Przede wszystkim podsumujmy fakty: program Ares/Orion został anulowany, nie ma zgody na jego kontynuację. Zamiast tego amerykanie będą używać rosyjskich Sojuzów by dostać się na ISS. Sama stacja zostaje utrzymana-w oryginalnych planach NASA, w przypływie szaleństwa, chciała ją spalić już w 2015, bo nie stać jej było na jednoczesne utrzymywanie ISS i prace nad Constellation. Spowodowało to negatywne reakcje nie tylko w kraju, ale i za granicą (np. Rosja stwierdziła, że jeśli tak, to zabiera swoje zabawki,tj. moduły i buduje własną stację).
Wahadłowce odchodzą w niebyt już w tym roku. Księżyc odchodzi na półkę a agencja ma skupić się na opracowaniu nowego sposobu dostawania się na orbitę. Kilka miliardów dolarów ma zaś być przeznaczone na wspieranie prywatnych firm, które mają opracować tanie i bezpieczne systemy pozwalające obsługiwać ISS, możliwe że w ogóle przejąć od NASA wszelki transport kosmiczny.
Poza tym NASA dostaje lekką podwyżkę.
Powszechnie panuje negatywne odbieranie tej decyzji (choć nie jest to jeszcze pewne, czeka nowy budżet jeszcze przeprawa przez Kongres, walka z lobby kosmicznym-przedstawicielami wszystkich tych tysięcy ludzi pracujących przy wahadłowcach etc. Tak więc może się to jeszcze zmienić). ludzie rozdzierają szaty, wrzeszczą "non pasaran!" i ogólnie panuje moda na wieszanie psów na Obamie.
Nie będę tak bardzo inny. Ten plan ma kilka elementów dobrych, robi to co trzeba, ale i tak jest zły.
1) Utrzymanie ISS: to dobrze, bo nie po to robi się coś za 100 miliardów, by zaraz to zniszczyć ledwo zaczęło w pełni działać. ISS może jeszcze służyć przez lata, a odpowiedni do niej stosunek pozwoli wycisnąć maksimum doświadczenia z tego przedsięwzięcia. Bo, nie oszukujmy się, tylko po to tam jesteśmy. ISS ma zerowa kontrybucję poznawczą, o co postarano się w trakcie jej budowy i planowania, rezygnując z takich szmerów bajerów jak moduł z sztuczna grawitacją-ot, żeby sprawdzić jak to zrobić. Porzucono myśli o instalacji jakichś wypasionych teleskopów etc. ISS służy tylko temu, by sobie tam latać i siedzieć. Ma to sens, bo pozwala nauczyć się pracy i życia w kosmosie-właśnie tego czynnika brakowało w latach 60-tych by na serio myśleć o wyprawie załogowej na Marsa. Tak więc myśląc o przyszłości należy inwestować w przebywanie i pracę na ISS. Nie, nie po to by robić szklarnie na Marsie, ale zaraz do tego wrócę. Natomiast utrzymywanie ISS jest złe, bo to gigantyczny wydatek nie dający żadnych zwrotów-oprócz wymienionego już doświadczenia. Tak więc te pieniądze można by przeznaczyć na coś bardziej produktywnego. Ogółem jednak jestem zdania, że utrzymanie ISS to dobra decyzja. przemawiają za tym liczby-100 miliardów wydanych dolarów i fakt, ze jeszcze ani roku nie przesłużyła w pełni kompletna. A potrzebny jest poligon doświadczalny, pozwalający uczyć się jak pracować i żyć w kosmosie. Jak będę dalej twierdził, jest to potrzebne.
2) porzucenie wahadłowców. Dobrze bo: bo to od początku był chory pomysł, ale na fali kosmicznego ogłupienia w latach 60-tych i początkach 70-tych wszyscy na to machnęli ręką. Wahadłowce miał być jednym z systemów jakie NASA miało rozwijać, a nie jedynym jak się okazało. No i miały być tanie, ale trudno dziś zrozumieć jak ktoś mógł tak myśleć (rakiety pomocnicze, by zostać ponownie użyte, muszą zostać wydobyte, rozebrane na części, odnowione-co często wiąże się z wymieniem tychże części, po czym w tychże częściach wysłane z powrotem na miejsce startu gdzie są pieczołowicie składane niczym jakieś puzzle. Już samo to powinno dać do myślenia, że pomysł był od początku głupi). Poza tym technologia wahadłowców była wadliwa, przestarzała a teraz doszło do tego jeszcze wyeksploatowanie. Źle, bo: bo nie ma czym latać w kosmos. Dokładnie niczym, null, zero. Tylko Rosjanie będą mieli na całej cholernej Ziemi możliwości wysyłania ludzi w przestrzeń kosmiczną oraz Chińczycy (choć z punktu widzenia używanych technologii to mała różnica). Przy czym Chińczycy nie są w stanie wysyłać ich kilka rocznie. Tak wiec jedynym krajem na całym globie który będzie zapewniał ludzkości pobyt w próżni to Rosja. Jednak biorąc pod uwagę to, że wahadłowce były latającymi trumnami (czy którykolwiek z rosyjskich startów od momentu wyjścia z etapu bycia prototypem w latach 60-tych kogoś zabił?) to dobra decyzja. Nie dość że nieekonomiczne, to jeszcze niebezpieczne, a jakby tego było mało to wiązały duża część budżetu. Więc ogółem decyzja na plus.
