Skocz do zawartości

Zdjęcie

W oczekiwaniu na lepsze jutro...


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
128 odpowiedzi w tym temacie

#1 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 15.02.2011 - |19:33|

A więc robiąc sobie dość długą przerwę z "Utratą" wpadłam na kilka pomysłów dotyczących nowego fanficka...a więc oto i on :) SG-1 ponownie :P mam nadzieję, że się spodoba... :)

*************************************************************************************************************

Sam otworzyła drzwi do swojego mieszkania. W jednej ręce trzymała zakupy, a w drugiej swoją czteroletnią córeczkę. Wpuściła dziecko do środka, a następnie weszła z zakupami zamykając za sobą drzwi. Mieszkanie było puste. Jej mąż wracał z pracy za pół godziny. Uśmiechnęła się do córeczki. Przeszła do żółtej kuchni i położyła torby na blacie. Dziewczynka wspięła się na krzesło i pomogła wypakowywać zakupy. Sam wyciągnęła z torby mleko i schowała je do lodówki. Usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. Odwróciła się i groźnie spojrzała na córkę, jednak ta trzymała w ręce owoce. Obok niej nie było ani śladu po szkle.

-Emilly zostań tutaj, dobrze.- odparła kobieta, a następnie cicho skierowała się do salonu. Stanęła przy drzwiach, wyciągnęła broń. Policzyła do trzech, a następnie otworzyła drzwi nogą i wkroczyła do salonu celując przed siebie. Przed nią nie stał włamywacz, jednak jej mąż. – Na miłość boską, wystraszyłeś mnie! Co ty tutaj robisz, nie powinieneś być w pracy?
-Wziąłem wolne. –odparł i schylił się, aby pozbierać potrzaskaną butelkę po piwie.
-Wolne? Pete przecież prosiłam cię, abyś jutro został z Emilly, a teraz ci nie pozwolą.- odparła i opuściła pistolet w dół. Spojrzała na niego. Był pijany, znowu. Nie miała już do niego siły. Ostatnio zachowywał się okropnie. Unikał pracy, pił, znikał czasami na całe dnie, bez wyjaśnienia. To nie był ten Pete, którego poślubiła cztery lata temu.
-No to weźmiesz ją do pracy.
-Pete, nie mogę wziąć jej ze sobą, mam misję. Poza tym tajna baza wojskowa, to nie miejsce dla małej dziewczynki!- podniosła głos. Pete pozbierał szkoło i wrzucił jej do kosza, który stał obok niej.
-No to zadzwonisz po opiekunkę. Problem rozwiązany.- podszedł do Sam. Poczuła jego oddech na swojej skórze. Mężczyzna objął ją od tyłu i nachalnie zaczął całować po szyi. Jego ręce zaczęły rozpinać bluzkę Sam, a następnie wędrować po jej ciele.
-Pete zostaw mnie!- wyrwała mu się i odsunęła na bezpieczną odległość.- Dobrze wiesz, że nie możemy zatrudnić opiekunki. W domu są tajne dokumenty, twoje, a przede wszystkim moje. Nasze prace wymagają od nas ostrożności.
-Nie to twoja praca wymaga ostrożności!- rzucił.

Znowu się zaczynało. Kolejna kłótnia o jej pracę. Pete nigdy nie był zadowolony z tego, że jest członkiem SGC. Wypominał jej to przy każdej okazji. Nawet, kiedy po urodzeniu Emilly zostawiła swoją drużynę, którą przejęła po zaginięciu Jacka, i została głównym naukowcem bazy. Jemu nadal się to nie podobało. Wolałby, aby siedziała cały czas w domu i z wytęsknieniem czekała na jego powrót. Sam westchnęła, Pete wydzierał się na nią. Teraz już nie chodziło mu tylko o jej pracę, ale o wszystko, nawet o małą Emilly. Nie słuchała go, jednak łzy napłynęły jej do oczu. Kątem oka zobaczyła swoją córeczkę, która stała w drzwiach i przysłuchiwała się ich kłótni. Sam wyprostowała się, minęła męża i podeszła do dziewczynki. Wzięła ją na ręce, a następnie wyszła salonu. Przeszła przez przedpokój, chwyciła kluczyki od swojego Volvo i udała się razem z dzieckiem do samochodu. Zapaliła silnik i ruszyła przed siebie. Łzy spływały jej po policzkach. Nie potrafiła tak dłużej żyć. Nie kochała Peta, a ich życie ostatnio przypominało bardziej walkę z Goa’uldami niż małżeństwo. Wiedziała, że popełniła błąd, kiedy za niego wychodziła. Jednak nie mogła cofnąć czasu, chociaż tak bardzo by chciała. Nie wyszłaby wtedy za Peta, Jack by nie zaginął, a ona była by szczęśliwa. Jej córeczka była by szczęśliwa. Miałaby ojca. Ojca, którego by znała nie tylko ze zdjęcia. Sam otarła łzy.

Jack zaginął pięć lat temu na misji zwiadowczej, na którą wybrał się z SG-3. Wpadli w zasadzkę Goa’uldów. Został postrzelony. Tylko to wiedziała. Nigdy nie udało mu się przejść przez wrota. Robiła wszystko, aby go uratować. Do ostatniej chwili… Generał uznał go za zmarłego trzy lata temu. Była na jego pogrzebie, jednak wiedziała, czuła, że on żyje…

TBC
:)
  • 2

#2 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 16.02.2011 - |16:32|

Opowieść zaczyna się sympatycznie. Czekam na cd.
Mam tylko jedno zastrzeżenie... Końcówka o Jacku jest jakby szybko pisana nie wiem czy z pośpiech czy co...
Pozdrawiam
Michalina
  • 2
Ubi dubium ibi libertas.

#3 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 16.02.2011 - |22:02|

Fic zapowiada się bardzo obiecująco. Ciekawa jestem czy Sam odnajdzie Jacka :). Nie lubię Peta - jest wstrętny dla swojej żony. Córeczka Emily to zapewne blondynka? Tak tylko pytam ;).
"Wzięła ją na ręce, a następnie wyszła z salonu."
"Nie wyszłaby wtedy za Peta, Jack by nie zaginął, a ona byłaby szczęśliwa. Jej córeczka byłaby szczęśliwa." - zawsze gdy słowo "by" dajemy jako drugie po czasowniku w trybie przypuszczającym, musi być ono pisane razem z tym czasownikiem.
"Robiła wszystko, aby go uratować." - o ile pamiętam przed "aby" nie powinno być przecinka.
No to tyle błędów znalazłam.
Nie mogę doczekać się następnej części.

