym muszę docenić że odcinek dogłębniej przedstawia jedną z cech Mitchella którą jest wytrwałość i walka o przetrwanie do samego końca. Cechy te z czasem zauważył i docenił Jolan. Cameron próbował też przekonać o złu Ori. Co tu dużo mówić, jest to postawa godna pochwały i cała intryga z tym że Jolan przez to uratował Mitchela była bardzo ciekawa. Tak samo ciekawa późniejsza konfrontacja z bratem który mimo wszystkich faktów jakie zostały mu przedstawione ciągle paja chęcią zemsty na Mitchellu. Chociaż nie wiadomo jaki będzie wynik spotkania ze swoim bratem.
5. Złe w komponowanie dobrej sceny - "Wkroczenie palacza" (-)
Za najlepszą scenę w odcinku muszę uznać wkroczenie kapłana Ori do osady! Szkoda że służyła ona bardziej jako przerywnik w treningu niż istotny punkt całego scenariusza jakim powinna być. Wydawało się że Mitchell od razu ucieknie, zacznie przekonywać, a my widzimy go jak gdyby nigdy nic trenuje dalej. Szkoda też że sam aktor grający kapłana nie miał więcej scen, w których mógłby się choć trochę odezwać.
6. Mitologiczne badania przedstawiam.
Pomijając fakt że producenci postawiają ciągle omijać najpopularniejsze mity i mitologie sięgając do tych mniej znanych można uznać zarówno za plus jak i minus! Jednak co z tego skoro mitologia tutaj przedstawiona opiera się na zarzuceniu hasłami typu: był sobie taki bóg, resztę sami sobie dopowiedźcie! Tym razem padło na niejakiego Iszkura oraz na miasto "Babilon" które jako że jest w tytule musi coś mieć wspólnego z odcinkiem i jakiś cel nadaniu takiego tytułu musiał istnieć!
Iszkur okazuje się być bogiem z mitologii sumeryjskiej mający zdolności greckiego Zeusa, czyli jest bogiem burz (inna sprawa to taka że wiele bogów różnych mitologii ma podobne cechy i kto wie czy na przykład Ra w egipskiej mitologii nie jest równocześnie Zeusem w greckiej, ale jakoś o tym producenci też nie chcą powiedzieć). Okazuje się że bezpośrednim odpowiednikiem Iszkura w mitologii asyryjskiej jest Adad, który był czczony w mieście na terenie Iraku Aszur (co ciekawsze idąc tym tropem docieramy do boga Sina, która została nam przedstawiona jako Tok'Ra w odcinku "Prophecy"). W serialu mieliśmy już do czynienia z mitologią sumeryjską. Była wspomniana już Tiamat (miała własne oko, tak jak Ra, które w odcinku "Full Circle" kolekcjonował Anubis). Według tekstu Tiamat została zabita przez Marduka (co ma sens, bo w serialu to on potem wszedł w posiadanie tego oka) i którego spotykamy w odcinku "The Tomb" w incydencie z Rosjanami w zigguracie. Okazuje się że to Marduk był bogiem opiekującym się Babilonem (ciekawostką jest to że jego symbolem była... łopata!).
Babilon natomiast jest prawdziwym miastem (hmmm, chyba wszyscy co śledzą wiadomości to wiedzą...). Odgrywało niegdyś najważniejszą rolę w starożytnej Mezzopotami. Dla rastafarian (ktokolwiek to jest) jest symbolem systemu uciskającego wolnych ludzi, zepsucia i upadku zasad, ucisku i niesprawiedliwości, ludzi pragnących pieniędzy i zysku (kolejna ciekawostka że według pewnym badaczy proroctw biblijnych za taki "Babilon" uważają światowe centrum finansowe jakim jest Nowy Jork). Więc taki symbol pasuje do sytuacji jaka została przedstawiona w odcinku. Osada wojowników Sodam zaczęła się psuć i chylić ku upadkowi przez oddanie się w ręce Ori. Przywódca jest świadomy o tym że Ori to nie Pradawni, jednak to od tych pierwszych dostał on i jego lud zapewnienie że zostaną "oświeceni". Podążył za obietnicą korzyści.