3) Przerzucenie się na prywatne firmy kosmiczne: chodzi tu o Orbital Sciences oraz SpaceX (zwłaszcza tą ostatnią z którą są wiązane spore nadzieje po jej ostatnich sukcesach i zdobyciu kontraktu na uzupełnianie zapasów dla ISS, podczas gdy OS zajmuje się tysiącami przedsięwzięć i jest mocno związana z wojskiem) i ich wspieranie. To dobrze, bo: NASA jest słynna z przekraczania budżetów i nie robienia niczego na czas po to tylko by potem dany projekt porzucić. Dba o stan zatrudnienia a nie o rentowność, przydatność i takie tam-jak każda agencja rządowa czy biurokracja. Jeśli kosmos ma stać się dla ludzi otwarty, to można to osiągnąć tylko z prywatnymi firmami. Dziś mają one realną możliwość spełnienia tej nadziei. Wspieranie ich jest wiec słuszne. Źle bo: bo żadna z firm, a jest ich mało (dwie...? A właściwie to pół...? patrz dalej) nie wystrzeliła ani jednego człowieka w kosmos ani nawet nie zbudowała działającego statku automatycznego, takiego jak Progress. Dopiero zaczęły swoje starania i nie wiadomo jak sobie poradzą. Może skończą jak wszystkie firmy do tej pory, robiąc swoich udziałowców w bambuko lub ponosząc fatalne porażki (Roton, ktoś pamięta?). Są po prostu niesprawdzone i powiedzieć że raczkują to tak jakby stwierdzić że galaktyka Pegaza nie jest blisko. One jeszcze nie wyszły z kojca (choć SpaceX robi, oj robi wrażenie). Poza tym najwcześniej firmy prywatne będą mogły wysyłać ludzi gdzieś około 2015 roku, nie wcześniej. Do tego czasu będą co najwyżej posyłać zapasy na ISS. poza tym OS jest firmą związaną z wojskiem i zależną od rakiet US Air Force. Zaś Space X ma swoja własna rakietę i statek, ale na razie zaliczali glebę za gleba-ledwo udały im się dwa starty i już pieją z zachwytu. Tak wiec stąd mój wniosek-mamy pół firmy. Więc nie należy jeszcze wstrzymywać oddechu. Ale, jeśli się przyjrzymy SpaceX, to nadzieja jednak jest (zwłaszcza dużym zaskoczeniem było gdy okazało się, że obok rakiety opracowali swoją własna kapsułę której będą mogli używać i do transportu ładunków i ludzi). Ale podsumowując uważam, że jednak na plus.
4) Anulowanie Constellation. bezapelacyjnie na plus. Naprawdę tak myślę-lądowanie na Księżycu w ten sposób było totalnym idiotyzmem, kosztowna pokazówką i tak samo jak program Apollo bezsensowna z naukowego punktu widzenia. Oczywiście fajnie by było wylądować znów na Księżycu, ale jeśli ma się to dokonać za bajońskie pieniądze które zostaną przez NASA roztrwonione, zaś po jednym-dwóch lądowaniach znowu wszystko ma się skończyć, to to faktycznie jest bezsensu. Nie robiło na mnie wrażenie Apollo na sterydach i uważałem to za krok wstecz, mało tego-ruch zupełnie bez sensu jeśli faktycznie chce się wylądować na Księżycu i na serio coś tam robić. Rakiety Ares nie wyglądały bowiem na szczególnie pod tym względem dobre-były przesadnie drogie, niespecjalnie wydajne i ograniczone, zaś ich rozwój zajął za dużo czasu i pochłonął za dużo pieniędzy. Tak więc nie żal mi Księżyca bo jestem zdania, ze Aresy by nas tam nie zabrały.