Pozdrawiam - igut214 :)
  • 2
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#4 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 16.02.2011 - |22:04|

Podoba mi się :) Czekam na dalszy ciąg.
  • 0

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#5 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 17.02.2011 - |08:23|

Kolejna część... inspirowałam się fanfickiem Blue Topaz-ArTi pt. "Ciężki dzień"

******


Samantha dokładnie pamiętała ten dzień. Dzień, który odmienił jej życie. Siedziała przed laptopem w swoim laboratorium. Na ekranie widniały odczyty ulepszeń generatora naquadah, nad którym pani major od jakiegoś czasu pracowała. Normalnie skakałby z radości na widok tak dobrego wyniku, jaki osiągnęła. Jednak nie dzisiaj. Dziś był czwartek. Dzień, w którym jej naukowa część była nieosiągalna. Sam spojrzała na ekran komputera, przetarła duże błękitne oczy i oparła się o krzesło. Nie było sensu kontynuować tej pracy, zresztą i tak obawiała się czy to jest bezpieczne. Wiedząc, że nie może polegać na naukowej części swojego mózgu mogła by wysadzić całą bazę w powietrze po przez wciśniecie nie tego klawisza co trzeba. Westchnęła. Była zmęczona, jedyne co mogła teraz zrobić to udać się do domu. Co oznaczało wezwanie taksówki, gdyż nie chciała rozbić się swoim Harleyem, którym wczoraj przyjechała do bazy. Plan był prosty. Położyć się w ciepłym łóżku i spróbować przespać ten koszmarny dzień. O ile uda jej się zasnąć! Wstała z krzesła, ubrała szarą wojskową bluzę z kapturem i logo Sił Powietrznych, którą wykradała pułkownikowi O’Neillowi z szafki, kiedy ten został zesłany na przymusową emeryturę, a jego miejsce, jako dowodzącego SG- 1 zajął pułkownik Makepeace . Minęło już sporo czasu od jego powrotu, ale jakoś nie miała zamiaru oddawać mu bluzy. Kiedy ją zakładała czuła się jakby bliżej niego. Ta bluza wiele dla niej znaczyła, była jakby jego cząstką duszy należącą tylko do niej. Wciągnęła przez nos zapach z bluzy, mimo iż tyle razy ją prała i zakładała na spryskane perfumami ciało, to nadal można było wyczuć słabą woń jego wody kolońskiej. Uśmiechnęła się do siebie, miała na sobie jego bluzę, a czuła się jakby znowu trzymała go w ramionach. Chociaż przebywanie w jego silnych ramionach było przyjemnym uczuciem, nie dającym się z niczym porównać, to on wciąż był jej CO, a ona jego podwładną. Pomimo całej miłości jaką do niego żywiła, wiedziała że nie mogą być razem. Był jeszcze regulamin USAF i … Pete, policjant z którym spotykała się od kilkunastu miesięcy. Sam podeszła do telefonu znajdującego się przy wyjściu z jej laboratorium. Podniosłą słuchawkę i poprosiła porucznika Simmonsa, aby wpadł do jej pracowni i wszystko powyłączał. Następnie odłożyła słuchawkę i rozglądnęła się po pomieszczeniu. Zlustrowała wzrokiem wymyślny sprzęt, który się tam znajdował, a następnie wyszła z laboratorium. Skierowała się do windy.

Przechodziła przez ten korytarz tysiące razy, lecz tym razem było inaczej. Była zmęczona, bolała ją głowa, no i był czwartek, co zmusiło ją do dosłownego przesuwania się po ścianie. Na szczęście korytarz był pusty, więc nikt nie mógł przypadkowo zobaczyć jak wpada na drzwi, czy też się przewraca się o własne nogi. Kiedy wreszcie dotarła do windy, odetchnęła z ulgą. Kilka metrów korytarza dzielącego laboratorium od windy, a ona jest cała. Jeszcze! Nacisnęła przycisk. Pomieszczenie było puste, a winda nie nadjeżdżała. Carter oparła się o ścianę w oczekiwaniu, zastanawiając się czy uda jej się bezpiecznie dojechać do kwatery. Powoli osunęła się w dół siadając na ziemi. Zgięła nogi w kolanach, po czym położyła na nich głowę. Nagle drzwi windy rozsunęły się i jej oczom ukazał się uśmiechnięty pułkownik. Wyszedł z windy i podszedł do niej. Przykucnął, wyglądał na zmartwionego.

-Wszystko w porządku, Carter?- zapytał, a ona uniosła głowę i spojrzała w jego ciepłe, brązowe oczy.
-Tak, sir. To tylko ból głowy.- odpowiedziała nieśmiało uśmiechając się w jego stronę. Nie chciała, abym ktokolwiek dowiedział się o jej ciężki dniu, a już na pewno nie on. Wstała z podłogi i stanęła na własnych nogach. Zachwiała się, lecz dzięki jego pomocnej dłoni odzyskała równowagę.
-Lepiej odprowadzę cię do kwatery, zanim zemdlejesz gdzieś po drodze.
-Nie ma takiej potrzeby, sir. Trafię sama.- odpowiedziała. Nie chciała sprawiać mu kłopotu. Spojrzała na niego. Miał na sobie wytarte od noszenia jasne jeansy, brązową koszulkę z logo USAF i czarną skórzaną kurtkę. Wyglądał, tak cholernie seksownie w tej kurtce.- Poza tym wybierał się …

Nie dokończyła zdania, jej twarz zbladła, zrobiło jej się słabo. Zemdlała. Następną rzeczą jaką pamiętała było ambulatorium, w którym się obudziła. Pułkownik O’Neill siedział obok niej. Nieśmiało uśmiechnęła się do niego.