Uważam że ponowna próba wstawienia dawnego mitu w teraźniejszość w serialu jest błędem. Mieliśmy już odniesienie mitu Prometeusza do pierwszego ziemskiego statku. Czemu tych mitów scenarzyści nie mogą wkomponować w przeszłość która by pokazała nam historię prawdziwego "Prometeusza" kimkolwiek on by nie był kilka tysięcy lat temu. Czemu scenarzyści boją się wyjaśnić historii Babilonu z przeszłości, a tworzą odpowiedniki wydarzeń w teraźniejszości jak niemal każde inne opowieści naszych czasów które usadawiają mity w naszych czasach.
7. Podsumowanie: Cienko (dst+) czyli 6,5
Cóż, wbrew moim przypuszczeniom odcinek był słaby. Nawet powiedziałbym bardzo. Dodatkowe 0,5 punktu dałem mu za tekst technika "że ja bym nigdy tego [żartować] nie zrobił”. W odcinku wydaje mi się że dużo jest sztuczności, oraz tego że wątek kolejnych Jaffa wydaje się przedstawianiem tych samych wydarzeń w innej skórze, co jeszcze można byłoby strawić gdyby to zostałoby przyzwoicie wykonane. A tutaj nie dość że szwankuje scenariusz to i reżyseria go nie ratuje. 6,5/10.
#17
Napisano 11.09.2005 - |11:16|
Walka na początku
Przynajmniej trening Mitchella i szydzenie tamtych dzieciaków lepiej wyglądało. Tylko znów, Mitchell szybko się nauczył w ciągu tych dwóch tygodni, że teraz jest niby bardziej wypakowany niż Jaffa, który był ćwiczony od dzieciństwa.
Metody przesłuchiwania Jaffa na Ziemi są raczej żałosne...
No i to Kel mak Shok czy coś takiego. Walczą, Mitchell oczywiście obrywa, traci przytomność, pada... Jaffa podszedł, sprawdził jego serce i "Ten człowiek nie żyje!", zamiast zbadać puls, zobaczyć oddech, zobaczyć ruch klatki piersiowej... I ja się dziwię jak ci Jaffa jeszcze egzystują :].
Odcinek może ma niedoróbki, ale żeby taki nudny był to nie powiem. Wątek z Ori raczej się nie rozwija - to samo, czyli odwiedzają planety i "Chodź albo zginiesz".
#18
Napisano 11.09.2005 - |18:01|
Odcinek taki trochę nijaki fakt ,że działo się co nieco i pojawili się nowi potencjalni sprzymierzeńcy bądź wrogowie (Sodanie) no i Ori też są. Wydaje mi się, że Sodanie po obaleniu obecnego przywódcy, który wydaje się być pod wpływem potęgi Ori odrzucą ich religię.
No i to Kel mak Shok czy coś takiego. Walczą, Mitchell oczywiście obrywa, traci przytomność, pada... Jaffa podszedł, sprawdził jego serce i "Ten człowiek nie żyje!", zamiast zbadać puls, zobaczyć oddech, zobaczyć ruch klatki piersiowej... I ja się dziwię jak ci Jaffa jeszcze egzystują .
W tym przypadku zapewne Jolan uśpił Mitchella jakimś narkotykiem powodującym letarg (zwolnienie akcji serca), znajdującym się na ostrzu w momencie zadania rany na udzie. Pokazane przecież było jak Mitchell "odlatywał", a nie sądzę aby spowodowało to te marne cięcie.
Odcinek na 6,5 (za znikomy postęp akcji serialu)
Użytkownik Chavo edytował ten post 11.09.2005 - |18:04|
#20
Napisano 11.09.2005 - |18:46|
Rzadko wypowiadam się na temat tłumaczeń. Ale chcę zwrócić uwagę, że 'And all that jazz' - to nie chodzi o 'i cały ten jazz'. Piszę to, ponieważ ten błąd jest popełniany przez polskich tłumaczy tak często, że mnie to już razi
+odwołanie do Bones (Gnatek z ST
-cała reszta
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych

Logowanie »
Rejestracja