Ale żal mi Oriona oraz Aresa I. Aresy V nie powinny być rozwijane w obecnym budżecie, ale nie sądzę by porzucenie Aresów I było mądre. to tak, jak z ISS-już władowano w to pieniądze, prototyp poleciał. Gdyby teraz zaczynać od nowa to zmarnuje się kolejne lata, a NASA i tak niczego taniej ani szybciej nie zrobi. Wie tylko dubluje się koszty. Lepiej dokończyć program, wiedząc że nie ma on służyć żadnym księżycowym mrzonkom, tylko utrzymaniu prowadzenia USA w kosmosie. Porzucenie Aresów I na dobre pieczętuje los załogowych misji NASA, bo ani nowy pojazd nie powstanie z dnia na dzień, ani prywatne firmy nie wyskoczą z czymś jak filip z konopii, ani reszta krajów-Rosja i Chiny-nie zatrzymają sowich programów po to tylko, by zaczekać na amerykanów.
Uważam, że Aresy I i Oriony powinny zostać przeprofilowane na proponowane załogowe misje na przelatujące obok Ziemi planetoidy. Taka propozycja padła, ale nie przekonała najwyraźniej nikogo ważnego. Ja natomiast twierdzę, że mają one sens.
Decyzja o odłożeniu lądowań księżycowych: na plus, Ares V to była fikcja.
Decyzja o totalnym anulowaniu Constellation: błąd. Powinno się go doprowadzić do półmetka. Utrzymano by wtedy zdolność ameryki do obecności w kosmosie niezależnej od innych krajów czy czynników, a w razie potrzeby można by szybko powrócić do projektów lądowań Księżycowych (no zawsze może się okazać, że jednak są potrzebne, choćby ze względów propagandowych). Dzięki temu NASA nie musiałoby zaczynać wszystkiego od nowa i zachowałaby zdolność robienia czegoś istotnego.
I tu dochodzimy do mojej głównej tezy. Otóż twierdze, że szczerze mówiąc załogowe loty w kosmos są trochę bezsensu. Naprawdę. Przynajmniej takie na Marsa czy Jowisza. Zupełnie poza naszym zasięgiem, a przede wszystkim-nie maja ekonomicznego ani naukowego sensu. To samo mogą znacznie taniej, prościej i bezpieczniej zrobić automatyczne sondy, które potrafią działać całymi latami, nawet dekadami i poszerzać nasza wiedzę o wszechświecie.
Natomiast co dają loty załogowe, lądowania? Niewiele. Nie istnieje obecnie szybka i tania metoda transportu ludzi na orbitę, a co dopiero na księżyc-to kosztuje fantastyczne kwoty. Do tego ładunek jaki można tam zabrać jest wręcz śmieszny. Nie można więc realnie myśleć o budowie jakiejś wypasionej bazy, skąd można by prowadzić stałą obserwacje i badania. Gdyby tani transport istniał, to owszem-ale takiego nie ma. Jedyny sposób jakim dysponujemy (albo raczej-już nie albo nigdy już)to potwornie drogie rakiety w stylu Saturnów V, Aresów V, N1. Ale jakbyśmy naprawdę z jakiegoś powodu koniecznie chcieli na księżycu wylądować, to da się to załatwić za jakieś 2-3 lata IMO. Wystarczy uruchomić produkcję rosyjskiej Energii-co samo w sobie jest jakimś tam wyzwaniem, ale można to zrobić znacznie szybciej niż zbudować nową rakietę od podstaw. Pytanie tylko po co coś takiego robić. Na księżycu tak naprawdę nic nie ma, czego nie można poznać bez angażowania takich środków i narażania życia. Ktoś ukuł tezę (i nie trudno domyśleć się kto i w jakim celu) że na księżycu jest w bród helu-3, a to jest paliwo przyszłości. Sęk w tym, że wcale go tam tak dużo nie ma, a to paliwo jest bezużyteczne bo nie ma-i nie zapowiada się by w ciągu 5 lat powstały, mówi się wciąż o dekadach-reaktory termojądrowe je wykorzystujące.Zaś nasze zainteresowania leżą blisko Ziemi i są z nią związane.
Na tym tle nie uważam, by utrzymywanie ISS było bez sensu, ani ze w ogóle obecność ludzka na orbicie to strata czasu i atłasu. Otóż nie. Akurat orbitalne loty są bardzo ważne. Bowiem w przeciągu dwóch dekad nasza zależność od systemów tam się znajdujących wzrośnie. Będą umieszczane nowe satelity, nowe systemy, elektrownie słoneczne, laboratoria etc, żeby nie wspominać już o zwiększającej się roli militarnej kosmosu (można spodziewać się praktycznego anulowania traktatu o nie umieszczaniu broni w kosmosie). Do tego dojdzie kosmiczna turystyka w różnych formach (Bigelow Aerospace i jego stacje, które już są testowane na orbicie czy sławny Virgin Galactic). Nastąpi komercjalizacja i militaryzacja, a co za tym idzie coraz więcej pieniędzy będzie szło w górę. Dlatego też możliwość wysyłania tam ludzi będzie bardzo ważna-niezależność w tym względzie powinna być interesem narodowym USA. A zbieranie doświadczenia jak coś w kosmosie budować, pracować i żyć, gromadzić dane medyczne o wpływie tego środowiska na człowieka-to bardzo ważne zadania w tym kontekście. Jak przeprowadzić naprawę kolektora słonecznego samymi tylko robotami?
Oprócz tego rolą NASA powinno być inspirowanie kolejnych pokoleń i kontynuacja w jakiś tam sposób swojej niegdyś chwalebnej historii-stąd misje na planetoidy w ramach Ares I/Orion mod. Takie misje też mają inne znaczenie-bezpieczeństwa narodowego. Pozwalają opracować technologie na wypadek potrzeby odwalenia czegoś a'la Armageddon (tak wiem,że film był głupi), czyli po prostu posiadania możliwości realnej, szybkiej reakcji na zagrożenie uderzeniem. Obecnie takiej możliwości nie ma, choć Rosjanie chcą ją ponoć posiąść. Ale wiemy jak to u nich jest-wielkie plany, wspaniałe projekty, nie ma kasy, bęc. Chociaż od momentu porzucenia Mira i putinowskich reform program kosmiczny Rosjan ma niezłe perspektywy i nawet rozmach (nowy kosmodrom, dwie rodziny nowych rakiet nośnych, nowy statek załogowy, silnik nuklearny, satelity GPS etc) choć jak zwykle więcej gadają niż im się udaje faktycznie zrobić.
Tak, zdaję sobie sprawę, że tak jak w przypadku Hellu-3 histeria wokół możliwego kosmicznego zderzenia została rozpętana po to, by wymusić doinwestowanie NASA. Ale w przeciwieństwie do helu-3 to ma jakiś sens i faktycznie takie zderzenie nam grozi, czego dowodem jest to, że kilka razy rocznie coś obok nas przelatuje i wykrywamy to w ostatnim momencie. Dobrze by było przygotować się na zły scenariusz i mieć możliwości zapobieżenia katastrofie, nawet jeśli jest ona mała. Poza tym można to wykorzystać do badan naukowych-oprócz doskonalenia technologii. Wydatkowanie pieniędzy w tym kierunku nie jest bez sensu. Poza tym umożliwiłoby to-przy zachowaniu Aresa I i Orionów-na załogowe loty na takie ciała, co byłoby nawet bardziej inspirujące niż lądowanie na Srebrnym Globie (księżyc? Łeee, już tam byliśmy...). Spełniono by więc jeden z postulatów-że NASA ma działać "zachęcająco" na wyobraźnie przyszłych inżynierów, inspirować dzieci do nauki i takie tam.
Co więc chciałbym by NASA dalej robiła? I dlaczego u diabła NASA? No, ostatnie pytanie ma prostą odpowiedź: bo to jedyna agencja która ma realne możliwości robienia czegoś naprawdę. Reszta dużo chce, ale mało może (choć to przez ISS ESA nie stała się trzecią potęga kosmiczną, bo swojego Columbusa włączyła w skład ISS, przez co żaden astronauta europejski nie poleciał nigdy w kosmos sam, bez asysty NASA. Przez to Chińczycy ukradli nam ładne miejsce numer trzy w tej kategorii. Czwarte pewnikiem podbiorą nam hindusi w 2017 roku. No to już jest szczyt&wstyd. Piąte? Piąte pewnie zabierze nam Japonia i tylko z nią możemy się o coś ścigać, bo są tak samo w lesie)
NASA powinna przekierować wysiłki z drogich, bezużytecznych programów w stylu lądowań na księżycu czy marsie na pożyteczne i takie, które są potrzebne, ale nieosiaglane w inny sposób. Tak więc NASA winna rozkręcić potężnie program bezzałogowych badań kosmosu, wysyłać sondy jak szalona i ćwiczyć się w robotyce i autonomiczności sond-tylko tak bowiem można naprawdę zbudować gdzieś bazę dla ludzi. Posyłając tam armię małych orotów, które wszystko pryzgotują. Poza tym można w ten sposób sto razy więcej sie dowiedzieć, niż latając załogowo. Wyobraźmy sobie taki scenariusz-zbudowane zostaje sześć sond, każda z nich ma na pokładzie po dwa-trzy łaziki. Lądują w różnych miejscach Księżyca i rozpoczynają badania. Ten sam program może być użyty do badania Marsa czy innych interesujących ciał niebieskich. Zamiast posłać jedną-dwie zindywidualizowane sondy, posłałoby się cała flotyllę porozumiewających się ze sobą automatów. Najpierw przetestowano by system na Księżycu, a potem można by badać Marsa. Otoczyć planetę mgiełką mikrosatelitów i sond, posłać UAV w atmosferę, szeregi łazików na powierzchnię, balony etc. W dwa lata poznano by więcej, taniej i bezpieczniej niż wysyłając tam ludzi. I nie jest to mniej "fajne" niż misje załogowe-kiedy ostatni raz NASA zrobiła coś takiego? Najwyżej posyłała dwie sondy na raz. A dziesięć? Piętnaście? Sześćdziesiąt? Pozwoliłoby to na badania Układu Słonecznego z prawdziwego zdarzenia, a nie jakieś wybiórcze plumkanie.
NASA powinna opracować i przetestować systemy pozwalające zapobiec zderzeniu Ziemi z kosmicznymi śmieciami. Jest kilka projektów i każdy należałoby sprawdzić, zbudować, testować by wybrać najlepszy na dany scenariusz. Od tego może zależeć bezpieczeństwo USA, ale także Ziemi. Prawdopodobieństwo jest małe, to prawda, ale w końcu ubezpieczamy się od niemniej nieprawdopodobnych zdarzeń na co dzień. Należy być przygotowanym na najgorsze.
NASA powinna nadal utrzymywać ISS i myśleć nad jej jak najlepszym spożytkowaniem. Potrzebne jest nam doświadczenie dla przyszłych systemów orbitalnych które będą załogowe. Ale nie należy porzucać planów unaukowienia ISS w większym niż to obecnie jest stopniu. Do dzisiaj agencja żałuje swojej decyzji odnośnie Skylaba i tego, że pozwoliła mu po prostu spłonąć (choć prawda, przez przypadek). ISS można i należy doposażyć, by mogła pełnić swoją role jak najdłużej i jak najlepiej.
NASA powinna wspierać cywilne programy mające przestrzeń kosmiczną spożytkować i poznać, nie zaś propagandówki w stylu drugiego lądowania księżycowego.
NASA powinna popychać granice niemożliwego. Powinna przełamywać bariery i zajmować się czymś naprawdę ambitnym, jak np. wysyłaniem sond międzygwiezdnych (project Longshot), przeprowadzając załogowe lądowania na planetoidach przelatujących obok nas (Orony) oraz opracowywać technologie z myślą o oddaniu ich jako gotowców prywatnym firmom kosmicznym (żagle słoneczne, silniki etc) oraz by móc je wykorzystać w projektach bezzałogowych. Powinno się więc je opracowywać z myślą o takich urywających tyłek pomysłach jak Project Longshot-sondy międzygwiezdnej (którą jak się uważa można by zbudować w przeciągu kilku lat, technologie bowiem już są).
No i ostatnia rzecz-opracować jakiś porządny system wynoszenia dużych ładunków na orbitę. Nie, nie ciężkich. Dużych. Dużych objętościowo-choć jakiś rozsądny udźwig jest mile widziany (właśnie to mi się podobało w nieco naiwnej propozycji Jupiter DIRECT-że oprócz zdolności wynoszenia ciężkich ładunków był tam przestrzeń na umieszczanie ładunków dużych. Rozmiary modułów ISS były ograniczone wielkością rakiet i wahadłowców).
A Księżyc? Księżyc poczeka, nie ucieknie. Miną dekady zanim ktokolwiek na nim znów wyląduje. Lepiej, zamiast budować wielgachne mega-rakiety w stylu Aresa V pozwolić by powstał jakiś porządny system przetaczania ładunków między Ziemią a naszym naturalnym satelitą, np. VASIMR lunar truck robiony przez prywatna firmę (demonstrator technologii ma być za rok-dwa umieszczony na ISS jako silnik manewrowy do korekcji pozycji). Jeśli bowiem chcemy coś na Księżycu na serio robić, a nie tylko wygłupiać się w flagami, to należy zbudować cała. infrastrukturę-ciągniki, takie jak VASIMR lunar tug, oraz umieścić zbiorniki z paliwem na orbicie.
Użytkownik Sakramentos edytował ten post 02.02.2010 - |22:19|

Logowanie »
Rejestracja









