Skocz do zawartości

Zdjęcie

Nowa misja :)


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
57 odpowiedzi w tym temacie

#1 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 04.06.2009 - |10:02|

Moje autorskie wypociny :rolleyes:

Goa'uld Nabu siedziała w swojej świątyni, na swojej planecie Klesnarze i rozmyślała nad tym co usłyszała od swoich wywiadowców. Donieśli jej o ludziach, którzy pochodzą z Tauri i walczą z Goa'uld. Myślała czy powinna się ich obawiać, ale uświadomiła sobie, że na Klesnarze nie ma wrót i leży on za daleko na podróż statkiem.
Nabu była inna niż reszta Goa'uld, nie znęcała się nad swoimi poddanymi i traktowała ich bardziej łaskawie. Czasami mogłoby się wydawać, że jest ona bardziej jak Tok'ra. Jej rozmyślania przerwało pojawienie się sługi:
- Pani Hatak Setha pojawił się na orbicie.
- Szykować Mój okręt do startu.
***
Wyszła ze świątyni i poszła do swoich komnat po broń goa'uld. Gdy weszła na pokład Hataka Jej pierwszy przyboczny Terk podniósł osłony i wystartował. Na orbicie zaskoczył ich przekaz wideo od Setha "Nabu poddaj się albo zostaniesz zgładzona. Zależy nam tylko na Trinium."
Wtedy Nabu wpadła na szalony pomysł poproszenia o pomoc tych tau'ri, o których mówiono, że zgładzili Apfisa. Nie bardzo wiedziała jak się z nimi skontaktować, więc kazała Trekowi ich odnaleźć.
Trek wziął swój oddział, wsiedli do myśliwców i polecieli na najbliższą planetę z wrotami.
***
Trek był trzydziestoparoletnim Jaffa. Pierwszym przybocznym został, kiedy Nabu najechała jego rodzinną planetę i Trek w obronie rodziny zabił byłego przybocznego.
Leciał myśliwcem i rozmyślał, w jaki sposób ma znaleźć tych Tauri? Prawdę powiedziawszy obawiał się ich po tym, co powiedzieli mu zwiadowcy. Wynikało z tego, że choć nie mają statków kosmicznych i tak potrafią zniszczyć Hataki. Trek zastanawiał się, co bedzie musiał zrobić żeby ich przekonać do podróży na Klesnara. Może będzie musiał ich zmusić lub porwać żeby z nim poszli. Rozmyślania przerwał, gdy nawigator powiedział, że podchodzą do lądowania.
Wylądowali, na P3X -857 i zaczęli rozpytywać mieszkańców. Uwagę dowódcy przykuł starszy mężczyzna przyglądający mu się. Zaniepokojony podszedł do niego i zapytał:
-Znasz ludzi z Tauri?
-Skąd- starzec jakby nie rozumiał.
-Z Tauri, walczą z Goa'uld- Trek tracił cierpliwość.
-A jedynkę. Słyszałem o nich.
-A coś więcej o tej jedynce, jak się z nimi skontaktować?
-Nie wiem ja tylko słyszałem opowieści o dzielnych, tauri, którzy pokonują władców systemów- powiedział i odszedł do swojej pracy.
Trek zirytowany faktem, że nikt mu nie chce udzielić informacji, kazał mieszkańcom rozgłosić, że bogini Nabu poszukuje "Jedynki". Odlecieli
w poszukiwaniu następnej szansy na kontakt.
***
Dwa dni później Star Gate Comand.
Daniel katalogował artefakty z poprzedniej misji na P3X-606. Właśnie badał małe okrągłe puzderko z inskrypcjami Goa'uld, już miał je otworzyć by sprawdzić, co jest w środku, gdy usłyszał dzwonek alarmu. Wbiegł do sterowni, jako ostatni.
-Niezapowiedziana aktywacja z zewnątrz.
-Podnieść osłonę- powiedział gen Hammond.
-Kod Jacoba sir.
-Opuść osłonę.- Gen odetchnął.
Poszli do sali wrót by się przywitać. Carter nie widziała ojca od 2 miesięcy i bardzo się stęskniła.
-Mam dla was ciekawe informacje- powiedział Jacob i przywitał się ze wszystkimi.
-Przejdźmy, więc do sali odpraw, tam spokojnie porozmawiamy.- Zarządził generał.
Zajęli swoje miejsca przy stole i Jacob zaczął opowiadać.
-2 dni temu, gdy byłem odebrać raport od naszego wysłannika na P3X-857, zaczepił mnie pewien Jaffa i wypytywał o was.
-I cóż w tym dziwnego? Przecież jesteśmy sławni.-Powiedział Jack.
-Dziwne jest to, że był to pierwszy przyboczny, ale nie znam Goa'uld, któremu służy Teal'c może ty rozpoznajesz ten znak?- Podsunął mu kartkę, na której było narysowane duże N otoczone złotym kręgiem.
-Jest mi obcy, ale może Bra'tac go rozpozna. Trzeba go zapytać.
-Teal'c czy wiesz gdzie teraz przebywa Bra'tac? -Spytał generał.
- W istocie. Przebywa na naszej planecie buntowników, w obozie szkoleniowym.
-Udasz się tam i go zaprosisz natychmiast.
-Jak każesz.- Teal'c wstał i wyszedł.
-Jacob pewnie chcesz porozmawiać z córką? Pułkowniku zostawmy ich.
***
Generał, pułkownik i Daniel wyszli. Sam została z ojcem, wreszcie mogła się do niego przytulić.
-Nawet nie wiesz jak za Toba tęskniłam- powiedziała i osunęła się lekko.
-Ja też tęskniłem. Co u ciebie słychać?
-Pracuję teraz nad zwiększeniem wydajności generatorów naqadach i cały czas próbujemy ujarzmić trinium.
-Wiesz, co jestem głodny, mam ochotę na stek, chodźmy do mesy, pogadamy.
- Zgoda.- Powiedziała Carter i wyszli.
***
W tym samym czasie, w pracowni Daniela.
-Byliśmy na tej P3X-857, prawda? Kojarzę drzewa.-Spytał Jack.
-Tak byliśmy tam jakiś czas temu, ale nie znaleźliśmy nic ciekawego. Mieszkańcy wierzą i są poddani Heurowi, chociaż nie było Go tam od3 tysięcy lat. Nie są rozwinięci technologicznie, a na planecie nie ma trinium ani naquadach ani innych cennych minerałów. Są pobożni, wszystko robią na chwałę, Herurowi i wierzą, że on przybędzie i dz im nowe możliwości.
-A wiem ci fanatycy, którzy nie pozwalają mówić niczłego na Goa'uld.-stwierdził Jack.
-Jack to nie fanatycy tylko zwyczajni rolnicy i farmerzy, którzy zatrzymali się w rozwoju cywilizacyjnym na poziomie XIX w. Generał kazał się nie wtrącać, bo nie grozi im żadne niebezpieczeństwo a Wrót nie potrafią obsługiwać i traktują je jak świątynie.-Powiedział Daniel.
- Ok i tak nie chciałem tam wracać.
-Ciekawe czy Bratac zna tego boga.- Zastanawiał się Jack.
-Chodź sprawdzimy czy Teal'c wrócił- Jack wstał i pociągną za sobą Daniela.
-A jeżeli Bratac nie będzie nic wiedział to, co?- Spytał Daniel.
-Trzeba będzie go poszukać i sprawdzić, czego od nas chce.- Stwierdził Jack.
***

Kilka godzin później, sala odpraw.
-Mistrz Bratac przeprasza, ale nie mógł, przybyć. Właśnie przybyła nowa grupa buntowników i musi się nimi zająć.- Zameldował Teal’c.
-Dobrze Teal’c, pokazałeś Bratacowi ten symbol, rozpoznał go?- Zapytał generał.
-Nie generale mistrz go nie rozpoznał.
-W takim razie musimy sami do niego dotrzeć, ale jak?- Zastanawiał się Daniel.
-Jacob czy przyboczny się przedstawił?- Spytał Hammond.
-Niestety i kolejna niepokojąca wiadomość, oni poróżują myśliwcami, więc trudno będzie ich namierzyć, ale zawiadomię wszystkich Tok’ra na planetach żeby mieli ich na oku i zorganizowali spotkanie. Z pierwszym przybocznym. W tym celu chciałbym już wyruszyć generale.-Powiedział Jacob.
-Nie możesz stąd przekazać wiadomości?- Zapytała Sam z nadzieją.
-Przykro mi kochanie, ale nie mam przy sobie ani nie pamiętam współrzędnych wszystkich planet. Obiecuję, że jak się z tym uporamy to wezmę wolne i wyjedziemy gdzieś. Zgoda?- Zapytał Jacob.
-Wiem tato, zgoda.- Przytaknęła zrezygnowana Sam.
Jacob przeszedł przez wrota a drużyna wróciła do swoich zajęć. Zaczęło się nerwowe oczekiwanie na wiadomość.
***
Klesnar, świątynia Nabu.
Hatak królowej został na orbicie by pilnować Setha. Nabu przy pomocy pierścieni transportowych wróciła do świątyni.
Zła i zaniepokojona chodziła w tę i z powrotem. Niecierpliwiła się, że od trzech dni nie ma żadnych wiadomości od Treka. Martwiło ją to tym bardziej, że nie wiedziała ile jeszcze Seth będzie czekał.
-Pani?- Jej wędrówkę przerwało przybycie sługi.
-Czego?- Była zbyt zła chciała się na kimś wyładować.
-Pani Trek wrócił.<div align='center'></div>
-Niech w tej chwili tu przyjdzie.- Zarządziła.
Sługa wyszedł ze świątyni, Nabu usiadła na tronie i czekała. Trek wszedł, skłonił się nisko i czekał aż pozwoli mu się odezwać.
- Ależ ten Trek przystojny.- Pomyślała Nabu, już dawno postanowiła go wziąć na partnera. Rzeczywiście był przystojny, 190cm, brunet, ostro zarysowana szczęka i śliczne zielone oczy. Doskonale zbudowany, silny, świetny pierwszy przyboczny.
-Powstań- rozkazała.
-Pani byliśmy na wszystkich planetach w zasięgu myśliwców, nigdzie nie trafiliśmy na Taur’i.- Zameldował Jaffa.
Oczy Nabu zaświeciły ze złości, – Po co wróciłeś z takimi marnymi wiadomościami, rozkazałam ci ich znaleźć.
-Pani zostawiłem na każdej planecie wiadomość, że poszukujesz tych Taur’i, a na ważniejszych planetach ludzi. Jeżeli coś się wydarzy dadzą znać.- Powiedział Trek.
Nabu bliska wybuchu –Wyjdź- rozkazała Trekowi- i przyprowadź jakiegoś jeńca- musiała się na kimś wyładować a Treka chciała w inny sposób.
***
P3X-105
Jacob wysiadł ze swojego trójkąta i rozejrzał się. Wrota były położone na terenie przypominającym ziemską sawannę. Na linii horyzontu widać było drzewa i dachy pojedynczych budynków. Wylądował przy wrotach żeby nierobie zamieszania. Mieszkańcy byli kupcami i podróżnikami, dlatego obcy nie budzili strachu, co innego statki kosmiczne. Statkami przylatywali tylko Goa’uld, nigdy z nimi nie handlowali. Jacob zamaskował statek, i poszedł do osady.
Osada składała się z kilkudziesięciu rozrzuconych na sporym terenie domków. Domki z kamieni z małymi oknami, kryte dachówkami wypalanymi z gliny. Osada rolnicza, gdzieniegdzie biegały kury, zwierząt nie było widać, ale Jacob wiedział ze hodują oni zwierzęta podobne do krów. Dotarł do osady i zaczął wypytywać rolników:
-Słyszeliście może o Goa’uld, który poszukuje Taur’i?- spytał Jacob gospodarza wioski.
-tak był tu przedwczoraj i wypytywał, powiedzieliśmy mu, że tu do as codziennie nowi na handel przybywają i jak chce to niech zostanie i sam wypyta przybyszów.- odparł gospodarz.
Jacob zmartwił się –Mówił, kiedy wróci?- zapytał.
-Tak powiedział, że przybędzie dzisiaj zobaczyć się z handlarzami- oznajmił gospodarz.
-Za ile mniej więcej przybędą? – zapytał Tok’ra.
Gospodarz spojrzał w niebo na ruch słońca i odpowiedział – Za jakieś dwie godziny.
Dobrze pomyślał Jacob, podziękował gospodarzowi za rozmowę. Handlowcy zjawili się dokładnie tak jak mówił gospodarz, a wraz z nimi zjawił się Trek. Tok’ra go od razu rozpoznał, jako przybocznego, podszedł do niego i zapytał:
-Czego chcesz od Taur’i?
Trek nieco zdziwiony, że miejscowy go pyta o coś, o czym nie powinien mieć pojęcia odparł:
-Moja pani Nabu chce z nimi porozmawiać, znasz ich?
-A, jeśli tak to powiesz, w jakiej sprawie to spotkanie- Jacob był zniecierpliwiony.
-W sprawie pomocy, ale więcej Ci nie powiem, chyba, że powiesz jak się z nimi skontaktować- odpowiedział Trek.
-Goa’uld, który potrzebuje pomocy Taur’i? Hahaha - Tok’ra był rozbawiony.
-Zróbmy tak ty podasz adres planety swojej pani, a ja przekaże go Taur’i i jeżeli będą chcieli to przybędą- zaproponował Jacob.
Trek się zastanawiał, nie był czy obcy mówił prawdę, że może się skontaktować z Taur;, nie wiedział również czy ma podać współrzędne Klesnara. Musiał myśleć szybko, bo obcy zaczynał się niecierpliwić.
-Dobra podam ci współrzędne mojej planety, ale poproś Taur’i o pośpiech to pilna sprawa i powiedz żeby wzięli ze sobą broń- powiedział Trek.
Jacob nieco zdziwiony tą odpowiedział, zapisał współrzędne powiedział Trekowi, że jeżeli Taur’i się zgodzą to będą za dwa dni od dzisiaj. Pożegnał i ruszył ku statkowi, musi natychmiast powiadomić Sam i resztę.
Kilka godzin później, Star Gate Command.
Sala odpraw.
Jacob opowiedział spotkanie z Trekiem, o Nabu, o sprawie niecierpiącej zwłoki.
-Generale możemy już wyruszyć? Proszę- napalił się Jack.
-spokojnie pułkowniku, najpierw musimy się czegoś dowiedzieć o tej Nabu i o planecie- powiedział Hammond - Doktorze Jackson proszę zacząć badania, chcę wiedzieć wszystko, co pan znajdzie.
Tak jest Sir- powiedział Daniel.
-Jack jak tylko doktor i major zbiorą dane następna narada. Jacob zostań, może będziemy potrzebowali pomocy Tokr’a- zarządził Generał.
Rozeszli się do swoich zajęć.

22.00 Sala odpraw.
- Nie znalazłem żadnej wzmianki o bogu imieniem Nabu, w żadnej Religi. Aczkolwiek w dzienniku z z planety, na której ukrywał się Jolinar jest napisane, że Nabu to bardziej Tokr’a niż Goa’uld. Nieba rdzo wiem jak to rozumieć, ale chodzi chyba o to, że przejmuje się ludźmi- powiedział Daniel.
-Może to nie Goa’uld tylko przebieraniec?- Spytał Jack.
-Tym zajmiemy się na miejscu Sir, mamy poważniejszy problem. Planety nie ma w bazie danych, Tokr’a też o niej nie słyszeli. Albo po prostu nie ma tam wrót. Tak czy inaczej sugeruję podróż statkiem- powiedziała Sam.
Lekko zmartwiony generał zapytał –Jacob czy poleciałbyś z nimi?
-Oczywiście George- odpowiedział Jacob.
- To znaczy, że postanowione? Idę się pakować- powiedział Jack i wstał.
-Nie pułkowniku, teraz spać odprawa jutro rano – zarządził generał.
Jack posmutniał, ale wykonał polecenie. Poszli do swoich pokoi, chociaż wiedzieli, że i tak nie zasną.
Nazajutrz, sala wrót.
- Carter ile generał pozwolił wziąć C4?- Zapytał pułkownik.
-8 kg tyle, co zawsze Sir- odpowiedziała major.
-Sądzę, że to będzie za mało- myślał na głos Jack. W tym momencie wszedł generał.
– Nie przesadzaj Jack, ta ilość wystarczy do wysadzenia kilku Hataków, czy sporej budowli- powiedział Hammond.
-Wiem Sir, ale wolałbym wziąć więcej żeby czuć się bezpieczniej- odparł pułkownik.
-Nie i koniec, gdzie reszta zespołu?- Zapytał generał.
-Teal’c i Jacob przygotowują statek a Daniel szuka jakiegoś słownika, który jak uważa będzie mu niezbędny- odpowiedział pułkownik.
-Sierżancie proszę pogonić doktora Jacksona- generał zwrócił się do strażnika. Sierżant zasalutował i wyszedł, po chwili wrócił z doktorem.
***

Użytkownik Palek21 edytował ten post 14.10.2009 - |12:19|

  • 2

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#2 kiti89

kiti89

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 09.06.2009 - |10:38|

Może nie jestem najlepsza w ocenianiu takich opowiadań, ale taki początek wydaje mi się nawet interesujący. Naprawdę jestem ciekawa co się dalej stanie i jak w końcu tej Nabu uda się sprowadzić SG1... Czekam na ciąg dalszy ;)
  • 0

#3 inwe

inwe

    Starszy chorąży sztabowy

  • Użytkownik
  • 1 968 postów
  • MiastoŻory(Śląsk)/Wrocław

Napisano 23.07.2009 - |13:29|

Myślała czy powinna się ich obawiać, ale uświadomiła sobie, że na Klesnarze nie ma wrót i leży on za daleko na podróż statkiem.

Wtedy Nabu wpadła na szalony pomysł poproszenia o pomoc tych tau'ri, o których mówiono, że zgładzili Apfisa. Nie bardzo wiedziała jak się z nimi skontaktować, więc kazała Trekowi ich odnaleźć.
Trek wziął swój oddział, wsiedli do myśliwców i polecieli na najbliższą planetę z wrotami.


takie 3 uwagi a propos konstrukcji świata:

1)to jest za daleko, ale już nie ma problemu żeby dostać się stamtąd statkiem na planetę z wrotami?;
2)skoro jest tam tak daleko to jak Nabu tam doleciała?;
3)i jak Seth tam doleciał?;

i 2 uwagi odnośnie kanonu(tzn. żeby było w miarę zgodne z kanonem):

1)myśliwce Goa'uld nie mają hipernapędu, więc lepiej żeby się zabrali Al'keshem;
2)Seth siedział na Ziemii albo już został zabity przez SG-1 w zależności od tego czy akcja dzieje się przed czy po odcinku 3x02;
  • 1
Najciemniej jest pod jabłonią.

Est modus in rebus

Horacy

Prawda ma charakter bezwzględny.

Kartezjusz

Przyjaźń, tak samo jak filozofia czy sztuka, nie jest niezbędna do życia. . . Nie ma żadnej wartości potrzebnej do przetrwania; jest natomiast jedną z tych rzeczy, dzięki którym samo przetrwania nabiera wartości.

C.S. Lewis

#4 Mr()()z

Mr()()z

    Kapral

  • Użytkownik
  • 213 postów
  • MiastoRawicz

Napisano 13.10.2009 - |21:06|

hmm... Coool ;) Fajnie się czyta ;)

Czekam na cz. 4 ;)

ps. Jak skończysz skopiuj całość podziel , niech mod skasuje temat a ty wpiszesz całe opowiadanie ;) ja to czytałem (całe) z 20 minut .. całe pewnie z 45 ;)
  • 0
Niema to jak zainteresować się astrofizyką, fizyką teoretyczną, programowaniem i mechaniką kwantową ... przez McKaya
Chyba za dużo czasu spędziłem przy SG:A ...

#5 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 14.10.2009 - |12:15|

Trzy pierwsze części są już razem a teraz ciąg dalszy :rolleyes:


Jedynka ustawiła się na miejscu teleportacji.
-Macie wszystko?- Zapytał generał.
Jack posprawdzał kieszenie w kamizelce i odpowiedział - Zapasowe magazynki do P-90, granaty, zaty i najważniejsze batoniki energetyczne.
Hammond chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie Jack dał sygnał i Teal’c opuścił pierścienie teleportacyjne. Drużyna rozlokowała się na statku i skoczyli w hiperprzestrzenień.
-Co zrobimy jak wylądujemy?- Zapytał Daniel.
-Poczekamy na bankiet na naszą cześć a potem załatwimy sprawy, po które przylecieliśmy- odparł Jack.
***
Orbita Klesnara.
Jack, Daniel i Teal’c siedzieli w ładowni i sprawdzali sprzęt.
-Pułkowniku- zawołała Sam.
-Co jest?- Zapytał pułkownik.
-Zeskanowaliśmy planetę i wynika z tego, że atmosfera planety jest identyczna jak ziemska, klimat na całej planecie umiarkowany- zameldowała major.
- I co nam to daje?- zapytał O‘Neill- czy jest gdzie wylądować?
-Oczywiście zaraz lądujemy, przygotujcie się-powiedział Jackob.
Poszli do ładowni i czekali. Wylądowali na łące. Wokół jak okiem sięgnąć ciągnęły się lasy, przeważnie liściaste.
-Daleko do osady? -Zapytał pułkownik.
-Ze skanu wynika, że 10 km na północny-wschód sir- odpowiedziała Carter.
-Zbierajmy klamoty i ruszajmy szkoda czasu- powiedział Jackob.
Wszyscy wzięli kamizelki ze sprzętem i ruszyli.
***

W tym samym czasie świątynia Nabu.
-Pani, obcy statek wylądował w lesie ok. 10kmstąd- zameldował Jaffa.
-Czyj statek? Skąd się wziął?- Zapytała zdenerwowana Nabu.
-Obserwowaliśmy go odkąd wyszedł z hiperprzestrzenni- odpowiedział Jaffa.
-Dlaczego wcześniej mnie nie powiadomiliście?- Nabu była wściekła.
-Chcieliśmy mieć więcej informacji przed złożeniem raportu-odparł Jaffa.
-Lepiej żeby to byli Taur’i bo inaczej nie chciałbym być na twoim miejscu-zagroziła Nabu i rozkazała- wyślij tam natychmiast patrol. Jaffa skłonił się i wyszedł.
***
-Daleko jeszcze?- Zapytał Jack.
-Kawałek- odpowiedziała Sam. Szli już dwie godziny (Teal’c prowadził jak zwykle zresztą) i strasznie się nudzili, co prawda rozmawiali, ale nie mogli znaleźć ciekawego tematu. W pewnym momencie Teal’c dał znak żeby się zatrzymali i rozproszyli. Z ukrycia zobaczyli powód przystanku. Patrol czterech Jaffa zmierzał w ich kierunku. Teal’c chciał żeby patrol zaatakować i pojmać, lecz Jack chciał z nimi porozmawiać. Wyszedł z kryjówki staną na drodze i czekał. Jaffa go dostrzegli i uzbroili lance.
-Czy jesteś Taur’i? – Spytał dowódca patrolu.
-Zależy, kto pyta- odparł Jack a po chwili dodał- Pułkownik Sił Powietrznych USA Jack O’Niell do usług.
-Ale czy na pewno jesteś Taur’i i należysz do „jedynki”, która pokonuje Goa’uld?- Jaffa nie odpuszczał.
-Tak na wszystkie twoje pytania- uśmiechną się pułkownik.
Jaffa zabezpieczyli broń- w takim razie pójdziesz z nami- oznajmił dowódca.
-Ale ja nie jestem sam- powiedział O’Neill.
-To wołaj resztę –Jaffa był zirytowany beztroska O’Nila.
-Carter bierz resztę i chodźcie, panowie to komitet powitalny- zawołał Jack.
Major, doktor, Jackob i Teal’c wyszli z ukrycia i stanęli obok pułkownika.
_teraz możemy iść- powiedział uśmiechnięty Jack.
-Z czego on się tak cieszy?- Zapytał szeptem Daniel.
-Prawdopodobnie myśli że zapowiada się fascynująca zabawa- odpowiedział Jackob.
Świątynie było widać z odległości 500m. Daniel popadł w zachwyt.
- Nie wierzę, połączenie kultury minojskiej z celtycka. Musze to zbadać za wszelka cenę.
Doktor zaczął czegoś szukać w plecaku i został w tyle. Doszli do budynku i weszli do środka. Daniel został na zewnątrz u zaczął oglądać świątynie z zewnątrz. Jaffa się to nie spodobało.
-Zostawcie go- powiedział Jack.- On jest jak dziecko w sklepie z zabawkami, teraz go siła stąd nie wykopiecie.
Jaffa odpuścili, ale jeden z nich został żeby pilnować doktora. Dowódca patrolu poprowadził ich do sali audiencyjnej. Goa’uld siedziała na tronie w kształcie głowy byka, nad nią na ścianie było namalowane złote słońce. Sala była duża, wzdłuż obu ścian były filary w kształcie wydawałoby się, że bogów. Na ścianach były wymalowane rozmaite symbole.
-Ale plac zabaw dla Daniela-powiedział O’Neill reszta zespołu się uśmiechnęła.
Podeszli do Goa’uld i Jaffa kazali im klęknąć.
-Nie będę kłaniać się komuś, kto potrzebuje mojej pomocy- stwierdził O’Neill.
Nabu spojrzała na niego surowo, ale Jack nie odwrócił wzroku.
-W porządku, odejdźcie- powiedział do Jaffa.
O’Neill się rozluźnił i zapytał– O co chodzi?
Bogini już miał użyć śmiercionośnej bransoletki, nie mogła znieść lekceważącego tonu Taur’i, ale potrzebował ich. Wiedział, że sama nie da rady pokonać Setha.
Uspokoiła się i powiedziała -Witajcie na Klesnarze dziękuję, że tak szybko się zjawiliście.
-Tak wszystko pięknie, ale czego Goa’uld może chcieć od nas, przecież chyba masz statki, wojowników, broń? - Spytał O’Niell.
-Już wyjaśniam chodzi o to, że Seth sprzymierzył się z Yu i chcą trinium z mojej planety a ja nie chcę oddawać mojego domu. Poza tym ja nie potrzebuję trinium, ale w zamian za pomoc mogę wam dostarczyć ile zechcecie.
Na tą wiadomość Carter aż zaświeciły się oczy.
- Jaka jesteś hojna, trinium w zamian za rozwalenie połączonych władców systemów- Jack był zirytowany.
-Pułkowniku chwilę dowiedzmy się więcej i wtedy podejmiemy decyzję- powiedziała major.
- Teal’c idź w tej chwili przyprowadź tu daniela, możesz użyć siły-powiedział pułkownik.
Jaff się skłonił i wyszedł z sali.
-Czy możesz nam powiedzieć ile statków mają Seth i Yu?- Zapytała Carter
- Nasze czujniki wykryły 8 Hat’aków wokół planety i dwa razy tyle w innym systemie w gotowości- odpowiedziała Nabu.
-A z ciekawości ile ty masz statków? -Zapytał O’Neill.
-6 Hat’aków, ale nieuzbrojonych służą mi głównie do podróży i handlu, mam jeszcze 2 opancerzone Hat’aki w razie wyprawna zagrożone tereny- odrapała Nabu.
-Teal’c mógłbyś byś trochę delikatniejszy- powiedział Daniel potykając się, gdy Teal’c go popchnął żeby się pospieszył.
-Jack, po co mnie tu wezwałeś, na zewnątrz jest tyle…………..?- Zapytał doktor, ale nie skończył zobaczywszy znaki i symbole na ścianach i suficie.
- I po naradzie zespołowej- powiedział Jackob, gdy Daniel zamiast podejść do nich i zapoznać się z sytuacją pobiegł do ściany i zaczął przerysowywać symbole.
-Poradzimy sobie bez niego –zadecydował pułkownik.
-Taur’i są ciekawi, trochę denerwujący ale ciekawi- pomyślała Nabu.
„Jedynka ” odbyła naradę i Jack wysłał Carter żeby wtajemniczyła Daniela w szczegóły planu.
-I co ustaliliście?- Zapytała Goa’uld.
-Pomożemy ci pod pewnymi warunkami- odpowiedział Jackob i zaczął wymieniać- do załatwienia sprawy potrzebne nam będą oba twoje uzbrojone Hataki i tylu ludzi ilu możesz nam dać, będziemy również potrzebować naquadach i miejsca do pracy; poza tym chcemy jeden z twoich Hat’aków na własność może być nieuzbrojony.
Nabu popatrzyła na niego i odpowiedziała- Zgadzam się na wszystkie warunki.
Wydała stosowne rozkazy i po chwili podszedł Jaffa żeby zaprowadzić ich do pracowni. Daniel chciał zostać i kontynuować badania, więc porosili o to Nabu a ona się zgodziła. Jack kazał Teal’cowi zostać z doktorem. Pomieszczenie przeznaczone na pracownie było obszerne, brakowało niektórych sprzętów, ale to nie był problem. Przecież przywieźli trochę rupieci z Ziemi. Carter od razu zabrała się za przegląd sprzętu i robił listę tego, co musieli wziąć ze statku.
-Czy pani naprawdę potrzebuje jeszcze tylu rzeczy? –Spytał Jack.
-Tak pułkowniku i to możliwie szybko, jeżeli mamy wykonać nasz plan- odpowiedziała major nie odwracając wzroku od listy.
- Szybciej będzie jeżeli przylecimy statkiem blisko świątyni, przy takiej ilości sprzętu będziemy musieli obrócić kilka razy- powiedział O’Niell do Jackoba.
-Zgadzam się z tobą, ale czy możemy zostawić Sam samą?- Zapytał Tokr’a.
-Za bardzo im zależy żeby mnie zaatakować – odpowiedziała Carter.
-Postanowione, chodź Jackob im szybciej pójdziemy tym szybciej wrócimy- powiedział Jack i wyszedł. Jackob pożegnał się z córką i poszedł za pułkownikiem.
-Myślałem że kogoś z nami wyśle- powiedział Jackob do pułkownika, gdy już wyszli ze świątyni i skierowali się do lasu.
- Po co maiłaby to robić, nasi trzej ludzie zostali tam więc i tak wrócimy- odpowiedział Jack.
Resztę drogi przebyli w milczeniu pogrążeni we własnych myślach. Gdy dotarli do statku zaczynało się ściemniać. Weszli do sirotka i upewniwszy się że wszystko jest w porządku wystartowali. Droga powrotna zajęła im 30min. W pewnym momencie radar pokładowy zaczął wyć.
-Co się stało- zapytał Jack na technologii Tokr’a znał się jeszcze mniej niż na technologii Goa’uld.
-Obce statki atakują świątynie- powiedział Tokr’a- radar wykrył 3 statki.
***
W świątyni panował chaos. Jaffa biegali, alarm wył niemiłosierne. Pułkownik i Tok’ra w biegu rzucili okiem na sale w której zostawili doktora i Jaffa. Nie było ich tam, więc pobiegli do pomieszczenia przeznaczonego na pracownie major. Pomieszczenie było małe, pośrodku stał stół, kilka krzeseł i nic poza tym.Wpadli jak burza, na ich widok Carter się rozpogodziła. Siedziała z resztą zespołu przy stole i rozmawiali.
-Dobrze że jesteście, myślałam że was zaatakowali- powiedziała Sam.
-Mieliśmy trochę kłopotów z powrotem ale nic specjalnego- odpowiedział Tok’ra.
-Jak wygląda sytuacja i gdzie jest Nabu?- Zapytał pułkownik.
-Nie wiem, nie widziałam jej ale słyszałam startujący statek, myślę ze to mogła być ona.- powiedziała major i dodała- Przypuszczam że wcześniej widziała obce statki i uciekła zanim weszli na orbitę Klesnara. Mam tylko nadzieję ze zostawiła nam uzbrojonego Hat’aka bo inaczej po nas.
-Chodźmy to sprawdzić- zarządził pułkownik i wszyscy wyszli poszukać statków.

Użytkownik Palek21 edytował ten post 08.02.2010 - |17:44|

  • 1

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#6 Fazyk

Fazyk

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 83 postów
  • MiastoOslo

Napisano 14.10.2009 - |21:54|

Przestań denerwować ludzi i dawaj następne odcinki, bo jak nie, to sam przylecę do Ciebie Hatakiem i wyrwę je siłą!!!
Jak na razie to o wiele lepsze niż SGU...
Prześlij scenariusz do wytwórni, niech nakręcą "odcinki nieemitowane" ;) :D
  • 0

#7 Toudi

Toudi

    Ogr

  • Moderator
  • 5 296 postów
  • MiastoTychy

Napisano 14.10.2009 - |22:05|

Hatakiem

Ha'tak jak już...

#8 Fazyk

Fazyk

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 83 postów
  • MiastoOslo

Napisano 14.10.2009 - |22:45|

Najważniejsze, że się podoba :P
  • 0

#9 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 15.10.2009 - |08:03|

Bardzo chętnie im to wyślę jak skończę :rolleyes:
Pisownie poprawię, obiecuję.
  • 1

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#10 Mr()()z

Mr()()z

    Kapral

  • Użytkownik
  • 213 postów
  • MiastoRawicz

Napisano 15.10.2009 - |16:54|

mm.. cool ;) Szybko Szybko pisz więcej ;) tym razem najlepiej 2 x więcej niż part 4 ;) :) cool :D Lepsze od pilota sgu serio ;) bardziej chwyta ;)
  • 0
Niema to jak zainteresować się astrofizyką, fizyką teoretyczną, programowaniem i mechaniką kwantową ... przez McKaya
Chyba za dużo czasu spędziłem przy SG:A ...

#11 kiti89

kiti89

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 5 postów

Napisano 08.11.2009 - |13:11|

Naprawde niezłe, ciekawy pomysł. Czekam na cd...
  • 0

#12 Mr()()z

Mr()()z

    Kapral

  • Użytkownik
  • 213 postów
  • MiastoRawicz

Napisano 19.11.2009 - |16:07|

No to TAK : Poza kilkoma błędami jest oki ;D

Po pierwsze raz mówisz ON a raz ONA (o nabu) po 2: Nie Tokr'a a Tok'RA .. :D

poza tym bardzo fajne :D
  • 1
Niema to jak zainteresować się astrofizyką, fizyką teoretyczną, programowaniem i mechaniką kwantową ... przez McKaya
Chyba za dużo czasu spędziłem przy SG:A ...

#13 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 19.11.2009 - |20:11|

Fajne Pal, widzę że akcja posunęła się napród od tego co czytałam.

Trochę brakuje przcinków, są błędy w pisowni: np. Tok'ra, Jacob, Tau'ri...

Co to płci Nabu, Mr()()Z nie możemy się czepić: pamiętasz jak Ozyrys przejął Sarah Dana? I było Goaul'd facet - nosiciel - kobieta. Nie wiemy, może Nabu to Goaul'd baba, a wybrała sobie jako nosiciela mężczyznę?

Pal w następnym odc. wyjaśniszę tę kwestię co?
  • 1

#14 Michalina

Michalina

    Szeregowy

  • Użytkownik
  • 67 postów
  • MiastoOstróda(Mazury Zach.)

Napisano 20.11.2009 - |21:53|

Co dalej??
Symbionty nie mają płci. Ich płeć określa nosiciel...
  • 1
Ubi dubium ibi libertas.

#15 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 01.01.2010 - |21:12|

I co dalej? Czekam na ciąg dalszy :) ! Bardzo dobrze mi się to czyta, a jestem pożeraczką fanficów . Kiedy następny odcinek? Czy zostawiła im tego Hat'aka? Nie mogę się doczekać następnego odcinka! Mnie tam w sumie nie przeszkadza jeśli są jakieś błędy w stawianiu przecinków czy coś. Ja tylko strasznie nie lubię jeśli są jakieś błędy ortograficzne. Kurczę! Jak napisałaś "w sirotku" to mnie to dobiło :blink: . Pisze się przecież "w środku". Oprócz tego jednego błędu co mnie trochę dobił to wszystko jest fajnie. Chciałabym jednak żeby kolejny odcinek był trochę dłuższy ;) , Bo ty według mnie masz talent do pisania fanficów . Ja strasznie chciałabym napisać fica , ale zupełnie nie mam pomysłu jak zacząć <_< (uch).
  • 0
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#16 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 07.01.2010 - |13:50|

Niezłe choć krótkie, czekam na cd. :D
  • 1

#17 Palek21

Palek21

    FANKA WSZYSTKIEGO

  • Użytkownik
  • 354 postów
  • MiastoMykanów

Napisano 08.02.2010 - |17:50|

Z tyłu świątyni stało w równiutkim rzędzie 5 Hat’aków. Wszędzie wokoło biegali zdezorientowani Jaffa. Jedynka wraz z Jacobem ruszyli ku nim. Rozdzielili się żeby sprawdzić stan statków.
-To na czym stoimy?- Zapytał pułkownik, gdy wrócili na miejsce, z którego się rozeszli.
-Wychodzi na to że mamy jeden kompletnie i jeden nie kompletnie uzbrojony. Poza tym we wszystkich czekają Jaffa, są na nasze rozkazy- zameldowała Carter.
-Ilu jest pilotów? – Zapytał Jakob- poza mną i Teal’ciem oczywiście.
- Wszystkie Hat’aki mają pełną załogę- odpowiedziała Sam.
- To czego brakuje temu prawie uzbrojonemu? – Spytał Daniel.
Zamyślona major nie odpowiedziała, więc pułkownik jako że stał najbliżej szturchnął ja, oprzytomniawszy Carter odpowiedziała: - Paru poprawek i myślę że jeżeli zacznę teraz to zajmie mi to jakieś 40 min.
Nie czekawszy na pozwolenie wzięła sprzęt i poszła poprawiać prawie uzbrojonego Hat’aka, Teal’c nie chcąc żeby była sama poszedł za nią. Jackob , Daniel i Jack zaczęli planować jak wyjść z opresji cało i nie złamać umowy.

***

O’Neill poprosił Daniela żeby poszedł po dowódców wszystkich Hat’aków żeby wtajemniczyć ich w swój plan, który zakładał uczestnictwo wszystkich statków. Mianowicie miało to wyglądać na atak świetnie uzbrojonych statków. Pozostali mieli zająć wroga podczas ataku jedynki. Uzbrojone stataki miały zaatakować Hat’aki dowodzące. Po 40 minutach poszli na okręt który powinien być, jak mieli nadzieje, uzbrojony. Carter siedziała za pulpitem sterującym z laptopem na kolanach i zawzięcie stukała w klawisze, Teal’c przechadzał się po pokładzie, załoga Jaffa siedziała w ładowni. Pułkownik, doktor i Tok’ra podeszli do major.
-I co z tym uzbrojeniem?- zapytał Jack.
-Tak jest wszystko- odpowiedziała Sam, trochę nieobecny głosem.
-Więc pora zaczynać- powiedział O’Neill i zaczął wydawać rozkazy.- Jackob i Daniel bierzecie tamten Hat’ak, my zostaniemy na tym. Jackobie Daniel wytłumaczy ci szczegóły planu, ja postaram się wytłumaczyć Sam, jeżeli zacznie nas zauważać.
Carter i Jackson zabrali sprzęt i bron i poszli na swój statek. Wystartowali i ustawili się w szyku bojowym. Dolecieli na orbitę planety. Zobaczyli 8 Hat’aków władców systemów rzeczywiście świetnie uzbrojonych. Pułkownik polecił włączyć skanery żeby sprawdzić, które to statki dowódców, po otrzymaniu informacji wydał rozkazy.
-Show time- powiedział i zaatakowali.

***


Pułkownik kazał major zablokować kanały transmisji żeby władcy systemów nie mogli wezwać posiłków. Wiedział co prawda że i oni zostaną bez kontaktu ale wszyscy mieli dokładne rozkazy wiec się za bardzo nie martwił. Trzy nieuzbrojone Hat’aki leciały przodem a oni z tyłu, wróg od razu rozwalił jednego ale Teal’c wystrzelił salwę i rozwalił im dwa pomocnicze Hat’aki. Wymiana ognia trwała dobre dwie godziny. Najpierw jedynka straciła całą swoja osłonę ale w zamian rozwalili wszystkie statki władców oprócz Hat’aka dowódców.
-Zgadzam się Sir, to bardzo dziwne że Seth i Yu są na jednym statku- powiedziała Sam jakby czytając w jego myślach.
-Właśnie miałem to powiedzieć-mrukną pułkownik.- Ciekawe co to może dla nas oznaczać?
-Sądzę że tak im zależało na przejęciu trinium i władzy nad planetą że odrzucili tymczasowo spory-powiedział Teal’c.
-Ale co z tego sojuszu może wynikać dla nas teraz?- pytał O’Neill.
-Nie wiem obaj są bardzo niebezpieczni. Radze zaczekać na ich ruch- odpowiedział Jaffa.
-Tylko jak damy znać Jackobowi i Danielowi –zastanawiał się pułkownik.
-Sir mogę tak skalibrować nasze ziemskie komunikatory żeby łączyły się ze sobą nie poprzez podprzestrzeń ale przez zwykłe fale radiowe- oznajmiła Sam z uśmiechem.
O’Neill popatrzył na nią jakby nagle zaczęła mówić językiem Asgard, było jasne że nie zrozumiał wszystkiego
-Chodzi o to, że przestawię nasze radia tak żebyśmy mogli porozmawiać z resztą ale żeby władcy systemów się nie zorientowali- wyjaśniła major.
-Nie mogłaś tak od razu powiedzieć –zapytał Jack.
Jak powiedziała tak zrobiła i po pół godzinie wyjaśnili cała sprawę doktorowi i Tok’ra. Uzgodnili że będą czekać a radia używać tylko w konieczności. Zapowiadało się długie czekanie.

Użytkownik Palek21 edytował ten post 04.07.2010 - |19:50|

  • 1

Życie to ostry miecz, na którym Bóg napisał:

KOCHAJ, WALCZ, CIERP!!!


#18 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 09.02.2010 - |18:06|

bardzo dobrze się czyta :)
i ta część wyszła ci całkiem fajnie.
mnie się w każdym razie podobało ;)
  • 0
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).

#19 Megi

Megi

    Starszy szeregowy

  • Użytkownik
  • 86 postów
  • MiastoCrosno

Napisano 18.02.2010 - |09:46|

Super
  • 1

#20 igut214

igut214

    Kapral

  • Użytkownik
  • 244 postów
  • MiastoKraków

Napisano 24.02.2010 - |20:18|

Extra jak zwykle ;)
  • 0
"Tęsknię za lasem, uświadomił sobie Leiard. Tęsknię za życiem w spokoju. Za sercem i umysłem, których nie drąży zamęt. Za bezpieczeństwem" -- ("Kapłanka w bieli" - str. 363).




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych