No to po wielkich bólach trafiliśmy wreszcie na Atlantis - zaginone miasto Pradawnych, gdzie mieliśmy zamiar znaleźć środki do obrony przed Goa'uldami. Zorganizowaliśmy wielką, międzynarodową ekspedycję, daliśmy im kupę sprzętu i posłalismy bóg wie gdzie. Po pierwszym zachwycie nad jego potęgą i technologią okazuje się, że całe miasto "jedzie" na ostatnich amperach i wycieczka mogła się zakończyć równie szybko jak się rozpoczęła. Dobrze, że Pradawni pomyśleli, że jakaś tępa i zacofana setki tysięcy o ile nie więcej lat rasa będzie im grzebać w mieście i powkładali do wszystkiego systemy bezpieczeństwa na wypadek wszystkiego.
Dobra. Skoro już przyszliśmy i nie mamy jak wrócić, to trzeba się jakoś zorganizować. Pomimo, iż na Ziemi mieliśmy poważne problemy z zaadaptowniem technologii Pradawnych, to tutaj od razu wiemy co do czego służy i jak się do tego podłączyć. Skoro już się jako tako ustawiliśmy, to trzeba co zrobić? Oczywiście zacząć eksplorować całą glaktykę (prawdziwymi konkwistadorami jesteśmy), bez wysyłania sond ani oceny ryzyka (jeżeli się mylę to sorry, ale MALPa nie widziałem). A, no i nie możemy zapomnieć o znalezieniu sobie wrogów zaraz w trakcie pierwszej misjii.
Tym naszym nowym straszliwym wrogom też należy się kilka słów. Otóż wiemy, że byli bezpośrednią przyczyną ucieczki Pradawnych z tej galaktykii rasą równie potężną. Tylko, że ich środki walki bezpośredniej są conajmniej mało skuteczne. Inteligencją też nie grzeszą... Ale to wszystko już na forum było poruszane i doszliśmy do wniosku, że Ci, którzy pogonili kota Pradawnym jeszcze spią. To może przyjżymy się naszym sprzymierzeńcom.
Hmm... Pierwsze co rzuca się w oczy to, że wszędzie są ... ludzie (dobra - poza jednym wyjątkiem - jakimiś chmurkami które boją się ukazać każdemu) - tacy normalni, standardowi, czasem niezbyt sprytni i zabobonii ludzie. I do tego są albo udają prymitywnych. Ci co udają, za wszelką cenę chcą się upodobnić do ludzi z Ziemi z czasów okołowojennych. Nie tylko sprzętem, ale nawet ubiorami. Poziom rozwoju cywilizacji, która ma problemy ze zbudowaniem bomby atomowej nie przeszkadza im w zbudowaniu interfejsu do elementu statku kosmiczego innej rasy za pomocą dwóch kabelków. Poza tym wszyscy jacyś podejżliwi są i pazerni strasznie. Tylko handlować chcą. Nic za darmo, albo na kredyt. Widać kapitalizm sięga swoimi mackami aż po krańce wszechświata. Co do podejżliwości, no to przecież zrozumiałe, bo rasa całkowicie różniąca się budową i fizjonomią, sposobem odżywiania, przerastająca wszystkich w galaktyce poziomem zaawansowania technologii zawsze będzie chciała mieć swoich agentów wśród jedzienia a to jedzenie będzie chętnie wspólpracowało w zamian za... co? Materialne kożyści ? A co Wraith mogą im dać, oprócz szybszej śmierci.
Teraz kilka kwestii dotyczących oprawy serialu. Wsysyłając dużą ekspedycję do innej galaktyki trzeba pomyśleć o wielu rzeczach. Między innymi trzeba w coś ubrać naszych wysłanników. A że zwykłe mundury się nie nadają, bo są zbyt właśnie zwykłe, to trzeba je udziwnić. A najlepiej skopować te skąd...? Ze Star Treka. Inną sprawą jest sprzęt. Po co targać ze sobą masę czujników, analizatorów, sprzętu laboratoryjnego, jak można zaopatrzyć sie w wielofunkcyjny multimetr rodem skąd..? Oczywiście ze Star Treka. Teraz już nie trzeba obcych technologii przynosić ze sobą do bazy i za pomocą masy urządzeń i intelektu rozgryzać co to takiego może być, tak jak to robiła staromodna Sam Carter. Przecież wystarczy rzucuć okiem na mały przenośny trikoder i zaraz wiemy gdzie w okolicy jest jakaś zaawansowana technologia i czym jest to przed czym właśnie stoimy. No a Pradawnym też znudziły się pół mechaniczne wrota i musieli wykombinować takie błyskające, na trójkątne przyciski rodem skąd...? Nie ze Star Treka, ale z wesołego miasteczka.
Reasumując muszę osobiście stwierdzić, że serial ten może zły nie jest ale wybitnym tak jak SG-1 nie jest i chyba nie będzie. To co przyciągało do SG-1, to prawdopodobność wydarzeń, realizm, możliwość swobodnej eksploaracji innych bardzo różnych i zaskakujących światów, cała otoczka dotycząca Goa'uldów, wykorzystanie legend, religii, starozytnych cywilizacji i przedstawianie ich w zupełnie innym świetle, o i oczywiście O'niell - Anderson. Niestety w Atlantis pozostało z tego tylko P-90 i wrota. Serial jest wtórny względem SG-1 i nie wyróżnia sie niczym. Dlatego nie wróżę mu najlepiej. Na pewno nie będzie godnym następcą tego "najlepszego spośród seriali dotychczas nakręconych" i przeminie szybko i cicho.
Użytkownik sidi edytował ten post 25.09.2004 - |19:54|

Logowanie »
Rejestracja