-Co ja mówiłem o nieprzemęczaniu się?- powiedział ostrzegawczo, wtedy zasłona oddzielająca jej łóżko od reszty ambulatorium rozsunęła się i jej oczom ukazała się doktor Lam.
-A co ja mówiłam o trzymaniu się z dala od mojej pacjentki. Miała wypoczywać, bez gości.- odparła młoda doktor, która zastąpiła Janet, kiedy ta umarła. Dr Lam spojrzała na pułkownika, on tylko wzruszył ramionami, a następnie posłał uśmiech Carter i wyszedł z ambulatorium. Tymczasem pani doktor usiadła na łóżku Sam. Spojrzała na nią i bez owijania w bawełnę przeszłą do rzeczy.- Sam jesteś w ciąży!
-Co? Jak… jak to… to nie może być prawda.- łzy spłynęły jej po policzku.- Który? Jak długo?
-Około 3 tygodni.- Carolyn spojrzała na Samanthę, która byłą dość zszokowana i przytłoczona wiadomością.- Sam jeśli nie chcesz tego, są sposoby…
-Carolyn, nie, to jest życie… ja… ja po prostu… ja nie wiem co o tym myśleć…- odparła i położyła dłoń na swój brzuch.
-Oczywiście. Przemyśl to!- wstała i udała się do reszty pacjentów, zanim jednak zasunęła zasłonę, odwróciła się do Sam.- Tak w ogóle to gratuluję! Pete na pewno się ucieszy. Spróbuj się przespać. Dobranoc.
-Dziękuję…- odparła Carter. Położyła głowę na poduszce, a następnie zamknęła oczy. Wspomnienie tamtej nocy wróciło, teraz żyło w niej, mimo iż wiedziała, że nie powinno. Nie cofnie już czasu, co się stało, to się nie odstanie. Teraz była w ciąży. Z mężczyzną, za którego nie wychodziła za mąż. Z mężczyzną, którego nie mogła mieć. To był owoc ich zakazanej miłości, a raczej jej miłości do niego…


******


Samantha zatrzymała samochód kilkanaście minut później pod domem Daniela. Otarła łzy i spojrzała na śpiącą z tyłu córeczkę. Wyszła z pojazdu, a następnie otworzyła tylne drzwi i wzięła dziecko na ręce. Wtuliła ją w siebie i zamknęła drzwi samochodu. Okrążyła go udając się do mieszkania przyjaciela.
Daniel otworzył drzwi i zobaczył zapłakaną przyjaciółkę ze śpiącą Emilly na rękach. Wpuścił ją do środka. Nie musiał o nic pytać. To była jej trzecia wizyta w tym tygodniu, a był dopiero czwartek. Doskonale wiedział, że znowu pokłóciła się z Petem. Archeolog zamknął drzwi i podążył za przyjaciółką do salonu. Ona położyła małą dziewczynką na kanapie i przykryła ją kocem. Następnie usiadła obok niej. Daniel spojrzał na nią. „Jak długo będzie się jeszcze męczyć.” Pomyślał.

-Sam, musisz coś z tym zrobić. Tak nie może być.- przerwał długą ciszę. Kobieta podniosła wzrok i spojrzała na niego dużymi, niebieskimi oczami, które była zaczerwienione od płaczu. Daniel zauważył, że przez grubą warstwę makijażu przebijają się siniaki. Prezent od Pete’a.
-Daniel ja… Ona potrzebuje ojca, potrzebuje domu. Rodziny.
-Ale nie takiego ojca. Gdyby Jack tutaj był… Boże Sam! Rozwiedź się z nim. Nie pamiętasz już ile razy przez niego płakałaś, ile razy przerabiałaś tą samą kłótnie, ile razy cię uderzył! On nie jest ojcem Emilly i nigdy nie będzie.
-On ją wychował.- odparła szeptem, aby nie budzić śpiącej obok niej dziewczynki.- Ja nie wiem, co się z nim dzieje, nigdy się tak nie zachowywał. Nie potrafię do niego dotrzeć.
-Więc tego nie rób. Rozwiedź się z nim. Pomożemy ci, ja, Teal’c, twój tata.- powiedział archeolog i spojrzał na przyjaciółkę. Westchnęła i wstała z kanapy. Podeszła do okna.- Sam powiedz mi prawdę. O co chodzi? Dlaczego nie chcesz go zostawić?
-Daniel, to nie takie proste, dobrze. Ja… ja nie mogę.
-Sam?- posłał jej pytające spojrzenie.
-Jestem w ciąży. Nie mogę odebrać mu prawa do dziecka, jego dziecka.


TBC :)
  • 2

#6 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 17.02.2011 - |13:56|

Ale... się porobiło :)
Ja chcieć więcej, serio to się robi coraz ciekawsze :)
  • 2

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#7 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 19.02.2011 - |12:44|

Wow...
Nową częścią poprawiłaś mi humor:)
Ach jak ja tego Pete`a nienawidzę.....
Daniel ma racje niech Carter odejdzie od tego idioty...
Pozdrawiam i czekam na cd
Michalina
  • 2
Ubi dubium ibi libertas.

#8 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 23.02.2011 - |20:55|

Sam stanęła na rampie razem z SG-2 oraz SG-11 i SG-7. Mieli się udać na P6V 331, gdzie stacjonował statek baza Goa’uldów. Jak donosił zwiad, statek nie był chroniony. Jaffa przebywali w znajdującej się kilka kilometrów od statku kopalni naquadah’u. Misja nie była prosta. Plan jednak owszem. Zająć statek, zabić wroga, przejąć kopalnię. W razie jakiegokolwiek niepowodzenia, statek miał zostać zniszczony. Sam nie chciał wyruszać na ta misję. Kilka lat temu by się nie zawahała, ale teraz sytuacja się zmieniła. Była w ciąży, a poza tym nie mogła ryzykować swoim życiem, wiedząc że Emilly ma tylko ją. Nie mogła pozwolić na to, aby jej córeczka straciła kolejnego rodzica. Jednak dostała rozkazy i musiała je wykonać. Kobieta spojrzała na stojącego w pomieszczeniu kontrolnym wrót generała Hammonda oraz Daniela. Uśmiechnęła się, a następnie razem z resztą zniknęła za błękitnym horyzontem zdarzeń.

Daniel patrzył jak jego przyjaciółka przechodzi przez wrota. Wiedział, że nie chciała iść na tą misję, jednak nie mogła nic zrobić. Dostała rozkazy z samej góry. Wrota zamknęły się za nią, archeolog spojrzał na generała, a następnie zszedł po schodach na korytarz, kierując się do swojego biura.

-Nieplanowana aktywacja z zewnątrz!- usłyszał głos przez głośniki. Zawrócił biegiem do pomieszczenia kontrolnego wrót. Stanął ponownie obok generała.
-To Tok’ra, sir.- odparł sierżant.
-Otworzyć przesłonę.- odpowiedział, a następnie skierował się razem z Danielem do pomieszczenia wrót. Przesłona otworzyła się, a chwilę później przez horyzont zdarzeń przeszedł Jacob Carter .
-George.
-Jacob.

Panowie wymienili uściski dłoni, następnie skierowali się do sali odpraw. Usiedli przy stole. Generał pozwolił Danielowi zostać, gdyż Jacob- Selmak stwierdzili, że to go zainteresuje. Następnie opowiedział mu całą historię.

-Chcesz powiedzieć, że Jack żyje?- zapytał archeolog, kiedy ojciec Samanthy skończył. Daniel wydał się zaskoczony, ale szczęśliwy z wiadomości. Pięć lat, nie było go pięć lat. Uznano za zmarłego. Jednak on, Sam oraz Teal’c wiedzieli, że to nie prawda. Mieli nadzieję, do końca. A teraz on żył. Żył! Jack żył!
-Tak. Jeden z naszych agentów znalazł go w celi Baal’a. Udało nam się go uwolnić, był w kiepskim stanie. Baal musiał go torturować, a potem ożywiać w sarkofagu. Zachował życie, tylko dlatego, że wszczepiliśmy mu symbiont Tok’ra.
-Co!?- Daniel oburzył się.
-Jack się na to zgodził?- zapytał generał. Jacob kiwnął przecząco głową.
-To było jedyne co mogliśmy zrobić, aby uratować mu życie. Anise…- urwał, kiedy usłyszał sygnał niezapowiedzianej aktywacji wrót. Jacob uśmiechnął się.- Już są.

Generał, Daniel oraz Jacob wyszli z sali odpraw i przeszli przez pomieszczenie kontrolne, udając się do sali wrót. Siły SF czekały w pogotowiu, przesłona otwarła się, a z niej wyszły dwie postacie. Jedną z nich była Anise, a drugą mężczyzna, znajomy mężczyzna. Daniel spojrzał na niego. Podarty mundur polowy, broda. Trochę wymizerniał ale z pewnością to był Jack. Daniel podszedł do niego bliżej i uściskał przyjaciela.

-Myśleliśmy, że nie żyjesz.- odparł, kiedy wypuścił go z objęć.- Jak się czujesz?
-Mam węża w głowie, jak mam się czuć.- Jack posłał mordercze spojrzenie w stronę Anise oraz Jacoba. Następnie przywitał się z generałem.- Dobrze cię widzieć George.
-Pułkowniku, dobrze, że pan wrócił. Zgłoście się do ambulatorium, a potem na odprawę. Musimy omówić całe pięć lat.
-Tak jest, sir. –Jack zasalutował, a następnie udał się razem z Danielem i dwoma żołnierzami z SF w stronę ambulatorium.
-George, jeśli pozwolisz chciałbym odwiedzić Emilly.- odparł Tok’ra. Generał kiwnął głową, a następnie dał mu znak do drogi.

- A więc co mnie ominęło? I gdzie jest Teal’c oraz Carter? Spodziewałem się większego komitetu powitalnego!
-Teal’c odwiedza syna, wraca pojutrze, a Sam jest na misji.- odparł, wchodząc razem z przyjacielem do windy.- Jack dużo się pozmieniało od twojego zaginięcia.

Jack, umyty, ogolony i przebrany wyszedł po czterech i pół godzinach z sali odpraw. Skierował się do swojej kwarty. Generał nie pozwolił opuszczać mu jeszcze bazy. Najpierw musiał dojść do siebie, a potem Tok’ra mieli usunąć z niego symbiont. Był zmęczony i znudzony. Ponad cztery godziny opowiadania o tym co przeszedł. Wszedł do pokoju i położył się na łóżku. Daniel obiecał mu wszystko wyjaśnić jak tylko wróci Teal’c. „Świetnie. Za nie długo czeka mnie kolejny nudny dzień z serii „Co robiłeś przez ostatnie pięć lat”. Gdyby przynajmniej Carter tu była.” Jack przewrócił się na bok. Myślał o Sam i o tym jak bardzo za nią tęsknił. Chciał ją już zobaczyć. Zamknął oczy i wyobraził sobie jej twarz. Uśmiechnął się. Nawet nie zauważył kiedy zasnął.

Jacob wyszedł z wojskowego samochodu, który zatrzymał się pod domem jego córki oraz jej męża. Dawno nie widział się z wnuczką. Naciągnął kaptur na głowę, aby uniknąć przeraźliwego deszczu, który padał od rana. Podszedł do drzwi i zapukał. Po chwili drzwi otworzyły się, a w nich stał zaskoczony Pete.

-Tata?
-Nie wpuścisz mnie do środka?- zapytał emerytowany generał, w tym czasie podbiegła do niego czteroletnia blondynka w kucykach z misiem w ręce. Jacob przykucnął i otworzył ramiona. Emilly przytuliła się do dziadka, a następnie wyciągnęła rączki w górę. Tok’ra podniósł ją i wszedł z dzieckiem do mieszkania. Pete zamknął za nim drzwi.
-Co tatę tutaj sprowadza?- zapytał podążając za teściem i Emilly do salonu. Usiadł w fotelu, naprzeciwko generała i wtulonej w jego szyję dziewczynki.
-Przyszedłem odwiedzić wnuczkę.- odparł całując dziewczynkę w czoło.
-Chodzi mi… o… no…
-A! Przybyłem z Jackiem.- odparł i spojrzał na zszokowanego informacja zięcia.
-Jack? Jack O’Neill?
-Tak. Jack żyje, ale wiesz, że nie mogę cię wdrążyć w szczegóły. To ściśle…
-…tajne. Tak wiem.- odpowiedział. Pete wstał z fotela.- Zostawię was samych, mam dużo pracy.- skierował się schodami na górę, nadal nie mogąc uwierzyć, że Jack O’Neill żyje. Na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek, wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy i zaczął pisać smsa.

Jack chodził po bazie szukając Daniela. Nudziło mu się. I to bardzo, a kiedy mu się nudziło nikt o zdrowych zmysłach nie potrafił z nim wytrzymać. Był już na stołówce, zjadł obiad oraz niebieską galaretkę, ulubiony smak Carter. Musiał ją końcu spróbować, nigdy nie potrafił zrozumieć, co jest takiego wyjątkowego w tym smaku, że jego 2IC potrafiła walczyć o ostatnia miseczkę na śmierć i życie z każdym w całej bazie. Jednak nawet po zjedzeniu galaretki nie doszedł do tego co widzi w niej Carter. Następnie udał się do siłowni, trochę poćwiczył, jednak nie było Teal’ca, więc nie miał z kim się poboksować. Wyszedł stamtąd dziesięć minut później. Skierował się w stronę biura generała, kiedy wpadł na Daniela przewracając go i rozsypując stosy dokumentów i książek, które niósł. Spojrzał na niego z góry i ironicznie się uśmiechnął, podczas gdy jego przyjaciel uklęknął na kolanach próbując uporządkować papiery.

-Pomóc ci?- zapytał, Daniel spojrzał na niego ze zdziwioną miną. Znowu robił mu na złość. Dobrze wiedział, iż jeśli poprosi go o pomoc, ten wywinie się bólem kolan. Denerwowało go jego zachowanie. Prawdopodobnie, gdyby nie to, że Jack zaginął na pięć lat, teraz pewnie byłby w stanie coś mu zrobić. Ale jednak... Za bardzo brakowało mu tych zgryźliwych uwag, „kłótni” o nic, ironicznego uśmieszku i ciętej riposty, która bądź co bądź nie zawsze mu wychodziła tak dobrze jak myślał. Daniel pozbierał papiery z ziemi. Podał część z nich Jackowi, chwycił do ręki drugą część i razem z przyjacielem udali się do jego biura. Kiedy doszli na miejsce Daniel położył dokumenty na biurko, następnie spojrzał na przyjaciela.
-Masz do mnie jakąś konkretną sprawę?- zapytał. Jack odłożył jego książki na pierwsze lepsze wolne krzesło. Włożył ręce do kieszeni i podszedł do biurka Daniela. Usiadł na jego krańcu.
-Eee… w sumie to nie. Ale skoro już tak sobie siedzimy…- przerwał mu dzwoniący telefon. Jack podniósł słuchawkę i już chciał coś do niej powiedzieć, kiedy Daniel mu ją wyrwał.
-Dr. Daniel Jackson, słucham?- powiedział archeolog do słuchawki.-Tak, to prawda… Nie… Nie… Tak… A ty jak się dowiedziałeś?... A no tak… Racja… Pete nie rób tego. Porozmawiasz z nią jak wróci… Nie, nie wiem dokładnie kiedy…. No dobrze, dam ci znać. Musze kończyć. Cześć.- Daniel odłożył słuchawkę. Był trochę rozgoryczony.
-Chłopak?- Daniel spojrzał na Jacka. Na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
-Co? Nie! – Jack podniósł prawą brew imitując Teal’ca.- To był Pete. Pete Shanahan.
-A co on od ciebie chciał?- Jack doskonale pamiętał policjanta, z którym Carter się spotykała. Nigdy nie lubił tego gościa. Zawsze uważał, że nie jest odpowiednio dobry dla jego Sam. „Jack opanuj się, to nie jest twoja Sam. Nigdy nie była i nie będzie!”. Jack spojrzał an Daniela, który wydawał się zmieszany jego pytaniem.
-No wiesz on… on i Sam…- spojrzał Jackowi w oczy.- Są małżeństwem.
-CO!?- Jack aż podskoczył.- Przecież zanim zniknąłem, chciała z nim zerwać.
-Jack wiele się zmieniło od tego czasu. Sam nie miała wyjścia. Zaszła w ciążę i musiała go poślubić…- odparł Daniel. „Musiała poślubić go, aby chronić ciebie. I wasze dziecko!” dodał w myślach.- Jak już ci mówiłem, wiele się zmieniło przez te pięć lat…
-No to na co czekasz? Może mi wreszcie streścisz co robiliście, kiedy ja popijałem herbatkę u Baal’a.- odparł nadal nie wiedząc jak ma zareagować na fakt, że Sam i Pete są małżeństwem i mają dziecko. Teraz już wiedział, że jedyna nadzieja, jaka trzymała go przy życiu przez te wszystkie lata, nie jest już wolna. „ Czego ty się spodziewałeś? Spędziłeś z nią jedną noc, po której zresztą definitywnie stwierdziłeś, że to był największy błąd twojego życia. Myślałeś, że będzie z wytęsknieniem na ciebie czekać? Marnować swoje życie? Co ty mógłbyś jej zaoferować? Jesteś podstarzałym, zgryźliwym pułkownikiem Sił Powietrznych. Ona cie nawet nie kocha. Jest szczęśliwą matką i żoną.”


TBC
:)
  • 1

#9 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 24.02.2011 - |12:25|

Ahh niech się tylko Sam dowie:))
Czekam na cd.
  • 1
Ubi dubium ibi libertas.

#10 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 25.02.2011 - |21:20|

A może by tak wypadek samochodowy w którym ginie Pete?
Serio kiedy następna część??
  • 1

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#11 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 26.02.2011 - |08:10|

Nastepna czesc jeszcze sie pisze.musze cos zrobic z tok`ra w glowie Jacka.a o peta sie nie martwcie.przygotowalam dla niego male swinstewko;-)
  • 0

#12 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 26.02.2011 - |14:09|

Sorry, że nie komentowałam - brak czasu (czyt. szkoła). Długo nic nie pisałam, więc zabiorę się naprawdę porządnie do oceny obu tekstów :).

PIERWSZY TEKST:
"Nie było sensu kontynuować tej pracy, zresztą i tak obawiała się czy to jest bezpieczne." - myślę, że lepiej brzmi "czy jest to bezpieczne".
"Wiedząc, że nie może polegać na naukowej części swojego mózgu mogła by wysadzić całą bazę w powietrze po przez wciśniecie nie tego klawisza co trzeba." - przed mogłaby powinien być przecinek.
"Ta bluza wiele dla niej znaczyła, była jakby jego cząstką duszy, należącą tylko do niej."
"Podniosła słuchawkę i poprosiła porucznika Simmonsa, aby wpadł do jej pracowni i wszystko powyłączał."
"Nie chciała, aby ktokolwiek dowiedział się o jej ciężkim dniu, a już na pewno nie on."
"Carolyn spojrzała na Samanthę, która była dość zszokowana i przytłoczona wiadomością."
"Okrążyła go, udając się do mieszkania przyjaciela."
"Ona położyła małą dziewczynkę na kanapie i przykryła ją kocem."
"Nie pamiętasz już ile razy przez niego płakałaś, ile razy przerabiałaś tę samą kłótnie, ile razy cię uderzył!"

DRUGI TEKST:
"Sam nie chciała wyruszać na ta misję."
"Jednak on, Sam oraz Teal’c wiedzieli, że to nieprawda." - rzeczowniki piszemy razem z "nie", a nie osobno.
"Trochę wymizerniał, ale z pewnością to był Jack."
"Skierował się do swojej ?kwarty?." - wydaje mi się, że tutaj chodziło ci o kwatery, ale nie jestem tego pewna.
"-Przyszedłem odwiedzić wnuczkę.- odparł, całując dziewczynkę w czoło."
"Jack chodził po bazie, szukając Daniela."
"Skierował się w stronę biura generała, kiedy wpadł na Daniela, przewracając go i rozsypując stosy dokumentów i książek, które niósł."
"Spojrzał na niego z góry i ironicznie się uśmiechnął, podczas gdy jego przyjaciel uklęknął na kolanach, próbując uporządkować papiery."
"-Dr Daniel Jackson, słucham?" - gdy stopień np. naukowy kończy się na ostatnią literę słowa, które miał skrócić, nie stawiamy po nim kropki.
"Jack podniósł prawą brew, imitując Teal’ca."
"Jack spojrzał na Daniela, który wydawał się zmieszany jego pytaniem."
"Ona cię nawet nie kocha."

Do korekty podeszłam bardzo szczegółowo, więc mogłam trochę przesadzić.
Co do samej treści jest ona bardzo interesująca. Nie mogę się doczekać, co się dalej wydarzy :). Ciekawa jestem, co się stanie, gdy Jack dowie się, że Emily to jego córka ;p. DOBIJ PETA! DOBIJ!

Pozdrawiam - igut214 :)
  • 1
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#13 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 05.03.2011 - |22:09|

i znowu zrobiłam sobie długą przerwę od pisania, tylko, że tym razem poświęcam całą swoją uwagę "Utracie" no i szkole... jak tylko znajdę więcej czasu ( może jak tylko skoczę kolejną część "Utraty") napisze coś dłuższego. Na razie mały flashback z pamięci Jacka :)

A więc kolejna część:


Jack wrócił do zamglonego wspomnienia misji na P... 3… X 7 nie 9 coś tam. To był jeden z jego najpiękniejszych, a zarazem najgorszych dni w życiu…

******


Sam siedziała sama przy stole i popijała coś co na Ziemi mogłoby nazwać się Szkocką. Teal’c gdzieś zniknął, a Daniel tańczył już z czwartą kobietą. Zostali zaproszeni na ucztę. Dyplomata, który przybył z nimi skończył negocjacje z mieszkańcami wioski, siedział teraz przy stole z przywódcą i rozmawiał.

Jack stał z boku i obserwował zabawę. Nie miał nastroju, aby się bawić, jednak widok samotnej Samanthy z kubkiem alkoholu przysparzał mu bólu. Wyglądała pięknie. Miejscowi zaproponowali im nocleg oraz zmienne ubrania na zabawę. Sam miała na sobie bladoniebieską, długą sukienkę z krótki rękawami, która podkreślała jej wszystkie atutu urody oraz pozostawiała dużo wyobraźni. Zobaczył jak rozgląda się wśród reszty ludności. Westchnął, a następnie uśmiechając się pod nosem podszedł do pani major. Stanął za nią i nachylił się, szeptają do jej ucha:

-Najpiękniejsza kobieta na przyjęciu i siedzi samotnie przy stole. Nie tańczysz Carter?- dosiadł się do niej ze swoim charakterystycznym uśmiechem.
-Jak pan widzi, sir. Nie mam z kim.- odpowiedziała i zaczęła mieszać napój w szklance.
-Nie wierzę, że nie znajdzie się nikt, kto chciałby porwać panią do tańca. Żaden przystojny kosmita? Żaden?- odparł rozglądając się, a ona w odpowiedzi wzruszyła tylko ramionami i wróciła do swojej zabawy ze szklanką.- Ja osobiście znam jednego starego idiotę, który oddałby wszystko za jeden taniec.
-Sir?- podniosła wzrok. Jack wstał i podał jej swoją rękę. Chwyciła ją, dając się poprowadzić do tańca. Pułkownik przysunął się bliżej i objął ją w pasie. Sam zarzuciła mu ręce na szyję, a głowę oparła na jego ramieniu przytulając się do niego.

Słońce wyszło zza wzgórza i rozświetliło pokój. Jack obudził się z okropnym kacem. Nie otwierając oczu przewrócił się na drugi bok i wtedy poczuł, że nie jest sam. „ Cholera! Jack ty durniu, upiłeś się na misji pozaziemskiej i znowu wylądowałeś w łóżku z kosmitką!” Pułkownik wymamrotał kilka bliżej nieokreślonych słów do poduszki, a następnie otworzył oczy. Był nagi. „ Cholera!” To była jedyna myśl jaka go naszła. Obrócił głowę w stronę ciepłego ciała śpiącego obok niego.

- Carter!?-Jack nie zdając sobie sprawy wykrzyknął swoje słowa na głos. Zanim się zorientował, Carter obudziła się. Rozejrzała się dookoła. Przetarła śpiące oczy, a następnie przytrzymała prześcieradło na swojej klatce piersiowej, aby nie odkryło jej nagiego ciała. Spojrzała na pułkownika i opuściła wzrok. Wygramoliła się z ogromnego łoża i owinięta prześcieradłem zaczęła zbierać swoje rzeczy z podłogi. Rumieniła się, jednak starała się to ukryć, nadal nie wiedząc co się wydarzyło.
-Sir!?- to było jedyne co przeszło jej przez gardło. Spojrzała na siedzącego w łóżku pułkownika O’Neilla, który był tak samo zaskoczony jak ona. Sam chwyciła leżącą na ziemi sukienkę. Nie wiedziała co zrobić, odwróciła się i najszybciej jak się dało wybiegła z pokoju, wprost do mniejszego pomieszczenia służącego za łazienkę. Zatrzasnęła za sobą drzwi.

Tymczasem Jack siedział pod kołdrą i zmieszany całą sytuacją próbował sobie przypomnieć co się wydarzyło. Wiedział, że przespał się z Sam, ale nie wiedział jak do wszystkiego doszło. Ostatnią rzeczą jaką pamiętał był taniec, a potem nie był pewien. Wypił coś. Pocałował ją, albo i nie… Przetarł oczy lewą dłonią. Czuł, że postąpił źle, że postąpili źle. Złamali regulamin, co mogło kosztować oby dwóch utratę kariery. Jednak w głębi serca cieszył się z tego co się stało. Od dawna zależało mu na Sam, bardziej niż powinno. Mimo, iż postanowili zachować swoje uczucia w tamtym pokoju, zaraz po incydencie z zat’arc’ami, to teraz wątpił, czy będzie zdolny do patrzenia na Carter w inny sposób niż jako tylko swoją podwładną. Zastanawiając się nad uczuciami do niej usłyszał cichy płacz dochodzący z łazienki. „ Brawo Jack, nie mogłeś tego rozegrać inaczej!” powiedział do siebie. Wiedział, a raczej podejrzewał, że Sam żałuje tego co się stało. Mimo, iż bardzo chciał zmienić ich wzajemne relacje, musiał się liczyć z tym, że jego major była zaręczona. Z Petem, policjantem. Sama myśl o Sam w ramionach innego ukuła go dość dotkliwie, jednak wiedział, że nie może tego zmienić. Mężczyzna, wygramolił się z łóżka. Ubrał swoje bokserki z Simpsonami, a następnie wciągnął swój mundur polowy, który leżał na oparciu krzesła.

Kilka minut później stał przy oknie, wpatrując się w miasto, kiedy drzwi łazienki cichutko się otworzyły, a z nich wymsknęła się przebrana Samantha. Odwrócił się. Wziął głęboki oddech. Musiał stawić temu czoło, nawet jeżeli tego nie chciał. Musiał to zrobić dla niej, dla jej własnego dobra.

-Carter byliśmy pijani. Zapomnijmy o tym. Jesteśmy przyjaciółmi, pracujemy razem. To była pomyłka, która nie powinna się zdarzyć.– powiedział jak najpoważniej potrafił. Starał się wyglądać na spokojnego, chociaż tak naprawdę, to co mówił sprawiało mu większy ból niż tortury Baala. Kochał ją, ale musiał ją chronić. Nawet jeśli ta ochrona miałaby oznaczać jej utratę.-Ty masz kogoś, ja mam kogoś. Nie psujmy tego.
-Tak jest, sir.- odparła opuszczając wzrok. Łza spłynęła jej po policzku. Szybko otarła ją zanim pułkownik zdążył ja zauważyć.
-Lepiej już pójdę.-powiedział po kilku minutach niezręcznej ciszy. Skierował się do wyjścia.- Za pół godziny wyruszamy, Carter.-wyszedł zamykając za sobą drzwi. Oparł się o ścianę, opuścił głowę w dół. Zostawił za drzwiami jedyną osobę, którą kochał. Chciał, aby była szczęśliwa, nawet jeśli to oznaczało, że będzie musiał oglądać ją w ramionach innego. Teraz Sam należała do przeszłości, tak samo jak Charlie i Sara. Musiał spojrzeć w teraźniejszość, gdzie była major doktor Samantha Carter, jego 2IC,dobry żołnierz i przyjaciel .Kobieta, która za nie długo poślubi swojego ukochanego, narzeczonego Pete’a. Jack oderwał się od ściany i ruszył w stronę swojego pokoju. Musiał się przygotować do powrotu na Ziemię.

******


TBC ;)

Użytkownik Madi edytował ten post 05.03.2011 - |22:10|

  • 1

#14 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 05.03.2011 - |22:46|

Kobieto takimi mocnymi tekstami przyprawisz mnie o palpitacje serca :D Serio bardzo dobra część. Czekam na następną i pozdrawiam :)
  • 1

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#15 cooky

cooky

    Sierżant

  • Użytkownik
  • 718 postów
  • MiastoPolska centralna

Napisano 06.03.2011 - |08:57|

Wciągnęła mnie ta historia. Poproszę więcej!!!
  • 2

Ten, który walczy z potworami, powinien zadbać, by sam nie stał się potworem.
Gdy długo spoglądamy w otchłań, otchłań spogląda również na nas.

F. Nietzsche


#16 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 06.03.2011 - |15:22|

Zgadzam się z Palek... więcej poproszę :)
  • 2
Ubi dubium ibi libertas.

#17 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 07.03.2011 - |23:33|

Wchodzę na forum, patrzę: nowy wpis w "Oczekiwaniu na lepsze jutro". Siadam i zaczynam czytać - dla takich chwil warto żyć ;).
Świetna część - doskonałe opisy przeżyć - tak jak zwykle zresztą :). W mojej opinii Jack jest romantykiem.
Korektę i resztę posta wrzucę jak będę miała czas (no cóż o godzinie 23:30 jestem dosyć śpiąca). Może jutro uda mi się dopisać resztę, chociaż nie ma na to jeszcze pełnej gwarancji. Dwa błędy zapiszę od razu: powinno być ukłuła, a za niedługo piszemy razem.
Na razie tyle. Potem jeszcze dopiszę resztę posta i dokonam dokładniejszej korekty.
Dobranoc - wstaję jutro o 6:00 (dla mnie tylko sześć godzin snu to tortura).

Pozdrawiam - igut214 :)

CDN

EDIT:

YEAH! Udało mi się wejść na kompa :).
A więc posta ciąg dalszy.

"Dyplomata, który przybył z nimi, skończył negocjacje z mieszkańcami wioski, siedział teraz przy stole z przywódcą i rozmawiał."
"Westchnął, a następnie uśmiechając się pod nosem, podszedł do pani major."
"Stanął za nią i nachylił się, szeptając do jej ucha".
"Sam zarzuciła mu ręce na szyję, a głowę oparła na jego ramieniu, przytulając się do niego."
"Nie otwierając oczu, przewrócił się na drugi bok i wtedy poczuł, że nie jest sam."
"Jack nie zdając sobie sprawy, wykrzyknął swoje słowa na głos."
"Nie wiedziała co zrobić, odwróciła się i najszybciej jak się dało, wybiegła z pokoju, wprost do mniejszego pomieszczenia służącego za łazienkę."
"Złamali regulamin, co mogło kosztować obydwóch utratę kariery."
"Jednak w głębi serca cieszył się z tego, co się stało."
"Zastanawiając się nad uczuciami do niej, usłyszał cichy płacz dochodzący z łazienki."
"Mężczyzna wygramolił się z łóżka." - po słowie "mężczyzna" nie trzeba stawiać przecinka.
"Szybko otarła ją, zanim pułkownik zdążył ja zauważyć."
"wyszedł, zamykając za sobą drzwi."
"Kobieta, która za niedługo poślubi swojego ukochanego, narzeczonego Pete’a."
"Sama myśl o Sam w ramionach innego ukłuła go dość dotkliwie, jednak wiedział, że nie może tego zmienić."

U góry są wypisane wszystkie błędy, jakie znalazłam. Tja, ostatnio lubię robić takie szczegółowe analizy tekstów ;P. Chyba już kolejny raz to piszę, ale muszę to zrobić: naprawdę świetna część i czekam na więcej :). Ciekawa jestem co się stanie, gdy Carter wróci z misji i zobaczy, że Jack wrócił - ooo taaak - to będzie bardzo ciekawe :).

Znowu pozdrawiam - igut214 ;)

THE END

Użytkownik igut214 edytował ten post 10.03.2011 - |16:35|

  • 2
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#18 Madi

Madi

    Starszy kapral

  • Użytkownik
  • 270 postów
  • MiastoChorzów

Napisano 20.03.2011 - |19:43|

taki mały fragmencik na razie :) kursywą i podkreśleniem zaznaczyłam wypowiedzi symbiontu Tok'ra aby były widoczne


*****


-Jack, Jack!- głos Daniela wyrwał go z zamyślenia. Pułkownik spojrzał na niego i dopiero wtedy usłyszał alarm sygnalizujący tunel przychodzący.- Idziesz, czy masz zamiar tak siedzieć cały dzień?
-Niee…- odparł. Archeolog posłał mu spojrzenie typu czy jesteś pewien, a następnie obrócił się na pięcie i wybiegł ze swojego biura, zostawiając Jacka samego ze swoimi myślami.

Niedługo później Jack wstał i udał się do swojej kwatery. Zamknął za sobą drzwi i usiadł na łóżku. Wyciągnął z górnej szuflady szafki nocnej znajdującej się obok łóżka pogniecione i poskładane zdjęcie. Jedyną rzecz jaką udało mu się zachować przez te wszystkie lata. Zamknął szufladę i rozłożył zdjęcie. Przedstawiała ona jego i Samanthę w dniu ich ślubu. A raczej nie ich, tylko alternatywną wersję Jacka i Sam. Doskonale pamiętał dzień kiedy znalazł to zdjęcie, kiedy alternatywna wersja dr Carter przeszła przez lustro kwantowe razem z majorem Kowalskim do ich własnej rzeczywistości. Tego dnia wrócił do zajmowanej przez nią lipowskiej kwatery. Nie była ona jeszcze wysprzątana, więc miał chwilę czasu, aby po prostu podumać co by było, gdyby… Jack rozglądnął się i wtedy znalazł to zdjęcie. Leżało przy łóżku. Wiedział, że nie ma prawa. Że to co przedstawiała fotografia nigdy się nie spełni, ale mimo to zabrał zdjęcie ze sobą i od tej chwili nosił przy sercu. Pragnął, aby to była prawda, aby Sam chociaż raz spojrzała mu w oczy i powiedziała, że go kocha. Ponownie wrócił wspomnieniami do ich wspólnej nocy. Łezka zakręciła mu się w oku.

-Kochasz ją, prawda?- odezwał się głos w jego głowie.
-To nie ma znaczenia. Ona ma męża i dziecko, jest szczęśliwa.-odparł. Mimo, iż już jakiś czas był związany z symbiontem, nadal nie przywykł do rozmów sam ze sobą.
-Proszę cię. Znam twoje myśli, dzielimy ciało. Nie oszukuj się. Kochasz ją, a to ma znaczenie.- odparł symbiont. Jack wstał z łóżka pozostawiając na nim zdjęcie. Zaczął chodzić po pokoju.
-Ona ma męża, którego kocha. Dla niej jestem martwym, MARTWYM, starym pułkownikiem, który był tylko jej dowódcą. Nic więcej.- chwycił się za głowę i zanim Atanal zdążył cos dodać, Jack odezwał się ponownie.- Odpuść, ok. Nie mam ochoty na dyskusje z tobą. Im szybciej sobie pójdziesz, tym będzie lepiej.
-Ale na razie dzielimy to ciało i myśli. Więc weź się w garść. Przyznaj się w końcu, że ją kochasz. Nie potrafiłeś tego zrobić przez tyle lat, więc chyba nadszedł już czas, nie uważasz?
-Hej wężogłowy. To moje ciało i moja głowa! Jeśli masz zamiar…- urwał, kiedy jego ciało przeszedł zimny dreszcz.- Co to do cholery miało być?
-Zimny prysznic, abyś się wreszcie opamiętał. Dopóki nie dostanę nowego nosiciela, to także moje ciało. Nie zapomnij o tym, że uratowałem ci życie.- krzyknął w jego głowie Atanal, co przyprawiło Jacka o ból głowy.

„Taa… tylko co to za życie, bez niej” dodał w myślach do siebie. Pułkownik położył się na łóżku, obrócił na lewą stronę, następnie położył zdjęcie na poduszce obok i zamknął oczy. Najlepsze co mógł teraz zrobić to zasnąć.

*****


TBC :P

Użytkownik Madi edytował ten post 20.03.2011 - |19:44|

  • 2

#19 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 21.03.2011 - |21:41|

Kiedy Carter się w końcu dowie? Ja protestuje przeciwko takim małym fragmentom :lol:
Naprawę wciągające :)
  • 2

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#20 koniu88

koniu88

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 30 postów

Napisano 22.03.2011 - |02:49|

Kiedy Carter się w końcu dowie? Ja protestuje przeciwko takim małym fragmentom :lol:
Naprawę wciągające :)

przyłączam sie do apelu kolegi :)
  • 4




Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych